Hodowcy mówią: jak wykorzystuję genotypowanie w swoim stadzie?

Genotypowanie, obecne w hodowli już kilkanaście lat, to technologia, która odkrywa przed hodowcami coraz to nowsze możliwości i zastosowania. Nadal najważniejszą korzyścią z genotypowania jest szacowanie wartości hodowlanej młodych zwierząt, ale już nie tylko taka informacja jest dostarczana uczestnikom oceny genomowej, w naszym kraju na razie tylko bydła rasy holsztyńsko-fryzyjskiej.

tekst: Anna Siekierska

Rozwój technologii genomowej jest bardzo dynamiczny, a producenci macierzy stopniowo udostępniają na płytkach kolejne obszary, stające się podstawą nowych usług. Jedną z nich jest weryfikacja pochodzenia badanych zwierząt, ważna nie tylko z tytułu prowadzenia ksiąg hodowlanych, ale przede wszystkim istotna dla wiarygodności oszacowań wartości hodowlanych. To jest nierozerwalnie związane z rodowodem zwierząt. Potwierdzanie pochodzenia samic z użyciem SNP-ów od niedawna jest nową usługą, wykonywaną przez PFHBiPM dla hodowców genotypujących w Laboratorium Genetyki Bydła. Być może za jakiś czas dostępne będzie dla naszych klientów także odkrywanie rodziców badanych jałówek, jednak obecnie jest to kwestia przyszłości. Ale już dziś możliwe jest zbadanie przy użyciu macierzy do genotypowania kilkunastu szczególnych cech genetycznych, z których pewne są związane z użytkowością, a część dostarcza informacji o defektach genetycznych powodujących śmierć w okresie życia płodowego krótko po urodzeniu lub upośledzających prawidłowy rozwój zwierzęcia. Na macierzach do genotypowania są też badane takie cechy, które mogą wpływać pozytywnie na hodowlę, a ich wykorzystanie w praktyce przyniesie hodowcy określone profity. Tu przykładem może być bezrożność. Oznaczenie tych cech nie wymaga znajomości rodowodu badanej samicy.

Coraz częściej okazuje się też, że genotypowanie jest atrakcyjne i przyciąga nie tylko hodowców posiadających duże stada, z jego wyników chętnie korzystają również właściciele średnich lub niewielkich stad. Jak w swoich stadach wykorzystują wyniki genotypowania, zapytaliśmy hodowców z Mazowsza i z Wielkopolski.

Łukasz Głuchowski z żoną

Pan Łukasz Głuchowski przejął gospodarstwo od swoich rodziców zaledwie trzy lata temu i teraz wraz z żoną prowadzą w Starych Glinkach (woj. mazowieckie) hodowlę bydła mlecznego, co jest w ich rodzinie tradycją od kilku pokoleń. Stado, bazujące wyłącznie na własnym materiale, liczy obecnie ok. 40 krów mlecznych i jałówki remontowe, ale systematycznie jest powiększane. Pan Łukasz istniejące zabudowania gospodarskie adaptuje i modernizuje, jednocześnie dba o powiększanie bazy paszowej, aby rosnącej liczbie zwierząt zapewnić jak najlepsze żywienie. Hodowca, zapytany, w jaki sposób korzysta z wyników oceny genomowej, powiedział:

– Genotypujemy od kilku lat wszystkie możliwe jałówki, ale też niektóre interesujące mnie krowy. Jestem przekonany, że oceny genomowe działają, bo mam krowę, wnuczkę Boltona, w trzeciej laktacji, która radzi sobie w produkcji lepiej niż inne moje krowy, ma też dobry rozród, a w jej indeksie gPF właśnie te cechy są ocenione wysoko. Wprawdzie teraz zostawiamy sobie wszystkie jałówki, ale kładziemy duży nacisk na poprawę materiału hodowlanego, więc ocenę genomową wykorzystujemy pod kątem doboru buhajów, zwłaszcza patrzymy na cechy związane ze zdrowotnością. Żona wyszukuje z katalogów buhaje, sprawdza poszczególne podindeksy i wybiera te, które odpowiadają nam najbardziej. Wcześniej robiliśmy dobory z indeksem PF, a teraz przeszliśmy na Indeks Ekonomiczny, aby stworzyć stado w wysokim IE i poprawić opłacalność produkcji. Jednak zauważyłem, że te sztuki, które mają wysoki gPF, mają też wysoki IE. Genotypowanie jest dla mnie interesujące nie tylko ze względu na wartości hodowlane, ale ciekawią mnie też nowe, niedawno udostępnione usługi, zwłaszcza te dotyczące białek mleka. Ja się już od jakiegoś czasu interesuję składem mleka i chciałbym wyselekcjonować takie krowy, które produkują mleko zawierające beta-kazeinę zdrowszą dla alergików, a tego nie da się zrobić inaczej, jak tylko za pomocą genotypowania. Myślę, że mleczarnia też będzie tym zainteresowana. Poza tym oznaczenie defektów genetycznych, co można zrobić u każdej sztuki, bez względu na to, czy ma znany rodowód, czy nie, też jest ważne, bo chcemy zwracać uwagę na to, żeby unikać w stadzie jakichś obciążeń genetycznych. Ciekawi mnie już teraz, jakie kolejne nowe cechy będą wprowadzane w badaniach przy genotypowaniu.

Patryk Kokociński

W Snowidowie (pow. grodziski, woj. wielkopolskie) hodowlę bydła mlecznego, od prawie piętnastu lat pod kontrolą użytkowości, prowadzi pan Jerzy Kokociński. Hodowca robi to z pasją, a pięciocyfrową wydajność mleka od jednej krowy uzyskiwano tu jeszcze wtedy, gdy w wiązanej oborze było zaledwie 25 krów. Dorastający synowie – Karol i Patryk – podzielają zamiłowanie ojca, i to się stało impulsem do powiększania gospodarstwa i stanu bydła. Gdy więc sąsiedzi we wsi rezygnowali z gospodarzenia, pan Jerzy skrzętnie to wykorzystywał: dokupił ziemię uprawną i powoli rozbudowywał swój warsztat pracy. Dziś naprzeciw domu mieszkalnego stoi nowocześnie wyposażona obora, w której utrzymywanych jest blisko 100 krów rasy PHF. W rodzinnym biznesie nie ma miejsca na przypadkowe decyzje, wytworzyła się też wewnętrzna specjalizacja: pan Jerzy dba o bazę paszową i jakość produkowanych pasz, a synowie zajmują się sprawami hodowlanymi. Młodzi hodowcy są przekonani do nowoczesnych technologii, także w dziedzinie hodowli. Jałówki poddane genotypowaniu przewyższają krowy dojne średnią wartością indeksu gPF o 16 jednostek,a wchodzące w produkcję pierwiastki realnie potwierdzają swój genetyczny potencjał, oszacowany na podstawie genotypu. Patryk Kokociński w taki sposób wyjaśnił, do czego mu służy genotypowanie:

– Od dwóch lat genotypujemy wszystkie urodzone jałówki. Podstawową kwestią jest to, że mamy ograniczony areał ziemi oraz wielkość budynków inwentarskich i nie możemy zwiększać obsady bydła w naszym gospodarstwie. A ponieważ sporo krów kryjemy nasieniem seksowanym, więc mamy nadpodaż materiału żeńskiego. Ze względu na to, że koszty odchowu jałówek są duże, możemy, na podstawie oceny genomowej, bardzo wcześnie poznać wartości hodowlane naszych zwierząt i mieć informację, czy będą one pasować do przyjętego przez nas celu hodowlanego. Oszczędzamy w taki sposób pieniądze na odchów jałówek z najsłabszym potencjałem i sprzedajemy je jako cielęta. Ocena genomowa pozwala nam też podejmować świadome decyzje dotyczące doboru buhajów do kojarzeń; najsłabsze jałówki inseminujemy nasieniem konwencjonalnym, zwykle tańszym, a na najlepsze jałówki wybieramy buhaje ze światowej czołówki, i wtedy nas nie przeraża cena kilkaset złotych za porcję, bo to nam zrobi dobrą robotę dla przyszłości stada. Co roku sprzedajemy też kilkanaście cielnych jałówek lub pierwiastek i dzięki ocenie genomowej nie robimy tego na ślepo. Czasem się okazuje, że córka bardzo dobrej krowy ma słabszą ocenę niż jałówka od innej, i wtedy sprzedajemy, kierując się wynikami genomowej wartości hodowlanej. A poza tym zauważyliśmy, że hodowcy kupujący od nas zwierzęta, gdy widzą, że mają one oceny genomowe, są skłonni zapłacić za nie trochę więcej. Tak więc wcześniejszy koszt okazuje się dobrą inwestycją. W XXI w. ludzie chcą mieć informacje, bo to im pomaga prowadzić rentowne przedsiębiorstwo. A gospodarstwo rolne i stado musi być dobrze prosperującym interesem. 