close

Ważne, by zaufać fachowcom

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Taką konkluzję można wysnuć po wizycie w gospodarstwie państwa Porowskich w Szepietowie-Żakach na Podlasiu. Gdy w połowie zeszłego roku hodowcy wstępowali pod ocenę wartości użytkowej, ich stado borykało się z wieloma problemami. Teraz, po miesiącach wspólnej pracy z doradcą PFHBiPM, może być stawiane za wzór. Jakim sposobem? O tym w dalszej części artykułu.

teksty i zdjęcia: Mateusz Uciński

 

Doradztwo zootechniczne to stosunkowo młoda usługa w ofercie Federacji, jednak trzeba przyznać, że cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Zwłaszcza że w ramach programu „Poznajmy się”, związanego z przyjmowaniem nowych obór pod ocenę, każdemu z nowych gospodarstw proponowana jest właśnie wizyta takiego doradcy. Nie wszyscy się na to decydują, są jednak tacy, którzy zapraszają specjalistów PFHBiPM pod swój dach i jak dotąd nikt tego nie żałował. Tak właśnie było z Piotrem i Weroniką Porowskimi, którzy prowadzą rodzinne gospodarstwo w Szepietowie-Żakach. Swoje stado, liczące 30 krów, utrzymują w oborze uwięziowej, która na początku XXI wieku przeszła znaczny lifting. Jak sami wspominają, doszli do momentu, kiedy uznali, że dalsze prowadzenie hodowli bez oceny wartości użytkowej nie ma sensu i mimo początkowej niepewności teraz bardzo chwalą sobie współpracę z Sylwią Mucharską, doradcą zootechnicznym wspierającym ich hodowlę – chociaż początki nie były tak różowe.
Przyjechał mądrala
– Pamiętam bardzo dobrze, jak powiedziałeś, Piotrek, że przyjedzie jakiś mądrala i zacznie się rządzić w waszym gospodarstwie i w oborze! – śmieje się Sylwia Mucharska. – Że przyjedzie urzędnik z Federacji, typowy służbista.

– Przyznam, że ta pierwsza wizyta, no i kolejne wyglądały zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażałem – odpowiada Piotr Porowski. – Nasza współpraca rozpoczęła się dość nietypowo. Mam znajomego zootechnika oceny, pana Tomka Jabłońskiego, który przyjeżdżał do naszego gospodarstwa i zachęcał nas, żebyśmy także skorzystali z tej usługi. Namawiał, nie kłamiąc, z 7–8 miesięcy! Nawet swojego teścia kiedyś zabrał, żeby mi opowiedział o ocenie, aż w końcu zeszłego lata podjąłem decyzję i wszedłem pod ocenę. Obawiałem się trochę, jak zareagują krowy, czy nam będą pasowali ludzie, którzy będą przyjeżdżać do naszego gospodarstwa, ale wszystko przebiegło pomyślnie, a my trafiliśmy na naprawdę dobrych fachowców.

– Ludzie niechętnie wpuszczają obcych do swoich obejść – dopowiada pani Weronika, żona Piotra. – Boją się plotkowania, przekazywania informacji o stanie stada, wydajnościach, ale tego nie ma. Bo o czym tu mówić? Wszyscy zajmujemy się tym samym i mamy podobnie.

– W naszym gospodarstwie mieliśmy naprawdę duże problemy – kontynuuje opowieść pan Porowski – i zdecydowanie za dużo komórek somatycznych na pierwszym kontrolowanym udoju. Niektóre krowy zaskoczyły nas tym, że mają nawet podkliniczne zapalenia. Trzeba przyznać, że kiedy weszliśmy pod ocenę, był to ostatni moment na ratowanie stada. Wszystko zaczęło się nam przysłowiowo „walić”. Sprawdzaliśmy na tackach mleko, stosowaliśmy separator i eliminowaliśmy z doju chore chronicznie krowy. Sporo mleka nie nadawało się do skupu. Po podpowiedziach pani Sylwii zaczęliśmy inaczej podchodzić do higieny i leczenia. Pani Sylwia uświadomiła nas, że najważniejsza jest profilaktyka, czyli zapobieganie problemom.

Jak pomóc?
Sytuację w stadzie państwa Porowskich w znacznym stopniu poprawiło – jak wspominają zgodnie hodowcy i ich doradca – zintensyfikowanie higieny doju. Płyny do mycia strzyków dostępne na miejscu niestety nie były wystarczające i trzeba było szukać innego rozwiązania.
– Trochę czasu to zajęło, musieliśmy „wypracować” te preparaty – wspomina Sylwia Mucharska. – Sprawdzaliśmy działanie różnych mikstur, robiliśmy wymazy z kubków udojowych, sprawdzaliśmy płyny do dezynfekcji – przedudojowy i poudojowy, i sprawdzaliśmy, czy działa. Gdy wzrost bakterii był duży, wymienialiśmy specyfik, bo na naszej oborze nie działał. Konsultowaliśmy wiele rzeczy z dr. Sebastianem Smulskim, aż doszliśmy do preparatów, które biją zarazki, dezynfekują i są bardzo skuteczne.
– Na pewno musiałem trochę zainwestować w swoje krowy i ich dój – podkreśla Piotr Porowski. – Bo, nie okłamujmy się, to wszystko kosztuje, ale przekłada się niesamowicie na zdrowotność krów i wydajności mleczne. Jeżeli jedna krowa dzięki takiej higienie nie zachoruje, to już jestem na plusie. Zapalenie kosztuje. Chorą krowę trzeba doić oddzielnie i wylewać mleko, a samo leczenie czasem trwa 7–8 dni. Tuba antybiotyku kosztuje 14 zł, więc koszty leczenia są duże, nie mówiąc już o mleku odpadowym. O ile, naturalnie, jest to wyleczalne, bo nie zawsze tak bywa, i wtedy niestety trzeba myśleć o brakowaniu sztuki. Bardzo ważna jest dezynfekcja międzyudojowa aparatu, ponieważ ogranicza przenoszenie zarazków z krowy na krowę.
– Ogromne znaczenie ma też identyfikacja bakterii, czyli poznanie wroga, z którym mamy do czynienia – uzupełnia pani Mucharska. – Chociażby, jak w przypadku bakterii coli, która nie „wychodzi” w badaniach bakteriologicznych, bo zbyt krótko żyje w wymieniu, ale pozostawia po sobie toksyny, które zatruwają nasze krowy. Antybiotyk działa na bakterie, a nie na toksyny – dr Sebastian Smulski mówi o tym na każdym swoim wykładzie. Antybiotykoterapia wtedy raczej nie przyniesie efektów. Tu ważne są obserwacja hodowcy i doświadczenie lekarza.

– Dr Smulski, którego wykładom i pomocy naprawdę dużo zawdzięczamy, a także pani Sylwia nauczyli nas pewnego rodzaju diagnostyki – konkluduje pan Piotr. – To niezwykle ważne, żeby pobrać próbę i zrobić posiew. Zwłaszcza przed zasuszeniem i w trakcie zapalenia. Jak już dawać tubę, to przynajmniej trochę „wcelowaną”, a nie na oślep.
Wszędzie można coś zrobić dobrego
Higiena doju nie jest, naturalnie, jedynym elementem pomocy doradcy w gospodarstwie państwa Porowskich. Sylwia Mucharska aktywnie uczestniczy także w układaniu i bilansowaniu dawki żywieniowej dla utrzymywanych krów. Wspólnie z hodowcami liczą mieszalniki, dobierają komponenty, a także badają pasze objętościowe. Zwłaszcza że zeszłoroczna susza bardzo mocno dała się we znaki gospodarzom z Szepietowa-Żak i jej pokłosiem jest konieczność dokupowania wielu składników niezbędnych do zbilansowania paszy, takich jak rzepak czy soja. Dawki wyliczane są przy pomocy autorskiego programu PFHBiPM o nazwie Columb i konsultowane z federacyjnymi doradcami żywieniowymi: Anną Jatkowską i Krzysztofem Dąbrowskim. Dzięki temu udało się wypracować konkretne zasady żywienia zarówno w okresie przed wycieleniem w stadzie, jak i po nim.

– Pani Sylwia – podkreśla Piotr Porowski – ma nieograniczone pozwolenie rządzenia się w naszej oborze, a my jesteśmy szczęśliwi, że możemy jej bezgranicznie zaufać, a to bardzo ważne. Z drugiej strony, mamy w jej osobie przysłowiowy bat nad sobą, co też nie jest bez znaczenia, bo motywuje zarówno do pracy, jak i nauki – dodaje ze śmiechem hodowca.

Nieprzypadkowo pan Piotr wspomina o nauce, bo za namową Sylwii, doradcy zootechnicznego, oboje z żoną uczestniczyli w organizowanych przez Polską Federację konferencjach, jak np. w zeszłorocznym siedleckim Forum Młodego Hodowcy czy w Podlaskim Forum Bydła w Piątnicy. Jego zdaniem wiedzę aktualizować trzeba cały czas, bo wpływa to i na zdrowie zwierząt, i na kwestie ekonomiczne w hodowli.

Wynikiem wizyt Sylwii Mucharskiej w Szepietowie-Żakach jest także znacząca poprawa dobrostanu utrzymywanych w hodowli zwierząt.
– Cały czas chodziło nam po głowie pytanie, jak zmniejszyć bakterie środowiskowe – wspomina pan Piotr – i ograniczyć wilgoć. Udało się tego dokonać wapnem gaszonym, które silnie dezynfekuje. Dodatkowo wiąże odchody, i krowa stoi na suchym podłożu. Sypiemy je wieczorem, a kiedy rano przychodzimy, jest czysto i sucho, krowy się nie ślizgają, co dodatkowo wpływa na bezpieczeństwo w naszym stadzie.
Mimo że obora państwa Porowskich jest oborą uwięziową, to trzeba przyznać, że dzięki modyfikacjom jest w niej jasno i przewiewnie. Pan Piotr cały czas planuje usprawnienia, takie jak wymiana drzwi na przeźroczyste – poliwęglanowe. Zamontował także kamerę na podczerwień, aby kontrolować porody w stadzie. W niedługim czasie planuje zakupić wóz paszowy, który usprawni przygotowanie i rozdanie paszy.

Jak widać, od kiedy do gospodarstwa Piotra i Weroniki Porowskich zawitał doradca zootechniczny, śmiało można powiedzieć, że złapało ono nowego wiatru w żagle. I chociaż zapewne jest jeszcze dużo do zrobienia, to zarówno hodowcy, jak i pani Mucharska bardzo optymistycznie patrzą w przyszłość, zgodnie potwierdzając, że przyszedł czas, aby teraz pracować nad wydajnościami, które docelowo mają przekroczyć 9000 kg mleka od sztuki. Szczerze mówiąc, zaangażowanie, jakie obydwie strony wykazują, świadczy o tym, że mogą być one zdecydowanie większe. Trzeba też wspomnieć, że Sylwia Mucharska, dzięki swojej wiedzy i udzielonej pomocy, stała się kimś zdecydowanie więcej niż tylko pracownikiem Federacji – zyskała ogromne zaufanie hodowców. Tak trzymać! My możemy tylko kibicować państwu Porowskim i życzyć zdrowych krów, a pozostałych zachęcić do skorzystania z usług doradców zootechnicznych. To prawdziwi fachowcy, którzy krzywdy w stadzie nie zrobią, a na pewno pomogą w potrzebie. 

 

Story Page