HF-om NIE WOLNO PRZESZKADZAĆ!

Dochowanie się krowy, która w swoim życiu oddała ponad 100 tysięcy litrów mleka, to dla gospodarstwa wielkie wydarzenie, a także dowód, że jej właściciele znają się na pracy hodowlanej. Takim sukcesem od niedawna mogą się pochwalić Wiesław i Małgorzata Kuleszowie, którzy wraz z synem Pawłem i jego żoną Anną prowadzą gospodarstwo w Rębiszewie-Zegadłach. Odwiedziliśmy ich, aby zapytać, co należy robić, żeby mieć takie krowy w hodowlach, a także aby porozmawiać o tym, jak rozwijało się gospodarstwo i na co kładzie się w nim największy nacisk.

Tekst i zdjęcia: Mateusz Uciński

Wiesław Kulesza z synem Pawłem; hodowca jest dumny, że jego synowie dzielą z nim hodowlaną pasję

Gospodarstwo Państwa Kuleszów istnieje nie od dziś i może poszczycić się bogatą historią i tradycjami hodowlanymi, co z dumą podkreślają jego właściciele.
– Od kilku pokoleń pracujemy tutaj i prowadzimy nasze gospodarstwo – opowiada Paweł Kulesza. – Jego założycielem był mój dziadek, a potem jego pracę kontynuowali rodzice. Obecnie użytkujemy 65 ha, na których uprawiamy głównie trawę, lucernę i kukurydzę. W naszej hodowli posiadamy 100 krów mlecznych, 100 jałówek i 30 buhajów z przeznaczeniem na opas.

Państwo Kuleszowie podchodzą do swojej pracy bardzo profesjonalnie, co widać na każdym kroku, kiedy ogląda się ich gospodarstwo. Są prawdziwymi pasjonatami hodowli bydła i nieustannie starają się ją usprawniać. Przełomowym krokiem w ich działalności było wybudowanie nowej, przestronnej obory, która pozwoliła na bardzo intensywny rozwój całego gospodarstwa.

Pasja w każdym calu
W 2014 roku na posesji państwa Kuleszów pojawiła się nowa, przestronna, wolnostanowiskowa obora. Do stada dokupiono, na przestrzeni 1,5 roku, 60 jałówek. Od tamtego czasu w gospodarstwie sukcesywnie zwiększana jest produkcja mleka. Hodowcy przewidują, że w 2017 roku ich krowy oddadzą ponad 950 tys. białego surowca, który dostarczany jest do mleczarni Mlekpol. Cały czas udoskonalana jest nowa obora. Ostatnio zakupiono do niej nowe roboty, jeden służy do podgarniania paszy, a drugi do czyszczenia rusztów. Z dużą dbałością podchodzi się także do rozrodu. Wszystkie sztuki inseminowane są przez pana Pawła nasieniem seksowanym, co w połączeniu z odpowiednio zbilansowanym żywieniem i monitorowaniem przez weterynarza daje bardzo dobre efekty. W tym roku w gospodarstwie w Rębiszewie-Zegadłach sprzedano już 10 jałówek. O klasie tych zwierząt może świadczyć fakt, że na tegorocznej, XXIV Regionalnej Wystawie Zwierząt Hodowlanych w Szepietowie z czterech wystawionych przez państwa Kuleszów krów trzy zdobyły tytuły wiceczempiona, konkurując z powodzeniem z tak dużymi hodowlami, jak te w Stradunach czy w Garzynie. Niewątpliwym sukcesem hodowlanym jest dochowanie się w gospodarstwie krowy, która przekroczyła 100 tysięcy litrów oddanego mleka. Łyska znajduje się obecnie w 9. laktacji. Jak zaznacza pan Paweł, jest to zwierzę, które doświadczyło wszystkich rozwiązań stosowanych w gospodarstwie: od obory uwiązowej na ściółce przez oborę uwiązową na ruszcie, aż po obecny obiekt, gdzie najpierw utrzymywana była na ruszcie betonowym, a obecnie – na rusztach pokrytych gumą. Jak informują hodowcy, w każdych warunkach potrafiła się odnaleźć i doskonale produkować mleko. Zapytaliśmy zatem naszych gospodarzy, czy właśnie do takich długowiecznych krów należy przyszłość hodowli.
– Jeżeli jest odpowiednia zdrowotność, to jak najbardziej – odpowiada Paweł Kulesza. – Im więcej laktacji, tym więcej materiału genetycznego można uzyskać od takiej sztuki i z powodzeniem sprzedawać materiał żeński.

– Zgadzam się z synem, ale chciałbym zwrócić uwagę na pewien fakt – włącza się do rozmowy Wiesław Kulesza. – Nasza hodowla prowadzona jest od 1968 roku i kiedyś nie było dostępu do rozwiązań, jakie stosujemy teraz. Wystarczy spojrzeć na postęp genetyczny czy technologię, która jest w zasięgu ręki każdego hodowcy. Bardzo ciężko pracowaliśmy na to, co możemy zaprezentować dziś. Poza tym jesteśmy pasjonatami tego, co robimy. Marzy mi się, żeby za rok lub za kilka lat średnio w oborze było 5 laktacji. Bo uważam, że tylko długowieczność krów jest gwarantem dużej opłacalności hodowli i dobrej produkcji mleka. Istotny jest też materiał hodowlany. Wiadomo, że sprzedając jałówki, gospodarstwo zyskuje, jeżeli jednak musimy dokupować jałówki z zewnątrz, to coś jest nie tak w naszej pracy. Każdy wie, że pierwiastka dopiero w 2. laktacji zaczyna na siebie zarabiać, a przy 3. i 4. możemy mówić o poważnych pieniądzach uzyskiwanych z hodowli. Wracając jednak do tematu, proszę zwrócić uwagę, jak fantastycznie posunęła się genetyka, zwłaszcza w rasie holsztyńsko-fryzyjskiej. Preferuję tę rasę i uważam, że nie można jej przeszkadzać, bo jest typem niemal doskonałym. Dzięki Federacji możemy już genomować młode potomstwo, zarówno żeńskie, jak i męskie. Dzięki temu wiemy z wyprzedzeniem kilku lat, czego możemy się spodziewać po danej sztuce. Z taką wiedzą można już bardzo dobrze zaplanować swoje stado, także pod kątem długowieczności. Naturalnie, niezbędna jest chęć samego hodowcy. Chciałbym tutaj podkreślić, że sytuacja, którą obecnie mamy w Polsce, ogromny postęp hodowlany, jaki nastąpił w ostatnich latach, jest w dużej mierze zasługą Federacji, którą – jak wiadomo – tworzą hodowcy, i właśnie naprzeciw ich potrzebom Federacja stara się wychodzić i dla nich działać. Robi to doskonale, przy wykorzystaniu zarówno bardzo dobrze wykwalifikowanych pracowników, jak i świetnego zaplecza technicznego i laboratoryjnego. Proszę zauważyć: wynik próbnego udoju w wersji elektronicznej otrzymujemy po 24 godzinach! W naszym gospodarstwie przeprowadzony był audyt ICAR-u, któremu przewodniczył Carl Hunlun z RPA. Dowiedziałem się od niego, że na analogiczne wyniki dla swojego gospodarstwa czeka on około miesiąca! To jednoznacznie pokazuje, w jakim miejscu w światowej hodowli jesteśmy. Staliśmy się wiarygodni, co podkreślają nasi hodowlani koledzy nie tylko z Europy, ale z całego świata. A to, jak szybko docierają do nas dane z oceny i jak dużo danych otrzymujemy w raportach wynikowych, bez których nie wyobrażam sobie prowadzenia hodowli bydła mlecznego, jest wyznacznikiem wysokiego poziomu, który reprezentujemy.

Jak dochować się stutysięcznicy?
Krowa, która przekroczy produkcję stu tysięcy litrów mleka w gospodarstwie, jest – jak już wspominaliśmy na wstępie – doskonałym wyznacznikiem umiejętności hodowlanych jej właścicieli. Co zatem zrobić, aby taki skarb wyhodować. Odpowiedzi na to niełatwe pytanie postarał się udzielić młodszy hodowca z Rębiszewa.

– Kluczem do sukcesu jest dobrostan i żywienie – opowiada Paweł Kulesza. – Jeżeli odpowiednio żywimy, mamy zrównoważony rozród. Wiadomo, że nie będzie dużej ilości mleka, jeżeli nie będzie dużej liczby potomstwa. Trzeba to planować na lata, właśnie w takiej zależności: żywienie – rozród – produkcja mleczna. Nasza stutysięcznica jest w 9. laktacji, ale już 9 czy 10 lat temu mieliśmy wydajności na poziomie powyżej 10 tys. i już wtedy wiedzieliśmy, jak prawidłowo przygotowywać paszę, bilansować TMR i odpowiednio układać dawki pokarmowe, tak aby wszystko „grało” na kolejnych etapach życia krowy. Teraz, po trzech latach funkcjonowania nowej obory, widzimy efekty wcześniejszej pracy. Sprzedajemy jałówki, mamy duże ilości mleka i – co nie mniej ważne – mamy dużą liczbę cieląt, spośród których możemy prowadzić pozytywną selekcję i wybierać to, co nam pasuje
– podkreśla hodowca.

Gospodarze w swoim stadzie największą uwagę zwracają na nogi, co jest związane z typem budynku, w którym bytują krowy, oraz na wymię. Obserwują także ramę ciała swoich zwierząt, która powinna być odpowiednio ułożona, tak aby sztuka mogła produkować i nosić duże ilości mleka. Powinna także mieć odpowiednie gabaryty, aby mogła odpowiednio dużo zjeść
i wyprodukować.

– Wszystkie cechy za coś odpowiadają – podkreśla młodszy z panów Kuleszów. – Dobra, mocna noga umożliwi utrzymanie dużego kalibru, kaliber z kolei pozwoli zwierzęciu na odpowiednie dla niej przyjmowanie paszy, natomiast zdrowe wymię zapewni dużą ilość zdrowego mleka. Osiągane ogólne wyniki z naszego stada to: 80–90 somatyki i 4 bakterii, a to świadczy o wysokiej higienie doju i raczej na co dzień się nie zdarza, więc jesteśmy dumni z takich efektów. Nawet mleczarnie są zaskoczone, że udaje się nam uzyskiwać takie wyniki, pojawiły się nawet podejrzenia, że stosujemy wirówkę, a tej nigdy nie było i nie będzie w naszym gospodarstwie. Jeżeli hodowca będzie się stosował do tego, o czym wcześniej mówiłem, to w każdym gospodarstwie może dochować się długowiecznych krów – konkluduje pan Paweł.

Chluba gospodarstwa – stutysięcznica Łyska, krowa w 9. laktacji

Grunt to dobrostan
Kiedy odwiedziliśmy oborę państwa Kuleszów, od razu zauważyliśmy, że o utrzymywane tam krowy gospodarze dbają i że nie brakuje im niczego. Mają zapewnioną odpowiednio zbilansowaną paszę, doskonały dostęp do wody, światła i powietrza, nie wspominając już o wygodnych i odpowiednio długich legowiskach. Zwierzęta garną się do ludzi, także obcych, co jest chyba najlepszym wyznacznikiem ich samopoczucia, a co za tym idzie – odpowiedniego dobrostanu, jaki im zapewniono.

– W naszej rodzinie, niezależnie od pokolenia, wiemy, że krowa wymaga szacunku – tłumaczy Wiesław Kulesza. – Bo daje nam pieniądze i de facto nas utrzymuje. Naukowcy niejednokrotnie udowadniali, że dobrostan – czyli to, jak traktujemy zwierzę, jakie warunki mu zapewniamy – ma ogromny wpływ na ilość i jakość mleka. I jest to niezaprzeczalny fakt! Przyznam się, że sam początkowo podchodziłem do tego ostrożnie, poza tym pamiętam, jak kilkanaście lat temu wyglądały obory. Były sklepione, niewentylowane, z krótkimi legowiskami, gdzie krowa była skrępowana. Jeżeli chcemy dzisiaj hodować zwierzęta, które będą osiągać laktację od piątej wzwyż, to musimy tym zwierzętom pomagać. Krowa nie jest rzeczą, to żywa istota, do której trzeba podchodzić z przyjaźnią. Nie rozumiem ludzi, którzy wpuszczając młodą jałówkę na halę, twierdzą, że trzeba taką nową sztukę uspokoić prętem. W naszym gospodarstwie krowy nigdy nie były ani nie będą bite. I odpłacają za to swoim zachowaniem. U nas, jak w każdym gospodarstwie, zdarzają się wypadki. Nawet niedawno straciliśmy nasze „oczko w głowie”, krowę w 3. laktacji, która została stratowana przez inną sztukę, na skutek czego nastąpił krwotok wewnętrzny. Przyznam się, że miałem łzy w oczach, bo pewnie w jakimś sensie traktujemy te zwierzęta jak członków rodziny i widzimy, że one za dobre traktowanie też nam się odwdzięczają. Nasze krowy są traktowane jako żywicielki, w pełni tego słowa znaczeniu. Dają nam dobre pieniądze, można na nich zarobić, a hodowanie ich przynosi prawdziwą frajdę i przyjemność. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że realizuję swoje marzenie i udało mi się tę pasję przekazać synom, którzy, mam nadzieję, w hodowli osiągną więcej niż ja – podkreśla hodowca.

W dobrostanie niebagatelną rolę odgrywa także produkcyjność zwierząt, na temat jej odpowiedniego poziomu nieraz toczyły się dyskusje zarówno w środowiskach akademickich, jak i hodowlanych. Jak to wygląda w odwiedzonym przez
nas gospodarstwie?
– Przyznam, że czasami dziwią mnie opinie niektórych hodowców – uśmiecha się pan Wiesław. – Zdarza mi się słyszeć stwierdzenia typu: „Ja to swoich krów nie męczę, nie wyciągam z nich 12 tys. Wystarcza mi 7–8 tys. litrów mleka”. Powiem tak, gdyby wszyscy sportowcy tak myśleli, to byśmy byli w światowym ogonie. Kamilowi Stochowi, kiedy wygrywał olimpiadę, nikt nie powiedział „lepiej sobie usiądź, tu będzie bezpiecznie”. I tu nie chodzi o żyłowanie zwierząt. Krowa ma swój organizm, swoje możliwości i ja mam się do tego dopasować. My naszym krowom nie przeszkadzamy w produkowaniu, nie poganiamy ich w tym. Wręcz przeciwnie, staramy się pomóc, zapewniając dobre światło, klimatyzację czy odpowiednią paszę. Jednocześnie – i trzeba to mocno zaakcentować – na krowie nie można przeprowadzać eksperymentów, oszczędzać, kupując tańsze pasze albo produkty nieznanego pochodzenia.

Wspominając o paszach, zapytaliśmy także o obecną sytuację związaną z dostarczaniem od niedawna do mleczarni mleka od krów karmionych paszami bez GMO. Hodowcy uznali, że skoro takie są wymagania przetwórców, zwłaszcza konsumentów, mające na celu sprzedaż lepszego gatunkowego mleka, to nie można w tym przeszkadzać. Takie są aktualne wymagania rynkowe, na które trzeba przystać, zwłaszcza że z paszami wolnymi od GMO nie ma już takiego problemu, jaki był w momencie rozpoczęcia produkcji tego typu mleka.

Hodowla państwa Kuleszów jest doskonałym przykładem, jak łączyć nowoczesność z tradycją. Z jednej strony klasyczne, wielopokoleniowe gospodarstwo, gdzie pasja do hodowli przekazywana jest z ojca na syna, z drugiej – ogromna wiedza i, co ważniejsze, ciekawość i chęć poznania, bo – jak podkreśla Wiesław Kulesza – uczyć się trzeba przez całe życie. Kiedy dodamy do tego fantastyczne podejście do zwierząt, mamy pełny obraz doskonale funkcjonującego, nieustannie modernizowanego rodzinnego przedsiębiorstwa, które bez obaw może patrzeć w przyszłość. Takiego, które jeszcze nie raz dochowa się stutysięcznicy i w którym na pewno średnia w oborze będzie wynosić co najmniej 5 laktacji.