close

Krajobraz po aferze wołowej

Po tym, jak w ubojni nieopodal Ostrowi Mazowieckiej ubijano „leżaki”, i po tym, jak dowiedział się o tym prawie cały świat, Polska znalazła się w oku cyklonu. Wyrwaliśmy się z niego, choć nie było łatwo. Najwięcej dały nam w kość polityczne wypowiedzi, także te ze strony totalnej opozycji. Ale nie tylko. Politycznie do tej sprawy podchodziły media i jeden z naszych sąsiadów z południa. Co do powyższych nie ma wątpliwości także Szymon Giżyński, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi.

 

tekst: Radosław Iwański; zdjęcia: MRiRW

 

– Analitycy z prestiżowych banków mówią, że nie ma strukturalnego spadku cenowego na rynku wołowiny. Rynek wraca do równowagi. Widać, że ta sytuacja miała ozdrowieńczy wpływ na całą branżę, która konsoliduje się i wychodzi zwycięsko z tego zawirowania – oświadczył wiceminister Giżyński.

Nie ma on wątpliwości, że obroniliśmy tę sytuację, informując, że ma ona charakter przestępczy i precedensowy. Przecież tego typu sytuacje zdarzają się na zachodzie Europy, warto przypomnieć taką samą z jesieni ub.r., która miała miejsce w Niemczech, albo podobną ze stycznia br. w Wielkiej Brytanii, czy całą serię tego typu zdarzeń w Czechach. Polityka wzięła górę, a meritum sprawy poszło w zapomnienie.
– Bardzo szybko Unia Europejska zaczęła rozumieć, że w związku z naszym przypadkiem z ubojni pod Ostrowią zaczyna się dziać coś dziwnego – mówi wiceminister.
I dodaje: – Przecież Komisja Europejska wiedziała, że są zatrzymani w tej sprawie, że zajmuje się tym policja wraz z prokuraturą, a ubojnia została zamknięta. Mimo tego z afery usiłowano zrobić problem międzynarodowy, który w żaden sposób nie kwalifikował się na taki – dodaje. Polskę zaniepokoiło działanie przede wszystkim Czechów, którzy wykorzystali tę sytuację do wojny handlowej. Wojny, która rozgrywała się między państwami, nie tylko o wołowinę, ale o żywność. Nie było jeszcze takiej sytuacji, żeby bracia w UE walczyli aż tak zaciekle między sobą.
– Brat Litwin (unijny komisarz ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności Vytenis Andiurkaitis – przypis redakcji) musiał przemówić do sumienia brata Czecha, żeby ten nie krzywdził brata Polaka i nie przesadzał w tej sprawie. Uwagi poskutkowały. Niestety, pogrożono Czechom sankcjami, jeśli się nie uspokoją – przyznaje Szymon Giżyński.

Czesi wiedzą, że nie są święci w zakresie uboju zwierząt, pewnie dlatego też zamilkli.
Unijna kontrola nie miała do czego się przyczepić, uznała jedynie, że powinien się zwiększyć nadzór państwowej weterynarii nad ubojem bydła.
– I my to zrobimy, zmienimy system wyznaczania lekarzy weterynarii, na rzecz właśnie państwowych. Mamy inne zdanie, wspólne z audytorami unijnymi, a jak bardzo różne od polskiej totalnej opozycji, która nie chce zmian w tym zakresie. Nie mamy wyjścia, zagrożenia musimy przekuć w szanse. Zreformujemy system nadzoru przytomnie, nie wylewając dziecka z kąpielą. Reformujemy system nie w oblężeniu, ale z przekonaniem, że musimy to zrobić – konkluduje wiceminister.

Szymon Giżyński wspomina jedną z rozmów z dziennikarkami z telewizji francusko-niemieckiej, które sugerowały, że stała się u nas rzecz niebywała, seryjna, która wynika z niedowładu systemu kontroli w naszym kraju. Minister, uśmiechając się, przyznaje, że w prostych żołnierskich słowach udowodnił tym paniom, że jest inaczej, że ostatni tego typu przypadek miał miejsce u nas sześć lat temu i był oznaczony powiadomieniem „alarm” w unijnym systemie, nie tak jak obecnie – jedynie jako „news”, czyli najniższym stopniem. To go przekonuje m.in. do sformułowania tezy o grze politycznej w powyższej sprawie. 

 

Z Szymonem Giżyńskim, wiceministrem rolnictwa, udało mi się porozmawiać podczas tweet up w Ministerstwie, który promował naszą wołowinę, a z ministrem Janem Krzysztofem Ardanowskim wspólnie zjedliśmy po steku, który wyjątkowo nam smakował.

Story Page