Szanujemy konkurencję, ale pola nie oddamy

Wielkimi krokami zbliżamy się do dnia, w którym rynek usług hodowlanych zostanie w Unii Europejskiej całkowicie uwolniony. Stanie się to pod koniec bieżącego roku. Nasili się konkurencja wśród światowych organizacji hodowlanych. Czy Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka jest gotowa na otwarcie rynku? W czym jesteśmy mocni, co trzeba jeszcze poprawić? Nad czym obecnie pracujemy? Czy pracownicy Federacji mają czego się obawiać? Na te i inne pytania odpowiada Leszek Hądzlik, prezydent Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

 

Czy dostrzega Pan zagrożenia dla działalności PFHBiPM w związku z przyjętym przez Parlament Europejski rozporządzeniem uwalniającym w UE rynek usług hodowlanych?
Zagrożenia mogą pojawić się na horyzoncie. Być może znajdą się zachodnie organizacje, które będą chciały sprzedawać polskim hodowcom te same usługi, które my im oferujemy. Czy faktycznie te podmioty wejdą na nasz rynek, w dużej mierze zależy od nas samych, ale także od Ministerstwa Rolnictwa. Jeśli zostaną uznane nasze oczekiwania, w tym te związane z wyraźnym przyspieszeniem w zakresie oceny wartości hodowlanych bydła, to zagrożenia oddalą się. Poza tym liczę na to, że polscy hodowcy wybiorą te usługi, które będą lepsze dla nich jakościowo i ekonomicznie, ale także nie opuszczą nas ze względu na patriotyzm gospodarczy. Tak postępują inne nacje w Europie, dlaczego więc polscy hodowcy mieliby się wyłamać. Myślę, że na tyle jesteśmy dojrzali, że możemy stawić czoła innym organizacjom z krajów zachodniej czy południowej Europy. Przestrzegam przed chwilowymi, jak to bywa, okazjami cenowymi i wprowadzaniem cen dumpingowych przez naszą europejską konkurencję. Na takich okazjach nie wychodzi się dobrze. Jeśli znajdą się tacy, którzy tego nie dostrzegą, to trudno. Musimy szanować wzajemnie naszą pracę i zainwestowane w rozwój pieniądze.

Niemieckie organizacje już pukały do nas i chciały przejmować rynek?
Dwukrotnie niemieckie organizacje zwracały się do naszego Ministerstwa Rolnictwa o zezwolenie na prowadzenie działalności na terytorium Polski, która miała dotyczyć prowadzenia ksiąg hodowlanych i usług związanych z oceną wartości użytkowej bydła mlecznego. Ówczesny minister rolnictwa pytał nas o zdanie w tej sprawie. Odpisałem, że działania podmiotów zza Odry traktuję jako działania zaborcze. Nasi partnerzy zachodni nie zgodzili się z tą opinią, ale odstąpili od wejścia na polski rynek usług hodowlanych. Przypomnę, że Jan Krzysztof Ardanowski, obecny minister rolnictwa, przekazywał Polskiej Federacji prowadzenie oceny wartości użytkowej bydła w 2006 r. Jestem pewien, że nie ma on liberalnego spojrzenia na ten rynek, co mnie, i zapewne pracowników PFHBiPM oraz hodowców, bardzo cieszy.

Ile Polska Federacja zainwestowała przez lata w rozwój hodowli? Czy bez tych inwestycji bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy?
Inwestowaliśmy nie tylko w nowe projekty, służące do zarządzania stadami bydła i produkcją mleka, ale także w infrastrukturę. Proszę zauważyć, ile pieniędzy przeznaczyliśmy na infrastrukturę pod naszą działalność. Wypowiadano nam umowy, bo Skarb Państwa sprzedawał nieruchomości i budynki, a my stawialiśmy nowe laboratoria i budowaliśmy budynki pod naszą działalność. Ten proces jeszcze się nie skończył, ale mimo to jestem bardzo zadowolony z tego, co osiągnęliśmy. Inwestycje sięgnęły blisko 110 mln zł od 2004 r. Dotyczyły one nie tylko infrastruktury, ale również badań, w wyniku których wprowadziliśmy w życie wiele narzędzi do pracy w stadach bydła, związanych z oceną wartości użytkowej, takich jak: ocena wskaźników produkcyjnych oraz dodatkowe parametry z mleka (jak ketoza czy kazeina), indywidualne doradztwo ogólne i opiekę nad stadem, specjalistyczne doradztwo żywieniowe i ekonomiczne, analizy pasz po preferencyjnej cenie, wsparcie zarządzania stadem (dostęp do programów analitycznych SOL, DoKo, COLUMB). Bardzo szybko dostarczamy do hodowców wyniki próbnych udojów. Mają je po dwóch dniach od zakończenia próbnego doju. To jeden z najlepszych wyników na świecie. W przyszłym roku po raz kolejny zainwestujemy także w pracowników Polskiej Federacji, m.in. poprzez wzrost wynagrodzeń.

Federacja jest mocna w ocenie wartości użytkowej bydła, ale gonimy świat pod kątem wykorzystania wartości hodowlanych w ekonomii produkcji mleka. Dogonimy go?
Życzyłbym sobie, żebyśmy wszyscy mieli świadomość, że mamy jeszcze wiele do zrobienia właśnie w zakresie praktycznego wykorzystania wartości hodowlanych w hodowli i chowie bydła mlecznego. Mam nadzieję, że przekonamy ostatnich niedowiarków co do tego, że wartości hodowlane bydła są nieodzownym elementem ekonomicznym produkcji mleka. Mnie i naszych pracowników nie trzeba co do tego przekonywać. Wielu hodowców jest zaniepokojonych faktem, że wewnętrzne, polskie przepychanki, w zasadzie pomiędzy kilkoma organizacjami, w tym instytucjami naukowymi, źle wpływają na rozwój hodowli bydła mlecznego w Polsce. Chcę, żeby nasi hodowcy mieli takie same możliwości do rozwoju, jak ich amerykańscy, francuscy czy też hiszpańscy koledzy po fachu. Apeluję po raz kolejny: budujmy wspólnie wartość hodowlaną naszego bydła dla chwały polskiej hodowli! Proszę zauważyć, że współpracują z nami w zakresie prowadzonych badań podmioty z całego świata. Obecnie kończymy pracę nad nowymi cechami bydła, które wprowadzimy do wartości hodowlanych, i nad indeksem ekonomicznym w hodowli bydła i produkcji mleka. Niebawem, uwierzcie mi, będzie o tym głośno. Postęp hodowlany jest najtańszą formą wsparcia produkcji mleka.

Hodowcy są zadowoleni ze wsparcia, jakiego udziela im Skarb Państwa w postaci dotacji do części usług. Mam wątpliwości, czy wszyscy zdają sobie sprawę z tego, o czym mówimy?
O tym, gdzie jesteśmy, o naszym miejscu w świecie hodowli i chowu bydła decydują przede wszystkim ludzie, nie pieniądze, choć i te są bardzo pomocne. Gdyby nie nasi pracownicy, na pewno byłoby trudno realizować cele, które sobie stawiamy. Pomaga nam w ich osiąganiu dotacja z budżetu państwa, która jest kierowana jedynie do realizacji zadań z oceny wartości użytkowej bydła oraz do prowadzenia ksiąg hodowlanych. Hodowcy korzystają z niej, i chcą to robić nadal, tym bardziej że nasze wypracowane pieniądze ciągle inwestujemy w naukę i rozwój hodowli bydła mlecznego. Budżet państwa na wspomniane cele przeznaczył przez blisko 15 lat ponad 540 mln zł. Hodowcy wykorzystali dotację prawie w 100%, bo Federacja zwróciła jedynie 26 tys. zł, co stanowi 0,005% jej całości.

Jak Pan ocenia minione lata?
Polska znalazła swoje miejsce w świecie. Jesteśmy organizacją, która uczestniczy w światowej polityce hodowlanej. Nie boję się tego powiedzieć, że jesteśmy szanowani w świecie i liczą się w nim z naszym zdaniem. Przypomnę, że organizowaliśmy m.in. międzynarodową konferencję ICAR – bo jesteśmy bardzo dobrzy w tym, co robimy, a zwłaszcza w doradztwie związanym z wartością użytkową bydła. Organizowaliśmy również światowy kongres bydła simentalskiego i także czerwonego. To do nas przyjechał cały świat po to, żeby wyznaczać cele w ocenie bydła na kolejne lata. Jesteśmy profesjonalnym związkiem, występującym w imieniu rolników. Dziś jesteśmy potężną instytucją o uznanej marce, którą można porównać do niejednej dużej światowej firmy. Nie mamy czego się wstydzić.

Zawsze stawiał Pan na merytoryczną dyskusję, nie pozwalając na kłótnie i dzielenie środowiska.
My nie wiecujemy i nie spotykamy się po to, żeby pomarudzić. Mamy konkretne zadania do wykonania i je wykonujemy. Naszym oczkiem w głowie jest realizacja oceny wartości użytkowej bydła mlecznego (bydło mleczne pod oceną produkuje w Polsce blisko 60% mleka, które kupują od hodowców spółdzielnie mleczarskie i prywatne zakłady – przyp. redakcji). Ocenę mamy na światowym poziomie, z kolei gonimy świat pod kątem działań hodowlanych. Chcemy stworzyć jak największe bazy danych fenotypowych i genotypowych bydła, które umożliwią nam szerokie analizy tych danych w ramach usług proponowanych hodowcom. Dlatego coraz mocniej stawiamy na poprawienie ilościowe cech, które brane są pod uwagę podczas wyceny wartości hodowlanej bydła mlecznego. Po to też uruchomiliśmy własne laboratorium genomowe w Parzniewie pod Warszawą i utworzyliśmy Centrum Genetyczne w Poznaniu, gdzie zatrudniliśmy wybitnych naukowców.

Jak się zmieniła Polska Federacja?
Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na fakt, że ze związku zawodowego hodowców bydła mlecznego Federacja stała się związkiem branżowym, który decyduje o polityce hodowlanej, wsłuchując się w głosy przede wszystkim swoich członków, ale także pozostałych hodowców bydła mlecznego. W ramach prawnych możliwości podnosimy te głosy, po to, żeby stwarzać coraz lepsze warunki do rozwoju naszej hodowli oraz uruchamiać projekty wspomagające zarządzanie stad bydła mlecznego.

Mija 15 lat odkąd w Polskiej Federacji został zatrudniony pierwszy pracownik. To mały jubileusz.
Działalność Polskiej Federacji sięga wcześniejszych lat. Ale pierwszy pracownik został w niej zatrudniony 15 lat temu. Dziś zatrudniamy ponad 1,1 tys. pracowników, którym do realizacji zadań Federacja udostępnia blisko 900 samochodów. Mamy swoją jakość i markę, wypracowaną przez lata. Hodowcy wzięli odpowiedzialność za tak dużą firmę, jaką jest Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Nie jesteśmy „dziadowską” instytucją. Jesteśmy profesjonalnym podmiotem.

Federacja wyświęci własny sztandar. Ta uroczystość odbędzie się w listopadzie br. Czy wiadomo już gdzie?
W najpiękniejszym okresie, czyli na 100-lecie naszego państwa, poświęcony zostanie sztandar Polskiej Federacji – sztandar wszystkich hodowców bydła mlecznego, skupionych w regionalnych i rasowych związkach o zasięgu krajowym oraz pracowników. Niewątpliwie będzie to podkreślenie naszej jedności. Ta uroczystość odbędzie się 8 listopada br. w Świątyni Opatrzności Bożej w warszawskim Wilanowie.

Dziękuję za rozmowę.