Rozpruć Federację? Nie!

„Tygodnik Poradnik Rolniczy” wytoczył najcięższe działa i atakuje Polską Federację Hodowców Bydła i Producentów Mleka, Polską Federację Sp. z o.o. i wydawane przez nią czasopismo „Hodowla i Chów Bydła”. To kolejny na przestrzeni ostatnich lat bezprecedensowy w Polsce atak na demokratyczną instytucję i wydawane przez nią czasopismo! Determinacja z jaką gazeta ta zdobywa kęs w torcie reklam wskazuje na jedno – pod pretekstem troski o dobro polskiego rolnika walczy o własny byt.

Tekst: Radosław Iwański, rzecznik prasowy PFHBiPM, redaktor naczelny „HiCHB”

Towarzyszą nam szum i chaos informacyjny. To jedna z cech XXI wieku. Jesteśmy bombardowani różnymi informacjami, i często wyłapujemy z nich tylko niektóre słowa. Żyjemy w czasach, które charakteryzuje masowa perswazja i manipulacja słowna. Za każdym razem, gdy włączamy radio lub telewizor, albo gdy otwieramy gazetę, ktoś stara się pouczyć nas, a nawet nakłonić, abyśmy postępowali tak, a nie inaczej, albo żebyśmy głosowali na tego, a nie innego kandydata. Dlatego zmuszani jesteśmy do podejmowania decyzji na podstawie uproszczonych reguł i przesłanek. Perswazja jest zachowaniem jawnym, kierowanym w naszą stronę, manipulacja, wręcz przeciwnie – kierowana do nas, jest nacechowana nieuczciwością, i jest działaniem realizowanym przez naszych przeciwników.

Skoro już wiemy, że przyjmujemy informacje, ale nie zawsze je analizujemy, postaram się przeanalizować te, które zostały namnożone ostatnio przeciwko Polskiej Federacji.

Historia psucia marki, jaką jest PFHBiPM, przez „Tygodnik Poradnik Rolniczy”, który należy do wspomnianej medialnej korporacji Polskie Wydawnictwo Rolnicze Sp. z o.o., sięga co najmniej kilku lat i trwa do dziś. „Grudniowe, wieczorne wydarzenia w prywatnym czasie, które potoczyły się nieoczekiwanie” – o których mówił Krzysztof Banach w rozmowie ze mną w poprzednim wydaniu „Hodowli i Chowu Bydła” – dały pożywkę do kolejnego ataku przez tę gazetę na Polską Federację. Jeden z członków zarządu opisujący te wydarzenia nie był ich świadkiem, co podkreślał także Banach we wspomnianej rozmowie, ale zapomniał się przedstawić, że zasiada w zarządzie włoskiej spółki utrzymującej bydło mleczne na Lubelszczyźnie i ma w niej mniejszościowe udziały. Przecież nie ma czego ukrywać i czego się wstydzić, również członkostwa w partii SLD, w której ubiegał się o stanowisko wiceprzewodniczącego. Skoro jest jakby nie było, człowiekiem światowym, może swoimi rewelacjami na temat Federacji zainteresowałby również włoskiego wydawcę, a nie tylko Polskie Wydawnictwo Rolnicze reprezentujące niepolski kapitał. Jeśli się mylę, to z pewnością „Tygodnik Poradnik Rolniczy” to wyjaśni.

Pójdźmy krok dalej. „Tygodnik Poradnik Rolniczy” donosi, że „otrzymał wiele telefonów informujących go o skandalicznym pobiciu przez Banacha jednego z kolegów z zarządu PFHBiPM”. W tym samym wydaniu nie pojawia się żaden cytat domniemanych telefonicznych informatorów! Dlaczego? Przecież to temat z okładki. Gdybym ja takowe miał i był redaktorem naczelnym tego czasopisma, na pewno bym je przedstawił. A może „telefon się rozgrzał”, bo stał w pobliżu kaloryfera? Zrobię kolejny krok. Dalej czytam, że mimo iż wiele telefonów zostało odebranych w redakcji – nadmienię: o skandalicznym zachowaniu Banacha – to redaktorzy naczelni, którzy osobiście pochylili się nad tą sprawą (jak rozumiem, nadając tym samym godną jej oprawę), zaprosili wszystkich chętnych do dyskusji nad demokracją w PFHBiPM. Dalej poszukiwali tych chętnych, którym leży na sercu dobro polskiej hodowli. Nie wiem, czy dobrze rozumuję: skoro było ich tak wielu, to czemu mile widziani byli kolejni? Zaproszenie dostał także Leszek Hądzlik. Nie skorzystał z niego, gdyż zniechęciłem go do kontaktów z aż tak stronniczym medium.

Duża organizacja, jaką jest Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka, stanowi łakomy kąsek dla różnych struktur politycznych

Co wydarzyło się w kolejnym wydaniu tygodnika rolniczego? Przeczytałem, że „potrzebne są zmiany personalne w zarządzie PFHBiPM” i że są hodowcy, którzy „trzymają kciuki za Rafała Stachurę” (tego z włoskiej spółki, i zasiadającego w zarządach sześciu innych spółek i niedoszłego wiceprzewodniczącego partii SLD), licząc, że zmieni się działalność Federacji i w końcu jej priorytetem będzie wspieranie hodowli bydła mlecznego w Polsce”. Znakomita riposta, i jaka wyszukana? Można by rzec „crème de la crème” śledczego dziennikarstwa. Federacja ma się zająć wspieraniem hodowli bydła! Nie dowierzałem, gdy to przeczytałem. Rozumiem – rozkaz wydany, dziennikarz, który pisał ten artykuł, załadował broń i odpalił. Powinienem odłożyć żarty na bok. Zapraszam dziennikarza, który „urodził” te słowa. Poproszę pracowników, poświęcimy panu cały dzień albo dwa i nawet trzy, ile pan chce, i wyjaśnimy, czym się zajmujemy od zarania, czyli od 20 lat. Czy ów dziennikarz nie był ani razu na wystawie bydła mlecznego, którym „Tygodnik Poradnik Rolniczy” co roku poświęca wiele stron – i chwała mu za to? Czyżby prezentacja najlepszych sztuk na ringu, ocenianych także przez zagranicznych ekspertów, nie była hodowlą? – tego też się dowiemy zapewne w następnym wydaniu „Tygodnika Poradnika Rolniczego”.

W tym samym wydaniu pojawiają się żywi adwersarze Polskiej Federacji. Twierdzą, że w Federacji źle się dzieje. Wypowiedź jednego z nich odnajduję w numerze tej gazety sprzed trzech lat. Mówił wtedy, że ocena wartości użytkowej jest potrzebna, ale nie będzie z niej korzystał. Na marginesie dodam, że nie wątpię, że redaktorzy z „Tygodnika Poradnika Rolniczego” wiedzieli, kto był ich rozmówcą – nie kto inny, jak przewodniczący Polskiego Związku Zawodowego Rolników. Ciekawe, jakie działania podjął ten związek w obliczu kryzysu w mleczarstwie na rzecz obrony dochodów rolników, przecież przewodniczący produkuje mleko i problem nie jest mu obcy. Z pewnością dowiemy się tego w kolejnym wydaniu „Tygodnika Poradnika Rolniczego”.
Odnotuję jeszcze jeden nieprzypadkowy fakt. Śledczy dziennikarze, którzy do analizy kosztów ogólnozakładowych, zwanych zamiennie kosztami ogólnego zarządu, posługują się „vademecum księgowego” i szachują ogólnie dostępnymi danymi finansowymi, rzucili się na ministra rolnictwa na konferencji w Lublinie. „Jak ministerstwo zamierza zareagować na niepokojące informacje dotyczące organizacji? (PFHBiPM – od redakcji)” – padło pytanie, a w nim zwrot‑wytrych – „niepokojące informacje”. Pompowanie balonu pt. „Rozpruć Federację?” trwało dalej. Minister dał odpór. „Jeśli chodzi o wewnętrzną rywalizację czy walkę w Federacji, to zjawisko występuje w wielu instytucjach. Nie mam ani uprawnień, ani potrzeby, żeby pracować za organy ścigania (cytat z TPR, nr 7, 12 lutego 2017 r.)” – wybrzmiał szef resortu rolnictwa. Panie dziennikarzu śledczy, jakie „niepokojące informacje”? Czy chodziło panu o grudniową sprzeczkę Banacha z jednym z członków zarządu, która przybrała nieoczekiwany rezultat? Jeśli tak, to proszę jasno formułować swoje pytania. Polska Federacja jest co roku kontrolowana. Dlaczego? Dlatego, że ma publiczną dotację. Co roku, od lat. Jeżeli ma pan „niepokojące informacje”, trzeba je natychmiast zgłosić prokuraturze, bo zatajenie przestępstwa jest karalne. Zaniechanie dowodzi, że jest to nieprawdą.

Strona WWW SLD informuje o swoich politykach, Rafał Stachura uśmiecha się z niej do swoich wyborców

Niech policzę: jeden wywiad, potem drugi i jeszcze kilku adwersarzy, gdzie jeden z nich od kilku lat nie jest pod oceną wartości użytkowej bydła. Ciut się tego nazbierało? Polska Federacja zatrudnia ponad 1000 osób, ma ponad 11 tys. członków, a ocenę wartości użytkowej bydła prowadzi ponad 20 tys. hodowców. Zdobycie kontroli nad największą organizacją rolniczą przez partie polityczne jest dużą pokusą, a kto tego dokona, może liczyć na bezgraniczną wdzięczność swojej partii i przyspieszenie rozwoju kariery politycznej. Czy tak jest, tego nie wiem, z pewnością rozpozna to „Tygodnik Poradnik Rolniczy” – o czym dowiemy się w następnych wydaniach tej gazety.

Przyglądając się tym atakom, uznałem, że to nie są zbiegi okoliczności. Uważni obserwatorzy życia publicznego wiedzą, o co chodzi. Minister decyduje właśnie o obsadzie personalnej Funduszu Promocji Mleka. Kto będzie miał w nim większość? Hodowcy czy przetwórcy? Jaki interes ma „Tygodnik Poradnik Rolniczy” w osłabieniu roli hodowców w tym Funduszu? Nie jest tajemnicą, w jaki sposób ta gazeta dociera do producentów mleka, ale nie wiadomo, czy jej wysoki nakład byłby możliwy bez pomocy jego przetwórców – zapewne dowiemy się tego w następnych wydaniach „Tygodnika Poradnika Rolniczego”. Układ polegający na tym, że hodowcy potrąca się za gazetę z należności za sprzedane mleko, a w zamian jest mu ona dostarczana przez mleczarnię, jest układem wymarzonym dla każdego wydawnictwa.