Dietetyka mnie nie tyka

Od pewnego czasu obserwujemy w naszym kraju prawdziwy wysyp usług dietetyków, którzy oferują różnego rodzaju porady i sposoby na utratę zbędnych kilogramów, wskazują, jak żyć zdrowo i zachować szczupłą sylwetkę. Popyt na takie usługi na pewno jest duży. Kiedy jednak wsłuchujemy się w pewne wypowiedzi specjalistów od zdrowego żywienia i oceniamy je z naszego „mlecznego” punktu widzenia, zaczynamy poważnie wątpić w ich kompetencje. Jak można pisać o mleku, że jest „cichym zabójcą”.

Być może ktoś powie, że znowu poruszamy temat mód żywieniowych. To prawda, pisaliśmy o tym kiedyś, jednak tym razem tak dużo o modach nie będzie. Skoncentrujemy się na ważniejszych sprawach, mianowicie na wiedzy i odpowiedzialności, co w przypadku zdrowia jest sprawą kluczową.

Nie znam się, ale się wypowiem
Kilka dni temu, dzięki portalowi Onet.pl, który umieścił przekierowanie, przeczytaliśmy artykuł pani dietetyk Magdaleny Hermanowskiej pt. „Cała prawda o mleku”, zamieszczony w serwisie VU Mag. Przeczytaliśmy, i trzeba przyznać – zdębieliśmy. Autorka tekstu raczy czytelników takimi rewelacjami, jak na przykład, że „dzisiaj krowy mogą „zaserwować” nawet 50 tysięcy litrów mleka rocznie i że faszerowane są antybiotykami i hormonami, w tym m.in. hormonem wzrostu – co doprowadziło do zmiany składu mleka. Zmniejszyła się w nim zawartość witamin i składników mineralnych, a poddawanie go licznym procesom technologicznym sprawia, że pozbawione jest naturalnych enzymów – pisze dietetyk. Dalej jest jeszcze ciekawiej. Dowiadujemy się, że mleko może przyczyniać się do niektórych przypadków cukrzycy typu 1. czy chorób autoimmunologicznych tarczycy, a także zwiększać ryzyko rozwoju np. raka prostaty. Opinię pani dietetyk o tym, że jego produkcja odbywa się przy udziale pestycydów też trudno przemilczeć. Zalecenia, aby z mlekiem nie przesadzać i nie przekraczać jego 1–2 porcji w ciągu dnia, także są zadziwiające. Sytuację klaruje jednak następne zdanie, w którym pani Hermanowska stwierdza, że podstawą diety powinny być warzywa z dodatkiem produktów pełnoziarnistych, a mleko wcale nie jest jedynym źródłem wapnia czy witaminy D, dlatego nie należy martwić się, gdy zabraknie go w naszym jadłospisie. Zapytam: czy słyszała pani o piramidzie żywieniowej? Co wynika z tych ostatnich stwierdzeń? Internauci nie przebierali w komentarzach nad takimi wynurzeniami. Mogę się mylić, ale obstawiam, że na 90% autorka tego artykułu jest weganką, czyli osobą odrzucającą wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego. Twierdzę tak, bo kiedy pół roku temu rozmawiałem z kilkoma weganami na temat mleka, ich argumentacja była identyczna. Gdy dodamy do tego dość przestarzałe i nieprawdziwe informacje na temat hodowli krów i produkcji mleka, obraz się dopełnia.
W tym miejscu musimy wrócić do mody. Kiedy prześledzimy profil serwisu VU Mag, zobaczymy zakładki: moda, uroda, styl życia i inspiracje zakupowe. Świadczy to o wybitnie „lifestylowym” charakterze witryny, czyli takim, który kształtuje styl życia. I dobrze, niech kształtuje, ubiera, pokazuje, jaką torebkę dobrać do butów i co będzie modne w nadchodzącym sezonie. Niech jego autorzy piszą o kozieradce, zaskakujących zastosowaniach octu jabłkowego czy książce kucharskiej inspirowanej rolami Brada Pitta (autentyczne tytuły tekstów z tego serwisu). Ale może lepiej byłoby, aby nie dotykali spraw, na których się nie znają albo – co gorsza – o których piszą bzdury, podyktowane własnymi przekonaniami. Ich poglądy – ich zdrowie, ale zdrowie czytelników jest już sprawą ogółu i w żadnym wypadku nie można jej lekceważyć. Moda też ma swoje granice. Że o dziennikarskiej rzetelności, która wymaga sprawdzenia informacji w co najmniej kilku źródłach, nie wspomnę.

Dietetyk brzmi dumnie
Jak napisałem na wstępie, poradni dietetycznych namnożyło się jak grzybów po deszczu. Nie tylko w wielkich miastach. Zatem jak powinny wyglądać takie usługi? Posłużymy się opisem z portalu Start Kariery, który porusza m.in. zagadnienia dot. rynku pracy. Czytamy tam m.in.: „Dietetyk musi być cierpliwy, otwarty na ludzi, komunikatywny i kulturalny. Powinien odznaczać się dokładnością przy sporządzaniu jadłospisów i wykonywaniu badań. Koniecznie musi posiadać odpowiednią wiedzę na temat żywienia i ludzkiego organizmu, gdyż od jego decyzji zależy zdrowie pacjenta. Dietetykiem nie można zostać od tak sobie. Związane jest to z wpływem na zdrowie pacjentów. Konieczne jest wykształcenie w tym kierunku, które można uzyskać w szkołach policealnych lub kończąc studia wyższe”. Budujące, prawda? Kiedy jednak przyjrzymy się drugiej stronie medalu, odkryjemy, że zostanie certyfikowanym dietetykiem wcale nie jest takie trudne. Przykładowo już za ok. 1200 zł możemy ukończyć kurs dietetyki i odchudzania I i II stopnia. Co oferuje takie szkolenie? Otóż wiedzę obejmującą m.in. następujące zagadnienia: zasady prawidłowego żywienia, zapoznanie się z „modnymi trendami” na rynku diet, żywienie w wybranych chorobach, żywienie dzieci zdrowych oraz młodzieży w wieku szkolnym, żywienie w sporcie, żywienie kobiet w ciąży, żywienie kobiet w trakcie karmienia piersią, żywienie osób starszych. Imponujący zakres, ale gdy weźmiemy pod uwagę, że na to wszystko przeznaczono tylko 60 godzin, to w kontekście tematu, jakim jest zdrowie, wygląda to niepokojąco. Zwłaszcza że – jak zapewniają organizatorzy kursu – uprawnia on do podjęcia pracy w publicznych oraz niepublicznych placówkach ochrony zdrowia, poradniach żywieniowych chorób metabolicznych, chorób przewodu pokarmowego, zakładach żywienia zbiorowego, placówkach sportowych, szkolnictwie, instytutach naukowo-badawczych oraz inspekcjach zajmujących się kontrolą żywności. Swoistą ciekawostką jest fakt, że aby zdobyć podobne uprawnienia, nie trzeba wychodzić z domu. Firmy oferują certyfikat ukończenia kursu dietetyki klinicznej w sposób e-learningowy, za jedyne 700 zł.

Podnosząc ten problem, nie chcemy krzywdzić dietetyków, którzy ukończyli długoletnie studia i są prawdziwymi fachowcami w swojej dziedzinie. Sami współpracujemy z takimi osobami i jesteśmy im wdzięczni za pomoc i dzielenie się z nami wiedzą. Obawiamy się tylko, że wzrastająca liczba osób zajmujących się obecnie tym fachem zdecydowanie nie przekłada się na jakość świadczonych usług, czego dowodem jest opisywany powyżej problem nierzetelnej opinii o właściwościach mleka i jego znaczeniu w diecie człowieka.


Tłuste lepsze od chudego

Z najnowszych badań przeprowadzonych w USA i Kanadzie wynika, że dzieci pijące pełnotłuste mleko (3,8% tłuszczu) są szczuplejsze i mają wyższy poziom witaminy D, niż dzieci pijące mleko odtłuszczone. Co więcej, dzieci te nie tyją – mają lepszy wskaźnik BMI. Publikacja z najnowszymi badaniami ukazała się w „American Journal of Clinical Nutrition”. Naukowcy, którym przewodziła dr Shelley M. Vanderhout z Uniwersytetu w Toronto, testowali różne rodzaje mleka na 2745 dzieciach w wieku od 12 do 72 miesięcy.

Dotychczas instytucje, takie jak Amerykańska Akademia Pediatryczna, Narodowy Instytut Zdrowia w USA i Kanadyjski Instytut Zdrowia, rekomendowały dla dzieci powyżej 2. roku życia spożywanie chudego mleka, o zawartości 1% tłuszczu. Najnowsze badania, opublikowane w „American Journal of Clinical Nutrition”, każą zmienić te zalecenia.

Autorzy badania przyznają, że wyższa zawartość tłuszczu w mleku poprawia wchłanianie rozpuszczalnej w tłuszczach witaminy D. Poza tym dzieci, które piją tłuste mleko, są bardziej syte i nie mają ochoty na podjadanie – nie sięgają po kaloryczne przekąski zawierające duże ilości węglowodanów. ri