• Print
close

MADE IN FRANCE

Największym kapitałem każdej firmy są jej pracownicy. Dlatego rozpoczynamy serię artykułów o ludziach zatrudnionych w Federacji, aby pokazać nie tylko ich pracę, ale także, kim są i czym się interesują w czasie wolnym. Zaczynamy od wywiadu z Marie Alvergnas, rodowitą Francuzką, która od niedawna pracuje w biurze Wydziału Oceny w Warszawie. Nasze narody o wiele więcej łączy niż dzieli, a punktem wspólnym jest na pewno podobna pasja do hodowli bydła mlecznego.

Rozmawiał: Mateusz Uciński; Zdjęcie: Mateusz Uciński

Mateusz Uciński: Marie, proszę, powiedz mi coś o sobie. Skąd pochodzisz? Czym zajmuje się Twoja rodzina?
Marie Alvergnas: Pochodzę z Francji, moja rodzina mieszka niedaleko Lyonu. Dorastałam z czterema braćmi w gospodarstwie mleczarskim prowadzonym przez moich rodziców. Tam, skąd pochodzę, wszyscy jesteśmy pasjonatami rolnictwa i hodowli bydła mlecznego. Sześć lat temu przeniosłam się do Tuluzy, aby studiować rolnictwo, marketing i zarządzanie w szkole inżynierskiej. Miałam praktyki w gospodarstwach i firmach, do tego dużo podróżowałam. Pozwoliło mi to na wyspecjalizowanie się w hodowli zwierząt, zwłaszcza bydła mlecznego, bo właśnie to najbardziej podoba mi się w rolnictwie.

W czym specjalizuje się gospodarstwo Twoich rodziców?
Gospodarstwo, w którym dorastałam, należy do mojej rodziny od pokoleń i zawsze było ukierunkowane na produkcję mleka. Kryzys na rynku w 2010 r. spowodował, że musieliśmy zadecydować o przyszłości hodowli, zwłaszcza że od 2013 r. system produkcji mocno się zmienił. Nasze gospodarstwo obecnie jest prowadzone przez moją matkę i dwóch braci. Mój ojciec jest oficjalnie na emeryturze, ale nadal dużo im pomaga. Ostatecznie nasza farma została oznaczona jako gospodarstwo ekologiczne w lutym 2018 roku, po dwóch latach konwersji. Hodujemy w nim 40 krów rasy montbeliarde, produkujących 240 tys. litrów mleka rocznie, z czego 118 tys. sprzedajemy firmie Biolait – największej francuskiej spółce mleczarskiej, a z 22 tys. produkujemy ser i sprzedajemy go na rynkach w Lyonie. W 2017 r. wybudowaliśmy własną serowarnię, powiększyliśmy asortyment serów oraz zwiększyliśmy ilości przetworzonego mleka. Posiadamy 84 ha gruntów, podzielonych na 10 ha kukurydzy, 10 ha mieszanki zbożowej na ziarno i 64 ha traw, bezpośrednio wykorzystywanych jako pastwiska lub koszonych i osuszanych. Pozwala to wytwarzać wysokiej jakości siano i uniknąć pewnych problemów klimatycznych. Nasza farma jest praktycznie samowystarczalna. Ponadto współpracujemy z innymi rolnikami, dzieląc się maszynami, doświadczeniem i aktualnymi informacjami dotyczącymi prowadzenia gospodarstwa, co bardzo się sprawdza. Samo przejście na rolnictwo ekologiczne dużo nie zmieniło w gospodarstwie, gdyż już wcześniej nasza hodowla była prawie organiczna. Nasza mleczarnia umożliwiła swoim współpracownikom otrzymanie korzystnych kredytów i subwencji z UE, co przełożyło się na inwestycje w serowarnię i suszarnię do obory. Teraz planujemy zwiększenie ilości przetworzonego mleka i znalezienie nowych kanałów dystrybucji naszego sera. Moi bracia pracują nad ulepszeniem genetyki stada i wyborem kukurydzy, aby mieć specyficzną odmianę, dobrze dostosowaną do regionu.

Czy dostrzegasz różnice między polskim a francuskim rolnictwem?

W swoim kraju Marie aktywnie uczestniczyła w pracach gospodarstwa swoich rodziców, a także we francuskich wystawach hodowlanych

Zdecydowanie różna jest w naszych krajach wielkość gospodarstw. W Polsce są hodowle, w których liczba krów waha się od 5 do 1000 szt., a 70% z nich utrzymuje mniej niż 8 krów. We Francji jest mniej gospodarstw mlecznych, ale liczą one od 20 do 250 krów i są bardziej jednorodne. W Polsce pieniądze są pożytkowane przede wszystkim na modernizację, we Francji z kolei – na dywersyfikację. Dotacje z UE przeznaczamy na dostosowanie hodowli do aktualnych trendów na rynku i specjalizację gospodarstw, na przykład w ekologię. Poza tym francuscy rolnicy częściej pracują w grupach, aby w ten sposób redukować koszty. Myślę, że Polacy mają silniejsze związki z rolnictwem. Na wsi ludzie mają ogródki, wiedzą, jak hodować zwierzęta, aby przygotować własne jedzenie. We Francji niestety dużo z tego już „zatraciliśmy”.

Co zadecydowało o Twoim przyjeździe do Polski?
Odkryłam Polskę w 2015 roku, kiedy przyjechałam na studia do Poznania, jako student Erasmusa. Nie miałam wcześniej wielu możliwości podróżowania, ale byłam bardzo ciekawa Europy wschodniej. Praktycznie wszystkie weekendy mojego pobytu spędziłam podróżując po Polsce, odwiedzając wiele miejsc w tym kraju. Tak bardzo to pokochałam, że zdecydowałam: muszę tu wrócić. Udało się to niecały rok później. Musiałam odbyć praktykę w firmie zajmującej się rolnictwem, aby napisać pracę magisterską i potwierdzić moje studia. Poprosiłam Federację, żeby mnie przyjęła, a kierownik Wydziału Oceny Danuta Radzio wysłała mnie do nowego Centrum Genetyki PFHBiPM w Poznaniu. Tam moim głównym zajęciem było wyszczególnienie czynników fizjologicznych i biologicznych odpowiedzialnych za zaburzenia zdrowotności racic w stadach krów mlecznych, zidentyfikowanie czynników genetycznych i przeanalizowanie pierwszych zebranych danych. Spędziłam 6 miesięcy w Polsce, pracując nad tym, i 5 miesięcy we Francji, pisząc moją pracę magisterską na ten sam temat. Pozwoliło mi to poznać Federację, jej funkcjonowanie i organizację. Spotkałam ludzi z różnych działów PFHBiPM, a także wielu rolników, dzięki czemu zrozumiałam wiele kwestii związanych z hodowlą bydła mlecznego w Polsce.

Dlaczego zdecydowałaś się zostać w naszym kraju i pracować w Federacji?
Po studiach szukałam pracy odpowiadającej moim oczekiwaniom. Chciałam pracować w międzynarodowym środowisku i być blisko hodowców bydła. Zależy mi na tym, żeby moja praca była przydatna dla rolników i pomagała w rozwoju hodowli mleczarskiej. Wartości i organizacja PFHBiPM bardzo odpowiadały moim oczekiwaniom, a Ocena jest dla mnie pierwszym krokiem do ulepszenia stad mlecznych. Praca w tym dziale jest bardzo miłą okazją do bycia częścią tego rozwoju.

Jak postrzegasz swoją dalszą pracę w naszej firmie?
Bardzo wierzę w grupy robocze. Dla mnie to najlepszy sposób na tworzenie nowych rzeczy i wprowadzanie innowacji. Chciałabym być częścią takich grup i pracuję nad moim polskim, żeby to się stało jak najszybciej. Interesują mnie też kontakty międzynarodowe. Zawsze ciekawie jest zobaczyć, co się dzieje w kwestiach hodowlanych w innych krajach. Daje to nowe pomysły i możliwości, a czasem nawet rozwiązania lokalnych problemów.

Czy jest coś, co Cię szczególnie interesuje, czym chciałabyś się zająć?
Jestem szczególnie zainteresowana innowacjami mogącymi sprawić, że gospodarstwa będą bardziej wydajne, samowystarczalne i niezależne. Angażowałam się w podobne projekty na rodzinnej farmie i widziałam, jak dobrze dostosowany system może pomóc gospodarstwu być rentownym i skłania młodzież do pozostania w rolnictwie. Oczywiście nie wszystkie rozwiązania są odpowiednie dla wszystkich typów gospodarstw, dlatego należy myśleć o nowych sposobach, dopasowanych do potrzeb polskiego rolnictwa.

Czy widzisz jakieś różnice między Federacją i podobnymi organizacjami w Twoim kraju?
Federacja jest bardzo kompletną strukturą, skupiającą wiele różnych aspektów hodowli bydła mlecznego. Jest to znacznie prostsze niż we Francji, gdzie działają dziesiątki firm, które łączą się i dzielą. We Francji istnieje krajowa organizacja zajmująca się oceną wartości użytkowej bydła, ale regiony i departamenty prowadzą własne projekty i dostosowują ocenę do potrzeb rolników. Ma to pewne zalety i wady. Liczba osób pracujących w tych firmach stymuluje rozwój pomysłów i innowacyjnych koncepcji. To prowadzi do powstania bardzo interesujących projektów. Trudno jest jednak określić strukturę i organizację wszystkich tych firm. Ich mnożenie zakłóca obieg informacji, blokując tworzenie przydatnych projektów, ponieważ ludzie po prostu nie wiedzą, jak się zebrać. Najważniejszy dla mnie w obu przypadkach jest cel firmy, czyli praca na rzecz zadowolenia hodowcy i pomoc w jego pracy hodowlanej.

Ostatnie pytanie. Co lubisz w Polsce?
Przede wszystkim, i bez wahania – Polaków! Polacy znani są z tego, że są dość zdystansowani, i muszę przyznać, że takie było również moje pierwsze wrażenie. Ale potem spędziłam czas z polskimi studentami w Poznaniu, zostaliśmy przyjaciółmi i poznałam ich rodziny. Wszyscy przyjęli mnie tak dobrze, że nigdy nie czułam się samotna, będąc w Polsce. To wspaniałe uczucie poczuć się jak w domu, będąc 1500 km od Francji!

Story Page