Koniec z mitem fiolotowej krowy. Chodźcie, zobaczcie, jak żyją krowy
Konsumenci są strasznie oderwani od realiów wsi. Kupują biały płyn w kartonie i rzadko zastanawiają się, jaka droga za nim stoi. Dlatego zapraszanie dzieciaków do gospodarstw mlecznych to genialny ruch.
Jan Hereditas, Marcin Jajor

- Czemu krowy leżą i czy one gryzą? – pytały dzieci podczas spotkania zorganizowanego przez Magdalenę i Jacka Kalaków w Gorzupi (woj. wielkopolskie).
- Z inicjatywy hodowców do hospodarstwa przyjechało ok. 250 dzieci m.in. z Pleszewa, Kobierna i Poznania.
- Rolnicy z Gorzupi wcieli się na kilka godzin w rolę promotorów i przede wszystkim edukatorów hodowli bydła mlecznego i całego polskiego mleczarstwa.
Dzieci z miast często myślą, że mleko bierze się po prostu ze sklepu, a krowa to postać z kreskówki. Kiedy dziecko pojedzie na prawdziwą farmę, dotknie ciepłego cielaka, usłyszy ryk bydła i poczuje zapach siana (i obory!), zaczyna rozumieć naturę. Zobaczy, że mleko to produkt żywy, naturalny, a nie chemiczna mieszanka z fabryki. To buduje szacunek do jedzenia – dziecko, które widziało, ile pracy kosztuje wyprodukowanie szklanki mleka, rzadziej wyleje je do zlewu.
Obalamy mity
W mediach i internecie krąży mnóstwo skrajnych opinii o hodowli bydła. Konsumenci są bombardowani narracją, że każda farma to „fabryka i męczarnia”. Kiedy hodowcy otwierają drzwi i mówi: „Chodźcie, zobaczcie, jak żyją moje krowy”, wysyłają jasny sygnał: nie mam nic do ukrycia. Dzieci widzą czochradła, wielkie wentylatory, czystą ściółkę i roboty udojowe, do których krowy wchodzą same z własnej woli. Potem te dzieci wracają do domów i opowiadają o tym rodzicom. Dla rodziców to dowód, że kupują produkty od kogoś, kto dba o zwierzęta.
Edukacja i emocje dzieci
Nie do przecenienia jest także rola edukacyjna, jaką wykonują państwo Kalakowie. Dzieciaki widzą, że nowoczesny hodowca to menedżer, high-tech, specjalista i przedsiębiorca. Kto wie, może dla kogoś z nich będzie to impuls, by w przyszłości zająć się agrobiotechnologią albo weterynarią?
Emocje, jakich doświadczyły dzieci w gospodarstwie Magdy i Jacka Kalaków zostaną na całe życie. Jeśli maluch spędzi super dzień na farmie, spróbuje świeżego sera i zobaczy pasję w oczach rolnika, to jako dorosły konsument chętniej sięgnie po prawdziwy nabiał zamiast jego roślinnych zamienników. Będzie miał zakodowane, że polskie mleczarstwo to realni, pracowici ludzie i bezpieczna żywność.
Otwierając gospodarstwa dla najmłodszych, hodowcy nie tylko edukują, ale robią najlepszy możliwy marketing szeptany. Budują most między miastem a wsią, którego tak bardzo dzisiaj potrzebujemy. Zamiast walczyć z mitami w internecie, pokazują prawdę u źródła.
Podczas warsztatów wszyscy uczestnicy mogli zobaczyć nie tylko jak mieszka krowa, jakie pobiera pasze i w jaki sposób oddaje mleko, ale też napoić cielęta czy spróbować sera. Ponadto na specjalnie przygotowanych stoiskach dzieci usłyszały o bezpieczeństwie podczas pracy w gospodarstwie, specyfice produkcji pasz objętościowych oraz etapach produkcji sera.
Pełna relacja z tego wydarzenia w jednym z kolejnych wydań Hodowli i Chowu Bydła.


