Wylewali mleko, chcą kagańca na produkcję. To bezsensowna propozycja
Kilkanaście ciągników rozlewało mleko na niemieckim polu w pobliżu gospodarstwa mlecznego w północnych Niemczech niedaleko z holenderską granicą. Akcję przeprowadziła organizacja EMB w związku z niskimi cenami mleka i brakiem akceptacji ze strony Komisji Europejskiej programu dobrowolnego ograniczenia produkcji mleka. Program ten niejednokrotnie był krytykowany przez europejskich hodowców bydła mlecznego.
Jan Hereditas

- Członkowie European Milk Board (EMB) wylewają tysiące litrów surowca, żądając od Komisji Europejskiej odgórnego i skoordynowanego ograniczenia podaży w celu ratowania stawek w skupach.
- Organizatorzy manifestacji podkreślają, że drastyczny spadek opłacalności produkcji nie jest winą samych gospodarzy, lecz bezpośrednim skutkiem bierności i błędnych decyzji unijnych decydentów.
- Krajowi eksperci i producenci oceniają postulaty EMB jako nierealne, wskazując, że mimo niskich cen, rynkowi liderzy stale inwestują w automatyzację i zwiększają skalę udoju.
Do „piachu” poszło 30 tysięcy litrów mleka, a akcja została przeprowadzona tuż przed światowym dniem mleka ustanowionym przez FAO na 1 czerwca.
Niemieccy organizatorzy tego zdarzenia podkreślali, że nie chodziło im o marnotrawienie mleka właśnie w tym dniu, ale chcieli zwrócić uwagę na ich zdaniem „prawdziwe marnotrawstwo białego płynu każdego dnia na rynku, który systematycznie dewaluuje wysokiej jakości żywność”.
Podkreślali także, że obecny kryzys mleczny, z miliardowymi stratami dla producentów mleka, nie jest przypadkiem i nie jest wynikiem upadłości poszczególnych gospodarstw i że jest konsekwencją decyzji politycznych i politycznej bezczynności.
Czego żąda EMB?
European Milk Board (EMB) od lat promuje program rynkowej odpowiedzialności, którego założenia sprowadzają się do dobrowolnego ograniczenia produkcji mleka przez hodowców bydła mlecznego w krajach członkowskich Unii Europejskiej. Mówiąc wprost: każdy z hodowców bydła nałożyłby „kaganiec” na własną produkcję i nie doił krów. Zarządzający związkiem EMB uważają, że rozwiązaniem nadpodaży mleka mogłaby być odpowiedź rolników: „to po prostu produkujemy mniej”.
„To logika wolnego rynku, na którym pozycja rynkowa rolników jest skrajnie słaba. Kryzysów na rynku mleczarskim nie da się zatem rozwiązać indywidualnie. Wymagają one wspólnego, zorganizowanego politycznie podejścia. Tylko redukcja ilości w ograniczonym czasowo i skoordynowanym zakresie może wyraźnie odciążyć rynek, bez konieczności ponoszenia ciężaru przez pojedyncze gospodarstwa” – można przeczytać w komunikacie EMB.
Nie tędy droga
– Działania EMB są bezcelowe i niczego na rynku mleka nie zmienią, gdyż fakty im zaprzeczają – komentuje Martin Ziaja, hodowca bydła i przewodniczący Rady Ekonomicznej ds. Rynku i Produkcji Mleka przy PFHBiPM.
– Na chwilę obecną, pomimo gwałtownego spadku cen skupu mleka, jego produkcja i dostawy nieustannie rosną, a co najgorsze, rosną u głównych graczy tego rynku, w Niemczech, Francji, Polsce, a także w Wielkiej Brytanii. Niestety nasze przewidywania spadku podaży wiosną, nie sprawdzają się – uzupełnia.
Pomimo bardzo słabej opłacalności, spora część rolników rozwija bardzo silnie produkcję mleka. Oczekiwany spadek produkcji, a w ślad za nim ponowny wzrost ceny mleka, niestety nie nadchodzi.
– Nawet jeśli wielu z nas już rezygnuje z produkcji i wyprzedaje krowy, to w innych, najczęściej większych gospodarstwach są realizowane inwestycje mające na celu poprawę jakości surowca, dobrostanu i skali produkcji – wskazuje.
Skala tych działań jest ogromna i przewyższa efektami ilość likwidowanej produkcji w mniejszych gospodarstwach. Wyraźnie dostrzegamy, że firmy montujące hale i roboty udojowe, a także wyposażenie obór, pomimo kryzysu, mają pełne ręce roboty i nie nadążają w realizacji zamówień.
Efekt? Gigantyczny wzrost produkcji mleka i to nie tylko w Polsce. Skutek? Odbicie cenowe mleka oddala się we mgle białego surowca.


