Zamieszanie z wyceną – takie są fakty

Tekst i zdjęcia: Radosław Iwański

Niezrozumienie, a raczej rozczarowanie. Takie emocje towarzyszyły moim rozmówcom – Maciejowi Baurycza, zarządcy gospodarstwa mlecznego w Cieszymowie, i Renacie Gurbowicz-Nowak, głównej hodowczyni w tym gospodarstwie – po tym, jak zapoznali się z grudniową wyceną wartości hodowlanej holsztyno-fryzów. Zmiany w rankingu przyprawiły ich o spory ból głowy. Oczywiście nie mają nic przeciw uwiarygodnianiu wartości hodowlanej, ale brak informacji o planowanej zmianie bazy referencyjnej uznają za niedopuszczalny.

Oni, jak bardzo wielu innych hodowców bydła mlecznego, korzystają z jego wyceny wartości hodowlanej nie tylko przy podejmowaniu decyzji stricte hodowlanych, ale także tych biznesowych.

Wybór polskich buhajów, tych oferowanych przez polskie spółki inseminacyjne, opieramy na indeksie PF, z kolei do selekcji amerykańskich i kanadyjskich samców wykorzystujemy ich rodzimy indeks TPI i LPI – mówi Maciej Baurycza. Zastanawia nas, jak to jest możliwe, że buhaj, którego synowie stanowią jedną trzecią najwyżej zgenomowanych młodych byczków na świecie, w Polsce ma 135 gPF (2891 gTPI) i nie zdołał „przeskoczyć” swojego ojca 137 PF (2772 TPI).

Pan Maciej i pani Renata są koneserami hodowli, czyli wybierają do inseminacji nasienie najlepszych buhajów, tych, które są na szczytach rankingów.

Na potwierdzenie tych słów wystarczy spojrzeć na charakterystykę rozrodu w gospodarstwie w Cieszymowie – na ilość zgenotypowanych samic i przeniesionych zarodków. W minionym roku w gospodarstwie wyprodukowanych zostało około 180 zarodków, które przeniesiono do biorczyń w stadzie, a tylko kilkanaście z nich zostało sprzedanych na zewnątrz gospodarstwa. Do embriotransferu także wykorzystuje się topowe samce. Zazwyczaj do tego celu wybierane są trzy, cztery buhaje, które naprawdę są drogie, porcja ich nasienia w 2016 r. kosztowała nawet 500–600 zł.

Renata Gurbowicz-Nowak pyta, jako główna hodowczyni gospodarstwa, w czyim interesie był brak informacji o zmianach w wycenie wartości hodowlanej bydła mlecznego

– Nie żałujemy pieniędzy na podniesienie wartości hodowlanej naszych zwierząt. Jak się rodzą córeczki, bardzo się cieszymy, a jak synowie, to sprzedajemy ich do krycia hodowcom – mówi Maciej Baurycza. – Zresztą mamy bardzo dużo zapytań, właśnie o takie zwierzęta – dodaje.

Na wyniki wartości hodowlanej za długo się czeka w Polsce. Instytut Zootechniki dokonuje oceny samic i samców w tzw. trzech sezonach: wiosennym, letnim i zimowym. Wiele krajów przeprowadza ją przynajmniej raz w miesiącu, a są i takie, liczące się w produkcji mleka, gdzie robione są one na poziomie nieoficjalnym raz na dwa tygodnie.
– Potrzebujemy najlepszych światowych rozwiązań w tym zakresie, bo proszę zauważyć, że na każde dziesięć zgenomowanych jałowic dwie z nich uzyskały wynik niższy od wyliczonej wartości indeksu PF, dwie – taki sam, a sześć osiągnęło po zgenomowaniu wyniki wyższe od wyliczonego dla nich indeksu PF – przyznaje Baurycza.

Hodowcy z niedowierzaniem patrzą na grudniową wycenę wartości hodowlanej buhajów i ich ranking, bo zmiany, które w nim obserwują, nie wpisują się w cele hodowlane, które sobie założyli w gospodarstwie. W ubiegłym roku do pozyskania zarodków wykorzystaliśmy 31 dawczyń. Część z nich została wybrana na podstawie gPF. Po wycenie grudniowej okazało się, że nie były to najlepsze sztuki w naszym stadzie. Jaki był cel genomowania?
– Rozwijamy Polską hodowlę od lat i współpracujemy z polskimi spółkami inseminacyjnymi, w tym z WCHiRZ w Tulcach, a tu okazuje się, że samce, które wybieraliśmy do rozrodu, spadły w rankingu – dodaje. – A jak te wyniki mają się do amerykańskiego indeksu TPI – pyta. – Nikt nam nic nie powiedział, nikt nas nie informował choćby o planach zmian w wycenie wartości hodowlanej bydła mlecznego – oświadcza.

WIZYTÓWKA GOSPODARSTWA
Cieszymowo gospodaruje na 2,3 tys. ha. Utrzymuje 1110 krów i 1400 jałówek rasy PHF. Wszystkie jałówki inseminowane są nasieniem seksowanym. Przy tak dużej liczbie bydła podjęto decyzję o synchronizacji rui, a pracownicy fermy są premiowani za wyszukanie naturalnej rui. Na skutecznie zainseminowaną jałówkę potrzebne jest 1,5 słomki nasienia.
Gospodarstwo w Cieszymowie sprzedaje buhajki hodowlane o wysokiej wartości po czołowych ojcach, pochodzące przede wszystkim z embriotransferu.

W Cieszymowie wykonują ogromną pracę hodowlaną. Stać ich na najlepsze nasienie. Inwestują w wartość hodowlaną, która ma się przełożyć na niższe koszty produkcji oraz na uzyskanie samic żyjących dłużej. A wyszło na to, po grudniowej wycenie wartości hodowlanej buhajów, że hodowcy płacili wysokie ceny nie za topowe zwierzęta, a ci, którzy nie przykładali się do hodowli, zupełnie przypadkiem otrzymywali lepsze samce za niższe ceny.

Zakup nasienia niesie ze sobą – oprócz chęci posiadania jak najlepszego bydła, wydajnego i długowiecznego – koszty. Czyli jest to także decyzja biznesowa. Hodowcy produkują mleko w określonym otoczeniu ekonomicznym. Decyzje dotyczące selekcji bydła, szczególnie w mniejszych gospodarstwach, często determinowane są przez ceny skupu mleka. Na te decyzje ma także wpływ otoczenie instytucjonalne. Dlatego Maciej Baurycza i Renata Gurbowicz-Nowak mają żal do Instytutu Zootechniki za to, że nikt nie zechciał poinformować hodowców o zamiarze wprowadzenia zmian w wycenie wartości hodowlanej bydła mlecznego, w tym samców.

Wielu hodowców, weterynarzy i inseminatorów, którzy kupują większe partie nasienia buhajów od spółek inseminacyjnych i mają je pod ręką, nie wołając handlowców z tych firm do zakupu pojedynczych porcji nasienia, ma dziś mentlik w głowie. Kto zwróci im koszty poniesione na zakup nasienia buhajów, które były topowymi, a w ciągu jednego dnia przestały się liczyć. Ich nasienie mrozi się w pojemnikach z ciekłym azotem? Wielu z nich, gdyby wiedziało o planowanych zmianach, pewnie wstrzymałoby się z biznesowymi decyzjami. Mogliby zakupić mniejsze ilości nasienia albo wynegocjować lepsze ceny.