close

Automatyzacja w oborach coraz powszechniejsza

Polscy hodowcy bydła mlecznego coraz częściej sięgają po najnowocześniejsze technologie niwelujące brak rąk do pracy. Prezentujemy przykład z Wielkopolski zautomatyzowania większości prac w starej oborze.

tekst i zdjęcia: RYSZARD LESIAKOWSKI

 

Obecną sytuację na rynku pracy przewidziałem kilka lat wcześniej, już wtedy znalezienie odpowiedzialnego pracownika graniczyło z cudem. W efekcie w 2017 roku zdecydowałem się na modernizację obory, którą zakończyłem w 2018 roku – opowiada Andrzej Baraszkiewcz, gospodarujący wraz z żoną Patrycją w Borzysławiu (powiat grodziski). Hodowca informuje, że po przeprowadzonych zmianach obsługa 94 krów o średniej rocznej wydajności rzędu 8 tys. kg oraz cieląt i młodzieży zajmuje jednej osobie niespełna 4 godziny dziennie. Modernizacja nie tylko znacząco zmniejszyła pracochłonność obsługi stada, ale także umożliwiła zwiększenie liczby krów w tej samej oborze o 40 sztuk.

Sukcesywny rozwój gospodarstwa
Należy podkreślić, że rozmówca użytkuje zaledwie 25 ha. – Od okolicznych rolników kupuję ok. 10 ha kukurydzy na pniu, którą zbieram i zakiszam w silosie. Ponadto zakupuję co roku 200–300 ton wysłodków buraczanych. Pasza treściwa w 100% pochodzi z zakupu – wyjaśnia hodowca. Informuje, że do obecnej wielkości stada dochodził sukcesywnie od 25 lat, tj. od czasu przejęcia od rodziców 7,5-hektarowego gospodarstwa z 5 krowami i kilkoma lochami. Rozmówca zdecydował o wyspecjalizowaniu gospodarstwa w produkcji mleka i w tym celu systematycznie zwiększał liczbę krów. W 1995 roku rozbudował oborę uwięziową, w której mieściło się 30 mlecznic dojonych za pomocą dojarki bańkowej.
– Zamierzałem zmienić system doju na mniej uciążliwy i zdecydowałem się na halę udojową, co jest możliwe w oborach wolnostanowiskowych. Plan ten zrealizowałem w 2005 roku, adaptując stodołę. Powstała bezuwięziowa obora na 35 krów z halą udojową typu „rybia ość” (2×3) oraz centralnym stołem paszowym o szerokości 4,5 m, na którym żywiłem krowy za pomocą wozu paszowego. Obornik był wypychany przy użyciu ciągnika – relacjonuje Andrzej Baraszkiewcz. Za kolejne 5 lat hodowca wydłużył powstałą ze stodoły oborę o 30 m, i mieściła ona 55 krów oraz młodzież. Wspomina, że przy tej wielkości stada zastosowane technologie wymagały dużo pracy i konieczne było zatrudnianie pracowników.

Udana modernizacja
– Moje doświadczenia z zatrudnianiem siły najemnej nie były najlepsze, więc zainteresowałem się robotyzacją prac w oborze, aby samemu podołać obowiązkom. Ciekawiło mnie usprawnienie doju, usuwania odchodów i żywienia. Tym sposobem zrodził się plan zmodernizowania obory – opowiada hodowca. Trzeba przyznać, że wprowadzone zmiany są na miarę XXI wieku, powstała niemalże w pełni zautomatyzowana obora. Aby obiekt był w 100% zautomatyzowany, brakuje niewiele, zmiany dotyczą systemu żywienia.

Punktem wyjściowym wprowadzonych modernizacji jest technologia żywienia. Hodowca zrezygnował z szerokiego na 4,5 m stołu paszowego. Teraz ma on zaledwie 0,6 m szerokości. Dzięki temu udało się wygospodarować miejsce na jeszcze jeden rząd legowisk dla 40 krów. W rezultacie powstała obora z trzema rzędami legowisk (patrz schemat). Środkowy rząd legowisk i przeciwległy, przebiegający wzdłuż podłużnej ściany, zajmują krowy dojne. Umożliwiło to wydzielenie w oborze sektora dla krów w laktacji na 80 sztuk, które dojone są w robocie udojowym. Rząd legowisk wzdłuż drugiej ściany podłużnej zajmuje młodzież (60 boksów). Po modernizacji w oborze są trzy korytarze spacerowe (gnojowe), dwa z nich przebiegają wzdłuż wspomnianego wąskiego stołu paszowego, a jeden rozdziela rzędy legowisk dla krów. W przebudowanej oborze wygospodarowano miejsce na poczekalnię przed robotem udojowym z posadzką ażurową oraz na kojec zabiegowy, do którego mogą być automatycznie kierowane krowy po zakończonym doju. Krowy zasuszone utrzymywane są w innym budynku.

Taśma podająca TMR
Zastosowanie wąskiego stołu paszowego było możliwe dzięki wykorzystaniu taśmy podającej TMR. Jest ona zamontowana 2 m nad stołem paszowym, na całej jego długości. Z taśmociągu o szerokości 50 cm TMR jest zsypywany za pomocą poruszającego się nad nim pługa. Miejsce zsypywania paszy na stole paszowym można zaprogramować, co umożliwia żywienie poszczególnych grup zwierząt odpowiednim TMR-em. W prezentowanej oborze są dwie grupy żywieniowe, tj. krowy w laktacji i młodzież. TMR jest sporządzany w stacjonarnym mieszalniku, napędzanym silnikiem elektrycznym o mocy 22 kW. Mieszalnik znajduje się na zewnątrz obory. – Moją rolą jest przygotowanie TMR-u, co polega na wsypaniu komponentów w odpowiedniej ilości. Dokładne odważanie pasz umożliwia waga zamontowana w mieszalniku. TMR sporządzam dwa razy dziennie – opowiada hodowca. Wyjaśnia, że gotowa pasza z mieszalnika jest transportowana za pomocą taśmociągu poprzecznego na taśmę podającą, przebiegającą nad stołem paszowym. Taśmociągi uruchamiają się automatycznie i opróżniają mieszalnik z TMR-u. Cały system dystrybuowania TMR-u – dzienną dawkę dla sztuki i wielkość jednorazowej porcji – można dowolnie zaprogramować. – TMR sporządzam rano i wieczorem. Najpierw przygotowuję paszę dla młodzieży, gdy jest gotowa, uruchamiają się taśmociągi. TMR dociera do jałówek, a mieszalnik jest opróżniony. Wtedy sporządzam drugi TMR, tym razem dla krów. Przygotowana ilość jest dostarczana krowom w trzech porcjach, ponieważ taśmociągi uruchamiają się co ok. 4 godziny – relacjonuje hodowca. Wyjaśnia, że wieczorem procedura żywienia się powtarza, zatem dzienna dawka TMR-u dla młodzieży jest podzielona na dwie porcje, a dla krów – na sześć.
– Z tego systemu firmy Pellon jestem bardzo zadowolony – konkluduje rozmówca i wymienia następujące zalety:
• oszczędność miejsca z uwagi na wąski stół paszowy;
• niska pracochłonność, automatyczna dystrybucja TMR-u;
• eliminacja hałasu w oborze, pracują tylko silniki elektryczne;
• niskie koszty eksploatacji w porównaniu do TMR-u przygotowywanego w wozie paszowym doczepianym do ciągnika lub samojezdnym;
• nie ma potrzeby podgarniania pasz z uwagi na wąski stół paszowy;
• intuicyjny panel sterujący.

– Do pełnego automatycznego żywienia mojego stada brakuje tylko zasobników na kiszonki i pasze treściwe oraz taśmociągów do napełniania mieszalnika. Odpowiednie oprogramowanie zakupiony sprzęt już posiada – nadmienia rozmówca.

Automatyczny dój
– Robot udojowy diametralnie zmienił charakter mojej pracy w oborze. Teraz pory dojenia nie wyznaczają rytmu obsługi zwierząt – dzieli się doświadczeniami hodowca. Rozmówca zdecydował się na urządzenie VMS firmy DeLaval z kierowanym ruchem krów. W zmodernizowanej oborze zainstalowane są dwie bramki automatyczne i dwie jednokierunkowe. Pasza treściwa zadawana w robocie udojowym wabi krowy do jego odwiedzania. Po drodze zwierzę przechodzi przez automatyczną bramkę selekcyjną (wejściową), która rozpoznaje numer samicy. Jeśli od ostatniego doju minęło 8 godzin, to krowa jest wpuszczana na poczekalnię i może wejść do boksu udojowego. Gdy od ostatniego doju minęło mniej niż 8 godzin, automatyczna bramka kieruje samicę do części legowiskowej. Tutaj może skorzystać ze stacji paszowej, wypoczywać na legowiskach wyścielonych elastycznymi materacami lub przejść przez jedną z dwóch bramek jednokierunkowych na korytarz spacerowy z dostępem do stołu paszowego.

Z kolei wydojone krowy, opuszczając boks udojowy, przechodzą przez drugą automatyczną bramkę (wyjściową) i mogą być skierowane na stół paszowy lub do kojca zabiegowego (np. inseminacja). Gdy krowa ma ponowny apetyt na paszę treściwą, musi przejść przez automatyczną bramkę wiodącą do robota udojowego, i procedura się powtarza.

Hodowca informuje, że do automatycznego doju dostosowały się wszystkie krowy dojone uprzednio w hali udojowej. Podkreśla, że krzyżujące się strzyki są dużym wyzwaniem dla systemu zakładającego kubki udojowe i konieczne jest prowadzenie selekcji na poprawną budowę wymion.

Usuwanie odchodów
W zmodernizowanej oborze hodowca zautomatyzował także usuwanie nieczystości. Za czystość na trzech korytarzach spacerowych odpowiadają trzy zgarniaki linowe firmy Pellon, każdy o niezależnym napędzie. – Liny ze stali nierdzewnej obracają się tylko w jednym kierunku, co wydłuża ich trwałość. Każdy zgarniak ma dwie listwy zbierające nieczystości, zapewniające czystą powierzchnię betonowych korytarzy spacerowych. Są one tak wyprofilowane, aby płynne nieczystości spływały do rynienki przebiegającej wzdłuż osi podłużnej korytarzy – relacjonuje hodowca. Wyjaśnia, że rynienka jest czyszczona za pomocą pióra przymocowanego do zgarniaka. Trzeba przyznać, że po jego przejeździe powierzchnia korytarza jest nie tylko czysta, ale i sucha.
Zgarniane nieczystości wpadają przez szczeliny zrzutowe do szamba mieszczącego się we wnętrzu obory, pod posadzką. Wewnętrzy zbiornik o pojemności ok. 210 m3 znajduje się m.in. pod poczekalnią z posadzką rusztową, co ułatwia utrzymanie czystości, ponieważ tutaj zgarniak nie pracuje. Szambo we wnętrzu obory wyposażone jest w mieszadło i pompę. Stąd wymieszana i zhomogenizowana gnojowica, tłoczona podziemnym rurociągiem za pomocą pompy, dociera do separatora mieszczącego się na zewnątrz obory. Separator oddziela części stałe, które gromadzone są na płycie obornikowej. Płynna część odchodów jest odprowadzana grawitacyjnie do szamba zewnętrznego o pojemności ok. 240 m3. – Separat i zgromadzoną gnojówkę wykorzystuję do nawożenia pól – wyjaśnia hodowca. Informuje, że zastosowany system usuwania nieczystości jest bezobsługowy, zgarniaki uruchamiają się samoczynnie co dwie godziny. Urządzenie jest bezpieczne dla zwierząt, zatrzymuje się, gdy napotyka opór w postaci kończyn krów. Siłę oporu, zależną od masy zwierząt, można regulować.

Koszty automatyzacji
Efektem zastosowanych technologii doju, żywienia i usuwania nieczystości jest znaczny wzrost wydajności pracy, powiększenie stada o 40 krów oraz znaczące obniżenie ilości paliwa zużywanego podczas obsługi zwierząt. – Teraz praca przy zwierzętach zajmuje mi nie więcej niż 4 godziny dziennie. Na przygotowanie TMR-u poświęcam ok. 1,5 godziny dziennie. Wycielenia, kontrola stada i pojenie cieląt zajmują mi ok. 1 godziny. Kolejną godzinę spędzam na analizie danych generowanych przez robot udojowy – relacjonuje Andrzej Baraszkiewicz. Podkreśla, że praca fizyczna w zmodernizowanej oborze została niemalże zupełnie wyeliminowana. Teraz hodowca koncentruje się na zarządzaniu stadem i nadzorowaniu urządzeń. Pytamy, ile kosztuje taki komfort pracy w oborze. Okazuje się, że jest to wydatek ok. 1,5 mln zł, z czego na urządzenia wraz z montażem przypada ok. 1,1 mln zł. Dostosowanie przyziemia pochłonęło ok. 400 tys. zł. Stado liczy 94 krowy i 60 sztuk młodzieży. Zatem inwestycja w przeliczeniu na jedno stanowisko dla krowy z przychówkiem kosztowała ok. 15,9 tys. zł (1 500 000/94). – Teraz koncentruję się na zwiększeniu wydajności mlecznej krów, aby uzyskać możliwie jak najszybszy zwrot inwestycji. Drogą do osiągnięcia tego celu jest dalsze doskonalenie żywienia oraz praca hodowlana – informuje hodowca. W jego opinii efekt ekonomiczny zainstalowanych urządzeń jest już odczuwalny. W zmodernizowanej oborze zużycie oleju napędowego spadło o ok. 80%, ponieważ nie wykorzystuje się już ciągnika do sporządzania i rozwożenia TMR-u oraz czyszczenia korytarzy spacerowych. 

Story Page