Pasjonaci z Suchorączka

Ryszard Słupikowski wraz z synem Radosławem z Suchorączka skutecznie rywalizują o zaszczytne laury hodowlane na regionalnych wystawach zwierząt w województwie kujawsko-pomorskim. Uwzględniając silną konkurencję ze strony dobrze funkcjonujących w tym regionie hodowli wielkostadnych, osiągnięte sukcesy należy uznać za imponujące.

tekst i zdjęcia: RYSZARD LESIAKOWSKI

Przypominamy, że w tym roku komisja sędziowska na XX Regionalnej Kujawsko-Pomorskiej Wystawie Zwierząt Hodowlanych w Minikowie wyróżniła jałówki z hodowli Ryszarda Słupikowskiego dwoma tytułami czempiona i dwoma tytułami wiceczempiona. – W wystawach zwierząt w Minikowie uczestniczę od 2008 roku. Na początku zdobywałem doświadczenie, podpatrywałem innych hodowców, zwłaszcza z dużych ośrodków hodowlanych. W zasadzie nie miałem zbyt wiele czasu na przygotowanie zwierząt do wystawy, które sprowadzało się początkowo do strzyżenia, a o oprowadzaniu przed oficjalną prezentacją nawet nie myślałem. Sytuacja zmieniła się, gdy syn podrósł i zaangażował się w uczestniczenie w wystawach zwierząt – opowiada Ryszard Słupikowski. Wyjaśnia, że Radosław swoją przygodę oprowadzającego zwierzęta na ringu rozpoczął w wieku ok. 14 lat i systematycznie doskonalił swoje umiejętności. Od 2013 roku junior Słupikowski wielokrotnie uczestniczył w warsztatach przygotowania bydła do wystaw w ramach Europejskiej Szkoły Młodych Hodowców w Battice w Belgii i organizowanych tam konkursach. – W 2015 roku na 130 zawodników w klasyfikacji generalnej, obejmującej mycie, strzyżenie, oprowadzanie, żywienie, zająłem 10. lokatę – wspomina młody hodowca. Obecnie wraz z rodzicami prowadzi 200-hektarowe gospodarstwo, studiuje rolnictwo na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy oraz nabył uprawnienia sędziowskie II stopnia, zatem może być jurorem na wystawach bydła mlecznego. Zdobyte umiejętności i wiedza już procentują. W tym roku Radosław sam wybrał zwierzęta ze stada liczącego 170 krów i je przygotował na wystawę w Minikowie – jurorzy przyznali im wspomniane czempionaty i wiceczempionaty.

Hodowla bydła to praca dla kilku pokoleń
– Gospodarstwo prowadzę z żoną Lucyną od 25 lat. Od rodziców przejęliśmy 25-hektarowe gospodarstwo z trzydziestoma krowami o średniej rocznej wydajności rzędu 6500 l mleka, które były utrzymywane w oborze uwięziowej –  wspomina Ryszard Słupikowski. Informuje, że jest trzecim, a syn Radosław czwartym pokoleniem zajmującym się hodowlą bydła mlecznego. Zootechnicy przyjeżdżają do tego gospodarstwa na próbne udoje nieprzerwanie od ok. 60 lat. Efektem prowadzonej przez dziesięciolecia pracy hodowlanej jest wysoki poziom genetyczny utrzymywanych obecnie 170 krów o średniej rocznej wydajności 11 700 kg mleka oraz laury zdobywane na wystawach zwierząt.

Aktualnie użytkowana wolnostanowiskowa obora, mieszcząca wspomniane 170 krów i 130 sztuk żeńskiej młodzieży, została wzniesiona w 2009 roku, kiedy to stado liczyło 32 krowy. – Po roku w nowej oborze mieliśmy już 60 krów. Pierwsze lata po wzniesieniu obiektu były dla nas bardzo stresujące. Niepełna obsada budynku generowała koszty i pod tą presją systematycznie zwiększaliśmy stado, kupując jałówki hodowlane z dobrych stad. Równocześnie powiększał się areał gospodarstwa – relacjonuje hodowca. Informuje, że stara obora uwięziowa została przebudowana na cielętnik.

Wiele technik hodowlanych
Rozmówcy z Suchorączka dużą wagę przywiązują do doskonalenia genetycznego stada. W ich opinii dobór par rodzicielskich decyduje o wartości hodowlanej stada w przyszłości i nie może być przypadkowy. – Przeglądam katalogi buhajów, typuję rozpłodniki pasujące do naszego stada. Jednak dobór samca do konkretnej krowy czy jałówki konsultuję ze specjalistą ds. hodowli z Federacji. Zależy mi na tym, aby z przyszłej jałóweczki wyrosła krowa pozbawiona wad matki i jednocześnie, aby nie dopuścić do wzrostu spokrewniania – relacjonuje Radosław. Jest przekonany, że bardzo precyzyjny dobór par rodzicielskich jest możliwy na podstawie genomowej wartości hodowlanej. Dotychczas hodowcy z Suchorączka zgenotypowali 30 jałóweczek.

W tym roku Słupikowscy zdecydowali się po raz pierwszy na wypłukanie zarodków od dwóch jałówek z najwyższym indeksem gPF i przełożenie pozyskanego w ten sposób materiału hodowlanego do biorczyń. – Przy okazji przeprowadzimy też transplantację zamrożonych zarodków, na które otrzymaliśmy voucher w ramach nagrody za zdobycie czempionatów na tegorocznej wystawie zwierząt w Minikowie – wyjaśniają hodowcy.
– Chcemy wdrożyć tę technologię rozrodu w naszym gospodarstwie. Jest to metoda na szybkie zwiększenie liczby cennych genetycznie samic w naszym stadzie. Ponadto zamierzamy w przyszłości kupować także zamrożone zarodki o wysokiej wartości hodowlanej – wyjaśnia Ryszard Słupikowski. W jego przekonaniu wysoka wartość hodowlana krów umożliwia ekonomiczną produkcję mleka, ponieważ wysokiej produkcyjności towarzyszy wiele walorów użytkowych, np. łatwe porody, dobra zdrowotność wymion itp.

– W naszych warunkach obecnie uzyskiwany poziom wydajności mlecznej krów jest optymalny. Aktualnie pracę hodowlaną w stadzie prowadzimy w kierunku wydłużenia okresu użytkowania krów, tak aby uzyskać średnią wydajność życiową ok. 40 tys. kg mleka. Obecnie mlecznice są użytkowane przeciętnie ok. 3,5 laktacji, w czasie których produkują ok. 35 tys. kg mleka – informuje Radosław Słupikowski. Jego zdaniem drogą do wydłużenia okresu użytkowania mlecznic jest m.in. doskonalenie cech funkcjonalnych. – Powinniśmy większą uwagę zwrócić na zdrowotność racic i płodność krów – konkludują rozmówcy. W ich opinii selekcja genomowa znacząco przyspieszy postęp hodowlany w zakresie cech trudno odziedziczalnych, do których zalicza się m.in. płodność i odporność na liczne choroby.
– W naszym stadzie mamy dwie krowy, których życiowa wydajność przekroczyła w ubiegłym roku 100 tys. kg mleka. Zatem wysokowydajne i długowieczne krowy nie są tylko marzeniem, dobrze byłoby, aby takich sztuk było jak najwięcej – informuje Ryszard Słupikowski.

Ostra selekcja hodowlana
Hodowcy z Suchorączka doskonalą stado krów różnymi metodami. Oprócz zaawansowanych technik hodowlanych praktykują także sprawdzone metody tradycyjne. W ubiegłym roku nasi rozmówcy zdecydowali się na ostrzejszą selekcję hodowlaną. Z reguły co roku brakują ok. 27% krów w stadzie, a w 2018 roku było to 32%. – Do ostrej selekcji skłaniała dobra cena za wybrakowane krowy oraz znaczna liczba odchowanej młodzieży, ponieważ wszystkie jałówki kryjemy nasieniem seksowanym – mówi Ryszard Słupikowski. W jego opinii ostra selekcja hodowlana skutkuje szybszą rotacją pokoleń, co przyspiesza postęp hodowlany. Ponadto za większym udziałem młodych krów w stadzie przemawia mniejsza ich podatność na zaburzenia zdrowotne niż krów użytkowanych 4–5 laktacji.
– Obecnie dla nas ważniejsze jest doskonalenie genetyczne własnego stada niż dochód uzyskany ze sprzedaży jałówek cielnych. Aktualnie inwestujemy w przyszłość. Dążymy do wyrównanego stada. Mimo prowadzonej od wielu lat pracy w tym kierunku, nadal zdarzają się sztuki odstające pod względem kalibru od reszty stada – mówi młody hodowca. Informuje, że najczęściej krowy eliminowane są ze stada z uwagi na choroby racic, jałowość, niską wydajność i wiek. Rozmówcy rezygnują z utrzymywania krów, których wydajność w drugiej i trzeciej laktacji jest niższa niż 8 tys. kg mleka. Sporadycznie powodem brakowania samic są zaburzenia metaboliczne i choroby wymion. – W ostatnich latach, wybierając buhaje do kojarzeń, dużą wagę przywiązywaliśmy do poprawnej budowy wymienia. Dało to pozytywny efekt. Podczas tegorocznych upałów zawartość komórek somatycznych wynosiła ok. 200 tys./ml mleka, w miesiącach zimowych jest to ok. 127 tys. – mówi Radosław Słupikowski.

Hodowla krów wystawowych
Dobre mlecznice nie zawsze są urokliwe pod względem cech pokrojowych. Powstaje zatem dylemat, w jakim kierunku prowadzić hodowlę. – Dążymy to tego, aby w stadzie mieć ok. 20% krów wystawowych, w więc wybitnych pod względem pokroju. Do tych samic dobieramy buhaje przekazujące cechy poprawnej budowy. Jeśli będziemy postępować w ten sposób, z czasem powstaną linie genetyczne krów, które będą mogły rywalizować o laury hodowlane na wystawach zwierząt – mówi Radosław Słupikowski. Trzeba przyznać, że przyjęta strategia okazała się skuteczna, czego dowodem są wspominane tegoroczne czempionaty i wiceczempionaty zdobyte na wystawie zwierząt w Minikowie.

Poprawne żywienie drogowskazem do sukcesu
Zaszczyty wystawowe okupione są codzienną troską o poprawne żywienie krów, cieląt i młodzieży. – Sukcesy w hodowli bydła mlecznego zależą w 70 procentach od żywienia zwierząt. Poprawne karmienie chroni wysokowydajne krowy przed licznymi zaburzeniami metabolicznymi, które usposabiają do wielu innych chorób – relacjonuje Ryszard Słupikowski. Aby jak najlepiej pokryć zapotrzebowanie krów w okresie laktacji na składki pokarmowe, hodowcy z Suchorączka utworzyli cztery grupy żywieniowe. Każda grupa otrzymuje TMR o odmiennej koncentracji składników pokarmowych, tj.:
I grupa – TMR pokrywa produkcję 50 l mleka/dzień;
II grupa – TMR pokrywa produkcję 40 l mleka/dzień
III grupa – TMR pokrywa produkcję 30 l mleka/dzień;
IV grupa – TMR pokrywa produkcję 20 l mleka/dzień.

Zdaniem rozmówców podział krów produkcyjnych na grupy żywieniowe umożliwia nie tylko precyzyjne bilansowanie dziennych dawek pokarmowych zgodnie z zapotrzebowaniem mlecznic, ale także racjonalne gospodarowanie paszami. Pasze o najwyższej jakości otrzymują zwierzęta najbardziej wydajne, uzasadnione jest podawanie tej grupie pasz specjalistycznych. – Krowom z pierwszej grupy podajemy TMR zawierający preparaty tłuszczu chronionego i białka chronionego oraz specjalistyczne dodatki mineralno-witaminowe – informują hodowcy.

Krowy w okresie zasuszenia, trwającym średnio ok. 7 tygodni, otrzymują TMR z dużym udziałem kiszonki z traw, słomy i niewielkim dodatkiem kiszonki z kukurydzy oraz podawana jest specjalistyczna mieszanka mineralno-witaminowa. Na trzy tygodnie przed spodziewanym wycieleniem samicom podawana jest mieszanina pasz objętościowych przewidzianych dla krów w okresie laktacji. – Po porodzie podajemy krowom TMR dla drugiej grupy żywieniowej, tj. przewidziany na 40 l mleka, a gdy wydajność rośnie, zwierzęta przeprowadzamy do kojca dla pierwszej grupy żywionej z TMR-em sporządzanym na 50 l mleka – wyjaśnia Radosław Słupikowski.

Hodowcy z Suchorączka podkreślają, że podział krów produkcyjnych na kilka grup żywieniowych ma wtedy sens, jeśli TMR jest sporządzany ściśle według obliczonej dawki pokarmowej. Zdaniem rozmówców w praktyce powtarzalność sporządzanych TMR-ów jest rzadkością, zwłaszcza gdy mieszaninę pasz przygotowują pracownicy. – Aby zapewnić stabilność żywienia, zdecydowaliśmy się na montaż, jeszcze w tym roku, robota do żywienia firmy Lely. W ten sposób wyeliminujemy czynnik ludzki przy sporządzaniu TMR-u. Robot z dużą dokładnością odważy pasze i wymiesza je według zaprogramowanej receptury – wyjaśniają rozmówcy. Informują, że z automatycznym żywieniem mają pozytywne doświadczenia. Od 10 lat użytkują automatyczną stację do pojenia cieląt, z której są bardzo zadowoleni. Trzeba podkreślić, że Słupikowscy dużą wagę przywiązują do odchowu żeńskiej młodzieży, czego efekty mogliśmy podziwiać na wystawach zwierząt w Minikowie. Jałówki w tym gospodarstwie kryte są w wieku ok. 14 miesięcy, przy masie ok. 350 kg.

Organizacja rozrodu
Hodowcy z Suchorączka doskonalą swoje stado wielokierunkowo. Dbają nie tylko o postęp genetyczny w stadzie, poprawne żywienie, odchów młodzieży, ale także analizują parametry rozrodu stada. – Zabiegi inseminacyjne są wykonywane na czas, ponieważ przeprowadza je syn, który w wieku 16 lat skończył kurs dla inseminatorów i uzyskał stosowne uprawnienia – relacjonuje Ryszard Słupikowski. Opiekę nad płodnością krów sprawuje lekarz weterynarii, który wizytuje gospodarstwo regularnie co dwa tygodnie. Podczas wizyty przeprowadzane są m.in. badania stanu zdrowotnego dróg rodnych u świeżo wycielonych krów. Gdy nie ma przeciwwskazań, samica jest inseminowana od 45. dnia po porodzie, w przeciwnym wypadku poddawana jest terapii. Jej skuteczność jest sprawdzana podczas kolejnej bytności lekarza weterynarii w gospodarstwie, czyli za dwa tygodnie. Podczas wizyt lekarz bada także cielność krów za pomocą aparatu USG w terminie ok. 30 dni mijających po inseminacji. Badanie przechodzą także krowy niewykazujące objawów rui po wycieleniu. – Mimo wielu starań uzyskiwane parametry rozrodu stada nie satysfakcjonują nas. Przeciętny okres międzywycieleniowy w naszym stadzie wynosi obecnie 430 dni, dążymy do skrócenia go do ok. 400 dni. Na ciążę krowy zużywamy średnio ok. dwóch i pół porcji nasienia, a celem jest średnie zużycie na poziomie dwóch porcji – relacjonuje Radosław Słupikowski. Hodowca upatruje możliwości poprawy parametrów rozrodu stada przede wszystkim w zwiększeniu skuteczności wykrywania rui u krów i jałówek. W oborze funkcjonuje program zarządzania stadem z systemem wykrywania rui na podstawie pomiaru aktywności ruchowej krów. W opinii rozmówców ten system jest pomocny, ale z codziennej obserwacji zwierząt nie można zrezygnować, ponieważ elektroniczne systemy w niektórych sytuacjach zawodzą. – Ruję u jałówek wykrywamy tylko na podstawie ich obserwacji, ponieważ młode zwierzęta nie mają założonych czujników ruchu – wyjaśniają rozmówcy. Informują, że najwięcej niewykrytych rui występuje w okresach intensywnych prac polowych, kiedy na obserwację zwierząt brakuje czasu. Wtedy pomocne okazują się programy hormonalne.

Hodowlana pasja z ekonomią w tle
Rozmówcy z Suchorączka wyciągają wnioski z uzyskiwanych efektów produkcyjnych i hodowlanych oraz systematycznie doskonalą swoje umiejętności w zarządzaniu stadem. Celem jest efektywna produkcja mleka i obniżanie kosztów, co w praktyce oznacza inwestowanie w rozwój gospodarstwa i nowoczesne technologie. – Na efekty pracy hodowlanej czeka się latami, ale warto inwestować w przyszłość. Tym bardziej, że nowe technologie umożliwiają selekcjonowanie zwierząt pod względem cech funkcjonalnych, zdrowia i długowieczności. Wobec systematycznie rosnących kosztów opieki weterynaryjnej, zwłaszcza leków, mniejsza podatność na choroby staje się kluczowa dla rentownej produkcji mleka – mówią hodowcy z Suchorączka. Informują, że w perspektywie 4–5 lat zamierzają wybudować nową oborę wolnostanowiskową na ok. 300 krów, którą zasiedlą samicami z własnej hodowli. Zdaniem rozmówców zwiększenie skali produkcji mleka jest także sposobem na obniżenie kosztów jednostkowych. – Obecnie koszt wyprodukowania litra mleka w naszym gospodarstwie wynosi co najmniej 1,15 zł – szacuje Radosław Słupikowski.

Hodowcy z Suchorączka już dzisiaj podejmują inwestycje na rzecz obniżenia kosztów. W tym roku zainstalują wspominany robot żywieniowy do automatycznego żywienia TMR-em. Zdaniem rozmówców urządzenie zapewni powtarzalną jakość sporządzanych mieszanin pasz, co ustabilizuje żywienie i umożliwi pełne wykorzystanie genetycznych predyspozycji krów do produkcji mleka. Redukcji kosztów produkcji surowca Słupikowscy upatrują także w korzystaniu z odnawialnych źródeł energii. – Mamy na uwadze zapowiadany wzrost cen energii elektrycznej, i zamierzamy ją produkować we własnym gospodarstwie, wykorzystując do tego celu ogniwa fotowoltaiczne. Zamontujemy je na dachu magazynu na pasze, który wybudujemy w tym roku na potrzeby robota żywieniowego. Ogniwa o mocy ok. 32 KW pokryją zapotrzebowanie gospodarstwa na energię elektryczną – informuje Ryszard Słupikowski.

Przedstawione gospodarstwo z Suchorączka jest przykładem zmian zachodzących w krajowym mleczarstwie. Bazę surowcową stanowią coraz częściej dobrze zarządzane gospodarstwa rodzinne, inwestujące w postęp hodowlany i nowoczesne technologie.  