Paweł Borawski: „Postawiłem na ruch kierowany”

– Do nowej inwestycji przeznaczonej dla krów w laktacji skłoniła nas zmiana technologii, której celem było ograniczenie nakładów pracy – podkreślają Jolanta i Paweł Borawski z miejscowości Rutki (woj. podlaskie). Na jakie rozwiązania zdecydowali się w swojej oborze? Przeczytaj w 12/2025 wydaniu „Hodowli i Chowu Bydła”.
tekst i zdjęcie: Marcin Jajor
– Od kiedy pamiętam, w naszym gospodarstwie zawsze były krowy. Moi rodzice w latach 80. ub. w. utrzymywali już 20 krów, co na tamte czasy oznaczało dość duże stado – wspomina Paweł Borawski. Po przejęciu fermy w 2003 r. postanowił kontynuować rodzinną tradycję, która sięga początków XX wieku. Jak wspomina, wszystko zaczęło się od jego dziadka, który zapisał je w spadku swojemu synowi Ireneuszowi Borawskiemu. Ten ostatni, przy wsparciu żony Krystyny, rozpoczął intensywny rozwój hodowli krów mlecznych. W 1978 r. powstała nowa obora z uwięziowym systemem utrzymywania krów. Choć była pionierska jak na swoje czasy, po wielu latach eksploatacji konieczne były modernizacje. Ponadto rosły wymagania zwierząt, za czym musiała iść poprawa warunków ich bytowania, a dój dojarką przewodową stawał się coraz bardziej uciążliwy.
W 2009 r. bohater naszego reportażu przeprowadził gruntowne zmiany, przekształcając oborę uwieziową w wolnostanowiskową z halą udojową typu rybia ość 2 × 6. Dzięki temu znacząco zwiększyła się liczba zwierząt – z 30 do ok. 65 sztuk. Nowy budynek wieńczy więc kilkadziesiąt lat mozolnej pracy, podczas której hodowcy przeszli przez wszystkie etapy rozwoju, począwszy od dojarki przewodowej, poprzez halę udojową, na robotach udojowych kończąc.
– Technologia automatycznego doju sprawdzi się w oborach nastawionych na możliwie efektywną produkcję mleka. To nie jest tak, że wstawimy roboty i cieszymy się, że nie trzeba doić. Dodatkowy czas należy przeznaczyć na analizę danych o krowach, tak by lepiej nimi zarządzać – mówi gospodarz. Przed komputerem siada co najmniej dwukrotnie w ciągu dnia: rano i wieczorem. Dysponuje też pełnym monitoringiem zwierząt wprost na telefonie.
Jak zwraca uwagę hodowca, do nowego systemu doju przygotowywał stado przez kilka lat. W ramach pracy hodowlanej przeprowadził analizę genotypu wszystkich zwierząt w stadzie pod kątem konkretnych cech funkcjonalnych. Nadrzędnym celem było wyhodowanie samic, które lepiej się sprawdzą w systemie automatycznego doju. Kluczowe znaczenie ma budowa nóg i racic, optymalna geometria wymienia oraz lokomocja. Dzięki informacjom uzyskanym z genotypowania można było bardziej precyzyjnie i szybciej uzyskać progres hodowlany.
– Roboty udojowe umożliwiają wykorzystanie potencjału krów, który staramy się nieustannie podnosić poprzez genotypowanie zwierząt i dobór buhajów pod kątem realizacji celów hodowlanych. Oczekuję, że uzyskane potomstwo będzie dobrze doiło się na robotach i generowało możliwie mało problemów – mówi Paweł Borawski. Zaznacza, że zdecydował się na wsparcie ze strony doradcy hodowlanego PFHBiPM, który w ramach usługi „Selekcja Plus” pomógł m.in. ustalić cel hodowlany, dokonał selekcji samic i oferuje wsparcie w doborze buhajów.
W grudniowym wydaniu „Hodowli i Chowu Bydła” znajdziesz szczegółowy opis nowej obory Pawła Borawskiego, w tym konstrukcji, nietypowego ustawienia robotów i wyposażenia. Zapraszamy do lektury!