Automatyka wkroczyła do obór

TEKST I ZDJĘCIA: RYSZARD LESIAKOWSKI

Żywienie krów co 3 godziny TMR-em, przygotowanym nawet z 16 komponentów, jest możliwe tylko dzięki pełnemu zautomatyzowaniu tego procesu. Ponadto posiadanie robota żywieniowego ułatwia zastosowanie w oborze automatycznego ścielenia legowisk – tak właśnie zrobił hodowca z woj. mazowieckiego.

Robot żywieniowy pracuje u mnie od 3 lat, zainstalowałem go podczas rozbudowy obory wolnostanowiskowej w 2014 roku – opowiada Jacek Płodziszewski, prowadzący w Przytoce (powiat ciechanowski) 82-hektarowe gospodarstwo, w którym utrzymuje 130 krów o średniej rocznej wydajności ok. 11 000 l mleka. Wyjaśnia, że obora została wybudowana w 2004 roku na 60 krów z przychówkiem. Miała przejazdowy stół paszowy o szerokości 4 m, rozdzielający część dla krów z trzema rzędami boksów legowiskowych od części dla młodzieży z jednym przyściennym rzędem boksów i kojców. – Była to obora płytko ścielona z legowiskami wyłożonymi matami gumowi. Obornik był wypychany za pomocą ładowacza czołowego, popularnym Turem. Krowy żywiłem mieszanką TMR, sporządzaną w wozie paszowym zaczepianym do ciągnika – relacjonuje hodowca. Informuje, że produkcję mleka systematycznie rozwijał, stado było coraz większe, w efekcie w oborze panowała ciasnota. – Przybywało też pracy, z codzienną obsługą zwierząt nie było problemów dopóki nie wystąpiły nieprzewidziane zdarzenia. Jakakolwiek awaria burzyła harmonogram moich dziennych zajęć i często przebywałem w oborze od świtu do nocy, a latem do wykonania były jeszcze prace polowe – wspomina hodowca.

Spełniły się marzenia o automatyzacji
– Narastająca ciasnota w oborze i niezadowalający w niej komfort pracy dopingowały do zmian i coraz bardziej moje myśli skupiały się wokół robotyzacji prac. O robocie żywieniowym myślałem budując oborę w 2004 roku. Ale wtedy było to bardziej w sferze marzeń, oczywiście barierą były finanse – opowiada Jacek Płodziszewski. Wspomina, że robotami żywieniowymi interesował się wiele lat. Za granicą zwiedził kilka obór wyposażonych w ten sprzęt, oferowany przez różnych producentów, by w 2014 roku zrealizować swoje marzenia. Rozbudowa obory miała na celu nie tylko poprawienie komfortu pracy i dobrostanu, ale była także uwarunkowana względami ekonomicznymi. Drogi sprzęt musi się zamortyzować, co jest możliwe tylko wtedy, kiedy jest w pełni wykorzystany. – Zdecydowałem się na technologię firmy Pellon, oferującą robot żywieniowy zdolny wyżywić 300 zwierząt na dobę. W 2004 roku moje stado liczyło ok. 80 sztuk bydła, dlatego aby zakup miał ekonomiczny sens, trzeba było je powiększyć i rozbudować oborę – mówi rolnik. Informuje, że firma Pellon oferuje wraz robotem żywieniowym automatyczne ścielenie legowisk, na co także się zdecydował.

Stół paszowy o szerokości 2 m
Robot żywieniowy składa się zasadniczo z dwóch części:
• tzw. kuchni, będącej magazynem na pasze objętościowe i sypkie oraz płynne komponenty TMR-u;
• samojezdnego wózka do sporządzania i rozwożenia TMR‑u wzdłuż stołu paszowego.
W porównaniu do wozów paszowych wózek jest niewielki: ma 1,3 m szerokości, 3 m długości, mieści się w nim 700 kg pasz. Podwieszony jest do szyny jezdnej z zamocowanym szynoprzewodem zasilającym silnik elektryczny o mocy 2,2 kW. – Unikałem zasilania akumulatorowego z uwagi na jego relatywnie niską żywotność – mówi rolnik. Wózek może służyć nie tylko do automatycznego sporządzania TMR-u, ale także do mieszania słomy, węglanu wapnia i wody, w celu uzyskania ściółki wykorzystywanej do automatycznego ścielenia legowisk dla krów. Aby zastosować robota żywieniowego i automatyczne ścielenie legowisk, hodowca musiał przebudować wnętrze obory, co połączył z jednoczesną jej rozbudową. Budynek wydłużył się z 30 do 90 m, a przebudowa przyziemia dotyczyła przede wszystkim:
• zmniejszenia szerokości stołu paszowego z 4 do 2 m, z jednoczesnym poszerzeniem korytarza spacerowego o 1,8 m;
• zamiany wysokich boksów legowiskowych wyłożonych matami gumowymi na boksy głębokie z materacem słomiano-wapiennym;
• dostosowanie korytarzy spacerowych do czyszczenia za pomocą zgarniaków łańcuchowych, które zastąpiły wypychanie odchodów przy pomocy ładowacza ciągnikowego.

Potrzebne dodatkowe konstrukcje nośne
– Zastosowanie automatycznego żywienia według technologii Pellon wymaga specjalnej stalowej konstrukcji podtrzymującej szynę jezdną, do której podwieszony jest wózek mieszająco-dystrybucyjny. Specjalnej konstrukcji nośnej wymaga również system automatycznego ścielenia legowisk – informuje rolnik. Wyjaśnia, że ścielenie polega na zsypywaniu ściółki z taśmociągu zamontowanego nad legowiskami na wspomnianej konstrukcji. – Z taśmociągu ściółkę zgarnia na lewą lub prawą stronę poruszający się po nim pług. Rząd 43 legowisk jest zaścielony w ciągu zaledwie 2 minut, na jedno legowisko spada ok. 0,5 kg ściółki. Jest to w zasadzie codzienne dościelanie materacy słomiano-wapiennych – opowiada hodowca.

TMR z 16 komponentów
– W mojej oborze wózek sporządza 20 mieszanek TMR w ciągu doby. Do dyspozycji ma 16 komponentów – relacjonuje Jacek Płodziszewski. Wyjaśnia, że tzw. kuchnia składa się z 3 zasobników na pasze objętościowe. Są to boksy, których podłogę stanowi taśmociąg umożliwiający automatyczne napełnianie samojezdnego wózka. Jeden boks jest przeznaczony na kiszonkę z kukurydzy, drugi – na kiszonkę z traw lub GPS, trzeci – na sieczkę ze słomy. Sypkie komponenty białkowe (poekstrakcyjna śruta rzepakowa, poekstrakcyjna śruta sojowa) oraz pasza treściwa dla krów na początku laktacji przechowywane są w trzech silosach zewnętrznych, każdy o pojemności 8 m3. W oddzielnych pojemnikach znajduje się woda i melasa. Pojemnik o objętości 1 m3 przeznaczony jest przykładowo na rzepak ekstrudowany lub inne pasze, zależnie od dostępności i ceny. Ponadto jest 6 zasobników, każdy mieści ok. 150 kg przeznaczonych na premiksy, bufor, tłuszcz chroniony, poekstrakcyjną śrutę lnianą, metioninę chronioną, gorzkie sole anionowe. Suche wysłodki burczane przechowywane są w workach big-bag, ponadto jest oddzielny zasobnik na kredę (węglan wapnia) dodawaną do ściółki.

– Decydując się na ten system, trzeba wiedzieć, że pasze muszą być rozdrobnione, dotyczy to zarówno kiszonek, jak i słomy. Sieczka nie może być dłuższa niż 10 cm – zaznacza rolnik. Wyjaśnia, że do przygotowania sieczki ze słomy stosuje rozdrabniacz Tomahawk, co odbywa się raz na 2 tygodnie w oddzielnym pomieszczeniu. Natomiast kiszonki muszą być już rozdrobnione na etapie zbioru lub tuż przed wsypaniem do zasobników. – Na początku użytkowania robota żywieniowego sianokiszonkę przed załadowaniem do zasobnika rozdrabniałem w wozie paszowym, ponieważ nie była wystarczająco pocięta przez przyczepę samozbierającą. Nowa przyczepa dobrze rozdrabnia trawę i nie ma konieczności stosowania w tym celu wozu paszowego – dzieli się doświadczeniami hodowca. W jego opinii, możliwość przygotowania TMR-u z wielu komponentów jest dużą zaletą automatycznego żywienia, ponieważ możliwe jest bardzo precyzyjne bilansowanie dziennych dawek pokarmowych i dokładne odważanie poszczególnych składników. Hodowca informuje także, że ilość komponentów do bilansowania dziennych dawek pokarmowych systematycznie się zwiększa i urządzenie bez problemu poradzi sobie z 20 rodzajami pasz.

Krowy żywione co 3 godziny
Kolejną zaletą automatycznego żywienia jest możliwość częstego zadawania na stół paszowy świeżo sporządzonego TMR-u, zwłaszcza krowom w początkowej fazie laktacji. – Dzięki temu zwiększa się pobieranie pasz, ogranicza ryzyko występowania kwasicy, co w konsekwencji sprzyja wysokiej wydajności mlecznej i dobrej zdrowotności krów – wyjaśnia Jacek Płodziszewski. Informuje, że w jego stadzie wysokomleczne krowy, tj. do 200 dni laktacji, otrzymują świeży TMR co 3 godziny, czyli 8 razy na dobę, natomiast powyżej 200. dnia laktacji – co 6 godzin, czyli 4 razy na dobę. Oprócz wspomnianych dwóch grup laktacyjnych pasze sporządzone w samojezdnym wózku raz lub dwa razy dziennie otrzymują:
• krowy suszone, podzielone na dwie grupy: zasuszone i przebywające w porodówce;
• cielęta w wieku 3–6 miesięcy;
• jałówki 6–11 miesięcy;
• jałówki do krycia pow. 13 miesiąca;
• jałówki cielne.
Według informacji rolnika, wózek paszowy pracuje bardzo intensywnie, w ciągu doby automatycznie sporządza 20 mieszanin pasz, czyli mniej więcej co 75 minut. – Nie wszystkie mieszanki są zadawane zwierzętom w oborze. Cielęta przebywają w innym budynku, sporządzana dla nich w wózku mieszanka jest wysypana w określonym miejscu stołu paszowego, następnie ładowana na taczkę i przewożona do cielętnika – wyjaśnia rolnik. Informuje, że w wózku mieszana jest także sieczka ze słomy, kreda i woda w proporcji 1:1:1. Gotowa mieszanina, tj. ściółka, jest wysypywana na poprzeczny przenośnik taśmowy, który transportuje ją na wspomniany taśmociąg przebiegający nad boksami legowiskowymi. Po czym uruchamia się pług i następuje opisany proces dościelania legowisk.

Niski pobór energii elektrycznej
Cały system automatycznego żywienia i ścielenia ma napęd elektryczny. Patrząc na rozmiary całej instalacji, mogłoby się wydawać, że zużycie energii elektrycznej jest znaczne. Ku zaskoczeniu hodowca informuje, że po wprowadzeniu automatycznego żywienia rachunki za prąd nie zmieniły się, natomiast spadło znacząco zużycie paliwa, w skali roku jest to mniej o ok. 3 tys. litrów. Zatem oszczędność na eksploatacji wozu paszowego współpracującego z ciągnikiem wynosi w skali roku ok. 12 tys. zł (przyjmując cenę paliwa 4 zł/l). – Trzeba też uwzględnić, że TMR-em z wozu paszowego żywiłem 80 krów, a teraz za pomocą robota żywieniowego żywię 130 mlecznic wraz z przychówkiem – argumentuje Jacek Płodziszewski. Wskazuje na niezawodność urządzeń i sprawny serwis. O występujących awariach urządzenie informuje wysyłając sms na telefon komórkowy, większość przestojów udaje się usunąć hodowcy we własnym zakresie lub z pomocą telefonicznej asysty serwisu. Według relacji rolnika, robot żywieniowy dobrze znosi nawet bardzo duże mrozy, tj. -20oC, ale wtedy woda w oborze zamarza i problem rozwiązują kable grzewcze, którymi owinięty jest zbiornik i wodociąg. – Urządzenia nie wymagają codziennego serwisowania, samojezdny mieszalnik ma centralny system smarowania, w ciągu trzech lat użytkowania olej uzupełniłem jeden raz. Ponadto wymieniłem w nim łożyska oraz naciągnąłem i skróciłem łańcuchy napędowe – informuje rozmówca. Trzeba przyznać, że mimo intensywnego użytkowania napraw nie było wiele.

Rolnik wskazuje także na dużą stabilność oprogramowania, które się nie zawiesza, mimo że dawki pokarmowe są dość często modyfikowane. – Ułożone receptury dawek pokarmowych dla poszczególnych grup żywieniowych oraz częstość karmienia zwierząt wprowadzam bezpośrednio na panelu sterującym wózka. Dane są trwale zapisane w pamięci urządzenia, nie znikają nawet po awarii – relacjonuje rolnik. Informuje, że obsługa oprogramowania robota żywieniowego nie jest skomplikowana, nie trzeba być informatykiem, aby nim sterować. Wystarczy znajomość zasad obsługi komputera, niemniej konieczne jest przeszkolenie przez producenta.

Nadzór jest konieczny
– Automatyczne żywienie i ścielenie legowisk zastępuje wprawdzie fizyczną pracę człowieka, ale w zamian konieczny jest bieżący nadzór nad urządzeniami. Wychwycone w porę drobne usterki, to mniejsze koszty późniejszych napraw – dzieli się swym doświadczeniem rozmówca. Ponadto raz dziennie muszą być napełnione zasobniki na kiszonkę i na bieżąco sprawdzane zapasy innych komponentów TMR-ów. Wszelkie przestoje w żywieniu są niewskazane, ponieważ zwierzęta przyzwyczajają się do stałych pór karmienia. Jakakolwiek zmiana jest sytuacją stresującą. – Na szczęście za punktualność karmienia odpowiada robot. Dzięki automatycznemu żywieniu mam dużo swobody w organizowaniu dnia pracy. Punktualność dotyczy mnie w zakresie doju, ponieważ krowy dojone są w hali udojowej – relacjonuje rolnik.

Ile kosztuje automatyzacja?
Pytamy: ile kosztuje wspomniana wygoda? Według informacji rozmówcy, system automatycznego żywienia TMR-em sporządzanym z 16 komponentów wraz z automatycznym ścieleniem legowisk 3 lata temu kosztował ok. 150 tys. euro, tj. ok. 645 tys. zł (przy kursie 4,3 zł/euro). Zakładając 10-letnie użytkowanie urządzeń, roczny koszt amortyzacji wyniesie ok. 64,5 tys. zł, co w przeliczeniu na jedną krowę daje kwotę ok. 496 zł (65 000/130). W rozliczeniu na litr produkowanego mleka (uwzględniając średnią roczną wydajność 11 000 l) jest to ok. 5 groszy (496/11 000). Trzeba powiedzieć, że przy tej wielkości stada krów i uzyskiwanej średniorocznej mleczności rzędu 11 000 l inwestycja w opisaną automatykę ma ekonomiczne uzasadnienie. Hodowca informuje, że za litr mleka zawierającego 4,2% tłuszczu i 3,45% białka otrzymuje 1,54 zł. Należy podkreślić, że zadowalającej wydajności mlecznej krów towarzyszy dobra płodność – okres międzywycieleniowy w tej oborze nie przekracza 400 dni.

[vls_gf_album id=”17″]