Młodzi hodowcy w oborze Tomasza Kocięby

Marzy mi się taka obora – mówiła jedna z uczestniczek drugiej edycji Łódzkiej Akademii Młodego Hodowcy. W grudniowym numerze przeczytasz o wielu praktycznych rozwiązaniach i narzędziach, które młodym hodowcom podpowiadał Tomasz Kocięba.
tekst i zdjęcie: Marcin Jajor
– Kontynuujemy spotkania, ponieważ bardzo pozytywnie zaskoczyła nas frekwencja podczas pierwszej edycji Akademii w 2024 r. Brało w niej udział ok. 50 osób, co pokazało, że jest zapotrzebowanie na kolejne spotkania. Byliśmy zaskoczeni, że mamy w naszym województwie tak liczne grono młodych pasjonatów hodowli krów, bo to wcale nie jest regułą – mówił Tomasz Kocięba, wiceprezes Łódzkiego Związku Hodowców Bydła (ŁZHB), a zarazem gospodarz terenowych warsztatów drugiego zjazdu tegorocznej Łódzkiej Akademii Młodego Hodowcy.
W ramach pierwszego spotkania, organizowanego w 2025 r. przez ŁZHB wraz z PFHBiPM, uczestnicy odwiedzili siedzibę Regionu Oceny Centrum w Parzniewie, gdzie poza wieloma narzędziami oferowanymi przez PFHBiPM, które wspierają hodowlę krów i produkcję mleka, mogli poznać proces analizy mleka: od pobrania mleka do fiolki po uzyskanie gotowego raportu. Tym razem hodowcy mieli okazję odwiedzić jedno z czołowych rodzinnych gospodarstw mlecznych w regionie. Mowa o fermie Tomasza Kocięby z miejscowości Kolonia Łaznów (woj. łódzkie) z łącznym pogłowiem zwierząt ok. 450 sztuk, w tym stadem 230 krów dojnych o średniej wydajności 12 781 kg mleka od krowy rocznie (według PFHBiPM, dane za 2024 r.). Dla wielu słuchaczy inspirujące mogło być tempo i skala rozwoju stada, które jeszcze w 2000 r. liczyło 8 krów. Przez 25 lat pracy, która stała się pasją również dla żony Doroty, a także dzieci: Aleksandry, Bartosza i Kacpra, udało się wspólnie powiększyć areał upraw, ale też zbudować dwie nowe obory, park maszynowy, silosy paszowe i biogazownię o mocy 33 kW. W tej ostatniej jako substrat wykorzystywana jest wyłącznie gnojowica bydlęca.
– Dobrostan stanowi jeden z kluczowych aspektów hodowli krów i produkcji mleka. Pomimo doskonale zbilansowanej dawki pokarmowej bez właściwego zapewnienia dostępu do stołu paszowego nie ma co liczyć na dobre wyniki w produkcji mleka – mówił podczas warsztatów Sławomir Stanek, doradca ogólny PFHBiPM. Zaznaczał, że na każde zwierzę powinno przypadać co najmniej 70 cm długości stołu paszowego. Niestety, biorąc pod uwagę wysokie koszty budowy obory, hodowcy nie zawsze są w stanie spełnić ten warunek. Receptą jest stała obecność świeżej paszy oraz zapewnienie na tyle dużej przestrzeni na korytarzu paszowym, by krowy mogły się po nim swobodnie poruszać. W innym przypadku zwierzęta będące na dalszych miejscach w hierarchii stada – będą dłużej czekały, co może negatywnie wpłynąć na produkcję mleka i zdrowie zwierząt.
– W ostatnim czasie obserwujemy zniżkowy trend stawek w skupach mleka, ale nie zachęcam do „okrajania” dawki pokarmowej. Trzeba liczyć koszty i ograniczać marnotrawstwo oraz błędy żywieniowe. Warto poszukać rezerw, jak m.in. brak porządku w silosie, zagrzewające się kiszonki, dziurawe baloty, opóźnienie terminu zbioru traw i lucerny oraz złe rozdrobnienie ziarna kukurydzy, które nie zostaje wykorzystane i przechodzi do kału – zalecał z kolei Grzegorz Spętany. Specjalista zwracał też uwagę na wciąż powszechny problem przekarmiania jałówek hodowlanych. Zbyt mocna dawka w ich przypadku może skutkować ok. 20–30% mniejszą skalą produkcji mleka w stosunku do potencjału genetycznego zwierząt oraz wieloma problemami zdrowotnymi.
Więcej o żywieniu krów, technologii przygotowywania kiszonek z kukurydzy i rozwiązaniach konstrukcyjnych w oborze przeczytasz w grudniowym wydaniu „Hodowli i Chowu Bydła”.