Robotyzacja wkracza do obór

Roboty wykonujące najbardziej uciążliwe prace w oborze nie są w Polsce czymś wyjątkowym. Hodowcy montują je coraz częściej w modernizowanych obiektach – prezentujemy przykład z Wielkopolski.

TEKST I ZDJĘCIA: RYSZARD LESIKOWSKI

Od półtora roku użytkujemy dwa roboty udojowe Monobox firmy GEA, z których funkcjonowania jesteśmy bardzo zadowoleni – racjonują Joanna i Sławomir Szmytowie, prowadzący 140-hektarowe gospodarstwo w Tarszewie w powiecie słupeckim. W gospodarstwie pracuje także 14-letni syn Arkadiusz. Rozmówcy informują, że swoje stado, liczące obecnie 110 krów o wydajności ok. 10 tys. kg mleka, systematycznie powiększali. – Wielokierunkowe gospodarstwo przejąłem w 1990 r., w tym czasie liczyło ok. 18 ha. Rodzice utrzymywali w oborze uwięziowej 16 krów o średniej rocznej wydajności rzędu 5,5 tys. litrów mleka – wspomina hodowca. Informuje, że wraz z żoną wybudowali w 2004 r. wolnostanowiskową oborę dla 50 krów z przychówkiem. W tym czasie produkowały one średnio w roku ok. 7 tys. l mleka.

Teraz zbudowałbym wyższą oborę

– Kiedy budowaliśmy naszą pierwszą oborę wolnostanowiskową 16 lat temu, projektanci nie mieli dużego doświadczenia w budowaniu takich obiektów, bo w tym czasie nie było ich wiele. Wzniesiony budynek o rozpiętości 24 m i długości 32 m ma zbyt małą kubaturę. Dzisiaj zbudowałbym oborę znacznie wyższą, co poprawiłoby mikroklimat w budynku – opowiada hodowca. Informuje, że pierwotnie wzniesiony obiekt mieścił 50 krów z przychówkiem. Wyposażony był w przejazdowy stół paszowy o szerokości 4,5 m, boksy legowiskowe płytko ścielone słomą, obornik z korytarzy spacerowych wypychany był na płytę obornikową za pomocą ciągnika z ładowaczem czołowym. Krowy dojono w dojarni typu „rybia ość” (2 × 4), którą hodowca w 2010 r. powiększył do 10 stanowisk udojowych (2 × 5). – Początkowo krowy żywiliśmy tradycyjnie, a w 2006 r. zakupiliśmy wóz paszowy o objętości 8 m³, tym samym zmechanizowaliśmy przygotowanie i zadawanie pasz – wspominają rozmówcy, którzy sukcesywnie rozwijali swoje gospodarstwo.

Rozbudowa obory i podwojenie obsady

Hodowcy z Tarszewa w 2015 r. zdecydowali się na rozbudowę obory. Budynek został wydłużony o 30 m i poszerzony o 11,5 m. Większą szerokość uzyskano dzięki dostawieniu wzdłuż podłużnej ściany dobudówki, w której mieści się korytarz spacerowy o szerokości 4,5 m przylegający do stołu paszowego, oraz część legowiskowa o szerokości 7 m. Po rozbudowie mlecznice zajmują przestrzeń obory i jej wydłużonej części, natomiast krowy zasuszone i młodzież przebywają na głębokiej ściółce w dostawionym budynku. – Wraz z rozbudową zdecydowałem się na modernizację systemu usuwania nieczystości z korytarzy spacerowych. Ciągnik z ładowaczem czołowym zastąpiły trzy hydrauliczne zgarniaki typu Delta, które wygarniają obornik do kanału poprzecznego, przebiegającego wzdłuż jednej ze ścian szczytowych. Z kanału wypychany jest na płytę obornikową o powierzchni ok. 400 m², którą trzeba było zbudować od podstaw – relacjonuje hodowca.


Schemat obory wolnostanowiskowej mieszczącej po rozbudowie 120 krów z przychówkiem, wyposażonej w dwa roboty udojowe GEA Monobox

Po rozbudowie obora może pomieścić pod jednym dachem 120 krów z przychówkiem. Rozmówca informuje, że rozważał budowę nowej obory wyłącznie dla krów, a dotychczas użytkowaną chciał przeznaczyć dla młodzieży, co jednak wiązałoby się ze znacznie wyższymi kosztami i koniecznością zaciągnięcia kredytu. – Inwestycje w oborę staramy się finansować z własnych środków. Kredyt wzięliśmy tylko na budowę pierwszej obory wolnostanowiskowej. Rozbudowa i modernizacja okazały się tańszym rozwiązaniem, ale wymagało to kompromisów – opowiada Sławomir Szmyt. Wyjaśnia, że dach dobudowanej części obory i wiaty należało dostosować do połaci dachowej istniejącego budynku. Wyznaczyło to kubaturę dobudowywanych części, która, według obecnych zaleceń, jest za mała.


 Obora wolnostanowiskowa wzniesiona w 2004 roku i wydłużona o ok. 30 m w 2015 r.

       W wiacie dostawionej do ściany podłużnej obory przebywają na głębokiej ściółce krowy zasuszone i żeńska młodzież

Robotyzacja prac

– Wraz z powiększaniem stada przybywało pracy i zawsze brakowało czasu. W tej sytuacji postanowiliśmy w 2017 r. zakupić robota firmy Lely do podgarnia TMR-u na stole paszowym. Urządzenie spisuje się wyśmienicie, co dwie godziny pasza jest podsuwana do drabiny paszowej i zachęca krowy do jej pobierania. Maszyna wyręcza człowieka w zupełności – relacjonują hodowcy. Informują, że po zakupie pierwszego robota przekonali się do tego typu urządzeń i postanowili zautomatyzować dój. – Wydojenie ok. 90 krów przez dwie osoby trwało dziennie około pięciu godzin, a oprócz tego w oborze jest jeszcze wiele innych czynności do wykonania. Nie chcieliśmy reszty życia spędzić w oborze i zdecydowaliśmy się na montaż dwóch robotów udojowych – mówi Joanna Szmyt. Hodowcy informują, że zakup poprzedziło zwiedzenie kilku obór funkcjonujących w systemie doju automatycznego wyposażonych w sprzęt różnych firm. Ostatecznie zdecydowali się na dwa roboty udojowe Monobox firmy GEA, których montaż wymagał kolejnej rozbudowy obory. Urządzenia zostały zamontowane w dobudówce, natomiast pomieszczenie hali udojowej zaadaptowano na izolatkę.


Arkadiusz Szmyt prezentuje panel sterujący robotem udojowym GEA Monobox

Roboty Monobox w systemie kierowanego ruchu krów

Wybierając robota udojowego przede wszystkim należy zdecydować, czy w oborze będzie ruch krów wolny, czy też kierowany. – Nam bardziej odpowiadał system z ruchem wymuszonym, co wiąże się z dodatkowymi wydatkami na bramki selekcyjne. Korzyścią jest przede wszystkim wygodniejsze zarządzanie stadem, zwierzęta można szybko zlokalizować w oborze, co ma znaczenie przy ponad 100 mlecznicach – relacjonuje małżeństwo. Krowy do wchodzenia do boksu udojowego wabi pasza treściwa, zadawana w robocie udojowym. Aby dostać się do niego, zwierzę musi przejść przez bramkę selekcyjną, w której jest identyfikowane. Jeśli krowa ma pozwolenie na dój, automatyczna bramka kieruje ją na poczekalnię. Gdy samica wyczerpała zaprogramowany limit wizyt w robocie, to jest skierowana na stół paszowy. Z poczekalni krowy mają bezpośredni dostęp do dwóch robotów udojowych. Po zakończonym doju przechodzą przez kolejną bramkę selekcyjną, która kieruje je na stół paszowy albo do izolatki lub poczekalni. – Z boksu udojowego do poczekalni trafiają krowy nie do końca wydojone, np. gdy mleko nie zostało zdojone z jednej ćwiartki. Na takie sztuki należy zwrócić uwagę, ale nie trzeba ich szukać w całej oborze, ponieważ system lokalizuje je w poczekalni. Jest to bardzo dobre rozwiązanie – wyjaśnia Sławomir Szmyt.


Roboty udojowe mieszczą się w dobudówce wzniesionej w 2019 r.

Dój ćwiartkowy

Zaletą doju krów w robocie udojowym jest niezależny dój każdej ćwiartki wymienia, co pozytywnie wpływa na zdrowotność gruczołu mlekowego. – Monobox wyróżnia się wśród konkurencyjnych rozwiązań. Wszystkie czynności związane z dojem odbywają się w założonym na strzyk kubku udojowym, czyli mycie strzyka, przedzdajanie, dój właściwy, dipping. Dój każdej krowy kończy dezynfekcja kubków udojowych oraz ich płukanie. Urządzenie nie ma szczotek ani dodatkowego kubka do czyszczenia strzyków – relacjonuje hodowca. Chwali robot za sprawne zakładanie kubków udojowych na strzyki, cichą pracę, prostą obsługę i bezawaryjność.

Częstość wizyt krów w robocie udojowym zależy od ich dobowej wydajności mlecznej. Mlecznice są podzielone na cztery grupy:

I   – przed zasuszeniem, dojone co ok. 10 godzin;

II – kończące laktację, dojone co 8,5 godziny;

III – o umiarkowanej wydajności, dojone co 6 godzin;

IV – w szczycie laktacji, dojone co 4,5 godziny.

Przeciętnie krowy odwiedzają robot udojowy trzy razy na dobę. W ciągu doby jedno urządzenie pozyskuje średnio ok. 1,5 tys. l mleka. Po półtora roku od wprowadzenia doju automatycznego średnia roczna wydajność mleczna krów w tym stadzie zwiększyła się o ok. 500 l. Mililitr mleka zawiera przeciętnie ok. 200 tys. komórek somatycznych.


W pomieszczeniu na dwa roboty udojowe GEA Monobox, wykonano kanał o głębokości ok. 1 m, który ułatwia dostęp do aparatów udojowych i przeprowadzenie czynności serwisowych

Więcej czasu na zarządzAnie stadem i dla rodziny

Roboty udojowe nie tylko eliminują jedną z najbardziej uciążliwych prac w produkcji mleka, ale także są pomocne w zarządzaniu stadem. – Monobox posiada funkcję wykrywania mastitis na podstawie pomiaru przewodności elektrycznej mleka. Ponadto jest wyposażony w moduł wykrywania rui na podstawie pomiaru aktywności ruchowej samic. Bardzo pomoce jest także monitorowanie aktywności zwierząt przy stole paszowym. Wszelkie odstępstwa od standardowego zachowania i zagrożenie występowania mastitis są sygnalizowane na monitorze komputera lub smartfona – relacjonuje Sławomir Szmyt. Podkreśla, że roboty udojowe zmieniają diametralnie organizację pracy w gospodarstwie. Pora dojenia krów nie wyznacza już rytmu wykonywania innych prac. – Teraz mamy więcej swobody w organizacji dnia pracy, ponieważ kiedyś przy doju spędzaliśmy około pięciu godzin, a obecnie tę pracę wykonują roboty. Dzięki temu łatwiej zaplanować prace polowe i wykonać je w terminie oraz więcej czasu można przeznaczyć na obserwację zwierząt – opowiadają rozmówcy. Podkreślają, że zamontowane w oborze trzy roboty zastępują pracę fizyczną człowieka, ale wymagają stałego nadzoru i szybkiego reagowania na wszelkie alarmy zgłaszane przez program do zarządzenia stadem.

– Codziennie przeglądam raporty na monitorze komputera, sprawdzam zwłaszcza, czy wszystkie krowy się wydoiły. Średnio dziennie do robota, z różnych przyczyn, nie chcą wejść trzy krowy, ale zdarza się, że takich sztuk nie ma. Każdego dnia w robocie wymieniam filtr mleka oraz sprawdzam czystość kamery, co wpływa na sprawne zakładanie kubków udojowych na strzyki. Czynności te zajmują mi dziennie około jednej godziny. Raz na dwa tygodnie koryguję dawki paszy treściwej zadawanej przez robot udojowy – opowiada hodowca. Zwraca uwagę na bieżące serwisowanie robotów. W tym gospodarstwie przeglądy serwisowe przeprowadzane są regularnie co trzy miesiące. – W ciągu półtora roku użytkowania dwóch robotów Monobox nie było awarii, raz poprosiłem o tzw. pomoc zdalną za pośrednictwem Internetu, która zakończyła się sukcesem – mówi Sławomir Szmyt. – Największą korzyścią z wprowadzenia doju automatycznego jest możliwość wygospodarowania więcej czasu dla rodziny i na życie towarzyskie – konkluduje Joanna Szmyt.

Pytamy, jaki jest koszt takiego komfortu w produkcji mleka. – Na dwa roboty udojowe Monobox wraz z dwoma bramkami selekcyjnymi wydaliśmy ok. 1,1 mln zł netto – odpowiadają rozmówcy. Informują, że do kolejnych dużych inwestycji w gospodarstwie podchodzą z dużą rezerwą. – Pandemia koronawirusa negatywnie wpływa na gospodarkę światową i może dotknąć mleczarstwo. Ponadto obawiamy się spadku rentowności produkcji mleka po wejściu w życie ustawy o ochronie zwierząt, zakazującej w Polsce m.in. uboju rytualnego – argumentują Joanna i Sławomir Szmytowie. 


Wprowadzenie doju automatycznego w naszej oborze diametralnie zmieniło organizację pracy w gospodarstwie – informują Joanna i Sławomir Szmyt

Zbliżające się wydarzenia