Sześć sposobów na dobrą inseminację

Inseminować każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej – zapewne tak śpiewałby Jerzy Stuhr, gdyby zamiast aktorstwa wybrał hodowlę bydła mlecznego. I pewnie byłoby w tym sporo prawdy, bo powszechność tego zabiegu nie zawsze idzie w parze ze skutecznością. Nieprawidłowości, jak nie trudno się domyślić, mają istotny wpływ na rozród w utrzymywanym stadzie. Co zatem robić, aby uniknąć bezowocnej pracy? Jak ustrzec się podstawowych inseminacyjnych błędów?

tekst: Mateusz Uciński, na podstawie „Progressive Dairy”, USA, zdjęcie: Zofia Borowska-Dobrowolska

Sztuczna inseminacja zwierząt hodowlanych jest prowadzona, co może niektórych zdziwić, od bardzo dawna, bo pierwsze wzmianki o niej pochodzą z XIV w. i dotyczą zabiegów wykonywanych na klaczach w krajach arabskich. Potem, w 1784 r., Lazzaro Spallanzani wykonał pierwszy skuteczny zabieg sztucznego unasieniania samicy psa, na skutek którego urodziło się troje szczeniąt. Piętnaście lat później, w 1799 r., John Hunter opisał pierwszy przypadek skutecznej sztucznej inseminacji dopochwowej u kobiety. Na kolejne doniesienia trzeba było czekać następne sto lat, gdyż publikacje dotyczące zabiegów wykonywanych u królików, psów i koni pojawiły się dopiero w roku 1897, a ich autorem był Walter Heape. Ogromny wkład w rozwój sztucznej inseminacji miały prace Ilji Iwanova, rosyjskiego naukowca, który na przełomie XIX i XX w. zajmował się tym zagadnieniem u zwierząt gospodarskich, lisów, psów, królików i drobiu. Jego działania miały ogromny wpływ na dalszy rozwój inseminacji i zainspirowały między innymi duńskich naukowców, którzy jako pierwsi na świecie stworzyli w latach 1933–1936 towarzystwo zajmujące się inseminacją bydła mlecznego. To właśnie im zawdzięczamy stworzenie w 1937 r. techniki domacicznej inseminacji rekto-waginalnej, szeroko stosowanej współcześnie. Co ciekawe, pierwsze słomki wykorzystywane do sztucznego unasieniania bydła były również projektu duńskiego. Przełomem w rozwoju tej dziedziny było założenie w 1938 r. w Stanach Zjednoczonych towarzystwa zajmującego się sztuczną inseminacją. Od tego czasu liczba zabiegów wykonywanych u bydła gwałtownie wzrosła. Obecnie w niektórych krajach tą drogą uzyskuje się ciąże u ponad 90% zwierząt. W Polsce sztuczna inseminacja zwierząt gospodarskich rozpoczęła się dopiero po drugiej wojnie światowej. Pierwsze próby podjął w 1945 r. Uniwersytet Jagielloński, który w swoim gospodarstwie doświadczalnym w Mydlnikach unasienił kilka klaczy. Pomysł inseminacji bydła zrodził się w Państwowym Instytucie Weterynarii w Bydgoszczy.

Zabieg popularny, aczkolwiek nie najłatwiejszy
Nie od dzisiaj wiadomo, że skuteczność inseminacji zależy od wiedzy hodowcy na temat zdrowia zwierzęcia, a także od umiejętności i doświadczenia osoby wykonującej zabieg. Do tego dochodzi prawidłowość wykrywania rui i jakość nasienia buhaja, które stosujemy podczas zabiegu. Niebagatelne znaczenie ma również to, że podstawą sukcesu inseminacji jest zdrowa, prawidłowo utrzymywana i żywiona samica.

Pamiętać należy, że aby inseminacja była skuteczna, zabieg powinien być wykonany w ściśle określonym przedziale czasowym – najlepiej w drugiej połowie fazy rujowej i w początkowej fazie porujowej, czyli średnio 12–18 godzin od wystąpienia pierwszych objawów rui. Należy być czujnym, bo czas rui może ulegać zmianom, wywołanym np. przez wysoką temperaturę, nieprawidłowe żywienie czy stres. W przypadku jałówek ruja trwa krócej, dlatego należy je unasieniać dwie godziny wcześniej niż krowy wieloródki. Przyjęto zasadę, że jeśli krowa ma objawy rui rano, to trzeba ją inseminować późnym popołudniem lub wieczorem tego samego dnia. Jeśli ma objawy wieczorem, należy ją unasienić rano.

Nieprawidłowe rozpoznanie rui (przeoczenie rui, ciche ruje) jest najczęstszą przyczyną niepowodzenia sztucznej inseminacji, jednak to tylko jedno z uchybień, które skutkują porażką w tym dość skomplikowanym procesie. Problemów pojawia się więcej, dlatego warto zwrócić uwagę na kilka kluczowych kwestii, które postaramy się opisać poniżej i przedstawić sposoby zapobiegania niepożądanym zdarzeniom.

Czas
Jak już wspominaliśmy, należy szanować biologię. Warto przestrzegać okresu przestoju poporodowego. Po wycieleniu układ rozrodczy krowy nie pracuje w sposób naturalny. Potrzeba czasu, aby przejść przez inwolucję macicy i powrócić do normalnej zdolności owulacyjnej, około 40–60 dni po wycieleniu. Trudności w wycieleniu i stan zdrowia w okresie przejściowym będą miały wpływ na czas osiągnięcia płodności. Każde stado ma indywidualny i idealny okres przestoju poporodowego, ale jego przedłużenie do co najmniej 60 dni lub 70–80 dni w stadach o wysokiej produktywności zwykle oznacza bardziej „żyzne” środowisko macicy.
Okres przestoju poporodowego powinien opierać się na jakości okresu okołoporodowego, wskaźniku ciąż (pregnancy rate), dniach do szczytu laktacji, unikaniu wysokiego ujemnego bilansu energetycznego, krzywych laktacji i momentu, kiedy laktacja kończy się zasuszeniem. Większość programów do zarządzania stadem ma możliwość obliczania współczynnika zapłodnień na podstawie dni laktacji. Dane te mogą pomóc w określeniu pierwszego przedziału czasowego wskaźnika przeprowadzenia zabiegu.

Okres okołoporodowy
Zaniedbania w okresie okołoporodowym mogą skutkować problemami przez całą laktację. Trudne wycielenia, niedokończone leczenie zapalenia macicy lub nieszczęśliwe wypadki podczas porodu, takie jak zbyt wczesne „wyrywanie” cieląt, mogą powodować wykładnicze opóźnienie rozrodu.

Trzeba bardzo uważać, aby uniknąć wysypu chorób metabolicznych u świeżo wycielonych krów. Nie należy także przysparzać dodatkowego stresu zwierzętom w niekiedy przepełnionych kojcach przejściowych. Warto rozważyć monitorowanie uwzględniające częste kontrole temperatury i pobieranie próbek krwi w celu wykrycia subklinicznych poziomów ketozy. Obserwacja zachowań świeżo wycielonych krów pozwoli na szybkie wykrywanie niepokojących stanów zdrowotnych, dzięki czemu zwierzęta będą mogły szybko wrócić do hodowli. Niemożliwe jest uzyskanie bardzo dobrego wskaźnika ciąż u krów z problemami zdrowotnymi.

Dieta
Należy kategorycznie unikać sytuacji, które powodują brak jajeczkowania u krów, takich jak niska ocena kondycji ciała (BCS). Wysoka mleczność w stadzie zwykle oznacza utratę wagi i uruchomienie zapasów tłuszczu z ciała. Ujemny bilans energetyczny występuje, gdy więcej energii opuszcza organizm w postaci energii z udojonego mleka lub z niestrawionej paszy, niż trafia do organizmu. W takiej sytuacji zalecana jest współpraca z doradcą żywieniowym, który doradzi, jak skrócić czas trwania ujemnego bilansu energetycznego i wspierać normalny cykl rujowy.

Zdecydowanie warto rozpocząć taką strategię żywieniową na długo przed wycieleniem. Zbyt tłuste krowy i jałówki będą miały więcej do stracenia po ocieleniu. U tych sztuk widoczny będzie zdecydowanie większy ujemny bilans energetyczny niż u osobników, które miały idealną wagę przed wycieleniem. Szybki i wysoki poziom utraty wagi skutkuje nieprawidłowymi cyklami rujowymi i niższymi wskaźnikami poczęć. Jeżeli sztuczna inseminacja w stadzie ma niską skuteczność, zwłaszcza u krów w pierwszej laktacji, należy zmierzyć BCS dla jałówek w okresie dojrzewania. Wskaźnik ten może być ważny przede wszystkim w odniesieniu do młodych krów, które wciąż rosną.

Stres cieplny
Programy synchronizacji rui mogą pomóc w miesiącach ciepłej pogody, kiedy krowy nie wykazują zachowań charakterystycznych dla rui z powodu obniżonego poziomu estrogenu. Jednak w czasie sztucznej inseminacji nie rozwiąże to problemu niskiej jakości oocytów i śmierci embrionalnej związanej ze stresem cieplnym występującym kilka dni po zapłodnieniu.

Hodowle bydła osiągające największe sukcesy w zakresie rozrodu zazwyczaj mają najlepsze strategie redukcji ciepła w stadzie. Krowy mniej narażone na wystąpienie stresu cieplnego mają lepszą owulację i lepiej utrzymują ciążę, co redukuje liczbę dni niecielnych. Dlatego nie wolno zaniedbywać systemów chłodzenia zasuszonych krów. Im wygodniejszy, przyjaźniejszy jest dla zwierzęcia okres zasuszenia, tym bardziej udane są wycielenia. Sprzyjające krowom okresy przejściowe oznaczają wyższy ogólny wskaźnik zapłodnień i ostatecznie zwiększoną produktywność w czasie laktacji.

Załoga i zasoby
Jakość wykonania zabiegu – to najłatwiejszy do wskazania błąd, gdy podczas sztucznej inseminacji uzależnieni jesteśmy od czasu, a sam zabieg nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Nieuważni pracownicy, przeprowadzający niedokładne zabiegi, są z wielu powodów bardzo kosztowni. Jednak jeśli te same osoby robią zabiegi co tydzień i wykonują je prawidłowo, należy wziąć pod uwagę inne obszary występowania błędów. Jeśli krowy nie są odseparowane i unieruchomione do inseminacji z powodu wadliwych blokad lub przepełnienia w zagrodach hodowlanych, prawdopodobnie problem leży w organizacji zarządzania reprodukcją po stronie krów.

Chaos i pośpiech
Pamiętać należy, że duże stada powodują większy stres u wykonujących zabieg inseminatorów. Może to prowadzić do nieprawidłowego obchodzenia się z nasieniem. Jego pojedyncze słomki, ze swoją wrażliwością na światło, temperaturę i protokół rozmrażania, mogą zostać zniszczone. Dlatego należy pamiętać, że w jednym urządzeniu do rozmrażania nie powinno znajdować się więcej niż pięć słomek ¼ cm3 lub trzy słomki ½ cm3. Zbyt duża ich liczba spowoduje nieprawidłowe rozmrażanie. Jeśli inseminator pracuje sam, prędkość wykonywania zabiegów powinna być odpowiednio uzależniona od liczby słomek rozmrażanych jednocześnie. W razie potrzeby należy rozmrozić dwie słomki lub więcej. Pojedynczy inseminator obsługujący dużą liczbą krów może się zmęczyć, co również wpływa na jakość pracy. Pośpiech i niedokładność mogą mieć wpływ np. na nieprawidłowe zaaplikowanie nasienia. Gdy inseminatorzy są pod presją czasu, mogą się decydować na noszenie zbyt wielu naładowanych pistoletów jednocześnie, aby przyspieszyć pracę. Takie działanie zdecydowanie nie jest pożądane. Ważne są także przeszkolenie i umiejętności przeprowadzającego inseminację, które warto sprawdzić, zanim powierzy się takiej osobie swoje stado. 

Zbliżające się wydarzenia