Doskonały dobrostan: 12 tys. l mleka średnio w roku od krowy

Warto inwestować w komfort krów mlecznych i maksymalne ograniczenie sytuacji stresujących zwierzęta – przekonali się o tym m.in. hodowcy z Wielkopolski.

TEKST I ZDJĘCIA: RYSZARD LESIAKOWSKI

Od prawie 1,5 roku użytkujemy nową wolnostanowiskową oborę, wyposażoną w 3 roboty udojowe firmy Lely. W tym czasie mleczność krów systematycznie rośnie. W ostatnich 12 miesiącach każda z utrzymywanych obecnie 160 krów wyprodukowała średnio ok. 12 tys. l mleka – opowiada Dawid Kaczmarek, prowadzący wraz żoną Żanetą oraz rodzicami Iwoną i Ireneuszem Bała 160-hektarowe gospodarstwo w Lutogniewie, w powiecie krotoszyńskim. Hodowca informuje, że w ubiegłym roku średnia roczna wydajność wyniosła 10 400 l mleka. W jego opinii wzrost mleczności krów jest efektem znacznego poprawienia warunków utrzymania zwierząt. – Żywienia nie zmienialiśmy, w starej i nowej oborze stosujemy takie same dodatki paszowe. Zawsze staramy się produkować możliwie jak najlepsze kiszonki – opowiada hodowca. Jest przekonany, że zapewnienie krowom maksymalnej swobody eliminuje sytuacje stresowe, co sprzyja produkcji mleka. – Roboty udojowe pracują w systemie „wolny ruch krów”, co oznacza, że poruszają się swobodnie w całej oborze, podchodzą do doju w dowolnym rytmie. Krowy uwielbiają spokój – podkreśla Dawid Kaczmarek. Informuje, że wspólnie z żoną gospodarują od 2013 roku. W przejętym od rodziców gospodarstwie było 100 krów o średniej rocznej wydajności ok. 8500 l mleka. W ciągu 2 lat powiększyli stado o 30 krów, wzrosła też ich mleczność do ok. 9500 l mleka średnio w roku od sztuki. Krowy były utrzymywane w starej oborze uwięziowej na 88 stanowisk oraz w adaptowanych innych zabudowaniach, tj. stodole i garażach. – Ciasnota była ogromna, ponieważ oprócz produkcji mleka zajmujemy się także opasem buhajków rzeźnych, których utrzymujemy w roku ok. 100 sztuk. Przy obsłudze zwierząt w starych zabudowaniach było dużo pracy ręcznej, co wymagało zatrudnienia 3–4 pracowników – wspomina rolnik.

Trudno o pracowników
Chcieliśmy dalej rozwijać produkcję mleka w naszym gospodarstwie, zatem budowa nowej obory była koniecznością. Kluczową decyzją był wybór technologii doju, nad czym długo się zastanawialiśmy – relacjonuje rozmówca. Małżeństwo rozważało dwa warianty: bardzo dobrze wyposażoną dojarnię karuzelową lub roboty udojowe. – Koszt takiej dojarni był równoważny z kosztem zakupu trzech robotów udojowych. Zdecydowaliśmy się na dój automatyczny i generalnie na maksymalną automatyzację w obsłudze zwierząt, ponieważ trudno znaleźć dobrych pracowników – argumentuje hodowca. W jego opinii na korzyść robotów udojowych przemawia także powtarzalna rutyna doju oraz dój ćwiartkowy.

Konstrukcja bezsłupowa
Nowa obora ma konstrukcję bezsłupową, co umożliwia dowolne zagospodarowanie wnętrza. Po jednej stronie stołu paszowego o szerokości 5 m znajdują się: korytarz paszowy o szerokości 3,8 m, rząd podwójnych boksów legowiskowych o łącznej długości 5 m oraz korytarz spacerowy o szerokości 3 m, przebiegający wzdłuż podłużnej ściany budynku (patrz schemat). W tej części obory na posadzce ażurowej przebywają krowy kończące laktacje, dojone za pomocą jednego robota udojowego. Natomiast mlecznice po wycieleniu i w pełni laktacji znajdują się po przeciwległej stronie stołu paszowego, dla których przewidziano rząd podwójnych boksów legowiskowych i jeden rząd boksów przyściennych o długości 2,7 m. Najbardziej produkcyjne krowy obsługują dwa roboty udojowe. Zwierzęta tuż przed porodem i cielące się przebywają w trzech boksach porodowych przewidzianych łącznie dla 34 krów. – W sumie w oborze znajduje się 200 boksów legowiskowych, wyścielonych materacem słomiano-wapniowym i, uwzględniając zwierzęta w boksach porodowych, w budynku mogą przebywać 234 krowy – informuje rolnik. W oborze znajdują się także pojedyncze kojce dla nowo narodzonych cieląt oraz wydzielone boksy dla krów leczonych, tzw. izolatka. W jednym ze szczytów budynku przewidziano pomieszczenia gospodarcze, techniczne, biuro i na schładzalnik mleka.

Sprawna wentylacja
W budynku jest bardzo dobry mikroklimat, mimo że nieczystości gromadzone są pod podłogą ażurową zakrywającą wszystkie korytarze spacerowe. Dowodzi to sprawnej wentylacji kalenicowej. Szczelina wywiewna w kalenicy dachu ma szerokość 3,2 m (tj. 10% szerokości obory), zakrywa ją świetlik z płyt poliwęglanowych. Świeże powietrze napływa przez niezabudowaną część ścian podłużnych o łącznej wysokości 4,5 m. Pełna ściana podłużna, za którą znajduje się korytarz spacerowy, ma wysokość 1,5 m, a sąsiadująca z legowiskami przyściennymi – 1 m. Zatem niezabudowane przestrzenie w ścianach podłużnych mają wysokość odpowiednio 3 i 3,5 m, które w wietrzne dni zasłaniają kurtyny, sterowane automatycznie za pomocą stacji pogodowej. – Rejestruje ona prędkość wiatru, opady atmosferyczne, temperaturę wewnątrz i na zewnątrz budynku oraz wilgotność powietrza – wyjaśnia hodowca. Informuje, że sprawdziły się zamontowane w ścianach szczytowych świetliki z przezroczystych płyt poliwęglanowych, które wraz ze świetlikiem kalenicowym zapewniają duży dostęp światła naturalnego. – Jest to oszczędność, ponieważ dzięki temu oszczędzam na energii elektrycznej zużywanej na oświetlenie obory w okresie jesienno-zimowym – mówi rolnik. Informuje, że w celu pełnego wykorzystania genetycznych możliwości krów do produkcji mleka zastosował w oborze program świetlny, tak aby w budynku było widno w ciągu całego roku, przez 16 godzin na dobę. Dzień świetlny wydłuża 15 lamp ledowych o łącznej mocy 2 kW. – Gdy świecą pełną mocą o zmierzchu i w nocy, w oborze jest widno, jak w dzień. Natężenie światła można regulować, tworząc w oborze półmrok, co ułatwia krowom pobieranie paszy nocą. Intensywnością oświetlenia steruje komputer za pomocą czujników zamontowanych na zewnątrz i wewnątrz budynku. Jest to ten sam program komputerowy, który zarządza kurtynami. Do tego systemu można podłączyć wentylatory, które planuję zamontować w przyszłym roku – opowiada Dawid Kaczmarek.

Wygodne legowiska
Trzeba przyznać, że przedstawieni hodowcy z Lutogniewa wykazali się dużą troską w zapewnieniu zwierzętom komfortu. W ich opinii boksy legowiskowe wyłożone gumowymi materacami i posypywane trocinami są najmniej pracochłonnym sposobem utrzymania krów mlecznych. Jednak w swojej oborze zdecydowali się na wyścielenie boksów legowiskowych o wymiarach 1,2 m x 2,5 m materacem słomiano-wapniowym, ponieważ jest on wygodniejszy dla zwierząt, choć wymaga więcej pracy. – Krowy wygarniają ściółkę z legowisk i trzeba ją raz w miesiącu uzupełniać. Do sporządzania mieszaniny wapna węglanowego, słomy i wody wykorzystuję stary wóz paszowy – opowiada hodowca. Informuje, że obecnie do ścielenia legowisk dla 140 krów zużywa rocznie ok. 100 ton wapna węglanowego, co w przeliczeniu na jedną sztukę daje ok. 0,7 tony. – Stosowanie ściółki zawierającej wapno węglanowe nie wymaga wapnowania pól, ponieważ trafia ono do gnojowicy, którą nawożona jest gleba – uzupełnia rolnik.

W nowej oborze krowy cielą się w porodówkach wyścielonych słomą, uzupełnianą raz na dwa dni. Obornik z miejsc porodowych jest wywożony raz w miesiącu. Za czystość na korytarzach spacerowych odpowiadają dwa roboty Discovery, które usuwają odchody z podłogi szczelinowej. Zakrywa ona kanały na gnojowicę o głębokości 2,5 m, które tworzą dwa oddzielne obiegi slalomowe, każdy z nich wyposażony jest w mieszadło. Uruchamiane są automatycznie co noc na 10 minut oraz dwa razy dziennie na 15 minut, przed wywożeniem gnojowicy na pole. Łączna objętość kanałów umożliwia przechowywanie gnojowicy przez osiem miesięcy.

Praca w oborze to nadzór
W oborze hodowców w Lutogniewie najbardziej uciążliwe prace zostały w pełni zautomatyzowane. Krowy doją trzy roboty udojowe Astronaut A4, o podgarnianie paszy na stole paszowym dba robot Juno, a korytarze spacerowe czyszczą wspomniane dwa roboty Discovery. Natomiast zdrowotność racic zapewnia automatyczna wanna do ich kąpieli, przez którą przechodzą krowy po zakończonym doju. Jest ona wspólna dla dwóch robotów dojących krowy w pełnej laktacji. Mikroklimatem i oświetleniem w budynku steruje komputer.
– W nowej oborze nasza praca polega na nadzorze urządzeń i stada – mówi rolnik. Informuje, że rutynową czynnością jest sprawdzanie dwa razy w ciągu dnia, rano i po południu, raportu krów do doju, tj. zwierząt, które w ciągu ostatnich 10 godzin nie wydoiły się w robocie z różnych przyczyn. – Na 140 krów dojnych takich zwierząt w ciągu doby jest 8–10. Trzeba je doprowadzić do robota udojowego. Zadanie to ułatwia tymczasowa poczekalnia, którą tworzą dwie opuszczane bramki sterowane za pomocą pilota, zwierzęta, chcąc się wydostać, muszą przejść przez boks udojowy – opowiada rozmówca. Wyjaśnia, że krowy z tymczasowej poczekalni z reguły same wchodzą do boksu udojowego. Natomiast świeżo wycielone pierwiastki trzeba nauczyć korzystania z robota udojowego, co opanowują w 1–2 dni. W opinii Dawida Kaczmarka doprowadzenie niewydojonych krów do robota zajmuje średnio w przeliczeniu na jedno zwierzę ok. 1 minuty.

Roboty udojowe mają wiele funkcji, między innymi mierzą: aktywność ruchową, przeżuwanie i połykanie, przewodność elektryczną mleka oraz określają zawartość tłuszczu, białka i laktozy w mleku każdej wydojonej krowy. Pomiary te umożliwiają monitorowanie zdrowia zwierząt oraz określanie optymalnego terminu krycia krów. – System wykrywa 94% rui u krów – mówi rolnik. Informuje, że raporty generowane przez roboty udojowe przegląda 3–4 razy dziennie, wykorzystując do tego celu smartfon lub komputer. – Dzięki pomiarowi przeżuwania i przełykania, można wcześnie wykryć zaburzenia metaboliczne, a podwyższona temperatura udojonego mleka od każdej krowy wskazuje na ewentualne stany zapalne – uzupełnia rolnik. Informuje, że efektem systematycznego nadzorowania zdrowia zwierząt, rui i jakości mleka jest nie tylko wysoka mleczność krów, ale także zadowalająca płodność stada. Średnia dzienna wydajność stada wynosi obecnie 40 l mleka, przeciętnie krowy doją w robocie 3,4 razy na dobę. Krowa produkująca dziennie 64 litry mleka jest dojona 4–6 razy na dobę. Średni okres międzywycieleniowy w stadzie nie przekracza 410 dni, a na ciążę zużywa się przeciętnie 2,2 słomki. W mililitrze mleka znajduje się przeciętnie ok. 200 tys. komórek somatycznych.

Priorytet: pełna obsada w oborze
Pytamy o koszt budowy i wyposażenia nowoczesnej obory w Lutogniewie, przewidzianej na 234 krowy. Hodowca informuje, że w przeliczeniu na jedno stanowisko jest to ok. 21 tys. zł netto. Koszt ten obejmuje budynek, wyposażenie, a w tym: 3 roboty udojowe, 2 roboty do czyszczenia podłogi szczelinowej, robot do podgarniania paszy, automatyczną wannę do kąpieli racic, stację paszową, automatyczne sterowanie mikroklimatem i oświetleniem, silosy na pasze treściwe, stacjonarny agregat prądotwórczy, utwardzenie ok. 3000 m2 powierzchni. Uwzględniając uzyskiwaną wydajność, trzeba przyznać, że inwestycja ma ekonomiczne uzasadnienie. Zakładając, że obora będzie użytkowana 15 lat, zatem roczne obciążenie jednego stanowiska wynosi 1400 zł (21 000/15). Przyjmując cenę litra mleka na poziomie 1,3 zł i koszt jego produkcji 1,1 zł/l, przychód z jednego litra mleka wyniesie 0,2 zł, a z jednego stanowiska w rozliczeniu rocznym 2400 zł (12 000 x 0,2). Zatem nakłady na jedno stanowisko są pokryte z nawiązką.
– Ryzykiem są niestabilne ceny mleka. Oborę budowaliśmy w największym kryzysie, gdy za litr surowca otrzymywaliśmy 1,05 zł. Obecnie jest to 1,47 zł/litr – zwraca uwagę rolnik. Nadmienia, że aktualnie zdolności produkcyjne obory nie są jeszcze w pełni wykorzystane z powodu niepełnej obsady. Przy uzyskiwanej wydajności mlecznej trzy roboty udojowe mogą obsłużyć 180 krów, a obecnie doją 140. – Im więcej mleka sprzedam z obory, tym mniej każdy litr mleka jest obciążony kosztami inwestycji. Dlatego teraz najważniejsze jest pełne zasiedlenie obory własnym materiałem i utrzymanie wydajności na co najmniej dotychczasowym poziomie – podkreśla hodowca. Informuje, że rocznie serwisowanie trzech robotów udojowych wraz z potrzebnymi płynami dezynfekcyjnymi kosztuje ok. 25 tys. zł. W ciągu 1,5 roku funkcjonowania robotów zdarzyła się jedna awaria, dotyczyła kompresora, którą serwis Lely usunął błyskawicznie. – Z czasem utrzymanie robotów będzie droższe, ponieważ części się zużywają i trzeba je wymieniać, podobnie jak w halach udojowych – podkreśla rozmówca. Zaznacza jednocześnie, że dzięki zautomatyzowaniu większości prac w oborze zmniejszyło się zatrudnienie osób pracujących przy zwierzętach. Obecnie stado 160 krów z przychówkiem i 100 buhajków opasowych obsługują dwie osoby. Wcześniej, w starej oborze, przy 130 krowach wraz z młodzieżą i 100 opasach pracowało pięć osób. Bez wątpienia zatrudnienie trzech osób mniej jest sporą oszczędnością, ponadto finansowe wymagania pracowników systematycznie rosną. Przykład nowej obory w Lutogniewie dowodzi, że nowoczesne technologie utrzymania bydła mlecznego sprzyjają dobrej zdrowotności zwierząt i wysokiej wydajności mlecznej, co jest podstawą rentowności tego kierunku produkcji.