Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę

Gdy się kogoś lub coś próbuje podszczypywać i krytykować, to bardzo trzeba uważać, żeby nie narazić się na śmieszność.

Tekst: Radosław Iwański, rzecznik prasowy PFHBiPM, redaktor naczelny „HiCHB”

Wystawienie siebie na śmieszność jest gorsze od popełniania błędów. A gdy reżyseruje się przewidywalną grę, w którą wciąga się sfrustrowane osoby, wtedy śmieszność powraca do reżysera ze zdwojoną siłą i przykleja się do tych, którzy są manipulowani. Niestety, stwierdzam z ubolewaniem, że wiele osób dało się wmanipulować w grę, która od blisko trzech miesięcy toczy się na łamach „Tygodnika Poradnika Rolniczego”, konkurencyjnej gazety w stosunku do miesięcznika „Hodowla i Chów Bydła”. Jest oczywiste, że wszelkie kwestie dotyczące naszej organizacji rozstrzygną sami hodowcy, bo to jest ich organizacja, a angażowanie się w to „Tygodnika Poradnika Rolniczego” jest niczym innym jak uporczywym szukaniem taniej sensacji, uciekając się nawet do prowokacji. Przykładem jest nasza debata podczas tegorocznych targów Ferma Bydła pt. „Jak zarządzać produkcją mleka na globalnym ryku mleka”. Po godzinnej dyskusji dziennikarz „Tygodnika Poradnika Rolniczego” miał tylko jedno pytanie, dotyczące prezydenta PFHBiPM Leszka Hądzlika. Czy „Tygodnik Poradnik Rolniczy” rzeczywiście żyje problemami polskich rolników? Dowiedzieć się za to można, kto komu rozkwasił nos. Treści zawarte w „Tygodniku Poradniku Rolniczym” coraz częściej znacząco odbiegają od deklarowanej w nazwie funkcji poradnika dla rolników. Natomiast redaktorzy naczelni do perfekcji opanowali żonglowanie naszymi emocjami i przeciwstawiają osoby z zarządu PFHBiPM wobec siebie. Żadne inne czasopismo w branży rolniczej w Polsce do takich metod się nie ucieka i z populizmem ma niewiele wspólnego. Takich treści nie znajdziemy w „Hoduj z głową”, „Farmerze”, „Agro Profil”, a nawet w wydawanym przez Polskie Wydawnictwo Rolnicze tytule „top agrar Polska”, który od dwóch dekad jest wzorcowym poradnikiem dla rolników. Nasuwa się pytanie, w czym tkwi „fenomen” „Tygodnika Poradnika Rolniczego”. Odpowiedź jest jedna: za wszelką cenę potrzebny jest sukces w postaci wzrastających słupków w sprawozdaniach finansowych. To, że Polskie Wydawnictwo Rolnicze ma dobrą sytuację finansową, wcale nie oznacza, że wydawany przez nie „Tygodnik Poradnik Rolniczy” przynosi dochody, może to być zasługą innych tytułów, chociażby „top agrar Polska”. Czy uprawianie populizmu w celu zdobycia czytelników się opłaca, czy też lepsze efekty daje przekazywanie rolnikom rzetelnej wiedzy, pomocnej w prowadzeniu gospodarstw i hodowli? Redaktorzy naczelni „Tygodnika Poradnika Rolniczego”, szkalując dobrą markę PFHBiPM w stwierdzeniu „wasz czas minął”, są prorokami własnego losu? Nie bez celu pytaliśmy, za jaką cenę Polskie Wydawnictwo Rolnicze kupiło „Poradnik Rolniczy”, zapłacona kwota jest m.in. odzwierciedleniem zadłużenia tego tytułu. Zadłużenie gazety z pewnością nie wynika z trafnego doboru tematów, z przeszłości warto wyciągać wnioski, z czym jednak redaktorzy „Tygodnika Poradnika Rolniczego” mają problemy. Nie muszą daleko szukać, wystarczy sięgnąć po wspomniany „top agrar Polska”, a o naszym piśmie nie wspomnę.
„Hodowla i Chów Bydła” nie jest na sprzedaż! Pozostaniemy lojalni naszym ideom. Polska Federacja jest budowana na polskim kapitale i będzie nadal inwestowała w rozwój miesięcznika. Pieniądze przez nas wypracowane zostaną nad Wisłą, czego nie można powiedzieć o Polskim Wydawnictwie Rolniczym Sp. z o.o., które tylko w nazwie jest polskie.

Przypominam sobie, kto na łamach „Tygodnika Poradnika Rolniczego” pouczał demokratycznie wybrane władze Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Kto instruował, jak PFHBiPM i Polska Federacja sp. z o.o. mają być zarządzane. To jeden z członków zarządu, który kieruje związkiem na Lubelszczyźnie. Rafał Stachura, który jest politykiem (partii nie wymienię po raz kolejny, bo wiecie, o jaką chodzi) i biznesmenem, ma 7 spółek, a większe przychody osiąga dzięki temu, że w jednej z nich zarządzają Włosi, bo on sam ma w niej znikome udziały. Swoją drogą, jestem ciekaw, po co prezesowi z Lubelszczyzny tyle spółek, skoro w kilku z nich bardzo słabo wyglądają bilanse. Jedna została utworzona po to, żeby zarabiać na pieczarkach, ale nic z tego nie wyszło, bo – jak napisano w bilansie – nie doszło do zakupu przedsiębiorstwa owocowo-warzywnego. Inna z kolei spółka została utworzona po to, żeby zakupić licytowane przez komornika gospodarstwo. Jeszcze inna zarabia tylko na dopłatach bezpośrednich. A co z wypłatą dywidend?
Czy atak na PFHBiPM przez „Tygodnik Poradnik Rolniczy” oraz polityka i biznesmena z Lubelszczyzny w jednej osobie wpisuje się w szerszy kontekst? Mleczne puzzle można poskładać w całość. Dlatego pytam, czy przypadkowo Rafał Stachura uczestniczył w seminarium zorganizowanym przez Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich, gdzie notabene wypowiadał się niczym naczelny producent mleka w III RP. Podczas tego spotkania w obecności ministra rolnictwa padły z jego ust następujące słowa: „Chciałbym, by organizacja PFHBiPM w żaden sposób nie kolidowała z KZSM w swoich działaniach, dołożę wszelkich starań, by tak się stało. Oczywiście to od pana ministra zależy, kogo wybierze do Komisji zarządzającej Funduszem Promocji. Proszę pana ministra, abyśmy również mogli mieć udział w decyzjach, ponieważ w Federacji bardzo dużo się zmienia – jak państwo wiecie z doniesień prasowych…”. Cała sytuacja jest bardzo wymowna. Na to seminarium nie został zaproszony nikt z władz Polskiej Federacji ani z redakcji miesięcznika „Hodowla i Chów Bydła”. Pan Rafał Stachura nie miał upoważnienia do wypowiadania się w imieniu władz Polskiej Federacji. Czy to jest tak, że gdy ktoś uderzy w organizację, w której jest zrzeszony, gdy uderzy w demokratycznie wybrane władze PFHBiPM, to zostanie zaproszony na spotkanie przy ulicy Hożej w Warszawie, gdzie mieści się wspomniany KZSM? Szanowny panie prezesie KZSM, zapraszamy pana do współpracy, nie będziemy sprawiali kłopotu, zabiegając o rozprowadzenie naszego pisma przez spółdzielnie mleczarskie, tak jak ma to miejsce w przypadku „Tygodnika Poradnika Rolniczego”.