CZEKAJĄC NA SUPERKROWĘ

Bill Gates – jedna z ikon naszych czasów, ważna postać rewolucji informatycznej, twórca systemu operacyjnego Windows i właściciel firmy Microsoft, której oprogramowanie jest znane praktycznie każdemu z nas. Do niedawna najbogatszy, a obecnie drugi na tym podium człowiek na ziemi. Zatem dlaczego piszemy o nim w czasopiśmie o tematyce hodowlanej? Jak się okazuje, w polu zainteresowania amerykańskiego miliardera od jakiegoś czasu znajdują się krowy. Gates uznał bowiem, że mogą one w znacznym stopniu przyczynić się do rozwiązania problemów żywnościowych krajów tzw. Trzeciego Świata.

Tekst: Mateusz Uciński, zdjęcia: gatesnotes.com

Bill Gates to postać znana nie tylko w branży oprogramowania i komputerów. Biznesmen od 2000 roku wraz z żoną prowadzi Bill & Melinda Gates Foundation. Zapewnia ona środki na stypendia naukowe dla słabo reprezentowanych mniejszości, na zapobieganie AIDS i wielu chorobom powszechnym w krajach Trzeciego Świata oraz na inne dobroczynne cele. Według artykułu magazynu „Forbes” z 2004 r. Gates przekazał w latach 2000–2004 na cele charytatywne ponad 29 miliardów dolarów. Jego darowizny są zwykle wskazywane jako czynnik warunkujący pokaźną zmianę w postrzeganiu przez ludzi bogatych filantropii. Dzięki niemu działalność tego typu stała się ważnym elementem wielu z nich. Sam Gates od czasu, gdy w 2006 roku przeszedł na „emeryturę”, z jeszcze większą werwą zabrał się do naprawiania świata, co niewątpliwie mu się chwali. Jego fundacja od wielu lat finansuje prace nad toaletami dla państw słabo rozwijających się, szczepionkami, maszynami do uzdatniania wody i podobnymi przedsięwzięciami. Jak się jednak okazuje, nie jest to główny cel amerykańskiego miliardera. Najbardziej nurtuje go problem głodu na świecie.

Podczas wizyty na farmie w Wylarah Bill Gates zapoznał się z najnowszymi osiągnięciami australijskiej genomiki

Inwestycja w zwierzęta
Kiedy kilka lat temu Google i Facebook ogłosiły, że będą dostarczać Internet do ubogich regionów świata, pomysły te spotkały się z wielką krytyką Gatesa. Miliarder przekonywał, że ludziom potrzebne są woda, jedzenie i lekarstwa, a nie Internet. Wywołało to falę dyskusji, a twórcy Windowsa zarzucano brak wyobraźni, bo przecież, zdaniem wielu, Internet ma tym ludziom otworzyć drogę do lepszego życia. Bill Gates przedstawił wtedy inny sposób rozwiązania problemu. Na swoim blogu napisał, że w sytuacji skrajnej biedy i bytowania za ok. 2 dolary dziennie o wiele większy pożytek dla ubogich byłby nie z dostępu do sieci, lecz z hodowli kur. Dlaczego? Bo są dość tanie, łatwe w utrzymaniu, szybko się rozmnażają, znoszą jajka i w konsekwencji stanowią świetną inwestycję. Drób można zjeść, sprzedać lub zamienić. Stanowi walutę, której można używać w ubogich rejonach świata i która pomoże ludziom wyjść z biedy. Zdaniem miliardera nie jest sztuką dać przysłowiową rybę, ważniejsze jest, aby zapewnić wędkę. Trzeba przyznać, że nie rzucał słów na wiatr i od 2016 roku ma zamiar przekazać na potrzeby ubogich sto tysięcy kur. Ptaki trafią do różnych państw, żeby sprawdzić, czy założenia tego pomysłu były słuszne. Program obejmuje również szkolenia ludzi do hodowli drobiu, które mają wskazać, jak najefektywniej prowadzić hodowlę, opiekować się inwentarzem, unikać chorób czy drapieżników. Trudno nie poprzeć tego pomysłu, przecież nie po to rozdaje się ludziom zwierzęta, aby natychmiast wylądowały w garnku.

Ale to nie jedyny sposób na ulepszanie świata przez Billa Gatesa. Ostatnio media obiegły informacje, że kolejnym gatunkiem, który go zainteresował, są krowy, ze szczególnym uwzględnieniem ich wydajności mlecznej, postrzeganej jako klucz do zapewnienia żywności wielu głodującym regionom.

Przeprojektować krowę
40 milionów dolarów. Właśnie taką kwotę Bill & Melinda Gates Foundation zamierza przeznaczyć dla GALVmed (Global Alliance for Livestock Veterinary Medicines) – organizacji ulokowanej w Edynburgu – aby sfinansować badania, których celem ma być stworzenie wybitnych osobników wśród bydła mlecznego. Połączą one wydajność krów znanych w Europie czy Ameryce z odpornością odmian występujących w Afryce. Jeżeli ten zabieg się powiedzie, śmiało będzie można powiedzieć, że właśnie powstała superkrowa.

Zatem czym powinna się wyróżniać taka sztuka? Przede wszystkim, jak wspomnieliśmy wcześniej, ma łączyć w sobie dwie cechy: wysoką wydajność i odporność. Krowa mleczna, którą znamy chociażby z Polski, przeciętnie daje około 30 litrów mleka dziennie. W tym samym czasie zwierzęta hodowane w Afryce dają tylko kilka litrów mleka. Zatem pojawia się pytanie: czemu nie przenieść naszych ras na tamten kontynent? Niestety, taka operacja spaliłaby na panewce. Problem stanowią panujące tam wysokie temperatury, pasożyty i choroby, na które europejskie krowy nie są odporne. Co w takim razie można zrobić? Pierwszym krokiem musi być opracowanie szczepionek chroniących zwierzęta przed afrykańskimi zagrożeniami. Kolejnym, zdecydowanie trudniejszym, jest praca w zakresie genetyki. Właśnie tym zagadnieniem mają się zająć naukowcy z GALVmed. Celem prowadzonych przez nich badań jest połączenie najlepszych cech zwierząt, by w konsekwencji powstała krowa wydajna i odporna. Co to da? W ubogich rejonach pojawią się wydajne zwierzęta, hodowcy będą mogli na nich zarobić znacznie więcej dzięki sprzedaży większej ilości mleka, a pozyskane środki będą mogli zainwestować. Takie wydajne stado jednocześnie zapewnia pożywienie dla całej rodziny. Mechanizm podobny do tego, który zastosowano w przypadku hodowli kur: ofiarowanie potrzebującym wędki, a nie ryby.
Australijskie wzorce

Trzeba przyznać, że Bill Gates podszedł do sprawy bardzo profesjonalnie. Wybrał się do Australii, gdzie odwiedził stację hodowli bydła (tak nazywa się tam farmy) w miejscowości Wylarah, prowadzoną przez firmę The Australian Agricultural Company (w skrócie AACo.). Przedsiębiorstwo to specjalizuje się w szeroko rozumianej genomice, dzięki której prowadzi badania na krowach mięsnej rasy wagyu, jednej z najbardziej elitarnych ras bydła na świecie. Mimo że AACo wykorzystuje swoje innowacje do podnoszenia jakości wołowiny, to miliardera bardziej zaciekawiły możliwości, jakie niesie współczesna nauka i genetyka. Uznał, że wiele z tych rozwiązań można zastosować w celu ulepszenia bydła mlecznego.

– Jestem optymistą, że technologia może poprawić jakość afrykańskiego bydła. – relacjonował Gates na swoim blogu. – Typowa mleczna krowa w Stanach Zjednoczonych produkuje prawie 30 litrów mleka dziennie. Porównaj to ze średnią krowy w Etiopii, która produkuje 1,69 litra mleka dziennie. Jeśli chcesz zwiększyć wydajność mleka, nie możesz po prostu wziąć wysokowydajnej krowy Holstein z Wisconsin i wrzucić jej do tropikalnej sawanny. W przeciwieństwie do ras tubylczych, bydło umiarkowane nie ma naturalnej odporności na choroby tropikalne, takie jak trypanosomatoza lub śpiączka, i nie walczy o uzyskanie wystarczającej ilości pożywienia z lokalnych źródeł żywności. Zamiast tego można hodować bydło, które rozwinie się w lokalnym klimacie. Oznacza to, że za pomocą sztucznego zapłodnienia, podobnie jak jest to stosowane na stacji Wylarah, można krzyżować rodzime, afrykańskie krowy (z ich wbudowaną odpornością na tropikalne upały i choroby) z bykami z linii genetycznej, która produkuje dużo mleka – wyjaśnia założyciel Microsoftu.

Gates, mimo swego optymizmu, zauważa, że nie będzie to szybki ani prosty proces, ponieważ wymaga on nie tylko wyhodowania nowego gatunku krowy, lecz również instruowania w odpowiedni sposób jej potencjalnych hodowców odnośnie do prawidłowego odchowu cieląt, a także zapewnienia odpowiednich warunków bytowania stadom czy możliwości przechowywania nasienia do sztucznej inseminacji.

Czy miliarderowi uda się tego wszystkiego dokonać? Czas pokaże. Zwłaszcza że pojawia się coraz więcej krytycznych głosów. Naukowcy zwracają uwagę, że zwiększanie pogłowia bydła, do którego może prowadzić taka kampania, nie przysłuży się ludzkości. Będą zajmowane kolejne grunty pod pastwiska i pola uprawne wykorzystywane w produkcji pasz. Wzrośnie zużycie wody i energii, zwiększy się produkcja gazów cieplarnianych, a przecież już teraz zwierzęta hodowlane odpowiadają za znaczną część ich emisji. Pojawiają się także głosy, że znacznie lepszym rozwiązaniem byłaby produkcja roślinna, która jest tańsza, zużywa mniej surowców, i bardziej wydajna.