GOSPODARNOŚĆ PO SZWAJCARSKU

Szwajcarska precyzja to bynajmniej nie slogan. Każdy, kto odwiedził ten malowniczy kraj, może potwierdzić, że w tym stwierdzeniu naprawdę jest mało przesady. I nie odnosi się to tylko do zegarmistrzowskich cacuszek, ale ma swoje przełożenie również na inne formy działalności, także – a może zwłaszcza – na rolnictwo, którym Szwajcarzy naprawdę mogą się pochwalić. Przekonać się o tym mogli członkowie Wielkopolskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła podczas listopadowego wyjazdu szkoleniowego.

Tekst i zdjęcia: Mateusz Uciński

Szwajcaria to europejska perełka. Malowniczo położona u podnóża Alp, zachwyca krajobrazami i niespotykanym chyba nigdzie indziej uporządkowaniem. Kiedy dodamy do tego bardzo stabilną i dobrze rozwiniętą gospodarkę, a co za tym idzie – wysoki standard życia, można się nawet pokusić o stwierdzenie, że jest to jeden z najbardziej przyjaznych dla swoich mieszkańców krajów na świecie. Mimo że liczba ludności Szwajcarii wynosi około 8 mln, a powierzchnia tego kraju jest siedmiokrotnie mniejsza od Polski, to na terenie państwa obowiązują aż cztery języki urzędowe: niemiecki (posługuje się nim 63,7% mieszkańców), francuski (20,4%), włoski (6,5%) oraz język romansz, którym mówi 0,5% populacji. Wynika to z podziału Szwajcarii na 26 kantonów, które nierzadko bardzo różnią się od siebie zarówno kulturowo, jak i językowo, w zależności od historii i tradycji. Kantony leżące na Wyżynie Szwajcarskiej są bardziej zaludnione, uprzemysłowione i z reguły zamieszkane przez protestantów. Kantony alpejskie natomiast są słabiej zaludnione, bardziej nastawione na rolnictwo i turystykę; przeważają tu też katolicy.

Neutralność i zasada nienaruszalności tajemnicy bankowej ugruntowały zaufanie do Szwajcarii jako finansowego centrum Europy i świata. Napływ obcych zasobów pieniężnych umożliwił stopniowy rozwój rodzimego, wysoko wyspecjalizowanego przemysłu, intensywnego rolnictwa i turystyki. Usługi generują 62% produktu krajowego brutto, w tym sektor bankowo-ubezpieczeniowy – ok. 16%, przemysł i budownictwo – powyżej 34%, rolnictwo – ok. 4%. Szwajcarskie rolnictwo jest wysokotowarowe. Użytki rolne zajmują ok. 36% całej powierzchni kraju, w tym łąki i pastwiska – prawie 27% ogółu powierzchni kraju (73% użytków rolnych). Przeważają gospodarstwa o powierzchni 10–20 ha (średnio 16,2 ha). Poziom nawożenia (349 kg nawozów sztucznych na 1 ha gruntów ornych) ma tendencję spadkową, w związku z powszechną produkcją tzw. zdrowej żywności. Chów i hodowla dostarcza ponad 80% wartości produkcji rolnej. Hoduje się tu głównie bydło mleczne i trzodę chlewną, w strefach podmiejskich – drób, w wyższych piętrach Alp i Jury – owce. Na Wyżynie Szwajcarskiej przeważa uprawa pszenicy, jęczmienia, ziemniaków i buraków cukrowych, w dolinie Rodanu i nad Jeziorem Genewskim – warzyw i owoców (głównie jabłonie), na południowych stokach Jury – winorośli.

Mimo że drewniana, obora w gospodarstwie Tratthof jest przestronna i przyjazna dla hodowanych w niej zwierząt

Razem można więcej
Jak wygląda szwajcarskie gospodarstwo i jak funkcjonuje – o tym wielkopolscy hodowcy mogli się przekonać wizytując obejście braci Petera i Mathiasa Nueschów w miejscowości Widnau. Przewodnikiem polskiej grupy był starszy z braci – Peter, który chętnie odpowiadał na wszystkie pytania, a także już na wstępie ze szczegółami opowiedział o swoim gospodarstwie.

Tratthof – bo tak nazywa się firma rodziny Nuesch – powstało w 1977 roku. Założył je dziadek obecnych gospodarzy. Wybudował oborę wolnostanowiskową, w której stanęło 30 krów mlecznych. W 1998 roku obiekt powiększono o miejsca dla kolejnych 25 sztuk i postawiono silos paszowy o pojemności 1200 m3. Kolejny etap rozwoju gospodarstwa nastąpił w 2001 roku, kiedy oprócz kolejnych 15 krów, w oborze pojawił się także robot udojowy. Decyzja opłaciła się, a hodowcy z Widnau już dwa lata później przygotowali miejsca dla kolejnych 30 sztuk bydła oraz kupili kolejny robot, aby nadążyć z dojem rozrastającego się stada. Powiększono także silos o kolejne 800 m3. W 2006 roku Nueschowie zainwestowali w prosiętnik i zaczęli hodować trzodę chlewną. Jak się okazało, nie była to ostatnia zmiana w ich obejściu, bo już trzy lata później, w 2009 roku, w ich gospodarstwie pojawiła się biogazownia, która – mimo początkowych problemów – obecnie funkcjonuje bardzo sprawnie. Ostatnią, bardzo istotną inwestycją, która została poczyniona w ramach tej rodzinnej firmy, była instalacja w 2011 roku ogniw fotowoltaicznych. Należy zaznaczyć, że w Szwajcarii bardzo dużą wagę przywiązuje się właśnie do odnawialnych źródeł energii.

Wielkopolscy hodowcy mogli porównać szwajcarskie krowy z tymi, które stoją w ich własnych oborach

Obecnie w Tratthof hodowanych jest 130 krów mlecznych różnych ras, wśród których odnajdujemy zarówno popularne u nas bydło holsztyńsko-fryzyjskie, jak i charakterystyczne dla tamtych terenów krowy rasy brown swiss. Oprócz krów hoduje się także ponad 600 świń. Bazę paszową stanowi 60 ha upraw, wśród których dominuje kukurydza i zboża, chociaż uprawiana jest także fasola. Wart zauważenia jest fakt, że tylko 1 ha jest faktyczną własnością rodziny Nueschów, a reszta to dzierżawy. Jest to bezpieczna sytuacja, ponieważ hodowca ma długoterminowe umowy z gminą, pozwalające mu na odpowiednie planowanie działań, zwłaszcza że w Szwajcarii sianokosy bardzo często odbywają się nawet 5–6 razy do roku. W gospodarstwie w Widnau, oprócz braci Petera i Matthiasa oraz ich ojca, zatrudniony jest jeden pracownik, pomaga także dwóch praktykantów ze szkoły rolniczej.

Po prezentacji Peter Neusch oprowadził hodowców po swoim gospodarstwie, pokazując oborę z funkcjonującymi w niej robotami. Obiekt niewiele się różnił od naszych rodzimych, może z wyjątkiem drewnianej konstrukcji, charakterystycznej dla budownictwa w tamtejszym regionie. Duży nacisk położono na dobrostan zwierząt, którym zapewniono dużo światła i odpowiednią wentylację. Wszystko, co dzieje się w stadzie, kontrolowane jest przez program komputerowy Herd Navigate, dzięki któremu hodowcy uzyskują komplet informacji niezbędnych do zarządzania stadem. Oprócz tego dwa razy do roku w całym stadzie odbywa się przegląd i korekcja racic.

Wielkopolscy hodowcy mogli porównać szwajcarskie krowy z tymi, które stoją w ich własnych oborach

Tuż za oborą znajduje się biogazownia, która jest chlubą gospodarstwa. Wyposażono ją w sprzęt sprowadzony z Niemiec; minęło trochę czasu zanim został dostosowany do szwajcarskich wymogów. Biogazownia jest współwłasnością trzech gospodarstw, które równo dzielą się nakładem pracy i zyskami osiągniętymi z jej prowadzenia. Podczas procesu produkcyjnego używa się odpadków pochodzenia odzwierzęcego z gospodarstwa Tratthof oraz odpadów z upraw owocowo-warzywnych pochodzących z dwóch pozostałych gospodarstw – beneficjentów przedsięwzięcia. Co ciekawe, ostatnim surowcem są biośmieci, które pozyskuje się ze specjalnych koszy do segregowania odpadków, a tych w Szwajcarii jest bardzo dużo. Wszystkie składniki trafiają najpierw do magazynu, gdzie są rozdrabniane, a następnie do fermentowni, w której – jak sama nazwa wskazuje – następuje fermentacja. Dzięki temu procesowi uzyskuje się 50–60% butanu, z którego w procesie oczyszczania i uzdatniania otrzymuje się 96% metanu. Ten z kolei odsprzedawany jest do lokalnej sieci gazowej. Należy wspomnieć, że uzyskiwana energia z ogniw fotowoltaicznych nie jest odsprzedawana, tylko spożytkowana w gospodarstwie.

Przemysław Jagła, prezes Wielkopolskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła, dziękuje Peterowi Nueschowi za oprowadzenie po swoim gospodarstwie

Co zatem wyróżnia szwajcarskie rolnictwo? Przede wszystkim skala wzajemnej pomocy, która rozwinęła się na przestrzeni dziesięcioleci. Jak wiadomo, razem można więcej, i to bardzo widać w przypadku gospodarstwa z Widnau. Współpracuje ono z wieloma innymi gospodarstwami, chociażby w kwestii wspólnych zakupów pasz, tak aby uzyskiwać za nie ceny hurtowe, bo koszty utrzymania zwierząt w Szwajcarii nie są małe, mimo że – jak zaznacza Peter Nuesch – minimalizuje się je przez wypasanie na łąkach. Kolejnym, doskonałym przykładem takiej współpracy jest zarządzanie parkiem maszynowym. W Szwajcarii bardzo rzadko spotyka się gospodarstwo wyposażone w liczne maszyny. Tu stawia się na specjalizację, na zasadzie – ja mam dobre maszyny do siewu, a sąsiad odpowiedni sprzęt do zbiorów, więc się wymieniamy. Kiedy weźmiemy pod uwagę, że często w takiej wymianie uczestniczy kilka gospodarstw, mamy skalę, jak dużo wysokiej klasy sprzętu jest użytkowanego przy stosunkowo niewielkich nakładach finansowych. Na koniec warto wspomnieć, że w Szwajcarii, w przeciwieństwie do Polski, stawia się raczej na gospodarstwa wielokierunkowe. Dlaczego? Powodem takiej polityki są wahania na rynkach produktów rolnych. Jednoczesne działanie na kilku płaszczyznach pozwala przetrwać np. kryzys na rynku mleka, odbijając sobie wynikające z niego straty produkcją trzody chlewnej lub uprawami warzyw i owoców. Naturalnie, nie można zapomnieć o wsparciu dotacjami państwowymi, które stanowią dużą pomoc dla szwajcarskiego rolnictwa, traktowanego jako jedna z wizytówek tego kraju.

W dojrzewalni serowarni w Gais o gotowe kręgi sera dbają specjalne roboty

Nasze jest najlepsze
Szwajcarię i jej mieszkańców cechuje głębokie przeświadczenie, że to, co szwajcarskie, jest najlepsze, największe itd. Czasami ociera się to o śmieszność czy nawet megalomanię, jednak z drugiej strony doskonale wpływa na gospodarkę tego kraju. Jest to wręcz podręcznikowy przykład patriotyzmu konsumenckiego – nabywca zawsze sięgnie najpierw po towar rodzimej produkcji, z przekonaniem, że ten jest najlepszy. W takiej sytuacji nawet nie bardzo trzeba uszczelniać rynek, ponieważ obce produkty nie mają takiej siły, jak te ojczyste, a nawet lokalne. Doskonałym tego przykładem jest szwajcarski rynek mleczarski, a zwłaszcza serowarski, gdzie powstało wiele lokalnych serowarni, do których mleko oddają hodowcy z leżących nieopodal miejscowości. Jednym z takich obiektów jest serowarnia Berg-Käserei z miejscowości Gais, usytuowana w najbardziej rolniczym spośród wszystkich kantonie Appenzell. Z niego właśnie pochodzą znane na całym świecie sery ementaler, będące archetypem sera z dziurami. To właśnie gośćmi serowarni Berg-Käserei byli hodowcy z Wielkopolskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła, i chociaż produkowane w niej sery są innego typu niż wspomniane przed chwilą, to i tak stanowią doskonały przykład szwajcarskiej przedsiębiorczości.

Właścicielem serowarni jest Andreas Hinterberger. Jak podkreśla, jest ona typowym zakładem produkcji mlecznej w Szwajcarii. Swoje przedsiębiorstwo kupił 17 lat temu. Od tamtego czasu zainwestował w nie ok. 20 mln franków i – co mocno podkreśla – nie korzystał z żadnych dotacji, lecz bazował głównie na kredytach.

Andreas Hinterberger, właściciel zakładu, jest dumny z tego, co osiągnął przez ostatnie 17 lat

W serowarni wytwarzane są sery typu półtwardego i racklett (przeznaczone do topienia na specjalnych rusztach). Mleko do ich produkcji dostarczane jest co drugi dzień, przez 56 hodowców z okolic Gais i Appenzell, z których najmniejsi odstawiają ok. 5 tys. litrów surowca rocznie, a najwięksi – 35 tys. litrów. Trzeba zaznaczyć, że biały surowiec musi pochodzić od krów, których nie karmi się sianokiszonką. To zresztą nie koniec restrykcji, bardzo duży nacisk kładzie się na ilość komórek somatycznych. Jeżeli ich liczba nie przekracza 150 tys., dostawca otrzymuje dodatek finansowy, jeśli przekroczy 300 tys., czeka go finansowa kara. Dla porównania: w Polsce dopuszczalna liczba komórek somatycznych wynosi 400 tys. Mleko, które trafia do serowarni w Gais, jest termizowane w temperaturze 60–65°C. Roczny przerób serowarni to 10 mln litrów mleka, czyli 35 tys. litrów dziennie.

Produkcja serów rozpoczyna się zwykle o godzinie 23.00 i trwa 20 godzin, do 19.00 następnego dnia. Pracuje przy niej ośmiu pracowników. Wytwarzanych jest 500 gomółek dziennie, każda po 6 kg, czyli około 3 ton gotowego produktu na dobę. Wytworzone sery trafiają do dojrzewalni, w której można przechowywać 60 tys. krążków. Tam dojrzewają
3–4 miesiące. Nad procesem czuwają specjalne roboty przemieszczające się wzdłuż półek. Ich zadaniem jest przekładanie i nawilżanie krążków sera.

Serowarnia sama zajmuje się dystrybucją swoich wyrobów, które można odnaleźć w większości szwajcarskich supermarketów. Eksportuje sery również za granicę – do Niemiec, Francji i Belgii. Na ten cel przeznaczonych jest 40% całej produkcji, czyli około 350 ton rocznie. Andreas Hinterberger cały czas poszerza swój asortyment, a ostatnio wprowadził do niego także tzw. biosery, produkowane z mleka krów utrzymywanych w chowie ekstensywnym, w których żywieniu nie mogą się znaleźć pasze z dodatkiem żadnych pestycydów. Ponadto właściciel przedsiębiorstwa, w związku z ciągle rosnącym popytem na swoje wyroby, ma w planach budowę nowej serowarni, położonej w sąsiedztwie obecnego budynku.

Uczestnicy wyjazdu szkoleniowego na farmie w Tratthof wraz z jej właścicielem

Warte naśladowania
Czy polskie rolnictwo odbiega swoim poziomem od szwajcarskiego? Zdecydowanie nie. Potwierdziły to rozmowy polskich hodowców z ich szwajcarskimi kolegami. Zarówno Peter Nuesch, jak i Andreas Hinterberger podkreślali wysoki poziom wiedzy i fachowość dyskusji prowadzonych podczas wizyty w gospodarstwie i serowarni. Różni nas sposób zorganizowania pracy i wyspecjalizowania lub dostosowania się do sytuacji rynkowej. Naturalnie, sytuacja gospodarcza państwa pozwala Szwajcarom na wiele więcej, ale chociażby fakt wspólnych zakupów pasz czy wzajemnej pomocy w organizowaniu fachowego parku maszynowego, o którym wcześniej wspomniano, jest godny rozważenia. Tym, czego z pewnością możemy pozazdrościć mieszkańcom wszystkich szwajcarskich kantonów, jest głębokie przekonanie, że to, co rodzime, jest najlepsze. Z takim podejściem nie trzeba bać się ani ekspansji obcych produktów zalewających nasze rynki, ani problemów ze zbytem tego, co zostanie wyprodukowane. Miejmy nadzieję, że w naszym kraju doczekamy się takiego postrzegania, które przerodzi się w zdrowy, konsumencki patriotyzm.