Antybiotyk to nie jest złoty środek na wszystko

Nowe regulacje prawne dotyczące stosowania antybiotyków nie weszły jeszcze w życie, a już rodzą wiele pytań i kontrowersji. O tym, jak faktycznie wygląda sytuacja z planowanymi ograniczeniami tych leków w hodowli zwierzęcej, rozmawialiśmy z panem Jackiem Łukaszewiczem – prezesem Krajowej Rady Lekarsko-Weterynaryjnej.

tekst i zdjęcia: Mateusz Uciński

Panie Prezesie, jak Pan ocenia skalę stosowania antybiotyków w hodowli zwierzęcej?
Antybiotyki są konieczne, i to nie ulega wątpliwości. Ratują życie i zdrowie ludzi oraz zdrowie i życie zwierząt. Natomiast musimy robić wszystko – jako lekarze weterynarii i hodowcy, bo duża część zadań jest po stronie hodowców – żeby je stosować jak najrzadziej. Mam tutaj na myśli szeroko pojętą profilaktykę czy immunoprofilaktykę, czyli szczepienia, witaminy, właściwe żywienie, odrobaczanie i poprawę warunków zoohigienicznych, bardzo szeroko rzecz ujmując. Wtedy tych antybiotyków będziemy stosowali mniej. Na pewno trzeba je stosować rozważnie i ostrożnie, co z kolei jest zadaniem lekarzy weterynarii. Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna przyjęła parę miesięcy temu „Kodeks rozważnego stosowania produktów leczniczych przeciwdrobnoustrojowych przez lekarzy weterynarii”. Ale powtórzę – antybiotyki są konieczne! Stąd też rezolucja, która zabraniała stosowania w medycynie weterynaryjnej całych szerokich grup antybiotyków, była błędna i nie opierała się na podstawach naukowych.

Ale udało się to zmienić…
Udało się to zmienić, wymagało to prężnego działania Europejskiej Federacji Lekarzy Weterynarii, ale także Copa-Cogeca, czyli organizacji europejskich rolników. Zbieraliśmy podpisy pod petycjami do europosłów reprezentujących poszczególne państwa członkowskie. Na szczęście okazało się, że nauka wzięła górę nad emocjami i presją opinii publicznej – bo przecież teraz panuje przekonanie, że powinno się skasować antybiotyki – i rezolucja nie została przyjęta przez Parlament Europejski. Dzięki temu cały czas mamy do dyspozycji dosyć szeroką gamę antybiotyków, którymi – zaznaczam – nie można szastać i podawać ich na każde „przeziębienie”. Medycyna ludzka już od tego odeszła. Konieczne jest jednak wydzielenie grupy krytycznych antybiotyków stosowanych wyłącznie w leczeniu ludzi. Ten akt delegowany, który podważała rezolucja, takie antybiotyki także wskazuje, z tym że wskazuje poszczególne substancje czynne. Jest to czynione za aprobatą Europejskiej Federacji Lekarzy Weterynarii i poparte naukowymi opiniami.

Jak, w Pańskiej opinii, wygląda w tej chwili stosowanie antybiotyków w naszym kraju? Czy są one traktowane jako tzw. złoty środek, czy bardziej rozważnie?
Jako Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna pracujemy nad tym, żeby były one stosowane bardzo rozważnie, i widać tu duże postępy. W tej dziedzinie zaczynamy od profilaktyki i innych niezbędnych działań, które są z korzyścią dla hodowcy, gdyż taniej jest zapobiegać, niż leczyć. Nie ma wtedy strat w produkcji, a to jest chyba najważniejsze.

Czy jest coś, czego można się obawiać w nowym prawie antybiotykowym?
W mojej ocenie, skoro wcześniej wspominana rezolucja przepadła w głosowaniu Parlamentu UE, to tak naprawdę nie. Trzeba tylko popracować nad świadomością hodowców, muszą kłaść nacisk na zapobieganie. W tym, naturalnie, jest też ogromna rola lekarzy weterynarii. Obecnie kończymy rozmowy z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi – chcemy, aby lekarze byli właśnie takimi „trenerami”, którzy przy okazji wizyt w gospodarstwie będą kładli nacisk na szeroko pojętą profilaktykę. Niewątpliwie musimy cały czas pracować nad ograniczeniem zużycia antybiotyków, tu zresztą cele nakreślone przez Komisję Europejską są bardzo wymagające. W niektórych krajach już są prawie osiągnięte, więc można to zrobić. Przed nami jest jeszcze daleka droga, aby to osiągnąć.

Co w takim razie powoduje w Polsce wydłużenie tej drogi?
Na pewno jest to brak bodźców ze strony rządowej. W niektórych krajach już jest prowadzona ścisła ewidencja użytych antybiotyków i jeżeli w danym gospodarstwie ich zużycie zdecydowanie odbiega od średniej krajowej, od porównywalnych innych hodowli, to z mocy urzędu wprowadzane są działania naprawcze. Są państwa, gdzie w skrajnych przypadkach dochodzi nawet do zakazu sprzedaży produktów pochodzących z takich gospodarstw. Na ogół jest tak w przypadku trzody chlewnej, bydła dotyczy to w dużo mniejszym stopniu. My, jako Izba Lekarsko-Weterynaryjna, staramy się z kolei o to, by państwo dotowało zabiegi profilaktyczne, aby zachęcić hodowców do takich działań.

Jakie, według Pana, pozytywy i negatywy niesie ze sobą nowe prawo antybiotykowe?
Powtórzę to dla jasności jeszcze raz: teraz, gdy rezolucja została odrzucona, to tak naprawdę negatywów nie widzę. Zgadzam się z tym poglądem, że pewne antybiotyki powinny być zastrzeżone wyłącznie do stosowania w medycynie ludzkiej. Natomiast reszta zaleceń unijnych jest przygotowana dosyć rozważnie, a nasza praca – hodowców i lekarzy weterynarii – powinna polegać na położeniu bardzo dużego nacisku na profilaktykę i tym samym w sposób naturalny konieczność stosowania antybiotyków będzie coraz rzadsza.

Kwestia grupy tzw. ludzkich antybiotyków wiąże się, naturalnie, ze zjawiskiem antybiotykooporności.
Cały aspekt, wszystkie te zagadnienia, o których mówiliśmy, mają na celu jedno – zwalczanie narastającej odporności na środki przeciwdrobnoustrojowe. I to narastanie było właśnie bodźcem do położenia nacisku na wspomnianą wcześniej wielokrotnie profilaktykę, aby nie było konieczności stosowania tych środków. Warto też wspomnieć, że prawo unijne, konkretnie Prawo o zdrowiu zwierząt, nakłada obowiązek opieki nad stadem przez lekarza weterynarii. Na dobrą sprawę, większość krajów członkowskich Unii Europejskiej już się do tego dostosowała. U nas to, niestety, mocno kuleje, stąd też pojawiają się pewne luki. Możemy sobie wyobrazić sytuację, kiedy do gospodarstwa przyjeżdża jeden lekarz weterynarii, leczy zwierzęta, ordynuje antybiotyk, a za dwa dni hodowca, ten mniej świadomy – zaznaczmy – nie widząc poprawy, wzywa innego lekarza, nie informując go o rozpoczętej terapii. Jest to oczywiście przykład patologiczny, ale niestety występujący.

Jak Pan ocenia wpływ opinii publicznej na sytuację antybiotykową?
Istnieje bardzo mocna presja publiczna. Mówi się na przykład bardzo dużo o jajkach z chowu bez antybiotyków, które, naturalnie, lepiej się sprzedają, bo jest to doskonały chwyt marketingowy. Natomiast moim zdaniem powinniśmy tutaj bazować przede wszystkim na opinii naukowców, którzy również podkreślają konieczność stosowania antybiotyków, ale z rozwagą. Przykładem tego, o co pan pytał, jest odrzucenie rezolucji, która była właśnie wynikiem presji opinii publicznej, niekoniecznie słusznej w swoim brzmieniu. Na szczęście europosłowie poparli stanowisko reprezentowane przez naukowców. Oczywiście należy – jak już podkreślałem – iść w kierunku ograniczenia stosowania antybiotyków, ale musi to być oparte na naukowych podstawach, dobrej diagnostyce i powszechnym wykonywaniu przed rozpoczęciem terapii antybiogramów, dzięki którym można ukierunkować terapię, stosując konkretny antybiotyk o potwierdzonej największej skuteczności wobec danej infekcji. Dlatego też ważna jest opieka nad stadem, o której wspominałem. Taki, nazwijmy go, „lekarz domowy” będzie świetnie znał warunki panujące w danym gospodarstwie i będzie w stanie w sytuacjach krytycznych, wymagających szybkiego działania, podać odpowiedni antybiotyk, nie czekając na wynik antybiogramu. Zrobi to na podstawie swojego doświadczenia, wielu wizyt w hodowli, którą się opiekuje, będzie wiedział z dużym prawdopodobieństwem, jaki lek poskutkuje w danym przypadku.

Pytanie, które często pojawia się w kontekście nowego prawa antybiotykowego, dotyczy zasuszania krów przy wspomaganiu tego procesu takimi właśnie lekami.
O ile mi wiadomo, nie ma zakazu. Natomiast biorąc pod uwagę ilość zużywanych antybiotyków, poza tym koszty takiego procesu, co także trzeba uwzględniać w ekonomice gospodarstwa, właściwe byłoby odchodzenie od rutynowego zasuszania na rzecz zasuszania nacelowanego, czyli te krowy, które przeszły mastitis, ewentualnie mają niedobre parametry mleka i wysoką liczbę komórek somatycznych, należy zasuszać przy użyciu antybiotyku, oczywiście kierując się wynikiem antybiogramu. Ale czy robić tak z wszystkimi sztukami w oborze, to sprawa bardzo dyskusyjna.

Jak uspokoiłby Pan, Panie Prezesie, hodowców w kontekście nowego prawa.
W tym prawie nie ma nic złego. To, że jest kilka substancji czynnych wyodrębnionych dla medycyny ludzkiej, nie stanowi zagrożenia dla hodowli zwierzęcej. Natomiast na pewno musimy zmienić mentalność i hodowców, i lekarzy weterynarii. Antybiotyk nie jest złotym środkiem na wszystko. Po pierwsze diagnoza, dopiero po niej, jeżeli to konieczne, stosujemy antybiotyk, dobrany zgodnie z wynikiem antybiogramu. Zwłaszcza że trafna diagnoza może wykazać, że on wcale nie jest konieczny. Aby uspokoić hodowców, mogę tylko jeszcze raz powtórzyć – profilaktyka, profilaktyka i jeszcze raz profilaktyka. Bardzo szeroko pojęta, włącznie z zapewnieniem wysokiego poziomu higieny i dobrostanu. Jeżeli hodowcom wejdzie to w nawyk, to nie będzie żadnego problemu z koniecznością stosowania antybiotyków.

Bardzo dziękuję za rozmowę. 

Zbliżające się wydarzenia