Niemiecki rynek mleka

Sytuacja na rynku mleka w Niemczech nie odbiega zbytnio od sytuacji na polskim rynku.

TEKST: MARTIN ZIAJA, ZDJĘCIE: RYSZARD LESIAKOWSKI

Problemy są bardzo zbliżone. Z jednej strony producenci surowca, oczekujący wyższych cen za swoje mleko, z drugiej strony handel detaliczny, wymuszający na mleczarniach jak najniższej ceny za dostarczane produkty mleczne. Sieci handlowe stosują wypróbowaną metodę, polegającą na kupowaniu towaru tak tanio, jak się da i sprzedawaniu go tak drogo jak się da. W efekcie ceny gotowych produktów oferowanych dla konsumenta, nie wiele mają wspólnego z cenami surowca. Wpływ ceny surowca, na cenę artykułów oferowanych konsumentowi, jest jedynie medialny, psychologiczny i marketingowy. I tu kolejna stara wypróbowana metoda czyli, w sytuacji kiedy cena surowca wzrasta (co ekonomicznie, nie ma prawie żadnego wpływy na cenę produktu finalnego), ceny w detalu podnosi się, uzasadniając to wzrostem cen mleka w skupie. Kiedy jednak ceny surowca spadają , nie ma to żadnego wpływy na ceny detaliczne w marketach i pod tym względem rynek polski i niemiecki niczym się nie różni. Jedyna różnica pod tym względem polega na tym że , w Niemczech od wielu lat istnieje coś w rodzaju okrągłego stołu, przy którym zasiadają przedstawiciele mleczarń, handlu oraz producenci mleka. Efekt? Raczej mierny, ale lepsze to jak nic. Ostatni okres świąteczno-noworoczny, pokazał jak lekceważąco sieci handlowe podchodzą do ustaleń trójstronnych. Wypracowane porozumienie miało zagwarantować stabilne utrzymanie cen masła po sezonie świąteczno–noworocznym. Jak wielkim zaskoczeniem dla rolników była wiadomość, że ceny masła spadły o 20 centów z kolejną zapowiedzią spadku o 56 centów, a wszystko to dzieje się w czasie, kiedy na światowych giełdach, notowania masła pną się w górę. Frustrację rolników, największe mleczarnie tłumaczą koniecznością dostosowania się do sytuacji rynkowej, w przeciwnym razie utracą największych odbiorców, jakimi są supermarkety. Kolejny poważny problem dla niemieckiego producenta mleka, to coraz to bardziej wyśrubowane wymogi ochrony środowiska, jak i dobrostanu zwierząt, to wszystko pociąga za sobą drogie inwestycje, na które, przy aktualnych cenach mleka, rolnika po prostu nie stać. Do tego dochodzi jeszcze problem coraz droższej i coraz trudniej do znalezienia siły roboczej. Problemy te prowadzą coraz częściej do likwidacji całych gospodarstw i o dziwo, nie koniecznie tych małych, ale coraz częściej dużych, utrzymujących 300-800 krów w nowych landach (byłe NRD), bo właśnie te gospodarstwa bazują na pracownikach. W całym rynku mleka istnieją też nisze produkcyjne, takie jak Bio Milch , Faire Milch, oraz Direktvermarktung czyli sprzedaż bezpośrednia, jednakże jak sama nazwa mówi, jest to tylko nisza, która w prawdzie się rozwija, ale powoli.

Podobnie jak w Polsce, dużym zagrożeniem dla branży mleczarskiej, są różnego rodzaju ruchy wegańskie, obrońców praw zwierząt oraz klimatolodzy, mają oni bowiem coraz to większy wpływ na społeczeństwo, czyli na naszych konsumentów. I w ten oto sposób rozwój hodowli bydła mlecznego zostaje w Niemczech stopniowo wyhamowywany. Trzeba sobie uzmysłowić, że w przyszłości , będziemy mogli tylko to produkować na rynek, co klient zechce od nas kupić, a nasze mleko, pomimo tysięcy konferencji, narad, ustaleń przy okrągłych stołach i różnego rodzaju komisjach trójstronnych, jest tylko tyle warte, ile ktoś zechce za nie zapłacić, względnie za nasze produkty, wyprodukowane w naszych mleczarniach (w Niemczech podobnie jak w Polsce 2/3mleczarń , to spółdzielnie rolników). Zdaniem analityków Rabo Bank, prognozy są dość optymistyczne na nadchodzący rok, porównując 2021 z 2020, kiedy wchodziliśmy w pandemię z globalnym wzrostem 4,5 miliarda litrów mleka, to teraz przewiduje się wzrost jedynie o 2,7 miliarda litrów, co przy stale rosnącym jeszcze na świecie zapotrzebowaniu na nabiał, pozwoliłoby utrzymać w miarę dobre ceny skupu mleka. Pytanie czy to wystarczy, by niemiecki producent mleka mógł wyjść z trudnej sytuacji finansowej swojego gospodarstwa…? Trzeba pamiętać, że na chwilę obecną, prawie połowa gospodarstw mlecznych w Niemczech, nie ma stabilnej płynności finansowej. I jeszcze jeden poważny problem, który wraz z rozpoczęciem nowego roku, a właściwie to już od listopada, dotyka nie tylko hodowców w Niemczech, ale wszystkich w całej Europie – to gwałtowny wzrost cen pasz, zwłaszcza białkowych, np. śruta sojowa 560 euro/t, czy śruta rzepakowa 310 euro/t.

Zbliżające się wydarzenia