Gdzie się podziały polskie buhaje?

Analiza użytkowania buhajów, którą przeprowadzili dr Agnieszka Nowosielska i dr Tomasz Krychowski i z którą zapoznaliście się na poprzednich stronach, jest wręcz znakomitym narzędziem selekcyjnym zarówno dla hodowców, jak i doradców hodowlanych. Tym pierwszym mają uzmysłowić przede wszystkim sytuację naszej hodowli. Rosnący w rynku udział importowanego nasienia, w tym – nie oszukujmy się – również nie najwyższej wartości, jest ciągle bardzo wysoki, co musi niepokoić.

 

Rosnący import nasienia do Polski pokazuje, że założenia sprzed prywatyzacji spółek inseminacyjnych wzięły w łeb. Z tym faktem trudno polemizować. Nasza hodowla coraz bardziej jest uzależniona od zagranicznego postępu hodowlanego i, niestety, ta sytuacja pogłębia się. PFHBiPM ostrzegała przed takim scenariuszem. Gdybyśmy korzystali z obcego, ale wyłączanie najlepszego nasienia, to jeszcze byłoby pół biedy. Jednak analizy pokazują, że średnia wartość hodowlana importowanych buhajów nie jest znacząco większa od średniej wartości hodowlanej polskich buhajów. Czy nadal uważamy, że to co zagraniczne, tej samej jakości co nasze jest lepsze? Na to wychodzi. Nadal zastanawia mnie także uporczywe korzystanie przez naszych hodowców z tzw. buhajów dwucyfrowych, które właśnie pochodzą z importu.

Co z importem?
Czy możemy zakazać importu słabej jakości nasienia buhajów na terytorium Polski? Dlaczego na to pozwalamy? Bardzo często, będąc u hodowców bydła mlecznego, spotykam się z takimi pytaniami. Odpowiedź jest krótka: nie możemy zamknąć naszych granic. Nie możemy, bo jesteśmy we Wspólnocie Europejskiej, a ta Wspólnota ma zawarte umowy handlowe z krajami z całego świata. Globalizacja postępuje, a gospodarka światowa jest systemem naczyń połączonych.
Mimo tego, wsłuchując się w głosy hodowców, Polska Federacja zwróciła się w listopadzie ub.r. do ministra rolnictwa z prośbą o podjęcie ustawowych działań zmierzających do określenia minimalnego poziomu polskiego indeksu selekcyjnego dla materiału biologicznego z importu, mając na uwadze postawienie tamy dla nasienia buhajów o słabej wartości hodowlanej. Odpowiedź przyszła kilka tygodni później – taka, jakiej się spodziewano, bo nie mogła być inna: „Każdy buhaj posiadający oszacowaną wartość hodowlaną w Polsce lub innym państwie członkowskim UE, wpisany do ksiąg hodowlanych i którego pochodzenie zostało potwierdzone za pomocą badania grup krwi lub markerów DNA, może być wykorzystywany w sztucznym unasiennianiu bydła bez żadnych ograniczeń”. Mówiąc krótko, tamy postawić nie można.

Czy to oznacza, że nie możemy nic zrobić? Możemy. Edukować i jeszcze raz edukować. Podnośmy wiedzę hodowlaną i słuchajmy tych, którzy mają plan na przyszłość.

Leszek Hądzlik, prezydent Polskiej Federacji, przedstawił go podczas Zimowej Szkoły Hodowców Bydła (przedstawiliśmy go na łamach „Hodowli i Chowu Bydła” w wydaniu kwietniowym). Plan trafił na biurko ministra Jurgiela.

Konieczne jest – mówił Leszek Hądzlik – rozwinięcie większej współpracy między polskimi firmami inseminacyjnymi a PFHBiPM w celu stworzenia wspólnego frontu działania przeciwko zagranicznej konkurencji, która przyjdzie w 2019 r., i utrzymania polskich programów hodowlanych. – Potrzebujemy porozumienia między Instytutem Zootechniki i PFHBiPM w celu optymalizacji oceny wartości hodowlanej i postępu hodowlanego, biorąc pod uwagę nowe rozporządzenia prawne UE – uzasadniał. Prezydent PFHBiPM nie ma złudzeń i wie, że konieczne jest nawiązanie relacji między nowo utworzoną grupą Genetyka Polska a organizacją hodowców, jaką jest Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka, żeby wspólnie pracować na zwiększenie postępu hodowlanego polskiej populacji bydła mlecznego.
Czas ucieka, a to, co zostało zaprezentowane podczas wspomnianej Zimowej Szkoły Hodowców, pozostało bez odpowiedzi. Być może dlatego, że Krzysztof Jurgiel odszedł? Czy to jedyny powód, czas pokaże.
Buhaje dwucyfrowe
Przyglądając się analizie użytkowania nasienia buhajów w 2017 r., widać wyraźnie, że hodowcy mający duże stada wiedzą lepiej, o jakiej wartości nasienie mają kupować. Na pewno ich wiedza hodowlana jest wyższa od wiedzy ich „mniejszych” kolegów. Poza tym o opłacalności produkcji mleka decyduje skala produkcji, możemy wobec tego śmiało założyć, że ich stać na droższe samce o wyższym indeksie selekcyjnym.

Cena nasienia powinna być adekwatna do jego jakości. Jednak często jest tak, że to, poza tym topowym, ma jednakową cenę, czyli za buhaja o indeksie poniżej 100 punktów PF płaci się tyle samo, co za takiego o indeksie 120–130.

Dlatego też nie rozumiem, dlaczego hodowcy użytkują nasienia słabej wartości. A już zupełnie nie wiem, dlaczego sięgają po buhaje tzw. dwucyfrowe z indeksem PF poniżej 100? Czy ktoś o tym decyduje za nich?

„Zwracajcie uwagę na wartość hodowlaną buhajów, które wybieracie na ojców kolejnego pokolenia. Ich niska jakość to tylko pozorne oszczędności” – pisałem w lutym 2017 r. po publikacji poprzedniej analizy użytkowania buhajów. „Ile razy pisaliśmy na łamach naszego czasopisma o wartości hodowlanej? Czym ona jest? Po co robione są wyceny? I wreszcie, czemu one służą? Setki razy… I co z tego wynika? Wygląda na to, że nie wszyscy zwracają uwagę na to zagadnienie. Sami oceńcie” – zajrzyjcie do nr. 3/2017 „Hodowli i Chowu Bydła”.
Wartość hodowlana używanych rozpłodników w 2017 r. wyrażona polskim indeksem selekcyjnym mieściła się w przedziale od PF 67 do PF 151. Kto używa tych o wartości poniżej 100 punktów? Jest ich wprawdzie niewielu, ale są.

W minionym roku blisko 5 tys. pierwszych inseminacji w stadach bydła w Polsce wykonanych było nasieniem buhajów, które nie posiadały informacji o wartości hodowlanej przeliczonej na polską bazę genetyczną i dokładnie 4448 z indeksem PF tzw. dwucyfrowym, czyli do 99 PF. Dlatego też postanowiłem te blisko 5 tys. zabiegów inseminacyjnych buhajami dwucyfrowymi rozebrać na czynniki i przedstawić imiona i numery tych rozpłodników, które moim zdaniem nie powinny być kiedykolwiek importowane na nasz rynek (tabela).

Wrzucę jeszcze jeden kamyczek do ogródka, gdyż w ciągu analizowanego okresu 56% z ogólnej liczby stanowiły zabiegi wykonane nasieniem buhajów z oceną genomową, a pozostałe 44% – nasieniem buhajów z oceną konwencjonalną. Te proporcje powinny być inne. Buhaje genomowe powinny stanowić zdecydowaną większość – co najmniej 70%.

Prośba na zakończenie
Wzrost importu nasienia oznacza kurczący się rynek dla polskich podmiotów, takich jak Łowicz, Tulce czy Krasne. Importowane nasienie ma średni indeks nie najwyższy, bo 125. Jeśli już uważamy, że zagraniczne jest lepsze, to sięgajmy po te buhaje, które faktycznie dadzą postęp hodowlany, a kolejne pokolenie stanie się lepsze, bardziej ekonomiczne.

 

 TEKST: RADOSŁAW IWAŃSKI