Czysta inwestycja

Pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych to nie chwilowa moda. Inwestycja we własną energię się opłaca, o czym przekonuje Piotr Kowalski, producent mleka z Brąchnowa w woj. kujawsko-pomorskim. Rolnik wraz z żoną Katarzyną utrzymują blisko 40 krów o średniej wydajności laktacyjnej wynoszącej 8,4 tys. kg mleka. Ich stado jest pod oceną wartości użytkowej, co zdecydowanie ułatwia podejmowanie decyzji inwestycyjnych.

tekst: Radosław Iwański

Nagły wzrost zainteresowania energią odnawialną miał miejsce kilka lat temu. Boom, jak szybko się pojawił, tak szybko przygasł, wynikało to z nieprofesjonalnego podejścia podmiotów oferujących inwestycje w ten rodzaj energii. Tu i ówdzie dało się słyszeć narzekania inwestorów na nierzetelne firmy, które montowały instalacje pozyskujące zieloną energię. Czasy się zmieniły, rynek wydoroślał, co nie oznacza, że można w ciemno zawrzeć umowę z każdą firmą. Do jej parafowania należy dobrze się przygotować. Trzeba wyliczyć potrzeby energetyczne, zaplanować pobór energii i dopełnić formalności z operatorem energetycznym.

Sprawdź, z kim się wiążesz

Jak to było z wyborem firmy w przypadku naszego producenta mleka?
– Przedstawiciel firmy, na którą ostatecznie się zdecydowaliśmy, mówił, że przejeżdżał obok naszego gospodarstwa i widząc, że remontujemy budynek wraz z dachem, uznał, że będziemy chcieli wejść w taką inwestycję. Zapytał, czy nie myślałem o założeniu paneli fotowoltaicznych – mówi Piotr Kowalski.
– Przedstawiciel firmy (był bardzo dobrze przygotowany do wizyty u nas. Miał ze sobą wszystkie materiały informacyjne, odpowiedział na każde zadane przeze mnie pytanie. Zostawił do siebie kontakt i poprosił o przemyślenie sprawy. Wyglądał na bardzo uczciwego człowieka. Materiały informacyjne, które nam zostawił, były zrozumiałe dla nas i, co najważniejsze, dał namiary na tych rolników, którzy podobne inwestycje już zrealizowali. Polecił, żebyśmy pojechali do nich, zobaczyli, jak działają panele i z nimi porozmawiali, czy są zadowoleni ze swoich decyzji inwestycyjnych – dodaje pan Piotr.

Polecenie firmy, z którą producent związał się na wiele lat, było kluczowe dla podjęcia decyzji. Opinie innych rolników mają istotne znaczenie.
– Wszystko rysowało się bardzo wiarygodnie. Sprawdziliśmy ją w Internecie i ostatecznie podjęliśmy decyzję – wspomina.

Wizerunek podmiotu i jego wiarygodność to jedna kwestia. Inną jest opłacalność inwestycji, czyli zwrot wyłożonych środków finansowych, a te nie są małe.

W gospodarstwie Piotra Kowalskiego panele fotowoltaiczne produkują energię od blisko dziesięciu miesięcy

Gminne wsparcie

W gminie Łubianka, w której mieszka producent mleka, pierwsze inwestycje w zieloną energię miały miejsce sześć, siedem lat temu. Pojawiły się wówczas pierwsze instalacje fotowoltaiczne. Wtedy dla wielu rolników produkcja własnego prądu wydawała się nieosiągalna i bardzo droga. Nie było żadnych dofinansowań takich inwestycji, wsparciem dla nich były udzielane przez gminy niedrogie kredyty, których oprocentowanie wynosiło 1%. Po latach zmieniło się nie tylko podejście samorządów do tego tematu, ale także postrzeganie inwestycji przez rolników. Zaczęli dostrzegać ich opłacalność, i to wystarczyło, żeby wielu z nich zainteresowało się produkcją własnego prądu. Zmieniło się także podejście samorządów do realizowanych przez rolników inwestycji, które oferują im ulgę inwestycyjną.
– Po latach dojrzeliśmy do tego, żeby zainwestować w odnawialną energię, licząc, że inwestycja zwróci się nam z nawiązką – mówi Piotr Kowalski.

Pobór prądu w gospodarstwie był wysoki, bo przed inwestycją w energię odnawialną rachunki opiewały średnio na ponad 2,5 tys. zł za dwa miesiące, a teraz na pewno byłyby o wiele wyższe, bo wzrosły ceny prądu oraz jego przesyłu. Pojawiły się na nich różne opłaty przenoszące m.in. koszty utrzymania linii energetycznych na poborców prądu. Dlatego producent z Brąchnowa zaciera ręce i jest przekonany o słuszności swojej decyzji, która zaowocowała zainstalowaniem na oborze paneli fotowoltaicznych.

Naprzeciw takim inwestycjom wyszli też gminni urzędnicy. Producent mleka otrzymał ulgę inwestycyjną w podatku rolnym. Wynosi ona 25% wartości netto całej inwestycji w pozyskiwanie prądu z paneli fotowoltaicznych. Dodatkowo otrzymał zwrot podatku VAT, którego jest płatnikiem. W sumie odzyska blisko 50 tys. zł z zainwestowanych w produkcję zielonej energii pieniędzy.

Potrzeby energetyczne i zwrot inwestycji

Koszt zainstalowania paneli fotowoltaicznych wyniósł w gospodarstwie Piotra Kowalskiego 128 tys. zł brutto. Ich moc wynosi 28,8 kW. Na dachu obory z opasami położonych jest 90 paneli, które zasłoniły całą jego powierzchnię od południowej strony.
– Taka moc ma wystarczyć na moje gospodarstwo. Zobaczymy, czy tak będzie – rolnik wspomina moment wyliczenia zapotrzebowania na energię w jego gospodarstwie.

Wobec tego, czym się kierował, decydując się na określoną moc instalacji i, co się z tym wiąże, liczbę zainstalowanych paneli?
– Odpowiedź jest banalna – odpowiada. – Ilością dotychczas pobieranego prądu. Przed inwestycją moje gospodarstwo zużywało 22 tys. kW prądu rocznie. Wziąłem do ręki rachunki, pozliczałem pobór prądu i podjąłem decyzję, jakiej mocy instalację fotowoltaiczną powinienem zakupić. Zdecydowałem się na lekki naddatek zużycia prądu – oświadcza gospodarz.

Szacunkowy zwrot inwestycji został wyliczony na siedem lat. Łatwo to policzyć. Skoro rocznie gospodarz płacił około 15 tys. zł za energię, zakładając jej stałą cenę, to po siedmiu latach wydałby na nią ponad 100 tys. zł. Jego inwestycja kosztowała nieco więcej. Rolnik uzyskał wspomnianą ulgę inwestycyjną od gminy, która pomniejsza kwotę 128 tys. zł o ponad 30 tys. zł. Jeżeli doliczymy do tego odzyskany podatek VAT, to koszty inwestycji zmaleją do 70 tys. zł.
– Każda inwestycja musi być dobrze przemyślana. W moim wypadku moc paneli fotowoltaicznych oraz zużycie energii zostały dobrze zaplanowane. Nie ma sensu zakładać wyższego zużycia energii, bo zdecydowanie rosną koszty inwestycji, które nie zostaną zrekompensowane zużyciem prądu. Przeinwestować jest łatwo. To tak, jakby ktoś kupił 300-konny ciągnik, gdy potrzebuje w gospodarstwie jedynie traktora o mocy 100 KM – zauważa Piotr Kowalski.

Gospodarz i jego syn Mikołaj są bardzo zadowoleni z inwestycji w zieloną energię

Umowa z energetyką

Piotr Kowalski użytkuje instalację fotowoltaiczną od blisko dziesięciu miesięcy. Dopytuję go, ile wyprodukowała energii przez ten czas i jak obecnie przedstawiają się rachunki za prąd.
– Przez ten czas pozyskaliśmy 20 tys. kW. Na razie wygląda na to, że założenia podjęte do wyliczenia zapotrzebowania energetycznego naszego gospodarstwa zostały dobrze zestawione – mówi producent mleka.

Gospodarz zawarł z dostawcą energii i jej odbiorcą, którym w jego wypadku jest Energa Operator, umowę na tzw. bilans roczny. Po roku od rozpoczęcia pracy instalacji fotowoltaicznej następuje rozliczenie na linii gospodarstwo – operator energetyczny. Jeżeli się okaże, że zużycie energii w gospodarstwie było wyższe od produkcji prądu i jego wykorzystania z paneli fotowoltaicznych, wtedy gospodarz będzie zobligowany do pokrycia różnicy, bo to będzie oznaczało, że czerpał energię od jej dostawcy, a nie tylko ze źródła odnawialnego, czyli w tym wypadku z paneli fotowoltaicznych. Nie wolno zapominać o tym, że energię ze słońca magazynuje operator, a jej zapasy mogą być wykorzystywane przez producenta mleka. Jeśli nie zostaną one pobrane i zużyte przez hodowcę, wtedy zmagazynowana energia przechodzi na własność operatora energetycznego. Wszystko odbywa się automatycznie, a odpowiedzialny jest za to mózg energetyczny gospodarstwa, czyli inwerter. Za pomocą tego urządzenia Piotr Kowalski każdorazowo może sprawdzić przepływ energii pomiędzy gospodarstwem a wspomnianym operatorem: ile wyprodukowały jej panele fotowoltaiczne, ile jej pobrał i ile przesłał w drugą stronę, do operatora. Falownik (inwerter) zmienia prąd stały na przemienny, licznik w nim zawarty wskazuje poglądową ilość wytwarzanego prądu dla właściciela i przesyła go do licznika dwukierunkowego, który montowany jest po zawarciu umowy z zakładem energetycznym. Odczyt licznika jest zdalny.

– Produkując prąd, mamy oczywistą sytuację. To, co złapiemy, co jest wychwycone przez instalację, jest nasze, a nadmiar wyprodukowanej energii idzie do sieci. Wieczorem możemy pobrać jedynie 70% wyprodukowanej przez nas energii, resztę pobiera spółka energetyczna, która nas obsługuje i z którą mamy zawartą umowę – oświadcza producent mleka.
– Wszystkie potrzebne kwestie związane z uruchomieniem instalacji fotowoltaicznej zostały załatwione w niespełna trzy miesiące, i mogłem przystąpić do zrealizowania inwestycji – wspomina pan Piotr. – Energetyka ma rok na to, żeby dostosować się do odbioru energii z gospodarstwa, u mnie, dzięki temu, że transformator znajdujący się obok gospodarstwa został unowocześniony wcześniej, trwało to o wiele krócej – dodaje.

Mózg energetyczny instalacji, czyli inwerter, został objęty przez producenta dodatkową gwarancją

Zarabia nie tylko producent

Piotr Kowalski planuje zwiększyć produkcję mleka i myśli o tym, żeby po wymianie pokrycia dachowego na oborze zainstalować kolejne panele fotowoltaiczne. Sprawdzają się te, które już u niego pracują. Na razie – jak mówi rolnik – nic złego się nie działo. Ich żywotność – jak go poinformowano – sięga 25 lat, a gwarancja na nie wynosi 10 lat. Mózg energetyczny, czyli inwerter, został objęty 20-letnią gwarancją, za której rozszerzenie zapłacił hodowca. Paneli fotowoltaicznych nie trzeba odśnieżać ani myć. Poza wspomnianymi plusami inwestycji pan Piotr dostrzega jeden minus: na jego inwestycji zarabia nie tylko on, ale także operator energetyczny. Jest zmuszony dzielić się wyprodukowaną energią. – Dlaczego aż 30% wyprodukowanej zielonej energii oddaję za darmo? To niesprawiedliwe – podsumowuje.  