Inwestycja z charyzmą

W Polsce nie brakuje hodowców bydła mlecznego, którzy systematycznie rozwijają swoje gospodarstwa i postawili na nowoczesne technologie – prezentujemy przykład z Wielkopolski.

tekst i zdjęcia: RYSZARD LESIAKOWSKI

Obora jest duża w chwili jej wybudowania, a za kilka lat okazuje się, że brakuje w niej miejsca. Dlatego decydując się na budowę obory, warto uwzględnić dalszy rozwój produkcji mleka po zakończeniu inwestycji – dzieli się swoimi doświadczeniami Mateusz Seraszek, prowadzący wraz z żoną Marzeną i rodzicami Ewą i Leszkiem rodzinne gospodarstwo w Głuchowie w powiecie gostyńskim. Hodowca informuje, że obecnie użytkowana obora, przewidziana na 300 krów, z czterema robotami udojowymi firmy DeLaval została wybudowana w 2013 r. i była sukcesywnie zasiedlana i doposażona.

Rzut obory wolnostanowiskowej na 300 krów, dojonych za pomocą czterech robotów udojowych

Dwa roboty udojowe na dobry początek
– Pierwszą oborę wolnostanowiskową w naszym gospodarstwie rodzicie wznieśli w 2001 r. Budynek mieścił 70 krów utrzymywanych na głębokiej ściółce, stado systematycznie się powiększało, i zaczęło brakować miejsca. Postanowiliśmy dalej rozwijać produkcję mleka, czego konsekwencją była budowa kolejnej obory – relacjonuje rozmówca. Budynek wzniesiony w 2013 r. od początku był wyposażony w 300 boksów legowiskowych dla krów, dwa roboty udojowe i wszystkie instalacje przewidziane dla pełnej obsady. – W tym czasie powierzchnia gospodarstwa wynosiła 150 ha, na których utrzymywaliśmy 150 krów. Zatem wybudowana w 2013 r. obora była zasiedlona krowami w 50% – wspomina Mateusz Seraszek. Wyjaśnia, że połowę obiektu zajmowały krowy w laktacji, dojone za pomocą dwóch robotów udojowych, a w drugiej części budynku, w boksach dla dorosłych samic, przebywała młodzież.

Hodowcy z Głuchowa systematycznie zwiększali liczbę krów w stadzie, aby jak najszybciej osiągnąć pełną obsadę. W dwóch robotach dojone były wszystkie krowy, żadna nie została wybrakowana ze względu na nieprzydatność do doju automatycznego.

– W robocie udojowym VMS firmy DeLaval jest możliwość doju w trybie ręcznym. Po wejściu krowy do boksu udojowego ręcznie zakładam kubki udojowe na strzyki i dalej dój przebiega automatycznie. W stadzie zawsze są sztuki stwarzające okresowo problemy. Kształt wymion u niektórych sztuk zmienia się na początku laktacji i tuż przed zasuszeniem do tego stopnia, że robot nie może nałożyć kubków udojowych, ale przez większą część laktacji krowy te nie stwarzają kłopotów i doją się same – opowiada hodowca. Nadmienia, że problematyczne zwierzęta można wybrakować, ale wtedy przychody ze sprzedanego mleka będą mniejsze. – Trudno zrezygnować z krowy produkującej dziennie 60 l mleka w sytuacji niepełnej obsady. Dla mnie cały czas ważna jest każda krowa, ponieważ stado budujemy tylko na bazie własnego materiału. Nie kupujemy ani jałówek, ani krów – nadmienia hodowca.

Duża kubatura budynku i sprawna wentylacja kalenicowa zapewniają dobry mikroklimat

Trzeba przyznać, że hodowcy z Głuchowa wykazali się dużą zręcznością w zarządzaniu swoim gospodarstwem. Po pięciu latach zamontowali w oborze kolejne dwa roboty udojowe, stado liczy obecnie 280 krów, a użytkowany areał urósł do ok. 400 ha. – W połowie 2018 r. wstawiliśmy dwa kolejne roboty, zgodnie z pierwotnym projektem, a pozostały sprzęt, w tym zbiornik na mleko o pojemności 18 tys. l, funkcjonował od kilku lat – nadmienia rozmówca.

Spełnione warunki dobrostanu
Wzniesiona w 2013 r. obora spełnia zalecane warunki dobrostanu. Budynek o wymiarach 80 m długości i 48,3 m szerokości posiada stalową konstrukcję słupową. Słupy nośne ustawione są w linii legowisk, przy stole paszowym i w osi podłużnych ścian budynku, co nie zmniejsza jego walorów użytkowych. Duża kubatura obory, ocieplone pokrycie dachowe i sprawna wentylacja kalenicowa zapewniają dobry mikroklimat. Wysokość ścian podłużnych wynosi 4,2 m, ale tylko do wysokości 2,5 m są zabudowane. Powyżej jest niezabudowana przestrzeń z zamontowaną siatką zabezpieczającą przed dostępem ptaków. W chłodne i wietrzne dni można ją zasłonić za pomocą kurtyn wykonanych z przezroczystych płyt poliwęglanowych.

Oborę wyróżnia przejazdowy stół paszowy o szerokości 6 m (schemat). Dzięki temu po zadaniu TMR-u po obu stronach stołu paszowego nie ma obawy zanieczyszczania paszy przez koła wozu paszowego. Na uwagę zasługuje także czterometrowa szerokość korytarzy spacerowych przylegających do stołu paszowego. Umożliwia to zwierzętom spokojne pobieranie paszy, nawet wtedy, gdy za nimi przemieszczają się inne krowy. Korytarze spacerowe między rzędami legowisk mają szerokość 3 m. Po każdej stronie stołu paszowego znajduje się rząd legowisk pojedynczych (dł. 2,6 m), rząd legowisk podwójnych (dł. 4,8 m) i rząd legowisk przyściennych (dł. 2,8 m). Wszystkie boksy legowiskowe mają szerokość 1,25 m. Ponadto w oborze są dwie izolatki, w których krowy przebywają na głębokiej ściółce, oraz miejsce na pojedyncze boksy dla nowo narodzonych cieląt.

– W oborze z robotami udojowymi przebywają wyłącznie krowy w okresie laktacji. Krowy zasuszone i cielące się oraz młodzież utrzymuję w starych zabudowaniach. Z porodówki krowy po porodzie przeprowadzam do izolatki. Siarę zdajam w robocie udojowym do separatora lub za pomocą dojarki bańkowej. Cielęta w wieku około dwóch tygodni z pojedynczych boksów przeprowadzam do innego budynku, w którym utrzymuję je grupowo i żywię za pomocą automatycznej stacji pojenia – relacjonuje hodowca.

Pomieszczenie dla robotów udojowych zapobiega zamarzaniu sprzętu zimą i ułatwia utrzymanie higieny

Separat jako ściółka
Głębokie boksy legowiskowe ścielone są separatem pozyskiwanym z gnojowicy. – Technologię tę ojciec podejrzał w USA, zanim wybudowaliśmy oborę, gdzie była dość powszechnie stosowana. Separat jako ściółkę stosujemy od 2013 r. i nie zauważyliśmy negatywnych skutków – relacjonuje Mateusz Seraszek. Nadmienia, że zdrowotność wymion jest dobra, mililitr mleka zawiera średnio ok. 250  tys. komórek somatycznych.

Hodowcy z Głuchowa praktykują ścielenie świeżym separatem. – Jednego dnia gnojowica przechodzi przez separator, a na drugi dzień pozyskany separat jest rozsypywany w boksach za pomocą łyżki zamontowanej na ładowarce. Separat zawiera ok. 34% suchej masy; leżąc na pryzmie, szybko się zagrzewa, czego należy unikać. Zimą sporządzoną ściółkę z gnojowicy można przechowywać na pryzmie jeden dzień – dzieli się doświadczeniami rozmówca. Wyjaśnia, że legowiska można także ścielić separatem przefermentowanym, tj. składowanym na pryzmie przez około trzy tygodnie. Hodowca informuje, że do ścielenia legowisk stosuje sam separat, bez jakichkolwiek dodatków, np. wapna. Boksy są dościelane raz w tygodniu. Na ściółkę wykorzystuje się 30–40% produkowanej gnojowicy.

Dwa roboty udojowe wstawione w 2018 r.

Ruch kierowany w oborze
– Dla mnie roboty udojowe funkcjonujące w oborze w systemie kierowanego ruchu krów są bardzo dobrym rozwiązaniem. Sprawdza się ono zwłaszcza w dużych stadach – relacjonuje hodowca. Wyjaśnia, że w tym systemie ruchem krów kierują bramki. Krowy do robota udojowego wabione są paszą treściwą, ale żeby ją otrzymać, muszą przejść przez bramkę inteligentną. W niej zwierzę jest rozpoznawane, i przechodzi przez bramkę trójdrożną, która kieruje je do części legowiskowej albo części legowiskowej z dwoma stacjami żywieniowymi lub do poczekalni. Do poczekalni wpuszczane są krowy, które mają pozwolenie na dój. Po wydojeniu przechodzą przez bramkę dwukierunkową, która kieruje je albo na stół paszowy, albo do izolatki przewidzianej dla samic wymagających leczenia. Krowy przebywające w części legowiskowej, chcąc dostać się do stołu paszowego, muszą przejść przez bramki jednokierunkowe. Zwierzęta przebywające przy stole paszowym, które chcą zjeść przysmak w postaci paszy treściwej, muszą przejść przez inteligentną bramkę. Ta, zależnie od statusu krów, może je skierować do robota udojowego, stacji paszowej lub na legowiska. W ten sposób cykl się powtarza i ruch zwierząt jest wymuszany chęcią pobrania paszy treściwej.

– System kierowany znacząco ułatwia zarządzanie stadem. Zwierzęta można szybko zlokalizować, wiadomo, w której części obory aktualnie się znajdują. Można także problematyczne sztuki zatrzymać w poczekalni do doju w trybie ręcznym – przekonuje rozmówca. Informuje, że obecnie na 280 utrzymywanych krów 20 wymaga dojenia w trybie ręcznym. Wśród nich jest siedem krów, które nie chcą samodzielnie wchodzić do boksu udojowego, pozostałe mają okresowe defekty w ustawieniu strzyków. – Z tego powodu obecnie nie brakuję krów, choć wymaga to więcej mojej pracy – podkreśla hodowca. Informuje, że cztery roboty doją dziennie ok. 8700 l mleka, zatem na jedną maszynę przypada ok. 2175 l. Średnio na dobę krowy doją się w robocie 2,2 razy. Przeciętna roczna wydajność krów wynosi ok. 10,2 tys. l mleka.

W izolatce krowy przebywają na głębokiej ściółce, wymienianej raz na kwartał

Energooszczędny system schładzania mleka
Udojony surowiec jest przechowywany w schładzalniku o pojemności 18 tys. l, z którego mleczarnia odbiera mleko co drugi dzień. Hodowcy z Głuchowa już w 2013 r. zainwestowali w energooszczędny system schładzania mleka. Proces ten przebiega w dwóch etapach.

Udojone mleko o temperaturze ok. 35°C przechodzi przez wymiennik płytowy, przez który przepływa zimna woda ze studni głębinowej. W wymienniku woda się ogrzewa i jednocześnie temperatura mleka spada do 20°C. Ogrzana woda trafia do poideł dla krów, a wstępnie schłodzone mleko przechodzi drugi etap schładzania z wykorzystaniem sprężarkowego agregatu chłodniczego i kolejnego wymiennika ciepła, przez który przepływa zimna woda. W efekcie mleko jest schłodzone do temperatury 4°C i trafia do zbiornika. Jednocześnie zimna woda w wymienniku ciepła ogrzewa się od pary czynnika chłodzącego do temperatury ok. 55°C i trafia do gazowego bojlera, w którym podgrzewa się do temperatury 80°C. – Woda o tej temperaturze jest wymagana do mycia instalacji udojowej. Jej ogrzewanie do temperatury 55°C praktycznie nic mnie nie kosztuje, podobnie jak ogrzewanie wody w poidłach – nadmienia rozmówca. Informuje, że zastosowaną w oborze technologię i projekt technologiczny budynku opracowała firma DeLaval.

Samojezdny wóz paszowy to wygoda
Hodowca praktykuje żywienie krów w okresie laktacji jednym TMR-em, który pokrywa produkcję 28 l mleka. Krowy o wyższej wydajności otrzymują paszę treściwą w czterech robotach udojowych i w czterech stacjach paszowych. – W obu urządzeniach jest ta sama pasza treściwa, jeden kilogram pokrywa produkcję ok. 2,5 l mleka. Średnio na dobę krowa zjada jej ok. 3,5 kg – nadmienia hodowca. Informuje, że w skarmianym TMR-ze krowa pobiera dziennie: kiszonki z kukurydzy – 24 kg, wysłodków buraczanych – 6 kg, koncentratu białkowego – 1,5 kg, paszy treściwej – 3,5 kg, słomy – 2 kg, dodatków mineralnych – 300 g, kredy pastewnej –  200 g, kwaśnego węglanu sodu – 150 g.

– Nie stosuję dodatków tłuszczu chronionego, może gdybym się na nie zdecydował, to wydajność byłaby wyższa, ale te preparaty są dość drogie – mówi Mateusz Seraszek. Informuje, że sporządzanie TMR-u za pomocą samojezdnego wozu paszowego znacząco poprawia komfort pracy i jakość sporządzanej paszy w porównaniu do wcześniej użytkowanego wozu współpracującego z ciągnikiem. Hodowca jest szczególnie zadowolony z frezu do wybierania kiszonek, który pozostawia równą powierzchnię odcięcia paszy, co ogranicza zgrzewanie się zwłaszcza kiszonki z kukurydzy.

W oborze jest przewidziane miejsce dla cieląt odchowywanych do wieku około dwóch tygodni

W nowoczesne technologie warto inwestować
Pytamy o koszty wzniesienia i wyposażenia użytkowanej obecnie obory. – W 2013 r. budynek, wraz z dwoma robotami udojowymi, schładzalnikiem i wyposażeniem w 300 boksów legowiskowych, poidła, czochradła, zgarniaki odchodów, linię do separacji gnojowicy i utwardzeniem przyległego terenu, kosztował ok. 5,5 mln zł netto. W 2018 r. wstawiliśmy kolejne dwa roboty za kwotę ok. 1 mln zł netto. Inwestycję zrealizowaliśmy bez unijnego dofinansowania – informuje Mateusz Seraszek. Z tej wypowiedzi wynika, że opisana obora pochłonęła ok. 6,5 mln zł netto, co w przeliczeniu na jedno stanowisko dla krowy dojnej daje kwotę ok. 21,7 tys. zł netto (6,5 mln/300). Uwzględniając zastosowaną technologię, dzisiaj koszt tej inwestycji wydaje się bardzo korzystny, ale trzeba pamiętać, że siedem lat temu robocizna w budownictwie była znacznie tańsza.

Przykład hodowców z Głuchowa dowodzi, że podejmując inwestycję, warto uwzględnić rozwój gospodarstwa po jej zrealizowaniu. Warunkiem sukcesu jest długofalowy plan inwestycyjny, który musi być wykonany w stu procentach. Tylko pełne wykorzystanie mocy produkcyjnych umożliwia rentowną produkcję mleka. Prezentowani hodowcy wykazali się szczególną charyzmą w rozwijaniu swojego gospodarstwa. Kilka lat temu postawili na nowoczesne i energooszczędne technologie, co dzisiaj procentuje.  

Marzena i Mateusz Seraszkowie z żelazną konsekwencją realizują plan rozwoju gospodarstwa; na zdjęciu z synami Michałem i Jasiem