close

Nowoczesna obora w Kraszewicach

Polscy hodowcy bydła mlecznego, coraz częściej powiększając stada, sięgają po najnowocześniejsze technologie utrzymania krów i dój automatyczny. Prezentujemy przykład gospodarstwa rodzinnego z Wielkopolski.

TEKST I ZDJĘCIA: RYSZARD LESIAKOWSKI

 

W gospodarstwie Anny i Marka Golanowskich z Kraszewic, w powiecie ostrzeszowskim, w końcu czerwca br. odbyła się uroczystość otwarcia nowej obory i jej poświęcenia. Pogoda dopisała, zatem chętnych do zwiedzenia obiektu na miarę XXI wieku było wielu. Trud budowy nowoczesnej obory docenili przedstawiciele lokalnych władz samorządowych, dostawcy wyposażenia, koledzy po fachu, czyli okoliczni hodowcy bydła mlecznego, oraz liczni znajomi. Oczywiście gratulacji i życzeń dobrych cen mleka Golanowscy odebrali bez liku. Rzeczywiście ich nowa obora robi pozytywne wrażenie, w oczy rzucają się potężne krokwie z drewna klejonego i ściany z jasnej cegły klinkierowej. W Polsce jest to rzadkość. Co ciekawe, Marek Golanowski pełnił, z konieczności, funkcję kierownika budowy własnej obory, ponieważ właściciel firmy budowlanej nagle zmarł w początkowej fazie realizacji inwestycji. W praktyce oznaczało to organizowanie i nadzorowanie ekipy budowlanej, a efektu tej pracy nie powstydziliby się profesjonaliści.

Nowoczesne technologie sprzyjają rozwojowi
– Zamysł budowy nowej obory dla 150 krów wraz z przychówkiem powstał w 2015 roku. Wolnostanowiskowa obora na 50 krów z dojarnią typu „rybia ość” 2×3, którą wznieśliśmy z żoną w 2000 roku, pękała w szwach, a jej rozbudowa była niemożliwa z uwagi na ciasną działkę siedliskową. W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem była budowa na nowym siedlisku – relacjonuje hodowca z Kraszewic. Informuje, że znaczne powiększenie stada stwarza możliwości zmechanizowania większości prac, ponieważ wtedy racjonalne jest inwestowanie w nowoczesne technologie, dzięki którym codzienna obsługa jest bardziej wydajna i komfortowa.
– W gospodarstwie pracuję z żoną i pomagają mi dwaj studiujący synowie, Karol i Patryk, a najmłodszy Aleksander jest w wieku szkolnym. Było więc jasne, że trzykrotnie większe stado będzie wymagało zatrudnienia pracowników do najbardziej uciążliwej pracy, którą, moim zdaniem, jest dój. Tymczasem znalezienie odpowiednich osób graniczy z cudem, a takich pracowników potrzebowałbym dwóch. W tej sytuacji zdecydowałem się na dój automatyczny, oferowany przez firmę DeLaval – wyjaśnia Marek Golanowski.
– Rok czasu zajęło nam przygotowanie dokumentacji i załatwienie niezbędnych zezwoleń. Budowa ruszyła w kwietniu 2016, a ostatnie prace wykończeniowe trwały do czerwca 2018. Pierwsze sztuki do nowego budynku wprowadziliśmy już w czerwcu 2016. Roboty udojowe uruchomiliśmy w listopadzie 2017 – relacjonuje Patryk Golanowski. Informuje, że zapleczem paszowym dla bydła jest 120 hektarów użytkowanych gruntów.

Konstrukcja mieszana
Nowa obora, o wymiarach 36×72,6 m, ma mieszaną konstrukcję nośną. Krokwie stanowią belki z drewna klejonego o wysokości 0,64 m i długości 21 m, które zespolono w kalenicy za pomocą śrubowych łączników ze stali. Konstrukcja pokrycia dachowego opiera się na żelbetowych słupach nośnych, ustawionych wzdłuż osi podłużnych ścian budynku. Natomiast wewnątrz obory krokwie podpierają stalowe słupy nośne, rozstawione co 5 m, które wykonano z ocynkowanych rur stalowych o średnicy 21 cm. Podpory we wnętrzu budynku przebiegają wzdłuż osi podłużnej podwójnych legowisk oraz wzdłuż drabiny paszowej. Taka lokalizacja słupów nośnych nie ogranicza funkcjonalności budynku.
– Za wykorzystaniem drewna klejonego na konstrukcję pokrycia dachowego przemawiały koszty, które były o ok. 40% niższe w porównaniu do alternatywnej konstrukcji stalowej. Ponadto zależało mi na dobrej izolacji termicznej dachu, i ten warunek drewno spełnia – argumentuje swój wybór Marek Golanowski.

Pokrycie dachowe obory stanowi płyta warstwowa z sześciocentymetrowym ociepleniem, co zdaniem hodowcy z Kraszewic zapewnia wystarczającą izolację termiczną dachu. Podłużne ściany budynku do wysokości 2,2 m wymurowano z cegły klinkierowej, ponad nią znajduje się niezabudowana przestrzeń o wysokości 2 m. Zatem łączna wysokość ścian podłużnych wynosi 4,2 m, a budynek w kalenicy ma wysokość 9,3 m.

Stół paszowy o szerokości 5 m rozdziela oborę na dwie części. Jedna, z boksami legowiskowymi, jest przeznaczona dla krów dojnych, w drugiej są ścielone słomą kojce grupowe dla młodzieży, krów zasuszonych i cielących się (patrz schemat obory). W części produkcyjnej, wyposażonej w dwa roboty udojowe, znajdują się dwa rzędy przyściennych legowisk o długości 2,7 m przeznaczone dla krów. Jeden z nich przebiega wzdłuż podłużnej ściany budynku, a drugi jest oddzielony od korytarza paszowego ścianką o wysokości 1,5 m. Między pojedynczymi rzędami znajduje się podwójny rząd legowisk o łącznej długości 4,8 m. Zatem jedno legowisko ma długość 2,4 m. Wszystkie korytarze spacerowe przykrywa ażurowa posadzka, pod którą znajdują się kanały na gnojowicę.

Troska o komfort zwierząt
Trzeba przyznać, że hodowcy z Kraszewic zadbali o stworzenie zwierzętom komfortowych warunków w nowej oborze. Czterometrowa szerokość korytarzy paszowych, zarówno w części produkcyjnej, jak i przeznaczonej dla młodzieży, umożliwia zwierzętom swobodne pobieranie paszy. Niezakłócony ruch krów umożliwiają także trzymetrowej szerokości korytarze spacerowe rozdzielające rzędy boksów legowiskowych. Wyścielone są materacem utworzonym z mieszaniny słomy, wapna węglanowego i wody. – Mieszaninę sporządzamy w wozie paszowym, w proporcji: na 600 kg słomy przypada ok. 300 kg wapna oraz ok. 300 l wody. Materac w boksach legowiskowych uzupełniamy raz w miesiącu – opowiada Marek Golanowski. Nadmienia, że krowy chętnie korzystają z boksów wyścielonych tą ściółką. Ponadto w tej części obory zwierzęta mogą korzystać z trzech automatycznych czochradeł.

Hodowca dużą uwagę zwrócił także na zapewnienie dobrych warunków odchowu jałówek. Przebywają one w boksach grupowych, ścielonych słomą. Z każdego z nich zwierzęta mogą wyjść na zewnętrzny wybetonowany wybieg. – Przebywanie młodzieży hodowlanej na świeżym powietrzu i słońcu korzystnie wpływa na ich wzrost i rozwój. Jałówki są przyszłością mojego stada, dlatego warto o nie dbać – argumentuje rozmówca z Kraszewic.

Dobry mikroklimat
Dzięki sprawnej wentylacji kalenicowej w budynku panuje dobry mikroklimat. Świeże powietrze napływa do wnętrza obory przez wspomnianą niezabudowaną część w podłużnych ścianach budynku. W chłodne i wietrzne dni otwory są automatycznie zasłaniane kurtynami, którymi steruje stacja pogodowa. – Izolacja termiczna dachu sprawdza się zwłaszcza w okresie upałów, które podczas tegorocznego lata były szczególnie dokuczliwe. Gdy temperatura na zewnątrz dochodziła do 37ºC, we wnętrzu obory było 21ºC – informuje hodowca. W jego opinii podstawowym warunkiem dobrego funkcjonowania wentylacji kalenicowej w oborze są zamknięte wszystkie wrota.

Dzięki sprawnej wentylacji w obiekcie jakość powietrza jest bardzo dobra, mimo że pod ażurową posadzką przechowywana jest gnojowica. Kanały na gnojowicę, o głębokości 2 m i łącznej objętości 2300 m3, tworzą trzy niezależne obiegi slalomowe. Każdy z nich posiada na zewnętrz gniazdo na mieszadło podłączane do ciągnika. – Mieszadło pracuje okresowo, gnojowicę mieszamy co ok. 3 tygodnie. Montaż trzech stacjonarnych mieszadeł elektrycznych byłby znacznym wydatkiem, a ponadto urządzenia te pracują w agresywnym środowisku i są narażone na częste awarie – argumentuje Marek Golanowski. Wyjaśnia, że obornik z kojców dla młodzieży, jałówek cielnych, krów zasuszonych, porodówki i izolatki jest przechowywany na płycie obornikowej o powierzchni 150 m2.

Automatyczny dój
Obora nie jest jeszcze w pełni zasiedlona, obecnie stado liczy 105 krów, z których 95 doi się w dwóch robotach udojowych VMS firmy DeLaval. – Urządzenia pracują w systemie kierowanego ruchu krów w oborze – wyjaśniają hodowcy z Kraszewic. Krowę do odwiedzenia robota udojowego zachęca zadawana w nim pasza treściwa, jednak zanim wejdzie do boksu udojowego, musi przejść przez trójdrożną bramkę. Stąd mlecznica, jeśli ma pozwolenie na dój, może być skierowana do poczekalni lub do stacji paszowej, gdy została już wydojona. W przypadku, gdy wykorzystała swój dobowy limit paszy treściwej, jest kierowana z trójdrożnej bramki do części legowiskowej, gdzie może odpoczywać i przeżuwać. Natomiast krowa wydojona w robocie udojowym przechodzi przez drugą bramę trójdrożną, która kieruje ją do izolatki krótkoterminowej albo długoterminowej lub na stół paszowy. W oborze funkcjonują także bramki jednokierunkowe, które przepuszczają zwierzęta ze stacji paszowej do części legowiskowej oraz z części legowiskowej do stołu paszowego. Jeśli krowa ma apetyt na paszę treściwą, to ze stołu paszowego przechodzi przez bramkę trójdrożną w kierunku robota udojowego, i cała procedura się powtarza.

W opinii Marka Golanowskiego kierowany ruch krów w oborze z robotami udojowymi ułatwia lokalizację zwierząt w budynku, gdy zachodzi konieczność znalezienia konkretnej sztuki, co z kolei jest pomocne w zarządzaniu stadem. Hodowca informuje, że wszystkie krowy przeprowadzone ze starej obory są dojone za pomocą robotów udojowych i żadna nie została wybrakowana z powodu nieprzydatności do doju automatycznego. – Przypadki niewchodzenia krów do robota udojowego w wyznaczonym czasie są sporadyczne. Najczęściej przyczyną są problemy zdrowotne, np. kulawizna. Najwięcej problemów w przyuczeniu do automatycznego doju stwarzają pierwiastki, które stanowiły ok. 50% stada, ponieważ zakupiliśmy 50 jałówek cielnych – informuje rozmówca. Nadmienia, że pierwsze 6 miesięcy po zamontowaniu robotów udojowych było dużym wyzwaniem dla całej rodziny, ponieważ był to czas adaptacji zwierząt do nowych warunków i poznawania ich zachowania w tych okolicznościach.

Duża swoboda w organizowaniu czasu pracy
– W nowej oborze zmienił się diametralnie charakter pracy. Wyeliminowałem prace najbardziej uciążliwe w codziennej obsłudze zwierząt, tj. dój i usuwanie nieczystości. Dużym ułatwieniem jest wykrywanie rui na podstawie aktywności ruchowej. Takie samice są automatycznie kierowane do wydzielonego kojca – opowiada Marek Golanowski. Nadmienia, że roboty udojowe stwarzają dużo swobody w organizowaniu codziennej pracy, ponieważ nie ma już reżimu czasowego związanego z dojem. – Nie oznacza to jednak, że w nowej oborze przebywam krócej niż w starej. Teraz więcej czasu poświęcam na nadzorowanie urządzeń, obserwację zwierząt i zarządzanie stadem – podkreśla rozmówca. Informuje, że dziennie na przeglądanie alarmów i raportów generowanych przez roboty udojowe poświęca od 1 do 1,5 godziny.

Pytamy, jaki jest koszt wzniesienia i wyposażenia nowoczesnej obory. – Budowa trwała około dwóch lat, co utrudnia analizę kosztów. W tym czasie zmieniły się ceny materiałów budowalnych oraz znacząco wzrosły koszty robocizny. W obecnych realiach na całą inwestycję, a więc uzbrojenie terenu, wzniesienie budynku, jego wyposażenie, utwardzenie wybiegów dla młodzieży oraz położenie pozbruku, należałoby przeznaczyć ok. 5 mln zł – odpowiada Marek Golanowski. Obora jest przeznaczona dla 150 krów z przychówkiem. Zatem łatwo obliczyć, że na jedno stanowisko należy przygotować ok. 33 tys. zł (5 000 000/150). – Amortyzacja inwestycji wiąże się z ilością sprzedawanego mleka z obory, dlatego zamierzamy możliwie szybko osiągnąć pełną obsadę krów. Do końca tego roku stado powinno liczyć 120 mlecznic. Średnioroczna wydajność krów wynosi obecnie ok. 9 tys. litrów – informuje hodowca z Kraszewic. Nadmienia, że po osiągnięciu pełnej obsady przyjdzie kolej na selekcję hodowlaną w kierunku wyrównania stada. 

Story Page