Niemieccy hodowcy alarmują: Cena mleka musi iść w górę!

Producenci mleka z miejscowości Lippe w Niemczech nie strajkują jeszcze ze swoimi kolegami z Landu Westfalia. Jednak ich żądania są od lat takie same: mleczarnie muszą więcej płacić – donosi o tym gazeta
„LZ de. Lippische Landeszeitung”.

tekst: Martin Ziaja, prezes Opolskiego Związku Hodowców Bydła, na podstawie „LZ de. Lippische Landeszeitung”

Wygląda na to, że trwa odwieczna walka producenci mleka kontra mleczarnie. Obecnie w Niemczech ponownie protestują rolnicy z powodu niskich cen, jakie otrzymują za mleko. Mówią: „otrzymujemy za mało by móc za to żyć”. W miejscowości Bremen rolnicy wyjechali na ulice traktorami, by w ten sposób zwrócić uwagę na swoją beznadziejną sytuację. A rolnicy z Lippe? Jeszcze nie demonstrują, co jednak nie oznacza, że nie ruszą na barykady – informujemy po lekturze artykułu „Der Milchprise muss ‘rauf”.

Cord-Friedrich Delke jest rolnikem w Brake, utrzymuje ponad 100 krów i ma tego dosyć. Daje temu wyraz w rozmowie z periodykiem „LZ de. Lippische Landeszeitung”.

– Pójdziemy z rezolucją do DMK (Deutsches Michkontor – Niemiecki Holding Mleczarski) i powiemy znowu, że tak dalej się nie da – mówi wściekły hodowca po tygodniu intensywnych rozmów telefonicznych. Nie po raz pierwszy stoi ze swoimi kolegami tam, gdzie stał ostatnio, a zakłady mleczarskie skupujące mleko znowu powiedzą, że handel detaliczny bazuje na niskich cenach oraz wskażą na wysokie ceny mleczarń.

– My produkujemy w najwyższych standardach, jakie w Niemczech obowiązują. Ale mleczarnie biorą mleko z Polski albo z Czech, tak jakby nie starczało im naszego albo tam było korzystniejsze cenowo – mówi Cord. – To obniża łączną cenę za mleko. Tylko że tamto najczęściej nie jest produkowane w tych samych standardach zarządzania, co w Niemczech, i to począwszy od kontroli żywienia, utrzymania zwierząt, poprzez kontrolę higieny produkcji, kończąc na zdrowotnej jakości mleka – dodaje w rozmowie z niemieckim dziennikarzem.

To jego zdanie, tak myśli. Aktualna cena bazowa za surowiec wynosi 30 eurocentów. – Gdy tylko za granicą pojawia się tańsze mleko, dla mleczarni standardy nie odgrywają żadnej roli – uzupełnia Delke.

Hodowca uważa, że mleko musiałoby kosztować 13–14 centów więcej. Główny problem leży w tym, że mleczarnie chciały skupować coraz więcej surowca i dzisiaj mamy na rynku 3–5% mleka za dużo. – Byłoby mniej, byłyby ceny stabilne, a my dobrze usytuowani – mówi rolnik. – Tylko że w tym nie upatrują swoich interesów mleczarnie, one chcą wykorzystywać pełne moce przerobowe swoich zakładów, nawet jeśli nadmierne ilości mleka muszą sproszkować i zmagazynować, a nadwyżki sprzedać do Chin – dodaje. Jego zdaniem to nie są działania proklimatyczne.

Producenci, którzy oferują biomleko, nie odgrywają decydującej roli w tym sporze. Oni mają stałych klientów i odbiorców. Delke zauważa, co producenci mówią na ten temat: – Po co mamy więcej produkować, niż to jest potrzebne, jeśli w ten sposób tylko obniżymy sobie ceny.

Presja cenowa z zagranicy ich nie dotyczy, gdyż paleta bioproduktów skupia się tylko na konkretnej grupie odbiorców, którzy są skłonni zapłacić wyższą cenę.

Ekorolnik Friedrich Uthmeier z Lurdissen również pokusił się o opinię dla wyżej wspomnianej gazety i potwierdził, że mleczne ekoprodukty mogłyby mieć wyższe ceny, ale te, które obowiązują, jednak są zdecydowanie stabilniejsze. Nie ma nadprodukcji.

Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że nie da się żyć tylko z produkcji samego mleka bio, dlatego już od wielu lat przerabia je na lody. Bez tej produkcji nie miałby wystarczających środków do życia – zauważa „LZ de. Lippische Landeszeitung”.

Rolnicy byli z wizytą w DMK, by wyrazić swoje niezadowolenie. Efekt jest taki, jakiego Cord Delke się spodziewał. Mleczarniom to po prostu zwisa – mówi dla „LZ de. Lippische Landeszeitung“.

Jego koledzy są już na granicy psychicznej wytrzymałości. Stanowisko prasowe Niemieckiego Holdingu Mleczarskiego było następujące, cytujemy za „LZ de. Lippische Landeszeitung”:

„(…) My, jako spółdzielnia, wiemy doskonale, że olbrzymia część gospodarstw mlecznych jest na granicy obciążeń, a u co niektórych została ona już przekroczona”.

Reasumując, to nie przemysł mleczarski obniża ceny, problem leży po stronie klienta, który sięga po tanie produkty. Walka cenowa handlu ma wykształcić w kliencie poczucie, że artykuły spożywcze w hierarchii ważności muszą znowu mieć swoją wartość, wówczas nadal można będzie się zajmować wytwarzaniem produktów. To jednak można osiągnąć tylko wspólnymi siłami. Niestety, aktualnie prowadzona jest agitacja każdy przeciwko każdemu, a przecież to oczywiste, że to nie może prowadzić do celu.

– Największe mleczarnie oferują tak tanie mleko, że sieci handlowe nie muszą reagować – twierdzi Delke. – Dlatego nie muszą w ogóle cen podnosić – dodaje. Według hodowcy niechęć klientów do płacenia wyższych cen nie jest problemem, dlatego widzi dwa rozwiązania: albo mleczarnie staną się przyzwoite i przemyślą swoją politykę cenową i skupową, albo taka polityka zmusi producentów mleka do kontrolowania cen. Niemieccy hodowcy chcą zapytać mleczarnie, ile potrzebują mleka, a potem określić odpowiednią cenę za ustaloną ilość surowca.

Hodowcy są rozczarowani i zgłaszają gotowość do strajku. 


Martin Ziaja
prezes Opolskiego Związku Hodowców Bydła
Problemy naszej branży wszędzie są podobne. Szkoda tylko, że tak wielu producentów mleka wierzy w to, że zamknięcie granic dla towarów z zewnątrz uratuje sytuację. Pytam się, jak ma uratować sytuację, skoro każdy każdemu sprzedaje i każdy od każdego kupuje? Do wielu jeszcze nie dotarło – czy to w Polsce, czy w Niemczech lub w innych krajach unijnych – że stanowimy jeden rynek i wymianę towarową pomiędzy członkami UE jeszcze trudno nazywać importem czy eksportem.