close

Ministrze, niech pan się wycofa z błędnej decyzji

Szanowny Panie Ministrze,
twierdzi pan, że wsparciem hodowli są dopłaty do paliwa rolniczego – mówił pan to w Poznaniu, gdy zarzucono panu, że pogrzebie polską hodowlę zwierząt, zabierając dotacje na postęp biologiczny. Nie są tym wsparciem. Nie są nimi także kolejne otwierane przez pana rynki trzecie, nie jest tym wsparciem także przywrócony ubój rytualny, czy włączenie łąk do odszkodowań suszowych. Załatwione przez pana sprawy dla rolników możemy nazwać pomocą dla rolnictwa – są bardzo istotne, ale nigdy nie będą wsparciem dla hodowli.

Hodowla zwierząt jest subtelną dziedziną, w której chodzi o coś zupełnie innego. Nie pomaga pan hodowli. Ucina pan dotację o blisko 60%. Grzebie ją pan po wsze czasy. Rząd, wspierając ocenę wartości użytkowej bydła, wspiera programy hodowlane, bo dane z tej oceny są wykorzystywane do budowania wartości całej populacji bydła mlecznego. Niestety, informacje z użytkowości nie płyną od wszystkich producentów mleka, i to jest problem, bo tylko niektórzy producenci uczestniczą w budowaniu marki polskiego bydła. Ocena to nie tylko zarządzanie produkcją mleka, to coś więcej, to także hodowla, i dlatego rządowe wsparcie w tym zakresie jest bardzo cenne. Poszczególnym producentom trudno jest zrozumieć te zależności, a poza tym niejeden z nich powie, że nie chce płacić na doskonalenie krajowej populacji bydła. W ten sposób postąpiły niektóre rady nadzorcze spółdzielni mleczarskich, czyli de facto producenci mleka, i wycofali się z dotacji do oceny, dając w ten sposób wyraźny sygnał rządowi, że to właśnie on powinien płacić za doskonalenie wartości hodowlanej bydła mlecznego.

Zabierając dotacje, skazuje pan polską hodowlę na unicestwienie. To jest nierozważna decyzja, być może podjęta przez pana pod wpływem emocji i w wyniku nagabywania przez tych, którzy o tym pojęcia nie mają, a żywią się malkontenctwem i zazdroszczą innym sukcesów. Nastawili pana przeciw jednemu z członków prezydium Polskiej Federacji, i to jest też powód pana decyzji. Ale nie jedyny. O nim za chwilę.

Zarzuca pan publicznie utratę zaufania wśród hodowców tej osobie (wg mnie chodzi o Krzysztofa Banacha), bo nie jest delegatem w swojej spółdzielni mleczarskiej. Mówi pan, że go odsunięto. Jakim prawem pan się miesza w sprawy spółdzielni mleczarskiej? Spółdzielnia należy do jej członków, producentów. Producenci tworzą związki regionalne, a te Polską Federację. Zapomniał pan, że Banach jest prezesem Podlaskiego Związku? Mleczarnia to nie związek hodowców. To nie to samo. Przyjmując pana logikę myślenia, to musiałby pan zarzucić również szefowi Krajowego Zrzeszenia Spółdzielni Mleczarskich, że nie jest prezesem spółdzielni mleczarskiej, i dlatego nie może przewodzić KZSM. To brzydkie porównanie, przyzna pan rację?

Słuchając pana wypowiedzi podczas konferencji prasowej, przyznam się, nie do końca zrozumiałem, co pan chciał przekazać dziennikarzom. Najpierw powiedział pan, że Narodowa Wystawa jest świętem hodowców, którzy pokazują to, co mają najlepsze, a w kolejnym już pan ich atakował. Wyborna kompilacja, tym bardziej że swoją wypowiedź podsumował pan krótko: „polska hodowla rozwija się dobrze”.

Przejdę do drugiego powodu. Zarządza pan rolnictwem jako minister poprzez skłócanie hodowców i napuszczanie jednych na drugich. Zabrał pan pieniądze wszystkim związkom hodowców, i do tego także instytutom naukowym, i mówi, że to wina hodowców bydła mlecznego. Wprawdzie nie wprost, nie zarzuca pan Polskiej Federacji niegospodarności, ale mówi pan o konflikcie w PFHBiPM. Federacja to demokratyczny twór, i dobrze, że toczy się dyskusja i ścierają się różne poglądy.
Co zrobić, gdy niektórzy członkowie zarządu podsycają nienawiść, bo tylko to potrafią robić. Nie słyszałem, żeby kiedykolwiek mówili o przyszłości hodowli. Takich osób pan słucha? Nie chcę dawać temu wiary. Proszę spojrzeć w stenogramy Sejmowej Komisji Rolnictwa i zobaczyć, co tam mówiono o producentach mleka – bo o hodowli nic mądrego. Pan szuka poklasku u przewodniczącego tej komisji? Niech pan zmieni partię, bo program pana środowiska jest zupełnie inny, a przed wyborami obecni posłowie nieraz podkreślali, że dotacje do postępu biologicznego są kluczowym wydatkiem państwa.

Poprawianie jakości krajowej populacji bydła w kolejnych pokoleniach jest kluczowym wyzwaniem, które powinniśmy przed sobą stawiać – zarówno rząd, hodowcy, jak i całe środowisko. Kto ma za to płacić? Musi to robić pan, bo hodowcy nie będą sobie wypruwać żył za przyszłość naszego kraju, za coś, co przyniesie korzyści przyszłym pokoleniom. Żyjemy dziś i teraz, trudno przekonać dopiero co bogacące się społeczeństwo, żeby pracowało ku chwale kolejnych pokoleń. Taka nasza przypadłość narodowa. Dlatego zgadzam się z panem, że system wsparcia hodowli musi być dobrze przemyślany, bo dziś są podmioty, które czerpią z niego korzyści, nie dając nic w zamian, ani jednej złotówki.

Zabierając dotację, nie spodziewał się pan, że hodowcy się postawią i że mocno pokażą swoje niezadowolenie z tego faktu. Chyba nie spodziewał się pan, że rozłożą panu czerwony dywan? Ci, którzy są pod oceną wartości użytkowej, dobrze wiedzą, dlaczego z niej korzystają, co otrzymują i jaki jest ich wkład w budowanie wartości polskiej populacji bydła mlecznego.

Zabierając dotacje, dał pan do zrozumienia – a chyba nie chciał pan tego powiedzieć – że polska hodowla to tylko biznes. Populacja aktywna bydła mlecznego to coś więcej, to także bezpieczeństwo żywnościowe. Poprawianie jej wartości z pokolenia na pokolenie to swoisty wyścig zbrojeń. Wygrają ci, którzy będą coraz mocniejsi. Uważam, że Polska ma ogromny kapitał naturalny, którego nie można zaprzepaścić. Musimy uczestniczyć w tym wyścigu. Powinniśmy zgenotypować, wzorem innych krajów, co najmniej milion samic i wejść do światowej ligi hodowlanej, a koszty tego zadania powinny być po pana stronie.  

 

tekst: Radosław Iwański

Story Page