Czy duże gospodarstwa mleczne zastąpią małe? Mit nieskompensowanego ubytku
Czy istnieje ryzyko, że duże gospodarstwa mleczne nie dadzą rady skompensować ubytków w produkcji mleka poprzez odejście małych gospodarstw z rynku? Czy zabraknie bazy surowcowej dla zakładów mleczarskich? Czy to jest mit? Mleczny realizm jest bezlitosny. Nowa era mleczarstwa w Polsce nie zaczyna się dziś, zaczęła się przed latami.
Jan Hereditas

Mity bazują na uproszczonych schematach myślowych. Odwołują się do emocji, a nie do twardych dowodów. Rozprawmy się z jednym z nich.
Zacznijmy od teorii statystyki
Statystyczne porównania są obiektywne i eliminują błędy poznawcze. Gdy odrzucimy emocje dostrzegamy liczby, które pokazują faktyczne tendencje i zachodzące zmiany w dużej populacji.
Liczby nie kłamią. Pojedynczy przypadek zawsze może być i zazwyczaj jest wyjątkiem od reguły. Chcę to wyraźnie podkreślić, także po to, żeby ukrócić jakiekolwiek spekulacje w temacie, do którego za chwilę przejdziemy.
Liczby pochodzące z dużej populacji dają możliwość uchwycenia kontekstu i pokazania trendów zmian. Jedynie możemy się spierać w kwestii dynamiki zachodzących zmian, ale nie trendów. Chodzi nam także o to, że w ocenie wydajności produkcji całej populacji, jednostkowe rekordy poszczególnych krów mogą robić wrażenie, lub też ich brak, ale dopiero zestawienie średniej kroczącej z całego roku czy lat daje prawdziwy obraz kondycji i stabilności danej struktury. W naszym wypadku tą strukturą jest oczywiście pogłowie bydła i produkcja mleka.
Powielane nieprawdy
To bardzo ważne spostrzeżenie. Statystyczna prawda. Musieliśmy je poczynić, żeby odnieść się do wielu komentarzy pojawiających się w przestrzeni publicznej sugerujących, że duże, perspektywiczne gospodarstwa mleczne nie będą w stanie, przynajmniej w krótkim okresie, skompensować ubytku produkcji mleka wynikającego z likwidacji małych gospodarstw i co gorsze, może to prowadzić do zmniejszenia bazy surowcowej dostępnej dla zakładów mleczarskich.
Nie można się zgodzić z powyższym twierdzeniem, które pojawia się coraz częściej w przestrzeni publicznej i chce na „siłę” rozgościć się w mediach branżowych.
Podkreślmy to jeszcze raz mocniej. To jest mit. Zanim przejdziemy do kolejnych dowodów poczynimy uwagę. Rozumiem obawy ekonomiczne wyrażane przez producentów w związku z niską obecnie ceną mleka w skupach, jednakże liczby mówią zupełnie co innego. Sytuacja jest zupełnie odwrotna. Mamy raczej problem, że my o wiele szybciej zwiększamy produkcję mleka w porównaniu do strat, które wynikają z ubywania nierentownych i niewielkich gospodarstw.
Proszę spojrzeć na obecną sytuację rynkowo-podażową, która dokładnie odzwierciedla ten problem powodując cierpienie wielu podmiotów. Obecnie alternatywą dla mocnych gospodarstw są także inwestycje. Nie znaleźliśmy informacji mówiących o zaangażowanych środkach finansowych w inwestycje w całym mleczarstwie, ale ruch rozwojowy jest bardzo mocno widoczny. Takie gospodarstwa nie przejadają odpisów amortyzacyjnych traktując je jak zysk, ale kierują pieniądze w rozwój dając sobie szanse na mocne odbicie po wyjściu rynku z dołka. Proszę także spojrzeć na mleczarnie, dla których miniony okres był mlekiem i miodem płynący.
Liczby i jeszcze raz liczby
Na „chłodno” przyjrzeliśmy się liczbom, które definiują polską hodowlę bydła i produkcję mleka. Spojrzeliśmy na zmiany, które zachodzą od lat.
Proszę spojrzeć na dane, które przytoczył redaktor Marcin Jajor w ostatnim wydaniu czasopisma „Hodowla i Chów Bydła” w artykule pt. „Rośnie koncentracja i wydajność krów mlecznych”.
Jajor prezentuje dane liczbowe, które zostały zebrane z dużej populacji krów, i które pochodzą z dwóch najbardziej wiarygodnych źródeł w Polsce: Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka i Głównego Urzędu Statystycznego.
Prezentowane wartości liczbowe, co także wymaga przypomnienia po wcześniejszym, statystycznym wstępie, odzwierciedlają ogromną populację bydła i krów w Polsce. Nie zwracając uwagi na emocje, czyli na to, czy ta sytuacja nam się podoba, czy też nie, i w jaki sposób ją oceniamy, liczby mówią jak jest.
Co widzimy? Po pierwsze, przeciętna oceniana krowa w 2025 r. dała 9860 kg mleka, a więc 249 kg więcej niż w 2024 r. i o 710 kg więcej niż w 2023 r. (wzrost w 2024 r. w stosunku do 2023 r. wyniósł 461 kg mleka). Taki wzrost może rekompensować także straty wynikające z niższych cen mleka przy założeniu, że duże gospodarstwo mleczne, a tak z reguły jest, mają zabezpieczoną paszę dla zwierząt z własnych pól. Nie raz słyszeliśmy od producentów, że zapas z jednego sezonu jest wskazany.
Po drugie, uwaga, robi się ciekawiej, bo te dane obejmują nie rok, nie dwa, ale kwartał wieku. Przez ostatnie 25 lat krowy pod oceną w Polsce poprawiły swoją roczną przeciętną wydajność mleczną o 4481 kg mleka, z czego 2089 kg w ciągu ostatnich 10 lat.
Po trzecie, co także zauważa Marcin Jajor, spadek pogłowia krów mlecznych nie przełożył się na spadek krajowej produkcji mleka. Było wręcz przeciwnie, odnotowano jej wzrost. Polska w 2025 r. wyprodukowała 15,94 mld l mleka wobec ok. 15,58 mld l w 2024 r. (wg szacunkowych danych GUS). Więcej o blisko 0,5 mld l.
I już na sam koniec, zacytujemy jedno zdanie z artykułu Marcina Jajora, które pozostawimy bez komentarza. Najważniejszym czynnikiem, który od wielu lat przekłada się pozytywnie na wzrost skali produkcji mleka w Polsce, jest poprawa wydajności mlecznej krów.
Zapraszamy do polemiki.

