Ocena krów z robotem
Mateusz Kubiak, hodowca z Ostrobudek, umiejętnie łączy nowoczesne technologie z tym, co w jego gospodarstwie funkcjonuje od lat – oceną wartości użytkowej krów.
tekst i zdjęcia: dr Mira Wieczorek
Choć początkowo robot udojowy miał być wyłącznie urządzeniem do doju, z czasem stał się kolejnym, niezwykle cennym źródłem informacji o stadzie. Dziś Mateusz Kubiak nie wyobraża sobie zarządzania produkcją bez danych z robota ani raportów Federacji. – Codziennie sprawdzam raport zdrowia i wymienia oraz raport aktywności i przeżuwania. Gdy tylko pojawia się problem, decyzja zapada szybko. Dane z robota, raporty wynikowe z Federacji i aplikacja SOL właściwie same „prowadzą” stado i podpowiadają, co robić. Ode mnie zależy tylko, jak tę podpowiedź wykorzystam. Inwestycja w robota zwróciła się przede wszystkim w postaci wolnego czasu. Zamiast sześciu godzin dziennie spędzanych w hali udojowej, w oborze jestem może godzinę. Resztę mogę kontrolować z domu lub z dowolnego miejsca. Ta „reszta” to analiza danych i raportów dostępnych w systemie operacyjnym robota – wyjaśnia hodowca.

Hodowla z tradycjami
Mateusz Kubiak wraz z żoną Agatą od pięciu lat kontynuuje rodzinne tradycje hodowlane. W 2020 r. przejął 30 krów od swojej mamy – Elżbiety Mazurek, znanej w Polsce hodowczyni, której stado przez wiele lat znajdowało się w czołówkach krajowych rankingów.
Znając realia rynkowe, szybko zdał sobie sprawę, że przy takiej liczbie krów trudno będzie w przyszłości utrzymać gospodarstwo. Sytuację dodatkowo skomplikowała konieczność likwidacji drugiego filaru produkcji – hodowli świń – z powodu ASF. Już wtedy zapadła decyzja o stopniowym podwojeniu liczby krów w doju, do 55–60 sztuk. W tym celu sukcesywnie adaptowano budynki po trzodzie oraz garaże.
Wszystkie zwierzęta pochodzą z własnego chowu. Łącznie, wraz z cielętami, młodzieżą i wolcami, stado liczy dziś blisko 200 sztuk.
Wizytówka Gospodarstwa
Agata i Mateusz Kubiakowie
Ostrobudki, powiat rawicki
· 55 krów w doju
· 50 ha użytków rolnych
(w tym 32 ha dzierżawy)
· średnia wydajność: 15,5 tys. kg mleka
· 1 robot udojowy Lely Astronaut A5
Nie tak różowo
Powiększenie stada i rosnąca wydajność przyniosły jednak także problemy. Czas doju znacznie się wydłużył – zamiast półtorej godziny trwał już trzy, a nawet więcej. Zaczęło brakować czasu na inne prace.
Rozwiązaniem okazał się zakup robota udojowego, co wiązało się z koniecznością modernizacji obory. Budowy nowego obiektu hodowca nie brał pod uwagę ze względu na niepewną sytuację gospodarczą: pandemię, a później wojnę na Ukrainie.
– Starą oborę też da się przerobić, trzeba tylko dobrze to przemyśleć – mówi Mateusz Kubiak. Potwierdzeniem tych słów jest średnia wydajność stada: 15,5 tys. kg mleka przy 3,5% tłuszczu i 3,2% białka.

Robot firmy Lely stanął w dawnej poczekalni – najjaśniejszym miejscu obory, z dobrym dostępem do świeżego powietrza. Bezpośrednio przy nim wygospodarowano dużo przestrzeni oraz zamontowano czochradło. W oborze znajdują się dwa stoły paszowe i 64 legowiska dla 55 krów, tak aby zwierzęta mogły swobodnie wybierać miejsce odpoczynku.
Jak w masło
Mimo początkowych obaw – głównie o ewentualny spadek wydajności – aklimatyzacja przebiegła bezproblemowo. Przez pierwsze trzy tygodnie robot pełnił funkcję stacji paszowej, co pozwoliło krowom przyzwyczaić się do nowego miejsca i skojarzyć robota z czymś pozytywnym, czyli jedzeniem. Gdy większość zwierząt zaczęła samodzielnie wchodzić do robota, w sierpniu 2024 r. uruchomiono dój. Wydajność nie tylko nie spadła, ale wręcz wzrosła. Wszystkie krowy doskonale poradziły sobie w nowym systemie, dzięki czemu nie było potrzeby brakowania choćby jednej sztuki.
– Muszę jedynie pilnować zasuszeń i tak nimi sterować, by w doju nie było więcej niż 55 krów. To konieczne, bo średnia dzienna wydajność przekroczyła już 50 litrów – tłumaczy hodowca.
Zamiast dwóch dojów dziś wykonują w gospodarstwie średnio 3,5 doju na dobę. Efekt? Liczba komórek somatycznych w mleku rok do roku spadła z 350 tys. do 77 tys. na ml mleka. Wpływ na to miały również inne zmiany: legowiska podsypano piaskiem, do kubków udojowych wróciła guma zamiast silikonu, a do mycia dodano więcej kwasu octowego.

SOL-a przegląda równie często jak media społecznościowe.
Sekret tkwi w danych
Liczby mówią dużo, przede wszystkim po nich widać efekt zmian.
– A do poprawy zawsze coś znajdę. Teraz skupiam się na rozrodzie, choć przy takiej wydajności będzie to trudne. Organizm krowy jest mocno obciążony produkcją mleka i problemem staje się w szczycie laktacji pokrycie jej wszystkich potrzeb energetycznych. Hodowca ma nadzieję, że wyniki poprawi kurs inseminatorów – będzie można bardziej precyzyjnie wstrzelić się w okienko inseminacyjne, bardzo wąskie przy takich wydajnościach. Obecnie zużycie nasienia to 1,7 porcji dla jałówek i 2,6 dla wieloródek, przy okresie międzywcieleniowym 385 dni (do 392).
– Nie jest źle, choć mogłoby być lepiej – komentuje rozmówca, dodając: – Dwa pierwsze krycia są zawsze z nasieniem seksowanym, kolejne już z konwencjonalnym (ok. 25% urodzonych cieląt to byczki, które po kastracji zostają na opas). Ale akurat tego nie chcę zmieniać, bo w stadzie zawsze stawialiśmy na najlepszą genetykę.
Hodowca sam zajmuje się doborem, stawiając głównie na wydajność (większość krów i tak już ma ładne wymiona, dlatego nie ma potrzeby selekcji pod tym kątem). Genotypowane są wszystkie urodzone jałówki.
Być albo nie być
– Nie rozumiem hodowców, którzy nie liczą kosztów. W końcu od ekonomii zależy nasz rozwój. Przez ponad dwa lata był dobry czas dla producentów mleka – cena wysoka, to i pomysły na rozwój. Teraz od pół roku jedziemy na hamulcu. W listopadzie mleczarnia płaciła 2,11 zł/l, w grudniu kolejne 0,2 zł mniej. Przy kosztach produkcji (wraz z obsługą) 1,36 zł/l i tak nie mogę narzekać. Dużo robi skala produkcji – wiele kosztów jest stałych, niezależnie od tego, czy mleka jest dużo, czy mało. A u nas jest dużo – kalkuluje Mateusz Kubiak.
Wielu hodowców planujących instalację robotów obawia się większego zużycia energii. Jak pokazuje przykład gospodarstwa Kubiaków – niesłusznie. Robot wykonuje o jedno mycie podstawowe więcej niż hala udojowa (3 vs 2), zużywa więc trochę więcej chemii i dodatkowo kwas nadoctowy do dezynfekcji między dojami.
– Wszystko zwraca się w mleku – przekonuje hodowca. Mniej stanów zapalnych wymienia i niższe LKS to więcej surowca i praktycznie brak mleka odpadowego. Robot wcześniej informuje o problemie z wymieniem, więc 90% interwencji kończy się podaniem leków przeciwzapalnych. Wcześniej część zapaleń generowała słoma na legowiska – kupna, a więc różnej jakości. Po zmianie na piasek to też się skończyło.
Bez oceny się nie uda
– Przy takiej wydajności jak u nas bez raportów wynikowych PFHBiPM nie wyobrażam sobie prowadzenia stada. Tu liczą się niuanse – twierdzi Mateusz Kubiak. Jako przykład podaje sytuację z dwóch poprzednich lat: nawracające poronienia w 3. miesiącu ciąży (stado jest wolne od IBR i BVD), do tego dość wysoka somatyka. Podejrzewaliśmy, że może ktoś z zewnątrz coś przynosi, ograniczyliśmy więc wizyty osób postronnych do minimum, wprowadziliśmy ostry reżim sanitarny – odzież, obuwie ochronne (to akurat zostało do dziś). Winowajcą okazał się mocznik, którego poziom, choć w górnej granicy normy (270 mg/l), był jednak zbyt wysoki. Wspólnie z doradcą żywieniowym i lekarzami weterynarii podjęliśmy decyzję, by postarać się obniżyć poziom mocznika do 220 mg/l. Mocno zadbałem o jakość pasz objętościowych – podsiew trawami białkowymi, lucerna, do tego aminokwasy chronione, metionina i cholina, oraz środki na mykotoksyny. Krowy pobierają więcej pasz objętościowych, a mniej treściwych, co widać we wzroście tłuszczu w mleku. Dawka jest tańsza, zdrowsza i nie obciąża tak wątroby zwierząt.
Robot – próbkobiorca
To dla właścicieli robotów Federacja wprowadziła ocenę metodą B.
– Wcześniej korzystałem z oceny AT4. Gdy tylko pojawiła się możliwość przejścia na ocenę metodą B, zaraz z niej skorzystałem. Dla mnie to mniejsze koszty, nawet o połowę (z 13 tys. zł rocznie do 6,5 tys. zł). Próbki raz w miesiącu pobiera robot. Ja tylko muszę odebrać od naszej zootechniczki Pauliny Wawrzyniak specjalną kasetę na próbki mleka i podpiąć ją do robota. Urządzenie zawiadomi SMS-em, kiedy skończy zbierać próbki mleka od wszystkich krów w stadzie. Kasetę sam odwożę do laboratorium oceny. A że równolegle korzystam z SOL-a, wiele informacji można zaciągnąć z aplikacji. Resztę trzeba wprowadzić ręcznie, ale jak się to robi na bieżąco, nie ma błędów. A Federacja już pracuje nad tym, żeby informacje z SOL-a zaciągały się automatycznie – wyjaśnia Mateusz Kubiak.
Aplikacja SOL
To prawa ręka Mateusza Kubiaka, który aplikację użytkuje już niemal rok. Sam wprowadza zdarzenia (ma dzięki temu zniżkę), ale oprócz korzyści finansowych, przed wszystkim nie musi prowadzić papierowych kart jałówki-krowy, no i zawsze ma informacje „pod ręką”, czyli w smartfonie.
– Aplikacja wiele potrafi, a nad tym, czego jeszcze nie potrafi, informatycy pracują na bieżąco. Na co dzień korzystam z komunikatów „co na dziś” (które cielęta odstawić od mleka, którym jałówkom został miesiąc do porodu, które krowy przeprowadzić na porodówkę na ostatni miesiąc zasuszenia). Oprócz tego system daje informacje o krowach w rui, krowach pokrytych i tych do krycia, krowach do badania przed pierwszym kryciem po porodzie itp.
Żywienie na szóstkę
Wysoka wydajność to w głównej mierze wynik perfekcyjnego żywienia, o które hodowca zadbał dużo wcześniej.
– Areał mamy dość ograniczony: zaledwie 20 hektarów własnych i 35 hektarów w dzierżawach. Uprawiamy „klasykę” przy krowach mlecznych – kukurydzę na kiszonkę, trawy, lucernę i zboża – mówi Mateusz Kubiak.
TMR jest ustawiony na 40 (czasem więcej) litrów mleka, a w robocie krowy pobierają, w zależności od wydajności, maksymalnie 7 kg paszy treściwej. Od jesieni do wczesnej wiosny krowy dostają paszę raz dziennie, gdy robi się cieplej – dwa razy dziennie. W sumie zjadają ok. 57 kg paszy na sztukę, produkując średnio 43 l (pierwiastki) i 53 l mleka dziennie (wieloródki). Hodowca ciekawie oblicza zapotrzebowanie na TMR, który przygotowuje zawsze samodzielnie w wozie paszowym. Jeśli w stadzie jest 15 pierwiastek, są one traktowane jako 0,7 sztuki dorosłej (15 × 0,7 = 11), czyli TMR przygotowujemy dla 11 sztuk pierwiastek + 40 krów dorosłych, co daje 51 sztuk. Krowy mają wystarczająco dużo paszy, a nic się nie marnuje.
Apetyt na więcej
Robot miał zapewnić tylko więcej czasu wolnego, ale dał znacznie więcej.
– Nauczyłem się maksymalnie wykorzystywać i łączyć wszelkie dostępne informacje – przyznaje Matusz Kubiak, podając przykład: – Jeśli robot wysyła komunikat, że przeżuwanie na krowę wynosi 570, a z raportu federacyjnego wynika, że wartość mocznika wynosi 220, wiem, że jest dobrze. Jeśli przeżuwanie spada do 500, mocznik rośnie do 270 – wiem, że trzeba zacząć działać. Przeżuwanie rzędu 450 to ostatni moment, by podać kwaśny węglan sodu, bo krowy się zakwaszają.
Pełen obraz sytuacji w stadzie będzie dopiero wtedy, gdy wszystkie krowy zakończą już laktację, w którą wchodziły, dojąc się już na robocie. Jednak już ze wstępnych obserwacji widać, że pik laktacji pojawia się wcześniej – około 10. dnia.
– Już myślę, jak tę informację wykorzystać: co podać i kiedy. Myślę też o drugim robocie i małym powiększeniu stada (na pewno nie dwukrotnym). Bo prawdziwy potencjał genetyczny zwierzęta pokażą tylko wtedy, kiedy będą miały pełną swobodę. To robot ma czekać na krowę, a nie krowa na robota – podsumowuje Mateusz Kubiak.
Komplet informacji

Od stycznia 2024 r. PFHBiPM wprowadziła nową formę realizacji usług z zakresu oceny wartości użytkowej krów w kierunku cech produkcji mleka, tzw. metodę B. Jest ona przeznaczona dla właścicieli stad dojonych w systemach robotowych. W tym modelu realizacji usługi za prowadzenie próbnych dojów oraz zbieranie informacji odpowiadają sami hodowcy, a nie zootechnik oceny PFHBiPM. Gromadzenie próbek odbywa się automatycznie (wykluczamy więc ewentualny błąd spowodowany czynnikiem ludzkim), bez angażowania hodowcy, który wcześniej musi tylko przejść przeszkolenie, jak prawidłowo podpiąć kasetę z probówkami do robota. Po zgromadzeniu próbek od wszystkich krów (najczęściej po 8–12 godz. od rozpoczęcia pobierania) hodowca dostaje informację na telefon. Kasetę z próbkami odbiera i zawozi do laboratorium albo zootechnik, albo sam hodowca.