Gorące hodowlane dni

Ci hodowcy, którzy w ostatniej chwili zdecydowali się na zakup jałówek hodowlanych z dotacją, lipiec mieli bardzo pracowity. W trzy tygodnie musieli załatwić wszystkie formalności, kupić zwierzęta i je przemieścić.

Tekst i zdjęcia: Radosław Iwański

Opłaciło się? Na to wygląda, bo Agencja Rynku Rolnego, która przyjmowała wnioski o refundację części kosztów poniesionych przez hodowców na zakup jałówek, wydała już decyzje – jak zapewnia – i dotrzyma terminu wypłaty środków. Wysokość refundacji określona w rozporządzeniu i warunkach udzielania pomocy nie ulegnie zmianie. To oznacza, że nie wszystkie pieniądze, jakie rząd przeznaczył na dopłaty do jałówek hodowlanych, zostaną skonsumowane przez rolników, a ARR nie będzie stosowała żadnego wskaźnika, który pomniejszałby ich płatności. – Decyzje zostały wydane, a termin wypłaty środków finansowych zostanie dotrzymany – informowała „Hodowlę i Chów Bydła” 21 sierpnia br. Karolina Dziewulska-Siwek, rzecznik prasowy Agencji Rynku Rolnego. Agencja ma czas do końca września, żeby dopełnić wszystkich formalności. Do tego czasu na kontach hodowców bydła mlecznego i producentów mleka muszą się znaleźć pieniądze, bo gdyby tak się nie stało, będą one musiały być zwrócone do unijnego budżetu, gdyż dotacje te pochodzą z tzw. Pakietu Hogana, a ten obwarowany jest ścisłymi terminami. Najważniejszy obecnie to wspomniany 30 września br. Gorący hodowlany lipiec przyniósł oczekiwane owoce. ARR nie podała na razie liczby wniosków, które złożyli hodowcy, poinformowała za to, że 2399 z nich zostało pozytywnie rozpatrzonych. Hodowcy zakupili na nie blisko 19 tys. jałówek hodowlanych.

Dla kogo refundacja?
Refundacja przysługiwała do nie więcej niż 30 sztuk zwierząt zakupionych w okresie od 1 stycznia 2017 r. do 31 lipca 2017 r., mających w dniu zakupu powyżej 3 miesięcy i nie więcej niż 24 miesiące, zgłoszonych do rejestru zwierząt gospodarskich. Dla nich musiało być wystawione świadectwo potwierdzające ich pochodzenie, o którym mowa w art. 26 ustawy o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich. Dotacją zdecydowano objąć tylko te jałówki – czego zresztą oczekiwano – które urodziły się w stadach będących pod oceną wartości użytkowej bydła. Po raz pierwszy doceniono świadomych producentów mleka, którzy przyznają, że bez codziennej oceny użytkowości mlecznej nie są w stanie produkować mleka. Trzeba mieć nadzieję, że teraz w ich ślady pójdą ci, którzy z oceny jeszcze nie korzystają, a Polska dołączy do czołowych krajów europejskich, w których badanie użytkowości sięga 100%. Ministrowi rolnictwa należą się duże brawa za podjęcie odważnej decyzji.

Do otrzymania refundacji uprawnieni byli producenci mleka, którzy w dniu złożenia wniosku o udzielenie pomocy posiadali w siedzibie stada krowy typu użytkowego mlecznego lub kombinowanego, mające powyżej 24 miesięcy, oraz w 2016 r. podmiotom skupującym mleko sprzedali nie mniej niż 5 tys. kg tego produktu. Trzeba zaznaczyć, że producent mleka po otrzymaniu refundacji jest zobowiązany do utrzymywania, nie krócej niż do 31 lipca 2020 r., jałówek hodowlanych ras mlecznych, do których otrzyma pomoc.

Wielu hodowców zastanawiało się, czy kupować jałówki i inwestować w produkcję mleka. Dotacje dały im kopa do działania. Nie szukali dziur w programie przyjętym przez Radę Ministrów na wniosek ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela, tylko spieszyli po pomoc.

Żniwa hodowlane
Odkąd Polska wstąpiła do Unii Europejskiej, hodowcy bydła mlecznego po raz pierwszy mogli skorzystać z refundacji kosztów zakupu jałówek hodowlanych. Na jedną młodą samicę przysługiwało od 1 do 3 tys. PLN. Najwyżej wyceniono najstarsze sztuki – od 18 do 24 miesięcy, a zakupu starszych nie objęto dofinansowaniem. Dlatego też hodowcy poszukiwali w lipcu przede wszystkim cielnych jałówek, w ostatnich tygodniach ciąży. Sprzyjała temu wysokość dotacji, a także ekonomika produkcji mleka i hodowli bydła. Pożądane jest, żeby samice cieliły się wcześniej, a nie w wieku 2,5–3 lat. Wcześniejsze wycielenia są ekonomicznie uzasadnione.

Od hodowców płynęły w większości głosy doceniające program dotacji wprowadzony przez ministra rolnictwa, ale zdarzyły się także i takie, które nie były nim zachwycone. Ci, którzy kręcili nosem, najczęściej mówili, że to działanie służy trudniącym się handlem jałówkami. Czy na pewno tylko im? Trudno się zgodzić z taką argumentacją, bo chętnych na nie tylko remont stada było bardzo wielu, a ARR wypłaci im w sumie około 50 mln PLN – jak zapewnia Agencja. Wielu hodowców, aby sięgnąć po refundację, udało się do banków i wzięło kredyty na sfinansowanie inwestycji. I wreszcie wielu podjęło dzięki temu decyzję o specjalizacji w produkcji mleka. Zwłaszcza tacy, którzy nie mieli dużych stad i zdecydowali się je powiększyć, przyjmując na siebie obowiązek ich utrzymania i produkcji mleka do 2020 r. Poza tym nie wolno zapominać, że programem zostały objęte także samice zakupione w tym roku (od 1 stycznia br.), czyli o wiele wcześniej, niż Agencja ogłosiła warunki uruchomienia programu dotacji do zakupu jałówek, co miało miejsce na początku lipca br.

Ruch w interesie
Na pewno na wprowadzonych w lipcu dotacjach więcej skorzystali ci, którzy wcześniej kupili jałówki, a po ogłoszeniu programu wystąpili do ARR z wnioskiem o refundację, przedkładając w nim faktury potwierdzające poniesione wydatki. Nie tylko dlatego, że nie musieli w szybkim tempie podejmować decyzji i szukać zwierząt, ale także dlatego, że ich jałówki były tańsze. Nie ma co się dziwić, każda bowiem stymulacja popytu, w tym wypadku wprowadzenie dotacji, rodzi wzrost cen produktów, na które są one wprowadzane. W interesie zrobił się ruch, czego nie kryją firmy sprzedające materiał hodowlany.

– Mieliśmy mnóstwo zapytań o jałówki – przyznaje Łukasz Kotas z OHZ w Kamieńcu Ząbkowickim. Ośrodek, który od tego roku sprzedaje materiał hodowlany, jest jednym z najlepszych w Polsce, nie dziwi więc, że zgłaszali się do niego głównie podlascy producenci. – Średnia cena sprzedanej cielnej jałówki wyniosła 7,5 tys. PLN i w gorącym lipcowym okresie wzrosła o około tysiąc PLN. Dla łomżyńskiego PH Konrad to także był jeden z lepszych okresów sprzedażowych. – Dotacje rozgrzały rynek – powiedziała nam Joanna Przeździecka, dodając, że ceny jałówek faktycznie wzrosły, a średnia wartość jednej sztuki wyniosła 7 tys. PLN. W podobnym tonie komentowała rynkową sytuację Monika Reszko z firmy Holstein. – W lipcu jałówki sprzedawaliśmy średnio po 6,8 tys. PLN netto – poinformowała. Importowane poszły w górę w tym okresie o jakieś 100 EUR. Reszko podkreśla, że nie handlują samicami, które nie mają świadectw rodowodowych, wymaganych w celu uzyskania refundacji. – Nasza sprzedaż, porównując ją do okresu – nazwijmy go – bezdotacyjnego, wzrosła o 100% – dodała. W opinii rozmówców hodowcy wiedzieli, czego chcą. Poszukiwali dobrych jałówek, mimo dotacji przebierali w nich. Szukali tych, które szybko się wycielą, a ich „papiery” dają gwarancję bardzo wysokiej produkcji mleka.

Kto znalazł się na pudle?
Jak Polska hodowlana długa i szeroka, można było się spodziewać, że prym w zakupach jałówek będą dzierżyć w swoich dłoniach podlascy hodowcy, na chwilę obecną przynajmniej pod względem liczby zatwierdzonych wniosków przez ARR skierowanych do realizacji. W Oddziale Terenowym ARR w Białymstoku jest ich ponad 660. Nie wiadomo na razie, ile jałówek kupili hodowcy w poszczególnych rejonach. Ilość wniosków od hodowców, które uzyskały akceptację, obrazuje tabela 1. Drugie miejsce zajmuje Mazowsze, trzecie Wielkopolska. Bydgoszcz i Olsztyn, czyli kolejne stolice liczące się w produkcji mleka plasują się podobnie – na kolejnej, 4. pozycji. – Na pomoc z tytułu refundacji kosztów zakupu bydła mlecznego ARR wypłaci ok. 50 mln zł – podaje rzeczniczka Agencji. – Pomoc zostanie udzielona do 18,7 tys. szt. jałówek – dodaje. Zwierzęta, zgodnie z przepisami rozporządzenia, do których zakupu dopłaci ARR, są w wieku od 6 do 24 miesięcy. ARR to już wie, bo wydała decyzje administracyjne (informuje o tym 21 sierpnia, tuż przed wysłaniem nr. 9. „Hodowli i Chowu Bydła” do druku), że pieniądze przeznaczone na ten cel nie zostaną w pełni wykorzystane i że, zgodnie z przepisami Rozporządzenia Rady Ministrów, niewykorzystane środki skierowane zostaną na pomoc z tytułu zmniejszenia sprzedaży mleka.

Federacja uwijała się
Żeby hodowcy mogli uzyskać refundację, dział Hodowli PFHBiPM nie mógł dać plamy. Nie dał! Dołożył wszelkich starań, żeby wszyscy hodowcy zainteresowani refundacją, którzy zwrócili się do Federacji o wystawienie niezbędnych do uzyskania pomocy świadectw rodowodowych, zostali jak najszybciej i najsprawniej obsłużeni. Pracownicy, zarówno w Warszawie, jak i w biurach regionalnych, przez cały lipiec wystawili łącznie 16 689 dokumentów potwierdzających pochodzenie zakupionych przez hodowców zwierząt. Zestawienie liczby wystawionych świadectw prezentuje tabela 2.

Dzięki sprawnej organizacji wszyscy zainteresowani bez problemów i w obowiązującym terminie złożyli wnioski o dofinansowanie.

Na efekty przyjdzie pora
Wszyscy stanęli na wysokości zadania, zarówno instytucje obsługujące hodowców, jak i sami hodowcy. Agencję Rynku Rolnego trzeba trzymać za słowo, że do końca września wypłaci hodowcom refundacje poniesionych kosztów, o które wnioskowali. Urzędnicy nie mieli dużo czasu na to, żeby „obrobić” wnioski i wysłać do ich nadawców decyzje administracyjne potwierdzające przyznane dotacje. W hodowlę bydła mlecznego i produkcję mleka rolnicy włożyli grube miliony, bo przecież wypłaty w sumie wspomnianych 50 mln PLN to tylko część zwrotu poniesionych przez nich kosztów. Producenci inwestują po to, żeby uzyskać zwrot poniesionych nakładów w możliwie jak najszybszym czasie. Oby rynek mleka nie załamał się i dał oczekiwane marże.

Środki, które producenci mieli do swojej dyspozycji, nie zostały w całości wykorzystane. Być może zabrakło na to czasu. Szacując z górką, można było się spodziewać, że refundacja zostanie skierowana do zakupu 23 tys. jałówek, zakładając najwyższą dotację, sięgającą 3 tys. PLN do jednej samicy.

Nie do przecenienia jest także wartość edukacyjna programu. Uruchomienie dotacji do zakupu jałówek i cała akcja wydawania świadectw rodowodowych zwróciły uwagę hodowców na bezsprzeczny fakt, jak ważnym, by nie powiedzieć niezbędnym, dokumentem w każdej hodowli jest świadectwo rodowodowe. Powinno ono zawsze towarzyszyć obrotowi materiałem hodowlanym.