Na głęboką wodę
Rezygnacja z produkcji mleka i przejście na opas bydła? Taką historię słyszał chyba każdy. Ale droga w drugą stronę wciąż należy do rzadkości. Jeszcze rok temu bohater naszego reportażu utrzymywał wyłącznie bydło mięsne. Dziś realizuje się jako hodowca bydła mlecznego i codziennie doi już blisko 60 krów.
autor: dr Mira Wieczorek
Remigiusz Kozłowski z Trzeciewnicy ma zaledwie 25 lat, ale wyzwań się nie boi. – Wszystko zaczęło się w 2021 r., kiedy rodzice przepisali mi gospodarstwo. Utrzymywaliśmy wtedy 20 mamek limousine z przychówkiem w chowie alkierzowym na 10 ha (plus dzierżawy). Z czasem udało się dokupić kolejne 10 ha i powiększyć stado do 30 mamek. Podświadomie czułem jednak, że to nie wszystko, co chcę w życiu robić – wspomina.

Pomysł na życie
Zanim postawił na pełnoetatowe rolnictwo, próbował różnych dróg zawodowych. Najpierw była straż pożarna, później niemal cztery lata pracował jako ratownik-kierowca karetki w pogotowiu. – Gdzieś z tyłu głowy zawsze była myśl o pracy wyłącznie na gospodarstwie – przyznaje. – Zimą dało się pogodzić dyżury 24- i 36-godzinne z pracą przy mamkach, bo obsługa stada zajmowała 1–2 godziny dziennie. Gorzej było wiosną i latem, gdy ruszały intensywne prace polowe. Przy blisko 80 ha z dzierżawami zdarzało się, że rodzice musieli radzić sobie sami.
Skok na głęboką wodę
We wrześniu 2024 r. Kozłowscy postawili halę namiotową dla bydła mięsnego. – A pół roku później pojechałem do znajomego tylko „zobaczyć” halę udojową DeLaval 2 × 9 stanowisk. Ostatecznie ją kupiłem. Miesiąc później, wspólnie z rodzicami, narzeczoną i wujkiem, z którym prowadzimy gospodarstwo, podjęliśmy decyzję: wchodzimy w produkcję mleka. Brzmi spontanicznie, ale tak naprawdę ten pomysł dojrzewał we mnie prawie trzy lata – przyznaje młody gospodarz.

Gdzie postawić krowy?
Jednym z największych dylematów była kwestia lokalizacji nowego stada. Rozważano różne warianty, w tym adaptację jednego ze starych budynków. Ostatecznie zdecydowano, że krowy mleczne trafią do hali namiotowej postawionej rok wcześniej.
– Hala była jednak przystosowana do świeżo wycielonych mamek: inne wygrodzenia, inne kojce. Wszystko trzeba było wyrzucić – mówi hodowca. – Dziś uważam, że była to jedna z najlepszych decyzji. Hala daje możliwość dalszego powiększania stada i zapewnia wysoki dobrostan: dobrą wymianę powietrza, głęboką ściółkę i swobodę ruchu. W starym budynku zmieściłoby się maksymalnie 30 krów w doju, tutaj docelowo wejdzie ich dwa razy więcej.
Nie obyło się bez formalności – konieczne było uzyskanie pozwolenia budowlanego na przeniesioną w całości halę udojową dobudowaną do hali namiotowej.

Pierwsze mleko
Od pomysłu do realizacji droga bywa długa – ale nie w tym przypadku. Ze sprzedaży 18 jałówek limousine do zacielenia Kozłowscy zakupili 15 jałówek mlecznych. Kolejne 20 zacielonych jałówek, z terminami wycieleń na listopad i grudzień, przyjechało już w sierpniu. Równolegle trwały poszukiwania mleczarni gotowej odbierać początkowo niewielkie ilości surowca. Wybór padł na Spomlek, oddział Chojnice. Od 1 listopada ruszył odbiór mleka – na początek około 15 tys. litrów miesięcznie od pierwszych wycielonych krów.

Największe wyzwania
– Mimo że od dziecka miałem kontakt z krowami, produkcja mleka okazała się zupełnie nowym doświadczeniem. Obsługa zwierząt była mi znana, ale żywienie krów mlecznych i dój – już nie. Ogromne wsparcie i wiele praktycznych rad dostałem od Piotra Borkowskiego z Federacji, który na bieżąco korygował moje błędy, uczył rutyny doju i odpowiadał na niekończące się pytania – przyznaje młody gospodarz.
Hodowca już w lecie przygotował bazę paszową dla stada mlecznego – posiał lucernę, zakisił ziarno kukurydzy w rękawach. Pierwsza ułożona dawka nie spełniła oczekiwań – krowy jadły zbyt mało (30 kg TMR) i mleka też dawały zbyt mało (25 kg). Po szybkiej modyfikacji dawka ustawiona jest obecnie na 34 kg mleka, wzrosło też pobranie TMR (do 57 kg) i dzienna wydajność – 32 kg na krowę.
– Trzeba uważnie obserwować zwierzęta i wyciągać wnioski – potwierdza nasz rozmówca, dodając: – Podobnie było z poidłami: w hali zamontowaliśmy zarówno miskowe, jak i wanny. Krowy jednoznacznie wybrały wanny; z misek nie korzystały wcale. Musieliśmy też zmienić wysokość rur karkowych nad stołem paszowym, które zostały po mamkach limousine, oraz dostosować średnicę gum strzykowych do krótkich i grubych strzyków przeważających w stadzie. Do dziś nie wiem, czy to gumy były za małe, czy krowy stresowały się, oddając mleko. Dość że przez dłuższy czas nie chciały „puszczać mleka”. Po zmianie gum problem zniknął.


Profilaktyka i odchów
Dziś znacznie częściej niż wcześniej w gospodarstwie bywa lekarz weterynarii. Wspólnie z nim przygotowano kompleksowy program profilaktyki.
– Stado mięsne przebywa w osobnych budynkach, więc kwarantanna zakupionych krów mlecznych wyszła nam naturalnie – tłumaczy hodowca. – Szczepimy oba stada na BVD, a jałówki mleczne wysokocielne dodatkowo na rota- i koronawirusy na dwa tygodnie przed porodem. Cielęta po urodzeniu są osuszane i w ciągu 30 minut trafiają do budek w starej stodole, gdzie otrzymują 3 litry siary sondą. Zakupiliśmy już refraktometr i mierzymy jakość siary. Jest dobrze – dotychczas wszystkie próbki miały wartość Brix między 23 a 27% – dodaje.
Wiedza pilnie potrzebna
Od samego początku hodowca zgłosił stado do kontroli użytkowości mlecznej PFHBiPM. Pierwszy próbny udój przyniósł bardzo dobre wyniki: ponad 28 kg mleka dziennie, tłuszcz 3,49%, białko 3,26%, mocznik 113 mg/ml, kazeina 2,88%, LKS 109 tys./ml, bakterie – 17 w mililitrze. Kolejny próbny udój w grudniu potwierdził dobrą tendencję.
– Nie mam dużego doświadczenia, ale jeśli chciałbym cokolwiek konsultować, muszę opierać się na liczbach. W raportach oceny mam czarno na białym, co się dzieje w stadzie – i zdrowotnie, i żywieniowo. Ważne, by nie zaczynać od błędów – wyjaśnia swój wybór Remigiusz Kozłowski.
Dane z oceny uzupełnia system SenseHub, dostarczający informacji o przeżuwaniu, aktywności i rujach. Całość spina aplikacja SOL.
Największe zaskoczenie
– Największe zaskoczenie? Jeszcze przede mną – śmieje się hodowca. – Nie spodziewałem się jednak, że bydło mleczne to aż tyle obowiązków. Tu łatwo o błędy, których skutki widać dopiero po czasie.
Jako przykład podaje zbyt intensywne żywienie jałówek cielnych.
– Teraz mam ciężkie wycielenia, bo zwierzęta są po prostu „zbyt okrągłe”. Zdobywam więc nowe doświadczenie w pomocy okołoporodowej – kompletnie mi nieznane wcześniej, bo mamki mięsne zawsze cieliły się same i zazwyczaj bezproblemowo. Wycielacz wprawdzie w stadzie był, ale dopiero teraz uczę się, jak go używać.

Plany na najbliższy czas
Obecnie w doju jest około 60 krów.
– Mogę dokupić jeszcze kilka sztuk, ale tylko tyle, by dój nie przekraczał godziny przy dwóch osobach – mówi Remigiusz. – Teraz najważniejsza jest aklimatyzacja i dostosowanie się do nowych warunków – zarówno dla zwierząt, jak i dla nas. W planach są dalsze prace nad żywieniem, rozdojeniem stada, doborem buhajów pod kątem łatwych wycieleń oraz poprawą odchowu cieląt, m.in. wyborem odpowiedniego preparatu mlekozastępczego.
– Priorytetem jest utrzymanie około 30 litrów mleka dziennie od krowy i utrzymanie dobrego zdrowia stada: niskiej LKS, bez kwasicy i ketozy. Reszta będzie przychodzić krok po kroku – podsumowuje.