Chłopi mieli doić krowy, a nie robić ocenę

Leszek Hądzlik, prezydent PFHBiPM, nie ma wątpliwości, że Polska Federacja ciężko zapracowała na swój sukces. Organizacja, która w tym roku obchodzi 25-lecie istnienia, miała wiele przeszkód do pokonania. Nie wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik, ale takie jest życie. Niestety, dziś także mówi się hodowcom bydła i producentom mleka, że „chłopi są od dojenia krów” i podważa się ich kompetencje.

rozmawiał: Radosław Iwański

Polska Federacja obchodzi w tym roku 25-lecie istnienia. Czy jest młodą firmą?
Patrząc na polskie warunki i na tworzące PFHBiPM związki regionalne i rasowe, możemy mówić o kapitale, który osiągnęliśmy przez ten czas. Federacja jest młoda, ale przypomnę, że w 2005 r. obchodziła 100-lecie prowadzenia oceny wartości użytkowej bydła w Polsce.

Gdy spojrzymy na zorganizowane hodowle innych zwierząt, widać, że są prowadzone w naszym kraju o wiele dłużej, np. Polski Związek Hodowców Koni ma już 120 lat. Za naszymi granicami tradycje związkowe są jeszcze dłuższe. Przykładem jest amerykański Związek Bydła Holsztyńsko-Fryzyjskiego, który powstał w 1868 r. i funkcjonuje do dziś. Teraźniejsze czasy charakteryzują nowe inicjatywy. Wystarczy nadmienić, że powstają podmioty łączące wiele aspektów hodowli i chowu bydła, które zachowują swoją tożsamość, ale ich wspólne działanie wykorzystuje to, co wypracowały one przez dziesiątki lat.

Czy pamięta Pan czasy, kiedy powstawała Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka?
To był 1995 r. Wtedy działałem w zarządzie Wielkopolskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła i nie byłem delegatem tego związku na pierwszy założycielski zjazd. Natomiast znam osoby, które weszły wówczas do zarządu, zanim ja wszedłem do struktur ogólnopolskich Federacji w 2003 r. Bardzo dobre zdanie mam o osobach, które zakładały Polską Federację. Do tego grona należeli m.in. Krzysztof Banach, Andrzej Karnkowski, Zbigniew Młyński i wielu innych.

Jak Pan wspomina te czasy? One nie były łatwe, a Polska odzyskała niepodległość po latach sowieckiej niewoli. Zjednoczenie się hodowców bydła i producentów mleka chyba nie było formalnością?
Pamiętam duży entuzjazm wśród hodowców. Jednak nie zapominajmy, że wtedy mieliśmy 46 województw w Polsce i po kilka związków hodowców w każdym z nich. Każdy związek miał swoje interesy, a ich działalność skupiała się na zwiedzaniu gospodarstw w kraju. Nie było wspólnych celów. Wtedy nie było też mowy o odpowiedzialności za prowadzenie hodowli w Polsce. Ona dopiero przyszła.

Powstanie PFHBiPM – to zdefiniowanie polskiej hodowli bydła mlecznego i wyznaczenie celów. Czy wspólne działanie w na wskroś demokratycznej organizacji, jaką jest PFHBiPM, było możliwe od samego początku?
Rzeczywiście hodowcy bydła mlecznego bardzo szybko dojrzeli w budującej się demokratycznej Polsce, że w jedności siła. PFHBiPM stała się organizacją dobrowolną, samorządną i niezależną, działającą na zasadach demokratycznych. Takie działanie ma rację bytu, a w naszej młodej polskiej demokracji ciągle trzeba o tym przypominać. Proszę zauważyć, że wielu hodowców z innych krajów zazdrości nam naszej wielkości i jedności, a zjednoczenie hodowli bydła w jednej organizacji na pewno jest sukcesem, który został poparty ogromnym wysiłkiem. Polscy hodowcy zaczęli patrzeć na Zachód i dostrzegli, że organizacje takie jak nasza mają powierzone zadania dotyczące hodowli bydła i że my możemy tak samo działać.

Zjednoczenie było dużym wydarzeniem, jednak zadania do wykonania przyszły później.
Nie czarujmy się, moi poprzednicy przez dwie swoje kadencje domagali się przekazania hodowcom zadań hodowlanych, w tym oczywiście prowadzenia ksiąg hodowlanych oraz realizacji oceny wartości użytkowej bydła mlecznego, i nic z tego nie wychodziło. Beton, który pozostał po poprzednim systemie, był trudny do skruszenia. Wtedy oficjalnie nikt nie mówił, że hodowcy dojrzeli do tego, żeby sami mogli zarządzać hodowlą i produkcją mleka. Politycy także nam nie pomagali. W kuluarach słyszeliśmy, że „chłop jest od dojenia krów, a nie od prowadzenia oceny”. Prowadzący wtedy ocenę podmiot dawał hodowcom bydła do zaopiniowania kartę krowy czy jałówki – zawsze to wspominam – a i tak robił po swojemu, nie uwzględniając zapisów o rodzicach czy pozostałych przodkach samic.

Pan stanął na czele PFHBiPM w 2003 r. Jakie cele wtedy miała organizacja?
Wtedy nie było żadnego zaplecza organizacyjnego. Na początku byłem ja i Stanisław Kautz. Małymi krokami, powoli rozpoczęliśmy proces przejmowania zadań hodowlanych od państwa. Niby była oficjalna przychylność dla naszej działalności, ale ona nie była potwierdzana żadnymi czynami.

Jaka była pierwsza przychylna decyzja dla hodowców bydła związana z przejęciem zadań przez PFHBiPM, która rozpoczęła budowanie przyszłej potęgi?
Ustawa o rozrodzie, przyjęta w Sejmie, umożliwiła Federacji przejęcie ksiąg hodowlanych w pierwszej kolejności, a później realizację oceny wartości użytkowej bydła mlecznego. Poseł Mieczysław Aszkiełowicz forsował wówczas korzystne dla nas zmiany w Sejmie. W 2003 r. w końcu udało się po latach stworzyć podstawy prawne dla naszej działalności. Potem zaczęły się schody. Chciano nam przekazać tylko zootechników oceny, bez laboratoriów i urządzeń, bez jakiejkolwiek infrastruktury. Wtedy próbowano wpuścić nas w maliny, uważając – o czym już wspomniałem – że my powinniśmy jedynie doić krowy, bo do niczego innego się nie nadajemy. Dzięki Bogu, nie daliśmy się w te maliny wpuścić. Najpierw hodowcy przejęli prowadzenie ksiąg, co miało miejsce w 2004 r., a później prowadzenie oceny wartości użytkowej bydła mlecznego. Rozporządzenie w tej sprawie podpisał ówczesny minister rolnictwa, którym był Jerzy Pilarczyk. Potem, mimo tego, znalazły się osoby, które nadal przeszkadzały hodowcom w tym, co robią. Dzięki naszej determinacji rozpoczęliśmy realizację oceny od 2006 r. Dziękuję tym wszystkim, którzy wtedy wierzyli, że nam się powiedziecie i dużo nam pomogli. Te słowa kieruję m.in. do Krzysztofa Jurgiela. Zagwarantowaliśmy wtedy ciągłość świadczeń oraz zatrudnienie dla wszystkich pracowników. Wiele lat później otrzymaliśmy certyfikat „Pracodawca Przyjazny Pracownikom”.

Z tego, co Pan mówi, wyraźnie wynika, że hodowcy musieli wręcz wyrwać zadania z rąk państwowej korporacji.
Dokładnie tak. O wiele mniej było osób przychylnych niż nieprzychylnych hodowcom bydła i producentom mleka. Myślę, że odpowiedni dobór osób, które zarządzały Federacją, sprawił, że odnieśliśmy sukces. Motywowała nas do pracy bardzo duża odpowiedzialność, jaka spoczywała na nas, zarówno za hodowców, jak i pracowników Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Jak się okazuje, dużym wysiłkiem została zbudowana, patrząc z dzisiejszej perspektywy, potężna organizacja. Minęło półtorej dekady od tamtego czasu. Dziś Federacja jest naprawdę silna, a nie tylko potężna.
Stworzyliśmy organizację profesjonalną – tego określenia chcę używać i to chcę podkreślać, bo jestem przekonany, zresztą nie tylko ja, że tak jest. Jesteśmy firmą, której się nie wstydzimy i która ma ogromne uznanie w świecie. Nie oszukujmy się, w Polsce jest wiele osób nieodpowiedzialnych, które nie rozumieją, czym jest hodowla i zapominają o tym, że ocena wartości użytkowej jest podstawą do uwypuklenia jej zalet. Dziś jesteśmy członkiem ICAR, co potwierdza międzynarodowe standardy prowadzenia oceny. Przez lata budowałem, wraz z pracownikami, prestiż i profesjonalizm Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Nasze usługi są na najwyższym poziomie, a dotyczy to: prowadzenia oceny bydła mlecznego i mięsno-mlecznego, publikowania wyników tej oceny, prowadzenia laboratoriów i systemu Symlek, bilansowania potrzeb produkcyjnych w hodowli i ustalania założeń krajowych programów hodowlanych. Przypomnę, że organizowaliśmy wiele światowych wydarzeń hodowlanych, w tym wspomniany kongres dotyczący oceny wartości użytkowej [ICAR – przypis redakcji], Światowy Kongres Bydła Simentalskiego i Europejski Zjazd Hodowców Bydła Rasy Czerwonej. Nasi pracownicy uczestniczą w pracach zarządów wielu światowych organizacji i – co ważne – jesteśmy z Polski jedynym przedstawicielem w Interbull i polskim motorem napędowym europejskiego EuroGenomics. Jako pierwsi w Polsce naciskaliśmy na wprowadzenie genomiki do oceny wartości hodowlanej bydła mlecznego, gdy ciągle nam tego zabraniano, która coraz lepiej się rozwijała w wielu krajach liczących się w produkcji mleka na świecie. Bardzo nas, hodowców, ucieszyło wejście w życie europejskiego prawa stanowiącego o tym, że polityka hodowlana jest w rękach europejskich hodowców, mimo że ta radość została przez polityków zredukowana. Cieszyliśmy się tak samo jak Francuzi, Niemcy, Holendrzy i inne nacje w Europie, zapominając przez chwilę, że żyjemy w kraju, w którym nadal panuje przekonanie – dla nas okrutne i niesprawiedliwe – że „chłop powinien krowy doić”.

To mocne sformułowanie i faktycznie bardzo krzywdzące.
Za hodowlę nie mogą odpowiadać osoby, które jej nie rozumieją i nie ponoszą finansowej odpowiedzialności za decyzje w tym zakresie. Przykłady mogę mnożyć. Spójrzmy na to, co się działo podczas Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi w poprzedniej kadencji Parlamentu, gdzie jej ówczesny przewodniczący i jego zastępca mówili: „z tym postępem hodowlanym to dajmy sobie spokój”.
Przykre, ale prawdziwe. To tak, jakby ktoś hodowcom bydła i producentom mleka dał w mordę – przepraszam, Panie Prezydencie, za te słowa, ale podobnie karygodnych wypowiedzi na tej komisji było o wiele więcej. Pamiętam te, gdy pytano się, dlaczego nie stworzono w Polsce nowej rasy bydła.

Powróćmy do tego, co zbudowaliśmy. Dodam, że Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka współpracuje z wieloma wybitnymi postaciami w hodowli bydła zarówno w Polsce, jak i za jej granicami. Podpisanie wzajemnego uznania dla ksiąg hodowlanych z największą tego typu księgą, czyli amerykańską księgą holsztyno-fryzów, było wyrazem dużego uznania dla naszej pracy.

Przejęcie ksiąg hodowlanych oraz oceny wartości użytkowej to znaczące wydarzenia w hodowli bydła mlecznego. Które, poza nimi, zapisały się w Pana pamięci?
W zasadzie miło wspominam cały okres współpracy z tymi, co się na rzeczy znają i z tymi, których trzeba było przekonywać do naszych racji. Największą radość sprawia mi to, że dokonaliśmy postępu hodowlanego i w produkcji mleka. Nasze samice zyskują na wartości hodowlanej, a produkcja mleka ciągle rośnie, czyniąc Polskę kluczowym graczem w Unii Europejskiej. Pomiędzy tymi oboma wartościami zachodzi korelacja: nie byłoby wzrostu produkcji mleka bez wzrostu wartości hodowlanej samic. Jeśli mówimy o wzrostach produkcji, to warto przypomnieć, że rosła liczba krów pod oceną wartości użytkowej, mimo, że nie rosła odpowiednio do tego wzrostu, dotacja rządowa. Nie jestem zadowolony z tego, że nie udało się całej produkcyjnej populacji bydła mlecznego objąć tą dotacją, ale to było niezależne od nas, osób zarządzających w Federacji. Jak wiadomo, ta dotacja, mimo że bardzo wspomagała chów i hodowlę bydła, została ograniczona. Ta decyzja do dziś jest dla hodowców bydła i producentów mleka niezrozumiała, bo wszyscy wiemy, że inwestowanie w ocenę i hodowlę to najtańsza forma wsparcia produkcji mleka.

Ocena wartości użytkowej bydła mlecznego w Polsce osiągnęła poziom światowy. To jest tak oczywiste, że często o tym zapominamy. Jakość i profesjonalizm nie zrodziły się z niczego, lecz z fachowości osób za to odpowiedzialnych i ciągle podnoszących kwalifikacje swoje i pracowników PFHBiPM. Hodowcy sami chcieli realizować ocenę wartości hodowlanych bydła, jednak tego zadania im nie przekazano. Dlaczego?
Zrobiliśmy w tym zakresie wszystko, co było w naszej mocy. Zarząd PFHBiPM podjął decyzję o utworzeniu własnego Centrum Genetycznego, bo nie mogliśmy dłużej czekać na to, aż ocena wartości hodowlanej zostanie nam powierzona. Zainwestowaliśmy w przyszłość, powołując tę jednostkę naukowo-wdrożeniową, uprzednio tworząc Laboratorium Genetyki Bydła, bo nie mogliśmy dłużej czekać na decyzje polityczne w tej sprawie. Patrzyliśmy, jak hodowcy bydła mlecznego i producenci mleka na świecie korzystają z dobrodziejstwa genomiki, wskazując nam drogę, którą powinniśmy podążać. Rządy wielu krajów wspierały w ten sposób hodowlę, a nas pytano się, dlaczego powołujemy Centrum Genetyczne i zatrudniamy w nim specjalistów z tytułami naukowymi w dziedzinie hodowli bydła. Jedyny komentarz, jaki przychodzi mi teraz na myśl, to znane powiedzenie: umiesz liczyć, to licz na siebie. Hodowcy swoimi decyzjami pokazali, że są gotowi robić ocenę wartości hodowlanej bydła, zgłosiliśmy swoją gotowość. Sprawa przybrała jednak inny obrót, ale my nie żałujemy swoich decyzji. Centrum Genetyczne pracuje pełną parą i już udało się wprowadzić do hodowli Indeks Ekonomiczny, a kolejne cechy w ocenie czekają na premierę po tym, jak większa liczba bydła zdefiniuje swoje cechy. Teraz współpracujemy w tym zakresie z Instytutem Zootechniki, którego przedstawiciel wszedł w skład powołanej przez nas Rady Programowej (rady Genetyczno-Hodowlanej). W każdym razie, uważamy, że Instytut Zootechniki, powinien mieć zapewnione finansowanie przez polski rząd po to, żeby mógł wprowadzać kolejne cechy użytkowe bydła do jego oceny wartości hodowlanej.

Sukcesy i porażki to nasze życie, jedne przeplatają się z drugimi. Te drugie, jakie były?
Nie udało nam się przejąć, czy też kupić, spółek inseminacyjnych, mimo że mocno o to zabiegaliśmy. Zawiść goszcząca w nas, Polakach, do tego doprowadziła. W mojej ocenie sprzedaż tych spółek zdefiniowała obecny rynek nasienia samców, na którym – co wynika z naszych analiz udostępnianych co kwartał, bo to jest nasza powinność wobec hodowców – prym wiodą importowane samce. Czy nam to się podoba, czy nie – my nie mamy na to wpływu. Jak wspomniałem, chcemy rozwijać wraz z Instytutem Zootechniki liczbę cech w ocenie wartości hodowlanej samic po to, żeby nie oddawać polskich zasobów bydła w obce ręce.

Ostatnie trzy lata były srogą lekcją demokracji dla Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Wiele osób osobiste ambicje oparło na marce Federacji, na którą pracowano przez dwie i pół dekady. Czy ta lekcja była zbyt surowa?
Rzeczywiście, to była trudna lekcja demokracji, bo okazało się, że w dzisiejszych czasach łatwo rzucić kalumnie na kogoś, a trudniej się bronić. Przypomnę, że tę trudną lekcję odebraliśmy wtedy, gdy został uwolniony rynek usług hodowlanych w Unii Europejskiej, a to daje dużo do myślenia. Wniosek złożony do prokuratury przeciw Prezydium PFHBiPM został odrzucony, a prokuratura umorzyła postępowanie. Federacja przeszła przez te trzy lata jeden niekończący się audyt, a prokuratura sprawdzała też działania jednostek kontrolujących nas. Jak wspomniałem, postępowanie zostało umorzone, a biegły w kilku opiniach wypowiedział się bardzo pozytywnie o osobach, które kierują PFHBiPM. Co nas nie zabije, to nas wzmocni!

Dziękuję za rozmowę. 

Leszek Hądzlik, prezydent PFHBiPM z synem Michałem, lekarzem weterynarii i wnukiem