Słoń w składzie porcelany z produktami mlecznymi

W dobie pandemii łańcuchy międzynarodowych dostaw są zagrożone i patriotyzm konsumpcyjny staje się pożądany. W tym duchu ministerstwo rolnictwa opublikowało na swojej stronie internetowej listę firm mleczarskich sprowadzających do Polski mleko surowe i jego przetwory, nie podając skali zjawiska. Czy rzeczywiście import mleka i jego przetworów jest dla nas dużym problemem, czy też lepiej troszczyć się o dobre warunki eksportu?

Siłą napędową krajowego mleczarstwa jest eksport, i to w niebagatelnej skali, bo sięgającej ok. 30% naszej rocznej produkcji mleka. Wie to każdy producent białego surowca, ponieważ wszelkie zawirowania na światowych rynkach mleka wpływają na dochody rolników. Tym bardziej wiedzę o skali polskiego eksportu produktów mleczarskich ma resort rolnictwa, który prowadzi dokładne analizy rynków rolnych. Toteż zaskoczeniem było opublikowanie na stronie internetowej ministerstwa dwóch list z nazwami polskich firm, które w pierwszym kwartale bieżącego roku sprowadziły do Polski produkty mleczne. Na jednej z nich wymieniono piętnastu importerów mleka pełnego, odtłuszczonego i surowego, a na drugiej – dwunastu importerów masła i sera (tab. 1 i 2). Z tych list wynika, że w pierwszym kwartale br. sprowadzono do Polski ok. 1 707 920 l mleka płynnego oraz 5 608 500 kg sera (co stanowi ok. 56 085 000 l mleka) i 201 100 kg masła (co stanowi ok. 4 424 200 l mleka). W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że wymienione na listach mleczarnie sprowadziły w tym czasie ok. 62,216 mln l mleka
(1,707 mln + 56,085 mln + 4,424 mln). Jaki stanowi to odsetek skupionego surowca w pierwszym kwartale – ministerstwo w omawianej publikacji nie podaje. Nie podaje także, ile w tym czasie mleka wyeksportowano.
Można pokusić się o uproszczone obliczenia. Zakładając, że rocznie produkujemy ok. 12 mld l mleka, to kwartalna produkcja wynosi ok. 3 mld l. Zatem sprowadzone w tym czasie do Polski mleko stanowi ok. 2,07% mleka skupionego, co można ocenić jako ilość marginalną – także w stosunku do naszego eksportu. Zakładając 30-procentowy eksport, to ze skupionych 3 mld l mleka za granicę sprzedajemy ok. 1 mld. Zatem w skali kwartału import mleka według ilości z ministerialnej listy stanowi ok. 6,22% w stosunku do eksportu. Wydaje się, że jest to bardzo dobry wynik polskiego mleczarstwa, i dobrze byłoby, aby te relacje utrzymały się w przyszłości. Czy można eksportować, nic nie importując? W Niderlandach można kupić polskie sery, mimo że Holendrzy są światowym potentatem w eksporcie produktów mleczarskich. A handlu produktami mlecznymi można się od Holendrów uczyć, to m.in. ich firmy opanowały światowy obrót mlekiem w proszku.

Reakcje mleczarzy
Prezentowane listy z ministerstwa rolnictwa, opublikowane pod nośnym tytułem „Jedni wspierają, a dla innych liczy się tylko zysk”, stały się obiektem dociekań dziennikarskich i przyczynkiem zbierania opinii mleczarzy. Znamienna jest wypowiedź Szczepana Szumowskiego, prezesa OSM Giżycko, mleczarni z ministerialnej listy. W publikacji Marty Bellon w Business Insider czytamy m.in.: „My jako firma sprzedajemy ok. 80% swoich produktów na eksport, nie zaśmieciliśmy polskiego rynku obcym surowcem. To i tak poszło na eksport. Trudno mi oceniać, dlaczego minister podjął taką decyzję, ale należy się modlić, żeby np. Niemcy nie zaczęli ogłaszać takich list, którzy kupują z Polski. Jeśli my piętnujemy tych, którzy importują, to inne kraje mogą wziąć z nas przykład i piętnować swoich producentów, którzy od nas skupują” – wskazuje prezes Szumowski. Jak mówi: „OSM Giżycko w styczniu wydała na import 4% tego, co wyeksportowała. Nie czuję się, bym z tego powodu nie był patriotą (…)”.

Prezesi niektórych mleczarni wymienionych na ministerialnej liście wypowiedzieli się także na łamach portalu farmer.pl, w artykule Anny Tobojko pt. „Spółdzielnie mleczarskie zabierają głos w sprawie listy MRiRW”. W publikacji tej prezes zarządu OSM Cuiavia Jarosław Marciniak wyjaśnia, że zakupione za granicą mleko stanowiło 0,135% ogółu skupionego w pierwszym kwartale br., i był to incydent, a nie codzienna praktyka. Z kolei pani prezes zarządu OSM WART MILK Irena Miedzińska poinformowała, że sprowadzone przez jej spółdzielnię z zagranicy mleko nie zostało zakupione, a jedynie usługowo przetworzone w proszkowni. Spółdzielnia WART MILK otrzymała zapłatę za wykonanie usługi, zleceniodawcą była firma z Niemiec. Dzięki temu moce przerobowe spółdzielni były lepiej wykorzystane, a pracownicy mieli pracę. Przyjęcie z zagranicy mleka do zakładu (tab. 1) wcale nie oznacza jego zakupu i wprowadzania gotowych produktów na polski rynek.

Do publikacji ministerstwa rolnictwa odniósł się na stronie internetowej Zbigniew Kalinowski, prezes OSM Piątnica: „97,3 procent mleka wykorzystywanego do produkcji wyrobów w Piątnicy pochodzi od polskich rolników zrzeszonych w spółdzielni. Chcąc oferować konsumentom żywność ekologiczną, spółdzielnia w 2012 r. uruchomiła program pozyskiwania tego surowca, który obejmuje kompleksowe wsparcie na przejście na rolnictwo ekologiczne. Mimo tych działań rozwój produkcji mleka ekologicznego u naszych dostawców nie nadąża za popytem na produkty ekologiczne. Surowca ekologicznego nie ma też w kraju, stąd decyzja o jego sprowadzaniu z ekologicznych gospodarstw zlokalizowanych na Litwie. Skup mleka ekologicznego z Litwy wynosi niecałe 2,7% całego skupowanego mleka (…)”.

O konieczności sprowadzania z zagranicy nieznacznych ilości mleka informuje także na stronie internetowej prezes Grupy Mlekovita Dariusz Sapiński: „Pomimo trudnej sytuacji związanej z pandemią koronawirusa Grupa MLEKOVITA, będąca liderem branży mleczarskiej w Europie Środkowo-Wschodniej, wyeksportowała w I kwartale 2020 r. produkty o wartości aż 400 milionów zł. W porównaniu z I kwartałem 2019 r. wartość eksportu firmy wzrosła o 30% (…). To poprzez rozwój na światowych rynkach rośnie siła i rozpoznawalność marki MLEKOVITA, co w obecnej sytuacji rynkowej szczególnie przekłada się na utrzymanie miejsc pracy oraz możliwość odbioru mleka od polskich rolników. Z uwagi na szczególne preferencje klientów zagranicznych sporadycznie zdarza się, że w niewielkim zakresie organizujemy surowce z innych krajów. Po odpowiednim przetworzeniu są one dostarczane w formie gotowych produktów, np. na rynek czeski, słowacki czy niemiecki, w ramach tzw. usługi w celu zagospodarowania mocy produkcyjnych (…)”.


List otwarty do ministra rolnictwa
Na publikację o importerach mleka zamieszczoną na stronie internetowej ministerstwa rolnictwa zareagował prezes zarządu Związku Polskich Przetwórców Mleka Marcin Hydzik. W liście otwartym skierowanym do ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego napisał m.in.: „Sugerowanie, że zakłady mleczarskie kalkują i zamiast odbierać mleko od polskich rolników, szukają tańszego surowca za granicą, jest niezgodne z prawdą, gdyż istotna część importu pochodziła z krajów, gdzie mleko jest droższe”. Autor listu wskazuje także na niewielką ilość sprowadzonego do Polski białego surowca, którego od chwili zagrożenia epidemicznego było mniej niż 1% wielkości skupu, i podkreśla: „Taka wielkość nie ma i nie może mieć wpływu na ceny surowca dostarczanego do zakładów przez rodzimych producentów, co niestety sugeruje ww. publikacja (ministerstwa rolnictwa)”. W opinii Marcina Hydzika zakłady kupujące mleko za granicą są do tego zmuszone niedoborami odpowiedniego surowca w kraju, czego przykładem jest mleko krowie z certyfikowanych gospodarstw ekologicznych i mleko kozie. Zdaniem prezesa Związku Polskich Przetwórców Mleka sprowadzone ilości masła i serów w pierwszym kwartale br. także nie mają wpływu na sytuację gospodarstw w Polsce. W liście do ministra rolnictwa czytamy: „Państwo, które słusznie szczyci się eksportem żywności o wyjątkowej jakości, dla własnego bezpieczeństwa powinno unikać inicjatyw o charakterze protekcjonistycznym, zwłaszcza że polska branża mleczarska co roku musi wyeksportować ok. 30% produkcji (…). Pan Minister często podkreśla podczas spotkań z przedstawicielami branży mleczarskiej, i słusznie, że mleczarstwo powinno radzić sobie samo w zdobywaniu rynków i zagospodarowaniu już istniejących. Dlatego zwracamy się z apelem, aby realizacji ww. zadań przynajmniej nam nie utrudniać poprzez publikowanie tego typu artykułów”.

Echa z zagranicy
Listy importerów mleka opublikowane na stronie internetowej ministerstwa rolnictwa nie uszły uwadze dziennikarzy za granicą. W niemieckim dzienniku „Die Welt” ukazała się publikacja pt. „Polski patriotyzm staje się żenującym skandalem”. Czytelnicy w Niemczech dowiadują się, że polskie ministerstwo rolnictwa prowadzi kampanię pręgierzową przeciwko importerom mleka i jego przetworów. Są oskarżani o brak patriotyzmu gospodarczego, który zagraża lokalnym rolnikom. Dla autorów publikacji sytuacja jest co najmniej dziwna, ponieważ Polska jest eksporterem netto mleka i jego przetworów. W artykule przytacza się dane statystyczne z 2018 r., według których z Polski wywieziono ok. 66,9 tys. t masła, a sprowadzono 20,2 tys. t. Podobnie było z serem, którego w tym czasie wyeksportowaliśmy 260,3 tys. t, a do kraju wwieźliśmy 92,7 tys. t.

„Die Welt” podkreśla, że Niemcy są dla Polski istotnym partnerem handlowym, także w zakresie mleczarstwa. Niektóre niemieckie firmy mają w naszym kraju swoje zakłady i prowadzą zarówno import, jak i eksport. Nie jest tajemnicą, że duże ilości mleka surowego produkowanego w Wielkopolsce trafiają do Niemiec, nie mówiąc już o terenach przygranicznych. Dziennikarze z „Die Welt” zacytowali wypowiedź przedstawiciela Związku Przemysłu Mleczarskiego (MIV): „Środki podjęte przez polski rząd są rozczarowujące i prawdopodobnie utrudniają rynek wewnętrzny”. Zdaniem Federalnego Ministerstwa Rolnictwa (BMEL) opublikowanie przez polskie ministerstwo list importerów mleka i jego przetworów i zalecenie zakupu tylko polskich produktów jest naruszeniem artykułu 34 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Artykuł ten reguluje swobodny przepływ towarów. Niemieccy dziennikarze informują, że do Komisji Europejskiej dotarła informacja o opublikowanej oficjalnie przez polskie władze liście importerów mleka. W „Die Welt” czytamy: „Federalne Ministerstwo Rolnictwa oczekuje, że Komisja Europejska, jako strażniczka traktatów, podejmie kroki, aby zapobiec wszelkim zakłóceniom konkurencji”.

Oficjalne ganienie importerów na wspólnym europejskim rynku, którego zasadą jest swobodny przepływ towarów, usług, kapitału i ludzi, trudno zrozumieć. Zwłaszcza jeśli dotyczy to produktów mleczarskich, których eksport jest znaczący. Sytuację streszcza w kilku słowach tytuł opublikowanego na portalu internetowym spidersweb.pl felietonu Agaty Kołodziej: „Resort rolnictwa zwariował! Hejtuje polskie mleczarnie, perfidnie manipulując danymi”. 