Bez wyceny ani rusz

Tekst i zdjęcia: Radosław Iwański

Wysokie, sucha nóżka i mała główka. Właśnie w taki sposób swoje bydło przedstawia Marzena Kujawa, która wraz z mężem Jackiem oraz córką Joanną i synem Mateuszem prowadzi hodowlę w Zbrachlinie, nieopodal Ciechocinka, w województwie kujawsko-pomorskim.

Rzadko spotyka się osoby, które tak pięknie opowiadają o swoich mlecznicach, jak czyni to Marzena Kujawa. Jej córka Joanna także jest zakochana w krowach. Mimo że skończyła geodezję, bardzo wymagającą specjalizację, pracuje w gospodarstwie i inseminuje krowy. Nawet nie myśli o tym, żeby biegać po polach, mierzyć i wyznaczać granice. Decyzje hodowlane podejmują wspólnie mama i córka. Obie poddają analizie wycenę wartości hodowlanej samców i samic. Zresztą selekcja i dobór buhajów do inseminacji skierowały mnie do gospodarstwa w Zbrachlinie.

Wartość hodowli
Marzena Kujawa wie, że duże samice muszą więcej zjeść, żeby dać odpowiednią ilość mleka. – Co ja na to poradzę, że lubię takie krowy – przyznaje z uśmiechem na twarzy.

Po wejściu do obory – czystej i wysokiej, z jasnym wnętrzem, w której przygotowanych jest 60 legowisk – od razu widać potwierdzenie słów gospodyni. Samice wyglądają okazale. Są bardzo wysokie i proporcjonalnie zbudowane. Nogi mają suche, nie łukowate. Ich wymiona nie wiszą, a za to pięknie rozciągają się pomiędzy tylnymi nogami. Małe głowy i zgrabne łby dodają im uroku. Pracownicy oceny typu i budowy, na czele z Romanem Januszewskim, ich szefem, są po prostu zachwyceni tymi zwierzętami. Z Marzeną Kujawą i jej córką godzinami można rozmawiać o celach hodowlanych.
Czym wobec tego dla pań jest wartość hodowlana? Czy zwracacie uwagę na rankingi bydła publikowane przez Instytut Zootechniki?
– Wręcz czekamy na każdą publikację wartości hodowlanej – zgodnie przyznają mama i córka. – Zwracamy uwagę na buhaje, których nasienia używamy, a potem czekamy na narodziny cieliczki – dodają.
A jakie macie, panie, refleksje po ostatniej, grudniowej wycenie wartości hodowlanej? Czy zauważyłyście jakieś zmiany? – dopytuję. – Dużo spadła wartość hodowlana buhajów, bo – o ile dobrze pamiętam – wcześniej najwyższy indeks PF wynosił 160 kilka punktów, a teraz najlepszy samiec jest wyceniony na lekko ponad 150 – przyznaje Joanna Kujawa.
– Z tego, co widzę, to nieco niemieckich byków wyskoczyło w rankingu na wyższe pozycje – kontynuuje.
– Przedstawiciele firm sprzedających nasienie, którzy zajeżdżają do naszego gospodarstwa, sami przyznają, że zaszły duże zmiany, mówią wręcz o rewolucji – opowiada Marzena Kujawa.
A czy ktokolwiek wyjaśniał paniom zmiany w wycenie wartości hodowlanej? – dalej drążę ten temat.
– Wycena była niedawno, nikt nie wyjaśniał nam jej zawiłości i – co ważniejsze – dlaczego zaszły tak daleko idące zmiany w rankingu samców – odpowiada hodowczyni.

Czy jakiś buhaj, którego użytkowałyście, znacząco zmienił swoją pozycję? – dopytuję hodowczynie.
– Nie zwróciłam uwagi – przyznaje córka hodowczyni. – Mamy szczęście i nosa do hodowli. Samce, których nasienie użytkowałyśmy przed ostatnią wyceną poprawiły swoją pozycję w rankingu – dodaje.

– Trzymają się byki WWS, a nawet poprawiły swoje pozycje, to samo mogę powiedzieć o buhaju ze SHiUZ, po którego sięgałyśmy – dopowiada pani Marzena.

Uważna selekcja
Hodowczynie nie są do końca zadowolone z oceny na indeksie PF, gdyż – ich zdaniem – powinien on być bardziej podobny do amerykańskiego TPI, do którego są przywiązane, ponieważ częściej wybierają do inseminacji nasienie właśnie amerykańskich buhajów. Jak przyznają, korzystają z rozpłodników dwóch firm: WWS i SHiUZ Bydgoszcz, w proporcjach procentowych 70:30. Ranking TPI nie przekłada się na indeks PF. Oba liczbowe parametry – w ich ocenie – są nieporównywalne. Linie hodowlane w gospodarstwie biorą swój początek z amerykańskiej genetyki. Panie podczas doboru buhajów zawsze zwracały uwagę na nogi i wymię.

– Jeżeli nogi i wymię będą dobre – zakładając, że utrzymanie samic jest na wysokim poziomie i że TMR jest dobry – to zawsze zaprocentuje to wysokimi wydajnościami krów – uważa pani Marzena. Poza tym mocne bydło jest długowieczne. Hodowczynie nie zamierzają porównywać swojej hodowli do tych ze spółek zarodowych, gdzie rekordzistki dają nawet 15 tys. kg mleka w laktacji, one są zadowolone, jak ich samice dadzą 12 tys. kg. – Przy dobrym korycie, każda krowa da 10 tys. kg mleka – uważa pani Marzena. – Nie poprawiając tych cech, już w drugiej laktacji nasze samice miałyby kłopoty, tzn. ich wymiona byłyby zerwane i musiałyby zostać zbrakowane, gdyż nie mogłybyśmy ich wydoić – dodaje gospodyni i zaznacza, że prowadzi uważną selekcję, po to, żeby zwiększyć wydajność życiową mlecznic. Według gospodyni, krowy są często brakowane w Polsce, gdyż nie wytrzymują wysokich wydajności. – Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej – oznajmia. Dobierając nasienie buhaja, Marzena Kujawa najpierw zwraca uwagę na nogi i wymię, potem bierze pod uwagę indeks, a następnie przygląda się porodom. Dlaczego tak ważne jest zawieszenie wymienia? – Gdy ocieli się pierwiastka, a jej wymię sięga do stawu skokowego, to, co będzie w kolejnej laktacji? – pyta retorycznie. Woli nogi u krowy bardziej spionowane, z krótką racicą niż szablowe.

Dwie dekady hodowli
Rodzinne gospodarstwo w Zbrachlinie prowadzone jest przez panią Marzenę i pana Jacka od blisko 20 lat. Dobrze pamięta, jak kupiła po raz pierwszy dwie porcje nasienia buhaja Marion. Jedna z samic z tej linii jest w gospodarstwie do dziś, ma 10 lat i bardzo łatwo się zaciela, często „od jednej słomki”. W minionym roku w gospodarstwie odbyło się około 50 porodów. Tylko jedno cielę urodziło się martwe i – jak przypuszcza gospodyni – stało się tak z powodu zerwania pępowiny.
– Płakałam po tym porodzie, choć wiem, że statystyki pod tym względem mamy bardzo dobre, ale co ja zrobię, że kocham swoje zwierzęta – mówi pani Marzena.

Gospodyni zawsze jest przy porodzie, dlatego że postawiła na wysokie i mocne bydło. Jak sama przyznaje – jej samice raczej cielą się łatwo, ponieważ zwraca uwagę na tę cechę, dobierając nasienie. Życzyłaby sobie, aby informacje z porodów podawane przez hodowców odzwierciedlały rzeczywistość, a nie opierały się na stwierdzeniu: jakoś tam się samica wycieliła. Dlatego też sięga po nasienie tylko tych buhajów, które przenoszą na potomstwo łatwe porody. Bardziej w tym wypadku ufa amerykańskiej niż polskiej genetyce.

Wysoka ocena
Dumą hodowli jest samica Kola 24 po Emphasisie, urodzona w 2012 r. Jej dziadkiem jest Titanic. Krystian Korytkowski, klasyfikator Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, ocenił jej typ i budowę prawie na maksa. Ma idealną budowę i wręcz wystawowe wymię, a do tego bardzo dobrze doi. Hodowczyni z chęcią poddałaby ją płukaniu zarodków, ale – jak mówi – kogo na to stać? Dlaczego Kolę poddano ocenie? Gospodarstwo sprzedaje jałówki do dalszej hodowli. Oczywiście kupujący widzi, co bierze, ale dobrze jest, gdy wartość bydła potwierdzona została przez fachową ocenę. Chętnych na piękne i mocne jałówki z gospodarstwa w Zbrachlinie nie zabraknie. Odnotuję, że średnia wydajność samic – zgodnie we wskazaniami z oceny, potwierdzona informacjami z faktur skupowych mleka – wyniosła 10 450 kg w 2016 r.

Marzena Kujawa prezentuje samicę. Jej uroda robi wrażenie.