• Print
close

Aborcja polskiej hodowli

Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa, zabiera pieniądze na rozwój polskiej hodowli. Zamierza zamrozić w budżecie blisko 50 mln złotych. Sprzeciwiają się temu związki hodowców: bydła mlecznego, bydła mięsnego, koni, owiec i drobiu. Hodowcy zwierząt nie owijają w bawełnę i mówią: „to będzie koniec naszego dobra narodowego, jakim jest krajowa populacja zwierząt”.

tekst: Radosław Iwański; zdjęcia: MATEUSZ UCIŃSKI

Zabranie dotacji przez ministra zostało ogłoszone 8 maja br., kiedy związki hodowców otrzymały do zaopiniowania ministerialne rozporządzenie, w którym znalazły się zapisy o cięciach dotacji. Nikt wcześniej z nimi nie rozmawiał w powyższej sprawie. Nikt nie zamierzał jej wyjaśniać. Hodowcy otrzymali projekt rozporządzenia, i z niego właśnie dowiedzieli się – jak to mówił kilka dni później minister rolnictwa podczas Narodowej Wystawy Zwierząt Hodowlanych w Poznaniu – „o niewielkich oszczędnościach, jakie wprowadził”.

Jaki jest przedmiot sporu?
Minister postanowił zabrać rolnikom 50 mln zł na tzw. postęp biologiczny, czyli blisko 60% dotychczasowych środków przeznaczanych na ten cel. W przypadku Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka w grę wchodzi blisko 30 mln zł. Na co wydawane były te środki? Te pieniądze są adresowane bezpośrednio do hodowców bydła mlecznego i producentów mleka – nie do związków. Powyższa dotacja wspierała prowadzenie oceny wartości użytkowej bydła mlecznego (korzysta z niej ponad 20 tys. gospodarstw, które produkują blisko 60% mleka sprzedawanego do spółdzielni mleczarskich i prywatnych podmiotów) oraz prowadzenie ksiąg hodowlanych (w 2018 r. do ksiąg hodowlanych zostało wpisanych łącznie 335 tys. szt. cieliczek i krów). Warto w tym miejscu dodać, że w sumie pod oceną znajduje się ok. 800 tys. sztuk bydła, a do ksiąg hodowlanych wpisana jest prawie taka sama liczba bydła.

Wspomniana dotacja z budżetu państwa sprawia, że usługa w postaci oceny wartości użytkowej bydła jest tańsza, obecnie o jedną trzecią w porównaniu do rynkowych cen, a zarządzanie księgami hodowlanymi jest bezpłatne. Minister, czyli polski rząd, kupuje od PFHBiPM te usługi dla hodowców taniej, nie dopuszczając do ich uwolnienia rynkowego. Informacje z użytkowości krów są wykorzystywane do wyliczania wartości hodowlanych. To się zmieni po cięciach Ardanowskiego. Cena usług wzrośnie, co uderzy po kieszeni bezpośrednio hodowców bydła mlecznego i producentów mleka. Dotacja na ocenę zaspokoi jedynie 10–12% kosztów jej świadczenia – takie są wstępne szacunki – a koszt prowadzenia ksiąg hodowlanych podniesie się o blisko 60% (dotychczas usługa ta była dotowana w 100%). Czy to są wspomniane przez ministra „niewielkie oszczędności”? Dopiero co minister uszczuplił wydatki na rozwój hodowli o ponad 10 mln zł poprzez ustawę budżetową. Jeśli tę kwotę doliczymy do obecnej próby blokowania środków, kwota cięć wzrasta do 60 mln zł.

Hodowcy mówią jednym głosem
Hodowcy zrzeszeni w związkach branżowych nie kryją zaskoczenia decyzjami ministra i zaalarmowali go, że są one sprzeczne z narodowym interesem i doprowadzą do rozłożenia na łopatki polskiej hodowli, która i tak nie należy do ścisłej światowej czołówki.

Podczas spotkania związki hodowców postanowiły swój sprzeciw przelać na papier i wysłać swoje obawy co do przyszłości do ministra rolnictwa (treść pisma przesłanego do ministra znajduje się na końcu artykułu). Zaskoczeni byli nie tylko zabraniem dotacji, ale także oceną skutków regulacji, czyli opisem zdarzeń, jakie będą miały miejsce po zabraniu pieniędzy przez Jana Krzysztofa Ardanowskiego. W projekcie rozporządzenia, które resort rolnictwa przesłał im do zaopiniowania, przeczytali, że obcięcie dotacji spowoduje zwolnienia pracowników, których zatrudniają, a hodowcy będą kupowali usługi oceny wartości użytkowej od podmiotów zagranicznych! Minister rolnictwa przyznaje w powyższym dokumencie, że księgi hodowlane zwierząt będą prowadziły zagraniczne organizacje hodowców! – Skutki regulacji zostały szczerze opracowane przez resort rolnictwa – przyznali hodowcy na spotkaniu. Zachodzili jednak w głowę, czy na pewno zapoznał się z nimi sam minister. – Być może ktoś źle mu doradził – zastanawiali się? Reprezentanci związków, którzy spotkali się 13 maja br., podkreślali, że faktycznie grozi Polsce import postępu hodowlanego. – W 100% uzależnimy się od zagranicznych firm i związków hodowlanych, tracąc niepodległość w tym zakresie – mówili zgodnie. Wiele polskich organizacji hodowlanych będzie musiało nie tylko zlikwidować swoje usługi, bo nie będą w stanie ich świadczyć, a hodowcy kupować po wyższych cenach, ale również zamknąć swoje biura, czyli zlikwidować jakąkolwiek działalność, w tym również lobbingową, w Unii Europejskiej i na całym Świecie. – Nie rozumiemy takich decyzji, zwłaszcza gdy są one podejmowane w połowie roku, gdy wiele projektów jest już rozpoczętych – podkreślali. Pismo przesłane ministrowi firmowały następujące związki: Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka, Polski Związek Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, Polski Związek Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „Polsus”, Polski Związek Hodowców Koni, Polski Związek Owczarski, Stowarzyszenie Hodowców i Użytkowników Kłusaków, Krajowa Rada Izb Rolniczych i Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych. Zostało ono przesłane również do wiadomości: pana Mateusza Morawieckiego, premiera RP; pani Teresy Czerwińskiej, minister finansów; pana Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS, oraz do Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Argumentów brak
Siwych włosów na głowach przybyło także naukowcom i dyrektorom instytutów podległych ministrowi rolnictwa. Rozporządzenie zabiera pieniądze nie tylko hodowcom i ich organizacjom, ale także im, w tym m.in. Instytutowi Zootechniki PIB w Balicach, który oblicza wartość hodowlaną samców i samic w polskiej populacji bydła. O co więc chodzi? Federacja ma nie robić wyceny wartości hodowlanej, czego domaga się od lat, ma tego nie robić także jednostka z Balic? Czy polska hodowla w całości zostanie pogrzebana? Minister Ardanowski głos w powyższej sprawie zabrał w Sejmie RP 16 maja br. Na pytanie posła Jana Łopaty o „niewielkie oszczędności” – jak je, przypomnijmy, definiował minister – odpowiadał szef resortu rolnictwa.

„(…) Nie ma takiego prostego znaku równości między wydatkami budżetowymi na daną dziedzinę, w tym przypadku na rolnictwo, a stanem tego rolnictwa. Mieliśmy wielokrotnie przypadki znacznych środków przeznaczanych na funkcjonowanie instytucji obsługujących rolnictwo, a niekoniecznie przekładało się to na dochody rolników. To pytanie może być rzeczywiście podstawą dotyczącą głębszej analizy stanu nauki polskiej, tej rolniczej, jej przydatności, odpowiadania na bieżące potrzeby rolników w każdej części rolnictwa, również analizy, czy ta nauka w sposób odpowiedni dostarcza narzędzi wynikających ze zmian: zmian klimatycznych, zmian rynkowych, tego wszystkiego, co w tej chwili na świecie jest w pewnym sensie paradygmatem rozwoju, choćby innowacyjności, cyfryzacji. Również należy zastanowić się, czy model finansowania oparty wyłącznie na ośrodkach państwowych – a mówimy o badaniach stosowanych, nie o badaniach podstawowych, tylko o badaniach, których wyniki mają być wprost zastosowane w praktyce – się sprawdza (…)” – mówił Ardanowski. „(…) Jeżeli chodzi o finansowanie badań postępu biologicznego w produkcji zwierzęcej, to (…), podobnie jak przy tej nauce, też trzeba się zastanowić nad ich efektywnością i nad tym, czy pieniądze trafiają do rolników. Chodzi o to, czy te pieniądze trafiają do rolników rzeczywiście zajmujących się hodowlą w sposób efektywny” – mówił dalej. Dodał, że nie widzi żadnych zagrożeń związanych z obcięciem dotacji. Dziękował posłowi Sachajce z Kukiz’15 za zaangażowanie, który, przypomnijmy, domagał się powyższych cięć. Kolejny atak na polską hodowlę i związki hodowców przeniósł Ardanowski na Narodową Wystawę Zwierząt Hodowlanych. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej najpierw bardzo krótko mówił o święcie hodowców, jakim jest wystawa i prezentacja zwierząt, by następnie poinformować dziennikarzy, że dotacje na postęp biologiczny są marnotrawione przez organizacje. Osobistą niechęć kierował do władz Polskiej Federacji, mówiąc o konflikcie w jej szeregach i sprawie w prokuraturze. Zarzucił jednemu z członków prezydium i wiceprezydentowi, że nie został wybrany jako delegat mleczarni na walny zjazd jej członków, zapominając, że pełni on funkcję szefa jednego ze związków tworzących PFHBiPM i ważną funkcję w prezydium tej organizacji z bardzo mocnym mandatem po niedawnych wyborach. Osobistych wycieczek ministra podczas tej konferencji było dużo więcej. Na koniec wspomnianej konferencji powiedział, że polska hodowla bardzo dobrze się rozwija. Więc jak jest? Swoje słowa powtórzył pół godziny później na otwarciu Narodowej Wystawy. Tam został wygwizdany przez hodowców.

Rozliczona każda złotówka
Od 2007 r. PFHBiPM jest członkiem Międzynarodowego Komitetu ds. Oceny Użytkowości Zwierząt ICAR, a od 2010 posiadaczem Certyfikatu Jakości ICAR, który stanowi uwierzytelnienie wiarygodności usług prowadzonych przez nią na podstawie norm oraz zgodnie z międzynarodowymi standardami. Najwyższa jakość usług jest gwarantem konkurencyjności, ale także pozwala na czerpanie dotacji na postęp biologiczny, z których korzystają bezpośrednio hodowcy. O miejscu polskiej hodowli bydła mlecznego decyduje m.in. Polska Federacja, ludzie w niej zatrudnieni, którzy kreują hodowlę, wpływ na to miejsce mają także dotacje. Wsparcie z budżetu państwa jest kierowane na realizację wspomnianej oceny wartości użytkowej bydła oraz prowadzenie ksiąg hodowlanych. Przez blisko 15 lat hodowcy skorzystali z ponad 540 mln zł. Dotację wykorzystali w zasadzie w 100%, bo Federacja zwróciła jedynie 29 tys. zł, co stanowi 0,005% jej całości (26 tys. zł z oceny, 3 tys. zł z ksiąg). W tym czasie różne jednostki kontrolowały ją wielokrotnie, bo blisko 25 razy. Do kontrolujących podmiotów należą m.in. Urząd Skarbowy, Urząd Kontroli Skarbowej, Krajowe Centrum Hodowli Zwierząt i Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Ta ostatnia instytucja – podkreślmy to wyraźnie – czyniła to wielokrotnie i bardzo szczegółowo, także podczas obecnej kadencji Parlamentu i sprawowania władzy przez obecną koalicję rządzącą.

Przez minione lata Polska Federacja zainwestowała w rozwój blisko 100 mln zł na budynki, urządzenia i flotę samochodową, tworząc m.in. Laboratorium Genetyki Bydła oraz własny ośrodek naukowy, którym kieruje uniwersytecki profesor. Realizacja własnych badań stała się w ostatnich latach priorytetem hodowców, którzy nie chcieli oglądać się na innych i wiele spraw sami postanowili wziąć we własne ręce. Zależało im na rozwoju usług oceny wartości użytkowej bydła oraz na realizacji wiarygodnej oceny wartości hodowlanej samic i samców. Rozglądali się za pomocą rządu w tym zakresie, wzorem takich krajów w Europie, jak Niemcy, Francja czy Irlandia, gdzie za publiczne pieniądze genotypowano samice. Ale ich oczekiwania zostały utrącone, w tym także podczas posiedzenia Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, której przewodniczy wspomniany powyżej poseł Sachajko. Wtedy też hodowcy dowiedzieli się, a obecny minister rolnictwa był wówczas wiceprzewodniczącym tej komisji, że powinni doić po 5 tys. kg mleka w laktacji.
Pismo skierowane do Jana Krzysztofa Ardanowskiego, ministra rolnictwa, jako wyraz sprzeciwu związków hodowców wobec cięć na rozwój polskiej hodowli:

Szanowny Pan
Jan Krzysztof Ardanowski
Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Szanowny Panie Ministrze,
hodowcy bydła mlecznego i mięsnego, świń, koni, owiec, kóz i drobiu, zrzeszeni w swoich Związkach Branżowych, wnoszą o wycofanie projektu rozporządzenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi zmieniającego rozporządzenie w sprawie stawek dotacji przedmiotowych dla różnych podmiotów wykonujących zadania na rzecz rolnictwa, przesłanego im do zaopiniowania w dniu 8 maja 2019 r.
My, niżej podpisani, uważamy, że nie ma konieczności zmian w Rozporządzeniu Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 29 lipca 2015 r. w sprawie stawek dotacji przedmiotowych dla różnych podmiotów wykonujących zadania na rzecz rolnictwa.

Obniżenie stawek dotacji na zadania z zakresu postępu biologicznego w produkcji zwierzęcej w taki sposób, aby ogólna kwota zaplanowanych wydatków na ten cel w projekcie ustawy budżetowej – która była na tym samym poziomie, co w latach poprzednich – była zmniejszona w 2019 r. z kwoty 89.868 tys. zł do kwoty 40.368 tys. zł, będzie bardzo szkodliwe pod względem ekonomicznym dla przyszłości hodowli zwierząt w Polsce i dla samych hodowców, w tym także tych, którzy realizują programy hodowlane. Pragniemy przypomnieć, iż to rolnicy prowadzący hodowlę i chów zwierząt gospodarskich, a nie związki – zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa UE i krajowymi – są beneficjentami tych środków.

Zmniejszenie rocznych stawek dotacji o około 57,68% w stosunku do obecnie obowiązujących zdezorganizuje hodowlę zwierząt w Polsce i doprowadzi do ogromnych, nieodwracalnych w najbliższej przyszłości strat.

W związku z propozycją zmniejszenia rocznych stawek dotacji na realizowane przez nas zadania, konieczne będzie obciążanie hodowców zwiększonymi kosztami subsydiowanych dotąd usług polegających na prowadzeniu ksiąg hodowlanych oraz prowadzeniu oceny wartości użytkowej lub hodowlanej zwierząt gospodarskich. Hodowcy będą rezygnować z utrzymywania stad hodowlanych zwierząt gospodarskich lub będą ubiegać się o wpisanie swoich zwierząt do ksiąg hodowlanych prowadzonych w innych państwach członkowskich UE, jak również poddawać je ocenie wartości użytkowej i hodowlanej w tych krajach, ze względu na korzystniejsze finansowo – dzięki stosowanemu dumpingowi – warunki wykonania takich usług.

Po raz kolejny przekonujemy się, że prowadzone przez Ministra Rolnictwa działania pozostają w zdecydowanym rozdźwięku z wypowiedziami publicznymi przedstawicieli rządu oraz polityków rządzącej koalicji. Okazuje się, że ich wypowiedzi mówiące o tym, że produkcja polskiej żywności jest gwarantem niepodległości Polski, są tylko pustymi zdaniami, wypowiadanymi w celu zbicia kapitału politycznego.

Ucięcie dotacji to kolejny krok, po sprzedaży spółek inseminacyjnych, w kierunku oddania suwerenności polskiej hodowli na rzecz innych krajów, w tym przede wszystkim krajów Unii Europejskiej. Dlaczego nikt w Ministerstwie Rolnictwa nie zastanawia się nad konsekwencjami długofalowymi dla polskiej populacji zwierząt, które zostaną wywołane wprowadzeniem nieakceptowanego przez nas rozporządzenia? Tracąc jakość własnej, bo polskiej populacji zwierząt, Polska utraci kolejne dobro narodowe. Wprowadzenie w życie proponowanego rozporządzenia sprawi, że Polska po wsze czasy stanie się importerem postępu genetycznego.

Naszym zdaniem ocena skutków regulacji w konsultowanym projekcie rozporządzenia została nieodpowiednio przygotowana. Ministerstwo Rolnictwa nie wie, jak projektowany problem został rozwiązany w innych krajach, w szczególności w krajach członkowskich OECD/UE? Dlaczego Ministerstwo nie odpowiada na pytanie, w jaki sposób i kiedy nastąpi ewaluacja efektów projektu?

Podkreślamy jeszcze raz – hodowcy nie akceptują takiego prawa i nie zgadzają się na jego wprowadzenie! Karygodne jest to, że zmiany w dotacji do postępu biologicznego dokonywane są w połowie roku! Świadczy to o braku elementarnej znajomości procesów zarządzania w firmach, jakimi są również związki hodowców zwierząt gospodarskich świadczące usługi na rzecz hodowców tych zwierząt.

Tak drastyczne obniżenie dotacji na postęp biologiczny w produkcji zwierzęcej, w czasie gdy od 1 listopada 2018 r. obowiązują w UE nowe przepisy zootechniczne, które pozwalają podmiotom zagranicznym świadczyć konkurencyjne usługi w zakresie prowadzenia ksiąg hodowlanych oraz oceny wartości użytkowej i hodowlanej na rynku polskim, należy traktować jako działanie celowe, skierowane przeciwko polskim hodowcom.

Istotne jest to, co Pan Minister zostawi po sobie. Czy chciałby Pan, żeby kojarzono Pana z likwidacją polskiej hodowli?

Domagamy się pilnego spotkania z Panem, nie później niż do końca tygodnia.

Związki hodowców

 

Story Page