WARTOŚĆ KROWY

Przekonywanie kogokolwiek, że celem fermy bydła mlecznego jest zysk, a nie ilość wyprodukowanego mleka, jest już dzisiaj pozbawione sensu.

Tekst: dr Zbigniew Lach

I choć z nauk rolniczych bez wątpienia najpiękniejszą jest zootechnika, to królową pozostaje ekonomia. Praw ekonomicznych, zależności ekonomicznych w żaden sposób pominąć się nie da. Zysk fermy to nie tylko różnica pomiędzy kosztami jego produkcji a przychodem ze sprzedanego mleka. Źródłem zysku są (powinny być!) sprzedane jałówki cielne, buhajki użytkowe czy hodowlane.
Istotnym elementem przyszłego zysku jest bez wątpienia sposób odchowu cieliczek, zwłaszcza w pierwszych dwóch miesiącach. Przypomnę tylko, że jeden gram większego dobowego przyrostu cieliczki od urodzenia do końca drugiego miesiąca życia skorelowany jest z wydajnością w pierwszej laktacji.

Według danych holenderskich to 4 litry mleka za gram większego przyrostu. Według własnych danych, z OHZ Osięciny, to wartość 4,9 litra. Innymi słowy 100 g większego przyrostu to prawie 500 kg mleka więcej w pierwszej laktacji. Zawsze podkreślam, że odchów cieliczek to nie koszt, to inwestycja.

Koncepcja wyboru i użycia buhajów do inseminacji jałówek i krów też może być źródłem zysku. I nie mam tu na myśli zysku ze sprzedaży buhajka do spółek produkujących nasienie czy na punkt kopulacyjny. Myślę o zysku wynikającym ze stosowania nasienia seksowanego bądź mięsnego w stadzie krów mlecznych.
Składową zysku jest także koncepcja selekcji stada. Wytłuściłem słowo „selekcja”, by odróżnić to pojęcie od „brakowania”, czyli eliminacji z konieczności.
Literatura angielskojęzyczna dotycząca rotacji zwierząt w stadzie wyraźnie rozgranicza te pojęcia:
– involuntary cull – usuwamy zwierzę, bo musimy, z powodu zdrowia, braku ciąży czy innego wypadku losowego – to właśnie jest brakowanie;
– voluntary cull – usuwamy zwierzę, bo nie pasuje do profilu stada, i zastępujemy je lepszym – to właśnie jest selekcja.
W naszym kraju wciąż mówimy, że brakujemy krowy. I tak też niestety robimy.
W zakresie tej części rotacji stada, która wynika z naszej woli, a nie z konieczności, warto rozważyć, jaką wartość ekonomiczną ma krowa, która ma być zastąpiona jałówką cielną.
W stadach dużych (1000 krów), takich, jakie są normą np. w Kalifornii, krowa jest tylko numerem ewidencyjnym. Ma przynosić zysk. Nie ma zysku, nie ma krowy. Brutalne, ale prawdziwe. Ten sposób postępowania nie dotyczy oczywiście zwierząt, które zapracowały sobie na dożywotnią emeryturę z różnych powodów.
Decyzja o wyeliminowaniu krowy ze stada w trybie voluntary cull, czyli selekcji, zawsze poprzedzona jest – powinna być – analizą jej wartości ekonomicznej teraz i w przyszłości.
Załóżmy, że zwierzę jest w 60. dniu doju w 2. laktacji i produkuje 50 kg mleka. Jest oczywiste, że nikt go nie wyeliminuje. Dzisiaj nie wyeliminuje, ale nie będzie to już takie oczywiste, gdy ta sama krowa będzie w 5. miesiącu laktacji, będzie doiła 35 kg i jeszcze nie będzie w ciąży.

A jaka będzie wartość ekonomiczna takiej krowy w 6. laktacji. Czy warto ją inseminować? Czy warto walczyć o jej zacielenie?
W kilku najbliższych edycjach „Hodowli i Chowu Bydła” będę zapoznawał hodowców z narzędziami wspomagającymi ich w podejmowaniu takich decyzji. Niezaprzeczalnym atrybutem tych narzędzi jest ich ogólnodostępność i możliwość bezpłatnego korzystania z nich.

Zanim jednak to uczynię, dokończę mój cykl sprzed wielu miesięcy. Cykl, w którym wyjaśniałem inne spojrzenie na parametry rozrodu (nawiasem mówiąc, cieszy mnie fakt, że coraz większa rzesza hodowców korzysta z narzędzi poprawiających te parametry). Będę zmuszony kilka kwestii przypomnieć, dla pełnego zrozumienia aktualnego zagadnienia. Wyjaśniałem pojęcia: CR – conception rate, czyli indeks inseminacyjny; HDR – heat detection rate – wskaźnik wykrywania rui; PR – pregnancy rate – wskaźnik ciążowy. Tłumaczyłem także sposób ich liczenia i sposób interpretacji.
Zachęcałem hodowców do najwcześniejszego wprowadzania krów w rozród i ich zacielania. Wskazywałem, jakie ma to znaczenie dla wydajności życiowej krowy. Napisałem też zdanie: „Powszechnie liczy się, że jeden dzień bez ciąży kosztuje hodowcę między 4 a 6 euro”.
Wiele spotkań z hodowcami, w jakich miałem przyjemność uczestniczyć od tamtego czasu, wskazuje, że ta wartość kilku euro wymaga precyzyjnego wyjaśnienia. Skąd taka wartość? I dlaczego dotyczy każdego dnia braku ciąży po około 100–110 dniu laktacji?

Pierwsze źródło straty – ilość urodzonych cieląt
Według danych z PFHBiPM w roku 2016 okres międzywycieleniowy dla rasy HF wyniósł 434 dni. To znaczy, że średnia krowa w ciągu roku rodzi 0,841 cielęcia. Jeśli skrócilibyśmy ten okres o jeden miesiąc (co nie jest wielkim wyczynem), to wyniósłby on 403 dni. I krowa w takim stadzie rodziłaby w roku 0,906 cielęcia. Różnica wydaje się niewielka. Zaledwie 0,065 cielęcia. Ale jest zasadnicza.
W Polsce jest około 2,1 mln krów. 0,065 cięcia daje w skali kraju prawie 140 tys. dodatkowych cieląt. Aktualne dane wskazują, że na 100 porodów rodzi się 47 cieliczek. Zatem rocznie w Polsce przychodziłoby na świat około 65 tys. jałóweczek, które po około 20 miesiącach życia będą jałówkami cielnymi. Każda z nich to równowartość kilku tysięcy złotych, które można uzyskać z ich sprzedaży bądź nie wydać na ich zakup.

Drugie źródło straty – koszt produkcji mleka
Głównym kosztem produkcji mleka jest żywienie krów. Pobrana dawka krowy w laktacji zawiera w sobie generalnie dwie części. Pierwsza dotyczy potrzeb bytowych zwierzęcia. Te wynikają z faktu, że krowa żyje. Nie bez znaczenia jest też temperatura otoczenia. Dla krowy o masie ciała 650 kg wielkość tych potrzeb jest taka sama niezależnie od tego, czy krowa doi 35 czy 55 kg mleka dziennie.
Druga część dawki wynika z poziomu produkcji i składu mleka. W koszcie dawki dla krowy o wydajności około 50 kg mleka część związana z potrzebami bytowymi to zaledwie kilkanaście procent, natomiast w końcu laktacji to już udział nawet 30–40%.
Zatem musi nam zależeć, by okres niskiej produkcji mleka był jak najkrótszy. Jest to możliwe przy bardzo wczesnym zachodzeniu krów w ciążę. W każdym stadzie istnieje możliwość policzenia kosztu produkcji mleka, z większą bądź mniejszą dokładnością.
W poniższym przykładzie hodowca oszacował, że przy cenie mleka, jaką uzyskuje, krowy dojące powyżej 21 kg mleka (linia przerywana na wykresie) zarabiają, a do krów dojących poniżej tej ilości rolnik dokłada.

Jest normalne, że w każdym stadzie są krowy, których produkcja nie pokrywa poniesionych kosztów. Walka toczy się, by takich krów było jak najmniej. Receptą jest ponownie wczesne zajście w ciążę. Z reguły siedem miesięcy po skutecznej inseminacji (bądź kryciu naturalnym) krowa jest zasuszana.
Krowy skutecznie pokryte w 60–90 dniu laktacji (KRYCIE A) zasuszane są na granicy zwrotu kosztów (ZASUSZENIE A).
Krowy później zacielone (KRYCIE B i KRYCIE C) kończą laktację w strefie straty (ZASUSZENIE B i ZASUSZENIE C).

Trzecie źródło straty – rotacja stada
Trzecie źródło straty jest jednocześnie pierwszym narzędziem, do stosowania którego będę zachęcał.
Jest ono punktem wyjścia do dalszych rozważań o ekonomii stada bydła mlecznego.
Według prezentowanych danych przez dr. A. Bacha największym kosztem ponoszonym przez fermy mleczne są koszty paszowe. To poziom połowy wszystkich kosztów.
Natomiast drugim kosztem w rankingu jest koszt – jak większość hodowców twierdzi – pracy bądź energii, bądź weterynarii. Nie. Drugi koszt to koszt wymiany zwierząt w stadzie, który stanowi niemal 18%. Oznacza to, że w każdej wydawanej złotówce niemal 20 groszy przeznacza się na wymianę krów.
Ilość utrzymywanych jałówek wynikająca z remontu jest wypadkową kilku czynników. Wszystkie zależą od umiejętności hodowcy i osób z nim współpracujących!!!
Są to:
– Procent (%) brakowanych jałówek – procentowa liczba urodzonych jałówek (także martwo urodzonych), która nie zachodzi w ciążę, np. w stadzie 100 krów w ciągu roku było 100 porodów, urodziło się 50 byczków i 50 jałóweczek. Z 50 jałóweczek jedna była martwa (bo trudny poród), jedna padła (biegunka), jedna, pochodząca z pary różnopłciowych bliźniąt, była obarczona frymartynizmem (brak narządów rodnych). Do rozrodu weszło zatem 45 jałówek, 2 z nich mimo wielu prób i wysiłków nie zaszły w ciążę. Zatem z 50 żeńskich porodów, które miały miejsce w ciągu roku, 5 jałówek ubyło. W tym stadzie procent brakowania jałówek wynosi 10%.
– WPW – wiek pierwszego wycielenia – w całości zależy od tempa wzrostu i rozwoju jałówek.
– Rotacja stada – liczba pierwiastek koniecznych do wprowadzenia do stada w ciągu roku dla utrzymania stałej liczby krów.
Poniższe trzy tabele prezentują zależności pomiędzy tymi trzema czynnikami.
Do prezentowanego modelu przyjęto następujące założenia:
– wielkość stada – 100 krów;
– % brakowania jałówek – 10 (skok co 2%);
– WPW – 27 miesięcy (skok co 2 miesiące);
– rotacja stada – 30% (skok co 2 miesiące).
Zachęcam do analizy powyższych wartości. Z przedstawionych danych klarownie wynika, że mniejsze brakowanie zarówno młodych, jak i dorosłych zwierząt oraz wcześniejsze zajście jałówek w ciążę jest zawsze korzystniejsze dla finansów fermy. Hodowca musi utrzymywać do remontu stada mniej zwierząt. Jeśli ma nadwyżkę, to ma zwierzęta do sprzedaży.

 

 

Zbliżające się wydarzenia

Potrzebujesz tą treść? Napisz do nas!