Zielone światło dla soi

Soja na ogół jest importowana do naszego kraju, ale i w rodzimych uprawach radzi sobie coraz lepiej. Pokazała to seria konferencji „Dni Soi” organizowanych przez firmę Agroyoumis. Z redakcyjną wizytą odwiedziliśmy Ośrodek Hodowli Zwierząt Zarodowych Osowa Sień w Przyczynie Górnej, gdzie odbywało się jedno z tych spotkań, podczas którego zaprezentowano uprawy prowadzone przez to gospodarstwo.

tekst i zdjęcia: Mateusz Uciński

Uprawa soi w naszym kraju – to wciąż brzmi dość egzotycznie, zwłaszcza ze względu na klimat dominujący w tej części Europy. Trzeba jednak pamiętać, że kiedyś podobnie patrzono na uprawę kukurydzy, która przyjęła się doskonale i po latach prób i nauki stała się jedną z dominujących upraw na terenie naszego kraju. Konferencja „Dni Soi” pokazała, że, przy odpowiednim zaangażowaniu, z soją może być bardzo podobnie, zwłaszcza że jej popularność zarówno na rynku paszowym, jak i kulinarnym jest cały czas bardzo duża.

Przemysław Gawlas, reprezentujący Danube Soya Association, podczas swojej prelekcji przedstawił szeroki wachlarz możliwości, jakie daje uprawa tej rośliny tym, którzy zdecydują się ją posiać na swoich polach. Jest ona bowiem doskonałym materiałem paszowym ze względu na skład aminokwasowy, ilość białka, zawartość włókna, stabilność składu i brak substancji antyżywieniowych. Produkuje się z niej popularne artykuły spożywcze, takie jak oleje i tofu. Poza tym jest na nią zapotrzebowanie na rynku, istnieje dobrze zorganizowany skup, niezbędna agrotechnika i chemia. Do jej produkcji są przewidziane dopłaty.

Anna Stakheeva, reprezentująca firmę Agroyoumis, zwróciła uwagę na stale rosnącą ilość upraw soi w Europie. Głównymi producentami są: Ukraina, Rosja, Serbia, Włochy, Rumunia, Mołdawia, Chorwacja, Węgry, Francja, Austria i Szwajcaria. W Polsce powierzchnia jej upraw wzrosła z 39 tys. ha w 2017 roku do 53,6 tys. ha w roku obecnym.
Jak zatem wygląda to w praktyce? O opinię poprosiliśmy Jana Pabierowskiego, prezesa zarządu HZZ Osowa Sień.
– Uprawa soi została podyktowana praktycznie z dwóch powodów – podkreślił na wstępie. – Po pierwsze, strategia rządu i departamentu nadzoru nad spółkami strategicznymi przewidywała nakłanianie gospodarstw takich jak nasze do uprawy roślin bobowatych, zwłaszcza soi. Po drugie, czynnik ekonomiczny, ponieważ w ostatnich latach uprawa rzepaku przestaje być opłacalna, a do uprawy soi są dopłaty w granicach 720 zł do hektara. Do tego, mimo że uprawa soi jest trudna, to roślina ta jest doskonałym przedplonem do produkcji zbóż. Soję uprawiamy już od trzech lat, w 2016 roku na obszarze 16 ha, w 2018 na 65 ha, a obecnie na 11 ha. Koszty całkowite jej uprawy w naszym gospodarstwie wynoszą ok. 2800 zł na hektar. Z naszych wyliczeń wynika, że 2 tony soi pokrywają te koszty, czyli wszystko powyżej 2 ton jest już zyskiem, oczywiście plus wspomniana wcześniej dopłata. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że w pierwszym roku dopiero uczyliśmy się, jak ją uprawiać i na pewno mieliśmy pewne braki w umiejętnościach, borykaliśmy się z zachwaszczeniem, a plon nie był już tak zadowalający, bo ok. 19 kwintali z hektara. W zeszłym roku udało się nam opanować chwasty, dzięki czemu w okresie potężnej suszy na naszych terenach otrzymaliśmy o wiele większe zbiory, a w tym roku przewidujemy plony rzędu 30 kwintali z hektara, czyli z roku na rok umiemy tę soję coraz lepiej uprawiać. Gdyby w naszym rejonie były lepsze warunki pogodowe, większe opady deszczu, to zdecydowanie odważyłbym się na uprawę soi na większych areałach – mówił prezes Pobierowski.

W tej chwili soja pozyskana ze żniw jest sprzedawana odbiorcom krajowym, i trzeba przyznać, że w Osowiej Sieni nie mają z tym problemu. Jest wiele spółek, które kupują tę roślinę, mają przetwórnie pasz. W swojej hodowli jeszcze nie stosują jej jako karmy, bo uzyskują zbyt małe ilości, żeby inwestować we własny sprzęt do przetwarzania. – Myślę, że gdyby były sprzyjające warunki atmosferyczne, gdyby nie było tak katastrofalnych susz, jak ostatnio, to jak najbardziej takie uprawy byłyby opłacalne i warto je zakładać. W naszym gospodarstwie planujemy w przyszłym roku powiększyć areał zasiewu soi do 25 ha – dodał.

Optymistycznie do kwestii upraw soi odniósł się także Zbigniew Garbarski, kierownik produkcji roślinnej w gospodarstwie.
– Soja nie jest łatwą rośliną w uprawie – podkreślił. – Nie lubi zimna ani ciężkiej ziemi i potrzebuje dużo wody, co, biorąc pod uwagę ostatnie okresy suszy na naszych terenach, stanowiło nie lada problem. Jeżeli uda się ją zasiać i wzejdzie, to już jest moja! Reszta w ręku Pana Boga. Do tego dochodzą jeszcze szkodniki. W tym roku wystąpiły u nas rusałka osetnik i przędziorek. Trzeba było zastosować opryski, ale opanowaliśmy zagrożenie. Mimo tych przeciwności każdemu będę mówił, że uprawa soi w Polsce ma ogromne szanse rozwoju. Przede wszystkim dlatego, że jest ona bardzo dobrą rośliną, stosowaną jako przedplon dla kolejnych planowanych upraw. Przy zmianowaniu, moim zdaniem, jest lepsza niż rzepak! – dodał.

Po zakończeniu części wykładowej, podczas której zaproszeni specjaliści w wyczerpujący sposób przybliżyli problematykę związaną z nawożeniem, ochroną i technologią uprawy soi, uczestnicy konferencji udali się na pola należące do gospodarstwa, aby obejrzeć stan upraw soi, a także zastosowane jej odmiany. To, co zobaczyliśmy, dobrze wróży polskim uprawom tej rośliny. Miejmy nadzieję, że stanie się ona coraz bardziej popularna na rodzimych polach. 