Co by tu jeszcze?

23 czerwca 2025 r. Ważny dzień dla Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Uroczysta Mleczna Gala, kulminacja obchodów 30-lecia PFHBiPM, osoby ze świata polityki, biznesu, władze Federacji, a przede wszystkim hodowcy, którzy przyjechali odebrać wyróżnienia i nagrody. Jednym słowem: atmosfera wielkiego święta. Dopisuje pogoda i nastroje, ale wtedy zjawiają się ONI.

tekst: Jeż Jerzyk

Ci, którzy nie mogą znieść naszych sukcesów, którzy chcą podważyć sens naszej pracy dla hodowców. Próbują zrobić wszystko, żeby coś zepsuć w tym idyllicznym obrazku. Są jak kloszard w paryskim metrze (powinienem raczej napisać Berliner U-Bahn), którego sama tylko obecność dotyka niesmakiem wszystkich podróżujących. Czytelnicy wiedzą, o kim mowa. O naszych ulubionych partaczach, którzy w dniu uroczystości przesłali do nas „List otwarty do mieszkańców gminy Krotoszyn oraz mediów lokalnych i branżowych”, oczekując, że się do niego niezwłocznie ustosunkujemy, ponieważ chcą go opublikować w czwartek 26 czerwca. Jeżeli treść listu otwartego nie jest znana naszym Czytelnikom, to kanwą jego rozważań jest de facto brak uczciwości hodowców w kontekście podawanych wyników pracy hodowlanej. Ciekawe jest to, że list pojawia się pół roku po tym, jak Federacja wdrożyła dodatkowe procedury weryfikujące prawdziwość podawanych danych i informacji. Co więcej, list otwarty nie zawiera żadnej daty, Federacja nie jest adresatem tego listu, a nasz miesięcznik, pomimo że mieści się w grupie „mediów branżowych”, nie otrzymał drogą oficjalną tego wystąpienia. Największym smaczkiem owego listu otwartego jest zanonimizowanie osoby autora. Ktoś powie: to oczywiste, autor troszczy się o swoją prywatność. No tak, ale jest to praktyka przyjęta dla donosu, a partacze zapomnieli, że społeczną siłą listu otwartego jest grupa sygnatariuszy. W związku z powyższym, jeżeli takie coś traktujecie jako list otwarty, to uprzejmie informuję, że w mojej jeżykowej norce są trzy anonimowe listy otwarte dotyczące waszej gazety. Pierwszy od zwalnianych pracowników (podobno macie kłopoty finansowe), drugi od hodowców, zbulwersowanych, że są faktycznie zmuszani do zakupu waszego czasopisma, a trzeci wskazujący na transfery finansowe za zachodnią granicę. Rozumiemy waszą potrzebę psucia – szczerze mówiąc, nawet nas już ona nie drażni – ale ta żenująca próba ratowania rzetelności dziennikarskiej dopiskiem „dwa tygodnie temu poprosiliśmy PFHBiPM o komentarz. Federacja nie odpowiedziała do momentu oddania TPR do druku”. Panowie, żądaliście działania w terminie, który z założenia był nierealny, i dobrze o tym wiedzieliście.

Na koniec wyjaśnię, że tytuł artykułu zaczerpnąłem z piosenki napisanej i wykonanej w 1971 r. przez mistrza polskiej piosenki autorskiej Wojciecha Młynarskiego. I choć lata mijają, słowa piosenki zachowały swoją aktualność. Uwadze Szanownych Czytelników polecam szczególnie ten fragment, dedykując partaczom:

A więc: faceci wokół się snują co są już tacy,
Że czego dotkną, zaraz zepsują. W domu czy w pracy
Gapią się w sufit, wodzą po gzymsie wzrokiem niemiłym.
Na niskich czołach maluje im się straszny wysiłek,
Bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę:
„Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie? Co by tu jeszcze?”.

Wiemy, że znowu wam się uda. 