„Dwucyfrowe” buhaje

Zwracajcie uwagę na wartość hodowlaną buhajów, które wybieracie na ojców kolejnego pokolenia. Ich niska jakość to tylko pozorne oszczędności.

„Hodowla i Chów Bydła” publikuje po każdej wycenie wyniki wartości hodowlanej buhajów. Każdy sezon jest skrupulatnie analizowany przez dr Agnieszkę Nowosielską i dr. Tomasza Krychowskiego. Naukowcy i zarazem pracownicy PFHBiPM od niedawna podjęli się także analizy zabiegów inseminacyjnych, które są ewidencjonowane w systemie Symlek. Nie robią tego dla zabicia czasu, tylko dla Was, drodzy hodowcy. Podają na tacy „rankingi” buhajów, do których wystarczy zajrzeć, żeby wyrobić sobie zdanie na temat własnego stada i podejmowanych wobec niego decyzji hodowlanych.

Ile razy pisaliśmy na łamach naszego czasopisma o wartości hodowlanej? Czym ona jest? Po co robione są wyceny? I wreszcie, czemu one służą? Setki razy… I co z tego wynika? Wygląda na to, że nie wszyscy zwracają uwagę na to zagadnienie. Sami oceńcie.

Przenieśmy się na chwilę w czasie. Otóż podczas ostatniego Forum Bydła, które odbyło się w Piątnicy, wymieniona wcześniej dr Nowosielska prezentowała „Wyniki użytkowania buhajów genomowych w 2015 roku w Polsce”. Pokazała, jakich wyborów dokonują hodowcy i na jakich ojców stawiają dla swoich przyszłych mlecznic. Wartość hodowlana użytkowanych rozpłodników mieściła się w przedziale wartości indeksu PF od 59 do 158.

Szok! Górne wartości są w porządku, ale dolne już nie! Jak można inseminować w ramach pierwszych zabiegów „dwucyfrowym” indeksem PF, czyli od 59 do 100? Wręcz niewiarygodne. Przecież nasienie buhaja o tak małej wartości nie musi i pewnie nie jest tańsze od tego dobrego. Okazuje się, że z tzw. słabą „jedynką” wykonano w Polsce w 2015 roku ponad 13 tys. zabiegów inseminacyjnych.

Aż trudno brnąć dalej w tę analizę. Skoro mówimy o pierwszych zabiegach, to co się dzieje w kolejnych, jeśli samica ma kłopoty z zacieleniem. Czy hodowcy decydują się wtedy na buhaja jeszcze słabszego pod względem hodowlanym i robią kilka kroków w tył, zamiast poprawiać wartość swojego stada?

Dlaczego tak się dzieje? Czy to tylko brak świadomości? Sądzę, że tak. Poza tym często o doborze nasienia buhajów nie decydują hodowcy. Za nich decyzję podejmują inseminatorzy i być może lekarze weterynarii. Jak widać, nie zawsze zależy im na wartości hodowlanej stada ich usługobiorcy. Nasienie trzeba sprzedać i już. Drodzy hodowcy, tych „dwucyfrowych” buhajów nie znajdziecie w katalogach firm hodowlanych i inseminacyjnych. Nikt nie chwali się takim towarem. Celowo użyłem słowa „towar”, bo wiadomo, że ci, którzy go oferują, muszą go „opchnąć”.

Jak wiecie, Polska znajduje się ciągle na początku drogi genomowej w ocenie wartości hodowlanej buhajów. Mimo licznych trudności, do których powrócę w kolejnym wydaniu „Hodowli i Chowu Bydła”, wiele udało się w tym zakresie zrobić.

Proszę, pytajcie osoby, które inseminują Wasze samice, o wartość hodowlaną buhajów, których nasienia używają do zabiegów. Polska Federacja stworzyła narzędzia dla Was, które pomogą Wam wybrać najlepsze rozpłodniki. Jednym z nich jest – mam nadzieję, że znany – program do kojarzeń DoKo, o którym szeroko pisała Ania Siekierska w poprzednim wydaniu czasopisma. Nie inseminujcie nasieniem buhajów bez pochodzenia. Gdy buhaj jest zarejestrowany w systemie Symlek, tzn., że ma udokumentowane pochodzenie. Kontrola rozpłodników i dobór trwają tylko chwilę. Naprawdę warto poświęcić kilka minut, żeby nie tracić pieniędzy.

Polska, w porównaniu do krajów konkurencyjnych, i tak już w dużo mniejszym stopniu wykorzystuje potencjał wartościowych buhajów ocenionych na podstawie genomu. Niestety, ta sytuacja wpływa na zmniejszenie postępu genetycznego polskiego pogłowia krów.