II Konferencja eMastitis wystartowała

W Poznaniu rozpoczęła się II Międzynarodowa Konferencja eMastitis. W tym roku organizatorzy postawili pytanie hala czy robot? W którą stronę pójdziemy? Jak coraz powszechniejsza robotyzacja doju wpływa na zdrowie wymion?

autor: Mira Wieczorek

Program wydarzenia koncentruje się na porównaniu systemów doju – hali udojowej i robota udojowego – oraz poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, czy istnieje „idealny” system. Wśród prelegentów znaleźli się m.in. eksperci z USA – prof. Douglas Reinemann z Uniwersytetu Wisconsin–Madison, Hiszpanii – lek. wet. Demetrio Herrere z uniwersytetu Autonomicznego w Barcelonie, Węgier – dr Peter Kovacs.

Występujący skupiali się na zagadnieniu zdrowotności wymion w tradycyjnych i automatycznych systemach doju oraz zarządzaniu zdrowotnością wymion w gospodarstwach korzystających z automatycznego doju.

Rodzaj doju

Statystyki nie kłamią – w 2025 r. mieliśmy już 50 tys. robotycznych systemów udojowych, eksploatowanych w 40 krajach. A to oznacza, że około 28% gospodarstw mlecznych na świecie wdrożyło już technologię automatycznego doju. To też potężny biznes – wielkość globalnego rynku automatycznych maszyn udojowych w tym roku szacowana jest na 931,71 mln USD. 

Ponad połowę (55%) wszystkich instalacji AMS nadal znajduje się w Europie. Ameryka Północna ma ok. 23% globalnego rynku, Azja i Pacyfik: ok. 18% instalacji. Same Chiny mają ponad 4200 systemów.

– Moim zdaniem roboty są po prostu lepsze i dla krów, i dla ludzi. Żeby jeszcze były konkurencyjne ekonomiczne – podzielił się swoja opinią prof. Douglas Reinemann. W Wisconsin coraz więcej gospodarstw inwestuje w roboty. Ale nie ze względu na rosnące koszty pracy, ale ze względu na dobrostan, który na całym świecie zyskuje na znaczeniu.

– Mamy wiele farm, które 25 lat temu zainwestowały w robota na 60 krów, potem w drugiego na 120 i dziś mają wielokrotność tych krów i tych robotów. Przyszła zmiana pokoleniowa – młodzi postawili ultimatum – albo roboty, albo rezygnacja z produkcji mleka. To jedna grupa hodowców, ale są też fermy, które doiły na karuzelach 80-stanowiskowych i przechodzą na roboty dojąc po 3–4 tys. krów. Jest to droższe, ale nie na tyle, by zrezygnować z robotyzacji – mówił profesor.

Mastitis

Czynniki ryzyka dla mastitis są raczej stałe – higiena, rutyna doju, środowisko. Na LKS ogromny wpływ ma higiena – strzyków i nóg. Jeśli 100% krów dostanie ocenę 1 w skali czystości, o mastitis możemy zapomnieć. Jeśli 80% dostanie ocenę 1–2, zawsze trafi się zapalenie wymienia, ale nie będzie dramatu.

W oborach robotowych trudniej jest utrzymać czystość, bo stanowiska nigdy nie są puste.

– Środowisko to pierwsza rzecz, którą trzeba kontrolować, niezależnie od systemu doju – mówił lek. wet. Demetrio Herrere.