Automatyzacja w oborach coraz powszechniejsza

Polscy hodowcy bydła mlecznego coraz częściej sięgają po nowoczesne technologie wyposażania obór. Prezentujemy nowy obiekt w woj. kujawsko-pomorskim, w którym funkcjonują trzy roboty: udojowy, czyszczący ażurowe posadzki i podgarniający pasze.

tekst i zdjęcia: RYSZARD LESIAKOWSKI

Od stycznia br. użytkujemy nową oborę na 72 stanowiska. W pierwszej wersji zamierzaliśmy modernizować ponad 40-letni budynek, mieszczący 38 krów utrzymywanych na uwięzi. Jej dostosowanie do chowu wolnostanowiskowego wymagałoby znacznych zmian i nakładów finansowych – relacjonuje Brygida Behrendt, prowadząca wraz z synem Markiem, córką Edytą oraz wnukiem Dawidem wielopokoleniowe gospodarstwo w Brzoziu w powiecie tucholskim. Wspólnie użytkują 90 ha, wśród których 35 ha stanowią naturalne łąki torfowe. – Gospodarujemy na słabych ziemiach, przeważają grunty klasy piątej i szóstej, tylko 7 ha stanowią grunty orne czwartej klasy – mówią rozmówcy. Informują, że gdy rozważali możliwości przebudowy starej obory, zaprzyjaźniony lekarz weterynarii Walery Jakusewicz zainteresował ich robotami udojowymi. – Obejrzeliśmy wiele obiektów w całej Polsce z automatycznym dojem różnych firm i zdecydowaliśmy, że takie urządzenie zamontujemy w naszym gospodarstwie. Decyzja ta zaważyła o budowie nowej obory, ponieważ w starej nie było możliwości montażu robota udojowego – opowiada pani Edyta Behrendt.

Budowlańcy, budowlańcy
Niestety, realizacja pomysłu unowocześnienia produkcji mleka w gospodarstwie wspomnianych hodowców z Brzozia znacznie się rozciągnęła w czasie. – Pierwsze dokumenty związane z budową obory zaczęliśmy składać do urzędów w 2014 r. Okazało się, że konieczne jest scalenie działek siedliskowych, tak aby miały nadany jeden numer geodezyjny, co wymagało przeprowadzenia postępowania w sądzie. Po zebraniu potrzebnych dokumentów i zgód, w tym od kilkunastu sąsiadów, opracowaliśmy projekt obory, który był gotowy w 2016 r. – opowiada hodowczyni z Brzozia. Informuje, że budowa ruszyła w końcu maja 2017 i zgodnie z zawartą umową z firmą budowlaną miała być zakończona w listopadzie tego samego roku. Okazało się, że umowa była pobożnym życzeniem, wykonawca oczekiwał zaliczek, a postępów prac na budowie nie było. – Jesienią 2017 r. rozwiązaliśmy umowę i zawarliśmy nową z inną firmą, która zdeklarowała się oddać budynek do użytkowania w maju 2018. Ten drugi termin też nie został dotrzymany, i w grudniu 2018 r. ponownie rozwiązaliśmy umowę – wspomina pani Edyta Behrendt. Budowę nowej obory zakończył i oddał ją do użytkowania trzeci wykonawca.

– Na oborę zaciągnęliśmy kredyt z roczną karencją na spłatę rat. Ten rok praktycznie straciliśmy, doszło to tego, że w grudniu 2018 musieliśmy wpłacić pierwszą ratę, a krowy do obory wprowadziliśmy w styczniu 2019 – mówi hodowczyni. Nadmienia, że znaczne opóźnienie robót to nie jedyny grzech budowlańców na tej budowie. Wiele prac wykonano niestarannie, zwłaszcza przy posadzkach. Wymagało to szlifowania betonu, aby nadać im odpowiednie spadki.

– Mimo perturbacji z budową obory uważamy, że podjęliśmy dobrą decyzję, z modernizacji starej nie bylibyśmy zadowoleni – konkludują hodowcy.

Konstrukcja bezsłupowa
Nowa obora ma konstrukcję bezsłupową, co umożliwia dowolne zagospodarowanie wnętrza. Ramy nośne rozstawione są co 6,08 m. Słupy nośne, ustawione wzdłuż ściany podłużnej, wykonano z dwuteownika 330 mm. Pokrycie dachowe stanowi płyta warstwowa z ośmiocentymetrowym ociepleniem. W kalenicy dachu znajduje się szczelina wywiewna wentylacji grawitacyjnej o szerokości 2,6 m, zakryta świetlikiem wykonanym z przezroczystych płyt poliwęglanowych. Ściany podłużne do wysokości 2,6 m wykonano z płyty obornickiej z ośmiocentymetrową izolacją termiczną. Nad nią, aż do okapu, znajduje się niezabudowana przestrzeń o wysokości 2,6 m, zatem ściana podłużna ma łączną wysokość 5,2 m. Otwory w każdej ze ścian podłużnych można zasłonić podczas silnych wiatrów i niekorzystnych warunków atmosferycznych za pomocą kurtyn wykonanych z przezroczystych płyt poliwęglanowych, poruszających się po prowadnicach. – Kurtyny mają ręczny napęd – wyjaśniają rozmówcy.

We wnętrzu budynku znajduje się przejazdowy stół paszowy o szerokości ok. 4,8 m (patrz schemat), usytuowany wzdłuż jednej ze ścian podłużnych obory. Zwierzęta pobierają pasze z korytarza paszowego o szerokości 4,2 m, co umożliwia ich swobodne przemieszczanie się. W oborze mieści się rząd legowisk podwójnych o łącznej długości 5 m oraz rząd legowisk przyściennych o długości 2,7 m. Rozdziela je korytarz spacerowy o szerokości 3 m.

Przy jednej ze ścian podłużnych, za legowiskami, zamontowany jest robot udojowy Monobox firmy GEA. Sąsiaduje on ze zlewnią mleka, biurem, tzw. maszynownią i pomieszczeniami socjalnymi. Poczekalnia przed robotem udojowym, podobnie jak wszystkie korytarze spacerowe w oborze, ma posadzkę ażurową, pod którą znajdują się kanały na gnojowicę.

Chów bezściełowy
Kanały na gnojowicę o głębokości 3 m tworzą jeden obieg slalomowy, który wyposażony jest w jedno stacjonarne mieszadło o napędzie elektrycznym, uruchamiane raz dziennie na ok. 30 minut. Łączna objętość kanałów wynosi ok. 1450 m3, co zapewnia przechowywanie gnojowicy przez co najmniej sześć miesięcy. O czystość betonowych rusztów dba robot SRone firmy GEA. – W ciągu doby urządzenie uruchamia się samoczynnie co około dwie godziny, swobodnie przejeżdża pod bramkami, nie wymaga nadzoru i jest bezpieczne dla zwierząt – mówi Dawid. Nadmienia, że ściołowy system utrzymania bydła mlecznego umożliwia pełne zmechanizowanie usuwania nieczystości. Komfort wypoczynku krów w boksach legowiskowych o szerokości 1,2 m i długości 2,5 m lub 2,7 m zapewniają materace, którymi wyścielone są legowiska. – Powierzchnię materacy posypujemy dwa razy w tygodniu preparatem zawierającym węglan wapnia, który ma właściwości osuszające i dezynfekcyjne – opowiadają hodowcy.
Mimo przechowywania gnojowicy w oborze pod posadzką ażurową, w budynku panuje dobry mikroklimat dzięki sprawnie funkcjonującej wentylacji kalenicowej. Otwory w ścianach podłużnych zapewniają nie tylko dostęp świeżego powietrza, ale także naturalnego światła. Dodatkowo wnętrze oświetla świetlik, zakrywający wspomnianą szczelinę kalenicową. Trzeba przyznać, że budynek i jego wyposażenie stwarzają zwierzętom bardzo dobre warunki bytowania.

Dój automatyczny w systemie kierowanego ruchu krów
W nowej oborze zadbano nie tylko o dobrostan zwierząt, ale także zapewniono komfort pracy dla hodowcy. Oprócz zmechanizowania prac przy usuwaniu nieczystości zautomatyzowano także dój krów, teraz mleko pozyskuje wspomniany robot udojowy Monobox firmy GEA. Pytamy, co zdecydowało o wyborze tego modelu. – Roboty udojowe oferowane przez dostawców sprzętu udojowego dobrze funkcjonują, o czym informowali hodowcy w odwiedzanych oborach. Szczególną uwagę zwróciliśmy na parametry doju, które w przypadku Monoboxa działają prozdrowotnie na wymię. Urzekła nas także kompaktowa i bardzo nowoczesna forma urządzenia firmy GEA. Monobox zajmuje mało miejsca, posiada regulowaną automatycznie przestrzeń udojową dla każdej sztuki, a co najważniejsze, wszystkie czynności związane z dojem wykonywane są w jednym kubku udojowym. Po nałożeniu kubka udojowego strzyk jest myty, zdajany, po czym następuje dój właściwy oraz dezynfekcja podojowa i zdjęcie aparatu udojowego. Nie ma dodatkowych szczotek czy ramion do mycia i dezynfekcji strzyków – odpowiada hodowczyni. Dawid uzupełnia, że do zalet Monoboxa należą także cicha praca oraz bardzo niskie zużycie energii elektrycznej i wody. Nie bez znaczenia jest możliwość separacji mleka z pojedynczego strzyka – takie rozwiązanie ma Monobox. Hodowcy informują, że mogli wybrać montaż robota udojowego firmy GEA funkcjonującego w systemie wolnego ruchu krów w oborze lub kierowanego ruchu krów. – Kierowany ruch krów za pomocą bramek ułatwia zarządzanie stadem, zwłaszcza w zakresie dostępu do robota udojowego dla krów z odpowiednim statusem doju. Z tego systemu jesteśmy zadowoleni, bramki selekcyjne i ich montaż czynią inwestycję nieco droższą, ale potrzebną – relacjonują rozmówcy. Informują, że po zakończonym doju krowy wychodzą z boksu udojowego i przechodzą przez bramkę selekcyjną, po czym są kierowane na stół paszowy lub do tzw. izolatki, gdy przykładowo któraś z nich wymaga leczenia lub powinna być inseminowana. Przez tę samą bramkę selekcyjną muszą przejść krowy mające apetyt na paszę treściwą oferowaną w robocie udojowym. W bramce selekcyjnej następuje identyfikacja zwierząt. Wydojone krowy kierowane są na stół paszowy. Na poczekalnię i do robota udojowego mają wstęp tylko niewydojone samice. Po zakończonym doju zwierzęta trafiają do bramki selekcyjnej, i cykl się powtarza. – Krowy w naszym stadzie dojone są średnio trzy razy na dobę – mówi Dawid. Hodowcy informują, że po przesiedleniu ze starej obory uwięziowej zwierzęta w ciągu dwóch tygodni nauczyły się korzystać z robota udojowego. – Na 38 krów tylko dwie miały niekształtne wymiona, i zakładanie aparatów udojowych trwało długo, dlatego zdecydowaliśmy się na dój w trybie ręcznym. Nie jest to problem, ponieważ obniżona posadzka przy robocie udojowym ułatwia ręczne zakładanie kubków udojowych – mówi hodowczyni. Informuje, że dotychczas robot spisuje się bardzo dobrze, chwali także funkcjonowanie serwisu GEA.


Duży komfort pracy
Hodowcy wskazują, że robot udojowy nie tylko eliminuje pracę fizyczną podczas doju, ale także oferuje rozbudowany program zarządzania stadem C21. Obejmuje on m.in. wykrywanie rui CowScout na podstawie pomiaru aktywności ruchowej krów, monitorowanie stanu zdrowotnego zwierząt, w tym wymion, oraz aktywność krów przy stole paszowym. – Ruja oraz zagrożenia zdrowotne są sygnalizowane alarmami, ukazującymi się na panelu sterującym robotem udojowym lub na monitorze komputera. Powiadomienia o zdarzeniach oraz podgląd na stado przesyłane są także na smartfona – relacjonują rozmówcy. Informują, że w nowej oborze zmieniał się także sposób żywienia krów. Teraz krowy otrzymują TMR sporządzany raz dziennie w wozie paszowym, który pokrywa produkcję 21 kg mleka. Mlecznice o wyższej wydajności pobierają w robocie udojowym pasze treściwe. – Zadawane są dwa rodzaje paszy treściwej: dla wszystkich krów w laktacji oraz specjalna premia dla sztuk o najwyższej wydajności mlecznej – wyjaśnia Dawid. Nadmienia, że co dwie godziny między 22 a 15 TMR na stole paszowym podgarniany jest przez robota FRone GEA.

W sumie w nowej oborze funkcjonują trzy roboty: udojowy, do czyszczenia betonowych rusztów oraz do podgarniania TMR-u. W pełni zmechanizowane jest także usuwanie odchodów. – Teraz możemy dowolnie planować prace w gospodarstwie. Nie jesteśmy skrępowani reżimem czasowym wyznaczanym porami doju krów, co jest szczególnie ważne w okresie intensywnych prac polowych – relacjonuje Marek Behrendt. Podkreśla, że automatyzacja eliminuje pracę fizyczną w oborze, zmienia jej charakter i wymaga od hodowcy dużej czujności. Trzeba dokładnie obserwować zwierzęta oraz reagować na alarmy wysyłane przez urządzenia. Rutynową czynnością jest przeglądanie alertów i statystyk generowanych przez robota udojowego. – Dwa razy dziennie sprawdzam raporty sporządzone przez robota udojowego. Oprócz alertów o krowach niewydojonych w określonym czasie, samicach w rui, zagrożeniu wystąpienia zapalenia wymienia, mniejszej aktywności przy stole paszowym interesują mnie także sztuki, u których odnotowano spadek dziennej wydajności – dodaje młody hodowca.

Z pewnością nowy budynek i jego wyposażenie stwarzają bardzo dobre warunki do efektywnej produkcji mleka. W tym zakresie hodowcy z Brzozia współpracują ze specjalistami ds. żywienia bydła, kojarzeń par rodzicielskich i lekarzem weterynarii.  