Roboty udojowe coraz bardziej użyteczne

Technologia automatycznego doju krów systematycznie się rozwija i zyskuje coraz więcej zwolenników – prezentujemy przykład hodowcy z woj. pomorskiego.

tekst i zdjęcia: RYSZARD LESIAKOWSKI

Od niespełna trzech miesięcy użytkuję robot udojowy VMS V310 firmy DeLaval, wyposażony w moduł RePro ułatwiający zarządzanie rozrodem stada – relacjonuje Ryszard Sobiecki z Wyrówna w powiecie kościerskim. Hodowca na użytkowanych 70 ha gruntów rolnych utrzymuje 84 krowy o średniej rocznej wydajności rzędu 10,7 tys. kg mleka. Jak informuje, w 2017 r. została zasiedlona obecnie użytkowana obora wolnostanowiskowa, w której krowy były dojone w bardzo dobrze wyposażonej hali udojowej typu „autotandem” (2 × 4). Zarządzanie stadem wspierał oferowany przez firmę DeLaval program DelPro, obejmujący m.in. system wykrywania rui na podstawie pomiaru aktywności ruchowej krów. Ponadto dojarnia współpracowała z dwoma stacjami paszowymi. – Krowy doiłem wraz z siostrzeńcem dwa razy dziennie, co zajmowało nam około czterech godzin – mówi hodowca, i uzupełnia: – Siostrzeniec, Jarosław Rekowski, od dzieciństwa bardzo interesował się hodowlą bydła mlecznego, od lat angażuje się w prace w gospodarstwie, to on zajmuje się m.in. rozrodem stada, wykonuje zabiegi inseminacyjne. W sumie w gospodarstwie pracują trzy osoby, pomaga także brat Mirosław.

A jednak robot udojowy…

– Mimo zmechanizowania najbardziej uciążliwych czynności w obecnie użytkowanej oborze wiecznie brakowało nam czasu, zwłaszcza w okresie intensywnych prac polowych. O robocie udojowym myślałem już znacznie wcześniej, kiedy zrodził się zamysł budowy nowej obory w 2013 r. – opowiada Ryszard Sobiecki. Informuje, że przyjrzał się pracy wielu takim urządzeniom, oferowanym przez różnych producentów, na co miał dość dużo czasu, ponieważ oczekiwanie na wydanie pozwolenia na budowę obory trwało trzy lata. Jak wyjaśnia, gospodarstwo jest położone na obszarze objętym programem Natura 2000, gdzie obowiązują bardzo rygorystyczne przepisy ochrony środowiska, dlatego przedłużało się wydawanie stosownych decyzji środowiskowych.
– Jeszcze kilka lat temu technologie stosowane w robotach udojowych nie spełniały moich wymagań, zwłaszcza w zakresie precyzji zakładania kubków udojowych na strzyki, co w praktyce oznaczało konieczność znacznego brakownia krów. Dlatego nie zdecydowałem się na zakup tego urządzenia w nowo budowanej oborze. Koszt robota udojowego jest porównywalny z wydatkami na budowę hali udojowej i wyposażenie jej w sprzęt udojowy o wysokim standardzie funkcjonalności – mówi Ryszard Sobiecki. Jak przekonuje, firmy systematycznie doskonalą swoje produkty i obecnie roboty udojowe zaskakują wysoką sprawnością zakładania kubków udojowych na strzyki, dodatkowo mają nowe funkcjonalności. – Moją ciekawość wzbudziła oferta firmy DeLaval, której robot VMS V310, wyposażony w moduł RePro, umożliwia monitorowanie rozrodu krów na podstawie zawartości progesteronu w próbkach mleka, pobieranych automatycznie podczas doju. Takiego rozwiązania nie oferują inni producenci – relacjonuje hodowca. Jak wspomina, uciążliwość doju w dojarni i ciągły brak czasu oraz możliwość uzyskania unijnego dofinansowania do zakupu robota udojowego dopingowały do realizacji tej inwestycji. Obecnie krowy w tym gospodarstwie dojone są wyłącznie za pomocą robota udojowego, hala udojowa nie jest wykorzystywana, a jej wyposażenie hodowca zamierza sprzedać.

Schemat wolnostanowiskowej obory dla 84 krów z przychówkiem wyposażonej w robot udojowy. Widoczna hala udojowa nie jest użytkowana

Robot VMS w systemie kierowanego ruchu krów

Zasiedlona w 2017 r. obora jest przestronnym budynkiem, w którym hodowca nie oszczędzał przestrzeni na korytarze spacerowe czy przejścia między legowiskami a ścianami szczytowymi (schemat). Ułatwiło to wygospodarowanie miejsca na robot udojowy. Urządzenie zamontowano tuż przy jednej ze ścian szczytowych, na wysokości podwójnych legowisk dla krów. We wnętrzu obory udało się także wygospodarować przestrzeń na tzw. poczekalnię oraz pomieszczenie serwisowe dla robota VMS.

W oborze dój automatyczny jest realizowany w systemie kierowanego ruchu krów, co wymaga montażu bramek selekcyjnych. Jak informuje hodowca, przyuczenie krów do korzystania z robota trwało trzy dni, a po tygodniu wydajność powróciła do takiej, jaka była uzyskiwana w hali udojowej. W opinii rozmówcy podobieństwo stanowisk udojowych w dojarni typu „autotandem” do boksu udojowego w robocie ułatwiło adaptację krów do nowego systemu doju. Obecnie robot obsługuje 71 krów i pozyskuje na dobę ok. 2400 l mleka. Przeciętnie mlecznica jest dojona 2,3 razy na dobę. Zdrowotność wymion jest bardzo dobra, zawartość komórek somatycznych w mililitrze surowca nie przekracza 100 tys.

Automatyczne monitorowanie rozrodu

– Do wyposażenia robota VMS w moduł RePro zachęcała promocyjna cena wraz z zakupem nowego urządzenia. Późniejsze doposażenie w ten moduł kosztuje ok. 60 tys. zł. Ponadto producent deklaruje wiele praktycznych możliwości tego modułu w zakresie zarządzania rozrodem, o czym przekonam się za około pół roku, ponieważ obecnie system jest w fazie rozruchu i kalibrowania – relacjonuje hodowca. Jak informuje, system na podstawie zawartości progesteronu w próbkach mleka, pobieranych automatycznie podczas doju od każdej krowy, wykrywa ruje, w tym ruje ciche, i jednocześnie wyznacza optymalny termin krycia. Ponadto wykrywane są sztuki zacielone i wykazujące zaburzenia płodności, np. występowanie cyst jajnikowych. W ciągu laktacji stan płodności krów jest badany 70 razy, dzięki temu szybko uzyskuje się informację o ewentualnej resorpcji zarodków.
– Od tego systemu oczekuję spadku brakowania krów z powodu jałowości oraz niższych kosztów weterynaryjnych. Do oznaczania zawartości progesteronu w mleku konieczny jest odczynnik, który (na rok) kosztuje ok. 10 tys. zł. Wydatek ten zwróci się, jeśli w ciągu roku z powodu jałowości wybrakuję o trzy krowy mniej niż dotychczas. Ponadto na badanie cielności przez lekarza weterynarii wydaję rocznie ok. 6 tys. zł – mówi hodowca.

Jak wyjaśnia siostrzeniec hodowcy, w oborze będą funkcjonowały dwa systemy wykrywania rui: dotychczasowy, działający na podstawie pomiaru aktywności ruchowej krów, i realizowany przez moduł RePro. W opinii rozmówcy zwiększy to skuteczność wykrywania rui. Trzeba przyznać, że już obecnie, tj. przed uruchomieniem automatycznego monitoringu płodności krów, hodowcy uzyskują zadowalające parametry rozrodu stada. Średni okres międzywycieleniowy (OMW) wynosi 388 dni, a krowy kryte są przeważnie w naturalnie występujących rujach. – Preparaty hormonalne stosujemy jedynie w celach leczniczych – nadmienia Jarosław Rekowski.

Robotyzacja prac w oborze

– Mimo że robot udojowy nie wykorzystuje jeszcze swoich możliwości w zakresie zarządzania płodnością krów, z jego dotychczasowego funkcjonowania jesteśmy zadowoleni. Teraz możemy dowolnie organizować czas pracy w oborze i gospodarstwie, a krowy są wydojone. Urządzenie pracuje zbyt krótko, aby oceniać jego awaryjność, ale dotychczas nie sprawiało problemów – relacjonują rozmówcy. Jak informują, nie jest to jedyny sprzęt automatyzujący prace w oborze, mieszaninę PMR na stole paszowym podgarnia robot Juno firmy Lely.
– Teraz praca w oborze sprowadza się przede wszystkim do nadzorowania funkcjonującego sprzętu. Najbardziej uciążliwe czynności zostały zautomatyzowane lub zmechanizowane, praca fizyczna praktycznie została wyeliminowana – mówi Ryszard Sobiecki.
W tej oborze na uwagę zasługuje system czyszczenia korytarzy spacerowych, który umożliwia oddzielne gromadzenie obornika na płycie obornikowej i frakcji płynnej nieczystości w zewnętrznym zbiorniku. Z korytarzy spacerowych nieczystości zgarniane są za pomocą zgarniaka hydraulicznego do dwóch kanałów poprzecznych, przebiegających wzdłuż jednej ze ścian szczytowych. Najpierw trafiają na betonowy ruszt o szerokości 1 m, pod którym znajduje się kanał o głębokości 1,7 m. Płynna frakcja nieczystości przesącza się przez szczeliny rusztu do kanału. Następnie z posadzki ażurowej obornik jest przepychany za pomocą zgarniaka do otwartego kanału poprzecznego o szerokości 0,6 m i głębokości 0,6 m. Tutaj funkcjonuje zgarniak hydrauliczny, który wpycha stałe nieczystości na płytę obornikową. – Części płynne odchodów spływają do przepompowni i mogą być skierowane ponownie do kanału, aby go przepłukać, lub do naziemnego zbiornika zamkniętego o pojemności 600 m³. Zgarniaki na korytarzach spacerowych uruchamiamy trzy raz dziennie – wyjaśnia rozmówca.

Wysoki komfort dla krów

Hodowca z Wyrówna zadbał o wygodę odpoczynku krów w boksach legowiskowych, które ścielone są słomą (na grubość ok. 10 cm) raz w tygodniu za pomocą ścielarki. W efekcie powstaje słomiasty obornik, który wywieziony na pola, wprowadza do gleby dużo substancji organicznej i poprawia jej strukturę. – Uprawiam przeważnie słabe piaszczyste gleby, które najlepiej nawozić obornikiem, aby uzyskiwać wysokie plony. Dlatego zależało mi na oddzieleniu frakcji stałych nieczystości od płynnych – nadmienia Ryszard Sobiecki. Informuje, że słoma zawarta w oborniku ułatwia czyszczenie korytarzy spacerowych, których powierzchnia po przejeździe zgarniaków pozostaje względnie sucha, co pozytywnie wpływa na zdrowotność racic. – Do zdrowotności racic przywiązujemy dużo uwagi. Korekcję racic przeprowadzamy regularnie co sześć tygodni u krów kończących laktację i będących między 70. a 120. dniem po wycieleniu – nadmienia siostrzeniec.

Trzeba przyznać, że hodowca dołożył wielu starań, aby zapewnić krowom możliwie jak najlepszy komfort. W budynku sprawnie funkcjonuje grawitacyjna wentylacja kalenicowa. Świeże powietrze napływa dużymi otworami o wysokości 1,5 m, wykonanymi pod okapem wzdłuż podłużnych ścian obory o łącznej wysokości 3,5 m. Podczas bardzo wietrznej pogody oraz silnych mrozów otwory można zasłonić za pomocą kurtyn wykonanych z przeźroczystych płyt poliwęglanowych.

W trosce o ochronę klimatu

Hodowca inwestuje nie tylko w dobrostan zwierząt i komfort pracy w oborze, ale także w technologie proekologiczne. Udojone mleko, zanim trafi do schładzalnika, przepływa przez płytowy wymiennik ciepła, w którym jest wstępnie schładzane z 36°C do ok. 12–14°C. Jednoczenie woda przepływająca przez wymiennik podgrzewa się do temperatury ok. 12°C i trafia do elektrycznego bojlera, w którym jest podgrzewana do potrzebnej temperatury. – Ciepło jest także odzyskiwane podczas obniżania temperatury w schładzalniku z 12–14°C do 4°C i wykorzystywane do podgrzewania ciepłej wody użytkowej w buforze o pojemności 300 l. Ogrzewanie wody w wymiennikach ciepła nie wymaga zużywania energii elektrycznej, gazu czy węgla – mówi Jarosław Rekowski.

W gospodarstwie Ryszarda Sobieckiego funkcjonuje nie tylko energooszczędny system schładzania mleka, ale także naziemna instalacja fotowoltaiczna o mocy 27 kW. – Instalacja naziemna jest łatwiejsza w montażu i serwisowaniu oraz w razie pożaru nie stanowi zagrożenia dla budynków – mówi hodowca. Wyjaśnia, że co dwa miesiące za energię elektryczną dotychczas płacił ok. 6,5 tys. zł, w tym 5 tys. zł stanowiła opłata za taryfę droższą (dzienną), a 1,5 tys. za taryfę tańszą (nocną). Instalacja została tak zaprojektowana, aby produkowana przez panele fotowoltaiczne energia elektryczna w miesiącach od marca do października była zużywana na bieżąco. Tym samym w okresie od wiosny do jesieni hodowca wyeliminował wysokie opłaty za energię elektryczną w ramach tzw. taryfy dziennej. – W okresie jesienno-zimowym wydajność instalacji fotowoltaicznej znacznie spada i liczę się z dotychczasowymi wysokimi kosztami energii elektrycznej w tym czasie – wyjaśnia rozmówca.

Przykład hodowcy z Wyrówna dowodzi, że rolnicy w Polsce systematycznie unowocześniają swoje gospodarstwa, inwestują zarówno w dobrostan zwierząt, jak i w technologie służące ochronie środowiska i klimatu.  

Zbliżające się wydarzenia