Francuska wieś pod ochroną. Czas na Polskę?

Ustawa o „ochronie sensorycznego dziedzictwa wsi” jest wielkim zwycięstwem francuskich rolników w konflikcie z bogatym mieszczaństwem.

Autor: Mateusz Uciński

Coraz częściej spotykamy się z sytuacjami, że mieszkańcy miast, posiadający nieruchomości letniskowe na terenach wiejskich, uskarżają się na związane z lokalizacją domów niedogodności, takie jak nieprzyjemne zapachy, czy odgłosy z hodowli czy prac rolniczych. Wiele z tych spraw kończy się w sadach, których wyroki wcale nie są korzystne dla rolników. Z podobnych przyczyn zablokowano budowę wielu inwestycji gospodarskich.

Jak się okazuje, to nie tylko polski problem, podobne kłopoty mieli od dawna mieszkańcy wielu wsi we Francji. Nasilił się on z powodu pandemii, kiedy wielu mieszkańców miast przeniosło się na wieś i zaczęło zgłaszać pretensje co do warunków w jakich umiejscowione są ich domy. Dochodziło do absurdalnych sytuacji, na przykład sąsiadka pewnego francuskiego rolnika pozwała go na 5 tys. euro, ponieważ jego kaczki kwakały zbyt głośno i odgłosy te uniemożliwiają jej korzystanie z tarasu nowo zakupionej willi. Podobny pozew został wytoczony rolnikom przez ich sąsiadów w związku z porannym pianiem ich koguta Maurice’a. Wywołało to protesty w internecie, stworzono nawet petycję o uratowanie życia ptaka. Szczytem tej paranoi było zachowanie turystów, który poprosili burmistrza jednego z miast w południowej Francji o zabicie cykad środkami owadobójczymi ze względu na hałas, który tworzą. Na szczęście w większości takich spraw, jeżeli trafiły na wokandę, sąd stawał po stronie rolników.

Na szczęście sytuacja została uregulowana „odgórnie”. 21 stycznia 2021 r. francuski Senat ostatecznie przyjął ustawę o „ochronie sensorycznego dziedzictwa wsi”, tj. ochronie hałasów i zapachów na wsi. Zdaniem Joël Giraud, sekretarz ds. obszarów wiejskich – „Nasze tereny wiejskie to nie tylko krajobrazy. Są to również dźwięki, zapachy, czynności i praktyki, które są częścią naszego dziedzictwa. Ważne jest, aby to zintegrować. To jest przedmiotem art. 1 [ustawy], definicji zawartej w kodeksie ochrony środowiska odnoszącej się do dźwięków i zapachów charakteryzujących naturalne środowiska lądowe i morskie.”

Bardzo nam się podoba takie rozwiązanie prawne, które jednoznacznie stwierdza, że wieś jest wsią z całym jej „dobrodziejstwem”. Analogiczna ustawa, wzorowana na tej francuskiej bardzo przydała by się i w naszym kraju. Skończyły by się przepychanki „mieszczuchów” z „miejscowymi”, które chociaż czasami przypominają perypetie rodem z czeskiej komedii „Pod jednym dachem”, to jednak kosztują masę nerwów i nie okłamujmy się, także pieniędzy potrzebnych na koszty sądowe.

Zbliżające się wydarzenia