Z TRADYCJAMI W PRZYSZŁOŚĆ

Przyjęło się sądzić, że tylko wielkie hodowle poradzą sobie w dobie nawracających kryzysów na rynku mleka. Na szczęście rzeczywistość weryfikuje ten pogląd, pokazując, że mniejsze gospodarstwa doskonale sobie radzą z trudnościami, zwłaszcza gdy tradycja solidnej pracy sięga w nich wielu lat wstecz. Doskonałym tego przykładem jest obejście w Mionowie, gdzie od dziesiątków lat gospodarzy rodzina państwa Chrząszczów – laureatów takich uroczystości, jak Mleczna Gala czy Agroliga. O historii, modernizacji hodowli, a przede wszystkim o osiągnięciach rozmawialiśmy z jej właścicielem – Marcinem Chrząszczem.

Tekst i zdjęcia: Mateusz Uciński

Gospodarstwo rodziny Chrząszczów swoją historią sięga jeszcze czasów przedwojennych, ale na hodowlę krów mlecznych ukierunkował je dopiero w latach 70. ubiegłego wieku ojciec obecnego właściciela – pan Alfons. Zanim to się stało, w gospodarstwie największą uwagę przykładano do koni, utrzymując w nim nieraz aż 6 ogierów. O tym, żeby zmienić profil gospodarstwa, zadecydowały kwestie ekonomiczne, a także to, że pan Alfons bardzo lubił krowy i zawsze myślał o tym, aby zająć się ich hodowlą na poważnie. Stało się to w 1973 roku, a obejście w Mionowie zapełniły zwierzęta kupowane na różnego rodzaju aukcjach, ze szczególnym upodobaniem do odmiany czerwono-białej rasy HF. W gospodarstwie praktycznie od samego początku, bo od 1976 roku, prowadzona jest ocena wartości użytkowej bydła.

Aby rozpocząć hodowlę, w 1975 roku została wybudowana obora typu uwiązowego, mogąca pomieścić do 20 krów, w której początkowo udój odbywał się przy pomocy dojarki bańkowej, a następnie systemem przewodowym. To rozwiązanie sprawdzało się przez jakiś czas, jednak w miarę rozwoju hodowli przestawało być wystarczające. Pan Marcin Chrząszcz, który przejął gospodarstwo od rodziców w 2008 roku i prowadzi je z żoną Moniką, zaznacza, że w tamtych czasach, czyli latach 80. ubiegłego wieku, było zdecydowanie trudniej.
– Co tu kryć, wszystko opierało się na prowizorce – opowiada pan Marcin. – Zaczęliśmy jakoś adaptować stodołę, dorabiać w niej boksy i tam przenosić zwierzęta. Jednak to także nie było wystarczające i trzeba było myśleć o konkretnym rozwiązaniu.

Jak się okazało, kierunek, w którym szli hodowcy z Mionowa, okazał się słuszny, a przerabiana przez nich amatorsko stodoła, stała się podstawą do nowej, większej i przestronniejszej obory. Najpierw jednak w obejściu pojawiła się nowa hala udojowa typu „rybia ość” 2 x 6, którą w 2012 roku udało się nabyć w okazyjnej cenie. Kiedy już usprawniono udój, trzeba było zająć się i miejscem, gdzie będą stały krowy. Prace nad tym budynkiem trwały 6 miesięcy, w niezbyt korzystnym okresie, bo od września 2013 do lutego 2014 roku. Jednak, co podkreśla nasz gospodarz, pogoda sprzyjała i obyło się bez większych trudności. Decyzję, żeby modernizować istniejące budynki, a nie budować nowe, wymusiły, jak zaznacza pan Chrząszcz, kwestie finansowe. Dzięki takiej modernizacji gospodarstwa jego właścicielom udało się uniknąć zaciągania kredytów. Należy tutaj także zaznaczyć, że o tej inwestycji zadecydowała w ogromnej mierze troska hodowców o dobrostan zwierząt, który w starej oborze był zdecydowanie niewystarczający.
– Legowiska, na których bytowały nasze krowy, były zdecydowanie zbyt krótkie – przyznaje Marcin Chrząszcz. – Zaczynaliśmy mieć poważny problem z kulawizną u naszych zwierząt. Na szczęście po przeprowadzeniu zwierząt do nowej obory te kwestie się unormowały.

Nie tylko kwestie zdrowotności u krów się poprawiły. W nowej, przystosowanej nawet dla 100 krów oborze wolnostanowiskowej, z podłogą opartą na rusztach, komfort prowadzenia hodowli jest zdecydowanie większy.
– Po wybudowaniu i zasiedleniu nowej obory, możemy ze spokojem serca stwierdzić, że jest ona zdecydowanie łatwiejsza w użytkowaniu, a my mamy mniej pracy – uśmiecha się pan Marcin. – Możemy hodować więcej krów, a to, jak wiadomo, przekłada się też na zyski.

W nowej oborze zdecydowanie poprawiło się zdrowie zwierząt, co niejednokrotnie podkreśla hodowca z Mionowa, dla którego właśnie, co już wspominaliśmy, dobrostan krów jest czynnikiem zdecydowanie najważniejszym, bo kiedy – jak mówi – w oborze jest zdrowie, to jest i mleko i udane cielaki. Państwo Chrząszczowie w swojej hodowli, która obecnie liczy około 50 krów, stawiają również na dobre i silne nogi, płodność, a także jakość i skład mleka, zwłaszcza że mleczarnia Tosca, gdzie oddawane jest mleko z gospodarstwa, bardzo zwraca uwagę na zawartość w nim białka i tłuszczu. W stadzie stosuje się sztuczną inseminację nasieniem seksowanym, a także stawia się pierwsze kroki w genotypowaniu jałówek pod kątem matek buhajów. Żywienie stada oparte jest na paszach typu TMR. Bazę paszową dla hodowli zapewniają uprawy kukurydzy (ok. 12 ha), lucerny (ok. 3,5 ha), traw (3 ha), pszenicy (4,5 ha), jęczmienia (4 ha) i buraków (2,5 ha). Gospodarstwo może poszczycić się także rozbudowanym parkiem maszynowym. Na potrzeby remontu stada sztuki do hodowli dokupywane są z Kombinatu Rolnego w Kietrzu. Chociaż dotychczas w oborze dominowały zawsze krowy rasy HF odmiany czerwono-białej, to obecnie równoważą się one ze zwierzętami odmiany czarno-białej wcześniej wspomnianej rasy. Jednak hodowca podkreśla, że w dalszym ciągu zamierza utrzymywać w swojej hodowli większość krów w odmianie czerwono-białej, zwłaszcza że w rejonie powiatu prudnickiego istnieje długoletnia tradycja hodowli krów tej odmiany. Zdaniem Pana Marcina krowy te charakteryzują się lepszym pokrojem, są delikatniejsze i mają ładniejsze wymię, ale w wydajnościach mleka nie ma dużej różnicy.

Hodowcy z Mionowa mogą pochwalić się wieloma laurami i trofeami, które zdobywały ich sztuki na wielu wystawach zarówno regionalnych, jak i tych o zasięgu krajowym. Ich krowa zdobyła min. tytuł wiceczempiona na Ogólnopolskiej Wystawie Bydła Mlecznego w Bierkowicach w 2007 roku, a na ostatnich wystawach do dziadka Alfonsa i taty Marcina dołączył także 4,5-letni Szymon, który próbował swych sił w oprowadzaniu cieliczek podczas Konkursu Młodego Hodowcy.

Jak już wspomniano wcześniej, państwo Chrząszczowie praktycznie od początku istnienia swojej hodowli korzystają z oceny wartości użytkowej bydła mlecznego, bez której, jak zaznacza pan Marcin, nie wyobrażają sobie poważnego prowadzenia gospodarstwa. Dzięki otrzymywanym raportom, co zaznacza nasz rozmówca, mogą prowadzić odpowiednio zbilansowane żywienie stada, a także monitorować wszystkie kwestie związane ze zdrowotnością krów. Pozwala to także odpowiednio bilansować ekonomicznie rozwój hodowli, która, prosperuje całkiem nieźle, zwłaszcza że sprzyjają temu obecne ceny za mleko w skupie.

Źródeł powodzenia w tym gospodarstwie można doszukiwać się, zdaniem jego właścicieli, w umiejętnie stosowanej genetyce, dobrej jakości pasz objętościowych oraz nieustannym inwestowaniu w gospodarstwo. W hodowli od lat przywiązuje się szczególną uwagę do doborów buhajów. Bez tego nie byłoby wystarczającej liczby dobrych jałówek, które stanowią podstawę przyszłego, rentownego stada. Pan Marcin nie siedzi bezczynnie. Planuje budowę nowych silosów na kiszonki, bo obecnie może w nich pomieścić tylko połowę przygotowanej paszy, a reszta jest utrzymywana w pryzmach, które, zdaniem hodowcy, są gorszym sposobem na przechowywanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że znajdują się na polach oddalonych od gospodarstwa, co generuje dodatkowe problemy z transportem. Hodowca myśli także o budowie cielętnika i jałownika, bo młodzież do tej pory utrzymywana jest w starych budynkach. W oborze z kolei trzeba zainwestować w montaż dodatkowych wentylatorów i zraszaczy. Biorąc pod uwagę, że pan Marcin planuje powiększyć stado, pracy na najbliższy czas na pewno nie zabraknie, a my trzymamy kciuki, żeby wszystkie plany udało się zrealizować jak najszybciej i jak najsprawniej.