Choroba niebieskiego języka puka do wrót. Czas na szczepienia, zanim będzie za późno

Polska weterynaria bije na alarm: stoimy w obliczu poważnego kryzysu, który może zdewastować rodzimą hodowlę bydła. Choroba niebieskiego języka (BTV) nieubłaganie rozprzestrzenia się po kraju, a dynamicznie rosnąca liczba całorocznych ognisk to wyraźne ostrzeżenie przed nadchodzącym, letnim uderzeniem. Gwałtowny spadek wydajności mlecznej, poronienia oraz drastyczne obostrzenia w handlu i przemieszczaniu zwierząt mogą zrujnować ekonomicznie niejedno gospodarstwo, zwłaszcza w dobie niskich cen skupu mleka. Ponieważ na rynku nie ma lekarstwa, które uratuje już zainfekowane sztuki, eksperci apelują do producentów o natychmiastowe wdrożenie profilaktyki szczepionkowej. Czasu na zabezpieczenie stad przed biologicznym zagrożeniem pozostało niewiele.

Marcin Jajor

Choroba niebieskiego języka
Począwszy od 2024 r., w Polsce wykryto 96 ognisk choroby niebieskiego języka, w tym 7 w 2024 r., 81 w 2025 r. i 8 w 2026 r., grafika GIW
  • Choroba nie jest zwalczana z urzędu – jeśli uderzy w stado, koszty leczenia, profilaktyki oraz gigantyczne straty produkcyjne w całości obciążą kieszeń hodowcy.
  • Wzrost liczby ognisk w Polsce dowodzi, że patogen ma już charakter endemiczny. Brak zdecydowanych działań grozi rychłym i całkowitym zablokowaniem wywozu polskiego materiału hodowlanego za granicę.
  • Na rozwiniętą infekcję nie ma lekarstwa ani skutecznej procedury weterynaryjnej. Jesteśmy jednym z europejskich liderów w produkcji mleka, a nasza mocna pozycja opiera się m.in. na eksporcie nabiału, dlatego musimy zrobić wszystko, żeby zminimalizować zagrożenia wynikające z choroby niebieskiego języka.

Choroba niebieskiego języka to wirusowa choroba zakaźna niezaraźliwa przeżuwaczy. Zakażenie przenosi się poprzez wektor, którym jest kuczman z rodzaju Culicoides. Dla zapewnienia pełnego cyklu tego owada konieczne jest napicie się krwi (krowy, owcy lub kozy). Wirus namnaża się w organizmie owada, a następnie jest przekazywany kolejnemu zwierzęciu podczas ukąszenia. Do zakażenia może dojść także poprzez łożysko, nasienie buhaja lub skażony sprzęt weterynaryjny. Dominującym serotypem w Polsce jest BTV-3.

Gorączka i gwałtowny spadek produkcji

Do głównych objawów choroby można zaliczyć gorączkę (40–42°C) i obrzęk języka oraz błon śluzowych. Do tego dochodzi ślinotok, owrzodzenia, a w przypadku bydła – zapalenie skóry strzyków, poronienia, rodzenie się słabszych cieląt i gwałtowny spadek wydajności mlecznej. Objawy wyrażone są silniej u owiec, w przypadku których śmiertelność może sięgać od 30 do 70% (w zależności od szczepu).

– Choroba nie stanowi zagrożenia dla ludzi. Wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego, w tym mięso, mleko, skóry i wełna, są w pełni bezpieczne do spożycia i użytkowania – mówi lek. wet. Michał Hądzlik, zaznaczając, że choroba nie jest zwalczana z urzędu, a zatem wszystkie straty związane z jej wystąpieniem ponosi hodowca. Oprócz spadku produkcji mleka dotyczą one kosztów leczenia i profilaktyki oraz ograniczenia w handlu i przemieszczaniu zwierząt, które trzeba planować z odpowiednim wyprzedzeniem.

– Do diagnostyki wirusa choroby niebieskiego (BTV) wykorzystuje się technikę RT-PCR, która wykrywa zakażenie nawet przed wystąpieniem objawów i pozwala na określenie konkretnego serotypu oraz badanie serologiczne (test ELISA). Tym ostatnim wykrywamy przeciwciała, ale nie jesteśmy w stanie określić, z jakim serotypem mamy do czynienia. Metoda stosowana jest do badań przesiewowych i monitoringu – wymienia lek. wet. Hądzlik.

– Choroba nie jest zwalczana z urzędu – przypomina lek. wet. Michał Hądzlik, fot. Marcin Jajor

Rośnie liczba ognisk, a sezon dopiero się zaczyna

Począwszy od 2024 r., w Polsce wykryto 96 ognisk choroby niebieskiego języka, w tym 7 w 2024 r., 81 w 2025 r. i 8 w 2026 r. (stan na koniec marca br., według danych GIW). Co warto podkreślić, problem dotyczy również zimy, bo – podkreśla lek. wet. Sławomir Koźmiński – nowe ogniska są potwierdzane przez cały rok, co świadczy o endemicznym charakterze wirusa. Biorąc jednak pod uwagę, że zgodnie z powszechną wiedzą owady będące wektorem zakażenia największą aktywność wykazują w miesiącach letnich, znajdujemy się w okresie, który może poprzedzać gwałtowny wzrost ognisk.

– W momencie, w którym pojawią się objawy, nie ma na świecie takiego lekarza weterynarii i takiej procedury, która wyleczy zwierzęta – podkreśla lek. wet. Koźmiński. Zwraca uwagę, że w odróżnieniu od wielu krajów w Europie Zachodniej, gdzie prowadzone są programy zwalczania choroby niebieskiego języka – w Polsce nie przykłada się do tego należytej wagi, a skala jej występowania może być niedoszacowana.

– Polska jest jednym z kluczowych producentów mleka w Europie, a wysoki poziom oraz jakość materiału hodowlanego lokują nas w gronie liderów państw UE. Niestety, już niedługo może się okazać, że nie będziemy mieli możliwości eksportować naszego materiału hodowlanego poza polskie granice – ostrzega lek. wet. Koźmiński.

Postaw na szczepienie

Obok ograniczenia transmisji samego wirusa, które sprowadza się m.in. do utrzymywania zwierząt w budynkach podczas szczytowej aktywności owadów (rano i wieczorem) czy montażu siatek ochronnych z oczkami o średnicy poniżej 1 mm w otworach wentylacyjnych, a także stosowania repelentów, najbardziej skutecznym narzędziem walki z chorobą niebieskiego języka są szczepienia zwierząt. Jak mówi lek. wet. Koźmiński, aktualnie na rynku dostępne są dwa preparaty dla bydła i owiec. Koszt dawki wynosi 20–30 zł, co wiąże się z wydatkiem ok. 1000–1500 zł w przypadku stada 50 krów. Szczepienie powinno się rozpocząć co najmniej 30 dni przed sezonem aktywności wektora. Należy podać dwie dawki w odstępie 21–28 dni. Odporność uzyskiwana jest po ok. 10 dniach od podania drugiej dawki. Zgodnie z aktualnym stanem wiedzy szczepienie przypominające należy przeprowadzić po roku.

– Szczepienia przynoszą wiele korzyści. Obok redukcji wiremii obniżamy straty produkcyjne i możemy łatwiej transportować zwierzęta w obrębie stref BT i poza nie. Chronimy też cielęta, pod warunkiem dobrze wykonanego transferu odporności biernej (matka musi być zaszczepiona przed kryciem lub co najmniej 28 dni przed porodem – przyp. red.) – wymienia lek. wet. Koźmiński.

– Czas na zabezpieczenie stad przed biologicznym zagrożeniem – podkreśla lek. wet. Sławomir Koźmiński, fot. Marcin Jajor

Przemieszczanie zwierząt – co mówią przepisy?

W przypadku podejrzenia występowania choroby niebieskiego języka w stadzie należy to natychmiast zgłosić powiatowemu lekarzowi weterynarii (PLW) i odizolować zwierzęta. Nie można też dokonywać żadnych przemieszczeń bez decyzji PLW. Ponadto gospodarstwo objęte jest wzmożonymi kontrolami i nakładany jest na nie obowiązek raportowania zdrowia zwierząt. Z kolei wokół ogniska wyznaczana jest co najmniej 150-kilometrowa strefa ochronna.

Zasady przemieszczania zwierząt z obszaru, „który nie jest wolny od zakażenia wirusem BT ani nie jest objęty programem likwidacji zakażenia wirusem BT”, różnicują dwie grupy zwierząt, które wymienia lek. wet. Sławomir Koźmiński:

– w wieku powyżej 90. dnia życia – przemieszczenie może dotyczyć zwierząt, które były chronione przed atakiem wektorów za pomocą insektycydów lub środków odstraszających przez co najmniej 14 dni przed datą przemieszczenia. W tym okresie przeszły z wynikiem ujemnym badanie metodą PCR przeprowadzone na próbkach pobranych co najmniej po upływie 14 dni od daty rozpoczęcia ochrony przed atakami wektorów. Drugi wariant dotyczy zwierząt, które zostały zaszczepione przeciwko wszystkim serotypom wirusa BTV zgłoszonym w ciągu ostatnich dwóch lat w regionie. Przemieszczenie może nastąpić co najmniej 30 dni po pierwszym szczepieniu (jeśli zastosowana szczepionka wymaga podania jednej dawki) lub 10 dni od drugiego szczepienia (w przypadku dwóch dawek). Zwierzęta muszą być w okresie odporności poszczepiennej;

– w wieku poniżej 90. dnia życia – przemieszczane zwierzę musi pochodzić od matki zaszczepionej przeciwko wszystkim serotypom choroby niebieskiego języka (1–24) zgłoszonym w ciągu ostatnich dwóch lat w regionie. Matka musi być zaszczepiona przed kryciem lub co najmniej 28 dni przed porodem (musi być w okresie odporności).

Drugi wariant dotyczy zwierząt, które były chronione przed atakiem wektorów za pomocą insektycydów lub środków odstraszających przez co najmniej 14 dni przed datą przemieszczenia i w tym okresie przeszły z wynikiem ujemnym badanie metodą PCR przeprowadzone na próbkach pobranych co najmniej po upływie 14 dni od daty rozpoczęcia ochrony przed atakami wektorów.

Istnieją również wytyczne stosowane do wszystkich zwierząt niezależnie od wieku. Kluczowy wymóg dotyczy utrzymywania zwierząt przez co najmniej 60 dni przed przemieszczeniem w strefie uznanej za sezonowo wolną od zakażenia BTV. Okres ten może być krótszy, tj. 28 dni – jeśli zwierzęta przejdą badanie serologiczne z wynikiem ujemnym, lub 14 dni – w przypadku ujemnego wyniku badania RT-PCR.

Kiedy można przemieścić zwierzęta?

Na przemieszczenie bydła poza strefę BTV (zgodnie z rozporządzeniem MRiRW) powiatowy lekarz weterynarii może wydać zezwolenie w przypadku, gdy:

  • w okresie nie dłuższym niż 30 dni przed przemieszczeniem w gospodarstwie nie potwierdzono choroby niebieskiego języka;
  • nie wcześniej niż 30 dni przed przemieszczeniem od zwierząt zostały pobrane próbki do badania laboratoryjnego w kierunku choroby niebieskiego języka metodą serologiczną i uzyskano wynik ujemny;
  • posiadacz zwierząt, które mają zostać przemieszczone, poinformował powiatowego lekarza weterynarii (właściwego ze względu na miejsce, do którego te zwierzęta mają zostać przemieszczone) o zamiarze dokonania takiego przemieszczenia nie później niż 48 godzin przed planowanym terminem tego zdarzenia.

– Gorąco namawiam wszystkich hodowców do szczepienia zwierząt przeciwko chorobie niebieskiego języka. Jeżeli ktoś tego nie zrobi przed sezonem największej aktywności owadów, to po zakażeniu nie da się nic więcej zrobić! Oczywiście, w większości przypadków przebieg choroby jest bezobjawowy, ale jeśli już kliniczne objawy wystąpią – to sytuacja hodowców jest nie do pozazdroszczenia, tym bardziej w sytuacji niskich stawek mleka w skupach – podsumowuje lek. wet. Koźmiński.


.

Reklama