Umocnimy indeks PF

– Trudno jest oczekiwać, by zagraniczny inwestor prowadził programy hodowlane w Polsce i tutaj poszukiwał jednostek wybitnych, kiedy dużo szybciej i łatwiej może sprzedać u nas gotowy produkt, który jednocześnie kreowany i dostosowywany jest do potrzeb i warunków zagranicznych hodowli – mówi Bogdan Grzegorz Waśniewski. O roli MCHiRZ w Łowiczu, współpracy z hodowcami i pozycji polskiej hodowli rozmawiałem z prezesem spółki.

 

Rozmawiał: Radosław Iwański

 

Analizując subpopulację buhajów top 100 z ostatniego sezonu ich wyceny, widać wyraźnie, że MCHiRZ w Łowiczu ma najwięcej buhajów urodzonych w Polsce (w grupie 15 buhajów z MCHiRZ w Łowiczu buhaje urodzone w Polsce stanowią aż 87%). Czy to jest wyraźny sygnał dla hodowców, że stawiacie na polską hodowlę?
MCHiRZ w Łowiczu jest przedsiębiorstwem w 100% z polskim kapitałem, którego właścicielami w zdecydowanej większości są rodzimi hodowcy oraz regionalne związki hodowców bydła, dlatego nie powinno nikogo dziwić, że firma zorientowana jest na współpracę głównie z polskimi hodowcami. W przeciwieństwie do innych spółek działających na rynku inseminacji zwierząt gospodarskich w naszym kraju w składzie właścicielskim nie ma kapitału zagranicznego, co zapewne sprawia, że nie ma wobec nas oczekiwań związanych z promowaniem nad Wisłą zagranicznych, swoją drogą, nie zawsze najlepszych rozwiązań. Poza tym poziom hodowli w naszym kraju systematycznie rośnie, a to powoduje, że obecnie nie musimy za wszelką cenę szukać rozpłodników poza granicami. W naszym rozumieniu misji, jaką mają do spełnienia podmioty odpowiedzialne za realizację programów oceny i selekcji buhajów, naturalnym wyborem jest wspieranie polskich hodowców zawsze wtedy, gdy jest to możliwe i służy interesom wszystkich zainteresowanych.

W każdym kraju część rozpłodników wykorzystywanych w unasienianiu samic pochodzi z importu, jednak ważne jest, aby ten udział nie był zbyt duży, ponieważ programy oceny i selekcji buhajów powinny bazować głównie na rodzimej bazie selekcyjnej. W jaki sposób MCHiRZ inwestuje w rozwój polskiej genetyki?
Zgadzam się z pańskim stwierdzeniem, że programy oceny i selekcji buhajów powinny bazować na rodzimej bazie selekcyjnej. Faktem jest też, że w celu doskonalenia polskiego pogłowia krów powinniśmy korzystać z najlepszych dostępnych na świecie rozwiązań, ale wyłącznie tych najlepszych. Mając tego świadomość, angażujemy się nie tylko w genotypowanie znacznej ilości materiału męskiego, którym jako Mazowieckie Centrum Hodowli i Rozrodu Zwierząt jesteśmy bezpośrednio zainteresowani, ale również wspieramy hodowców poprzez nasz udział w genotypowaniu samic znajdujących się w ich hodowlach. Nie zapominamy o tym, że nawet najlepszy buhaj to tylko połowa sukcesu, druga połowa to matka o wysokiej wartości hodowlanej. Im więcej zwierząt w kraju ocenimy, tym większa szansa, że wśród nich znajdziemy te, na których nam zależy, które będziemy mogli wykorzystać do kreowania postępu hodowlanego.

Udział buhajów urodzonych w Polsce w całkowitej liczbie buhajów ocenionych genomowo w poszczególnych spółkach jest różny. Te, które genomujecie, pochodzą w zasadzie tylko z polskich hodowli (aż 98%). Z czego to wynika?
Wynika to z kilku przyczyn. Jak już wspomniałem, jesteśmy w 100% polską spółką, a ponieważ możemy, chcemy i widzimy w tym sens, inwestujemy w polską hodowlę. Ma na to wpływ również fakt, że znalezienie nad Wisłą buhaja, który nie ustępuje zagranicznym konkurentom, jest obecnie jak najbardziej możliwe, czego najlepszym przykładem jest chociażby znajdujący się w naszej ofercie Broker ST, ale również buhaje KR Muscat czy Abbotboni, które wkrótce się w niej pojawią. Na pewno ważnym czynnikiem sprzyjającym nam w pracy z polskimi hodowcami jest nasze położenie na mapie kraju. Zlokalizowani w centrum Polski, bez problemu możemy podjąć współpracę z hodowcami w każdym jej zakątku, z czego staramy się korzystać i do czego zachęcamy.

Większym problemem dla polskiej hodowli niż niewielka liczba rozpłodników z polskim kolczykiem w czołówce rankingów jest trafiająca z zagranicy do polskich obór ogromna ilość nasienia o niskiej wartości hodowlanej.

Niestety, da się zauważyć, że udział polskich buhajów w krajowych rankingach z sezonu na sezon jest coraz mniejszy, co jest bardzo niepokojące. W kwietniowej wycenie wartości hodowlanej buhajów w grupie 10 najlepszych dwa były z polskiej hodowli. Jeden z nich – Broker, z PF 143 – należy do MCHiRZ w Łowiczu. Pozostałe rozpłodniki zostały zaimportowane z Francji i Niemiec. Czy tę tendencję da się zmienić i czy w ogóle powinno się ją odwrócić?
W moim odczuciu wynika to z silnych związków pozostałych spółek inseminacyjnych z kapitałem obcym. Nie zapominajmy o tym, że z pogłowiem, które według danych GUS na koniec 2017 roku liczyło 2,15 miliona krów mlecznych, jesteśmy interesującym rynkiem zbytu dla zagranicznych dostawców nasienia. Trudno jest oczekiwać, by zagraniczny inwestor prowadził programy hodowlane w Polsce i tutaj poszukiwał jednostek wybitnych, kiedy dużo szybciej i łatwiej może sprzedać u nas gotowy produkt, pozyskany we wspomnianych innych krajach, ale który jednocześnie kreowany i dostosowywany jest do potrzeb i warunków tamtych hodowli, które mimo wszystko różnią się od naszych. Czy tę tendencję da się zmienić i czy powinno się ją odwrócić? Zdecydowanie tak. Oczywiście nie od razu, ale w perspektywie czasu i przy odpowiednim zaangażowaniu samych hodowców oraz innych podmiotów bezpośrednio związanych z hodowlą i decydujących o jej kształcie w Polsce jestem przekonany, że niebawem jako kraj dogonimy naszych zachodnich sąsiadów, a kiedy już tego dokonamy, to dlaczego nie mielibyśmy tej tendencji odwrócić? Myślę również, że na chwilę obecną większym problemem dla polskiej hodowli niż niewielka liczba rozpłodników z polskim kolczykiem w czołówce rankingów jest trafiająca z zagranicy do polskich obór ogromna ilość nasienia o niskiej wartości hodowlanej. Pamiętajmy, że wykorzystywanie takiego materiału bez wątpienia nie ułatwia nam pracy, gdyż negatywnie wpływa na wartość hodowlaną przyszłych pokoleń, na których tę pracę opieramy, i ogranicza możliwości postępu.

Średnia wartość hodowlana buhajów na liście top 100 pochodzących z Polski, Danii, Francji i Holandii jest na bardzo podobnym poziomie (PF 136–139). Tylko buhaje niemieckie mają średnią wartość hodowlaną nieco wyższą, wynoszącą 141 jednostek PF. Buhaje zakupione od naszych krajowych hodowców nie są gorsze od rozpłodników zakupionych z importu. Czym Państwo kierujecie się przy zakupie buhajów za granicą?
Zakup buhajów za granicą po części wymusza na nas rynek. Pewien odsetek współpracujących z nami hodowców zwyczajnie od nas tego oczekuje. Zakupy za zagranicą wynikają również z potrzeby posiadania w ofercie nasienia seksowanego, a – jak wiadomo – w Polsce nie mamy możliwości przeprowadzania takiej procedury. Czynniki, które decydują o wyborze osobnika, są takie same, jak w przypadku rozpłodników kupowanych od polskich hodowców. Istotne są: wartość hodowlana buhaja wyrażona indeksem PF, wartości poszczególnych podindeksów oraz unikalny rodowód, który pozwala na zachowanie wysokiej zmienności genetycznej. Warte podkreślenia w tym miejscu jest to, że zwracamy uwagę, by były to wyłącznie osobniki wybitne, czego doskonałymi przykładami są Slatan i Bumper, które należą do elitarnego grona ojców buhajów w Polsce.

Co powinniśmy zrobić w Polsce, żeby bardziej promować rodzimą hodowlę i zacieśnić współpracę spółek inseminacyjnych z naszymi hodowcami?
Przede wszystkim hodowcy powinni dostać wyraźny sygnał, i to nie tylko od samych spółek, takich jak MCHiRZ z siedzibą w Łowiczu, ale również od podmiotów odpowiedzialnych za realizację programów hodowlanych w Polsce, że już dziś nasze buhaje nie odstają od tego, co oferuje im świat. Z naszych obserwacji wynika też, że potrzebne jest umocnienie, uwiarygodnienie w oczach hodowców indeksu selekcyjnego PF. Niestety, z przykrością obserwujemy, że hodowcy często wybierają buhaje w oparciu o indeksy zagraniczne, bez wątpienia lepiej rozreklamowane, które zostały stworzone na potrzeby innych warunków ekonomiczno-przyrodniczych, co dla większości z nich nadal nie jest oczywiste. W wyniku czego nierzadko znacznie przepłacają za nasienie buhajów o niższej wartości hodowlanej w stosunku do tego, co mogliby otrzymać za te same pieniądze, kupując np. w MCHiRZ w Łowiczu. Ważne jest też, aby hodowcy zrozumieli, że bez ich bezpośredniego zaangażowania nie będziemy w stanie doskonalić w Polsce krów w oparciu o krajowe zasoby genetyczne. Muszą mieć świadomość, że ich rola w tym zakresie jest pierwszoplanowa, a podejmowane przez nich decyzje o wyborze materiału genetycznego i kojarzeniach zwierząt są kluczowe dla polskiej hodowli.

Jak możemy poprawić wartość hodowlaną polskich buhajów i jak przyspieszyć postęp hodowlany?
Teoretycznie jest to zadanie proste, bowiem wystarczy poprawić stan wiedzy na temat naszej populacji poprzez zintensyfikowanie genomowania materiału hodowlanego – zarówno męskiego, jak i żeńskiego – dokonać wyboru najlepszych pod względem przydatności do dalszej hodowli osobników i czekać na wyniki kojarzeń tych zwierząt. I właściwie tak w koło z każdym kolejnym pokoleniem. Oczywiście można w tym celu również wspomóc się szeregiem nowoczesnych biotechnik stosowanych w rozrodzie bydła. Niestety, jest to tylko teoria, a w rzeczywistości potrzeba wkładu ogromnej pracy i odrobiny szczęścia.

Dziękuję za rozmowę. 