Krowie randki – czemu nie!

Żyjemy w świecie coraz bardziej wirtualnym. Algorytmy zaczęły definiować nie tylko nasze decyzje dotyczące zakupów, ale także te związane z naszym życiem uczuciowym. Aplikacja Tinder, przeznaczona do aranżowania randek, jest jedną z najczęściej pobieranych w serwisach z oprogramowaniem dla smartfonów, a liczba jej użytkowników rośnie na całym świecie wręcz lawinowo. O dziwo, podobne rozwiązanie, pomocne w kojarzeniu par, wymyślono także dla krów.

tekst i zdjęcia: Mateusz Uciński

W czasach, gdy forma wypowiedzi w postaci tak bardzo dziś powszechnych tzw. memów jeszcze nie była znana, krążył następujący dowcip: Pani w klasie pyta Jasia, dlaczego się spóźnił na lekcję. – Bo musiałem iść z krową do byka – odpowiada chłopiec, pąsowiejąc jak burak. – A ojciec nie mógł tego sam zrobić? – pyta zdziwiona nauczycielka. – Pewnie mógł – odpowiada Jasio – ale byk zrobi to lepiej…

Jak się okazuje, najlepiej w takich sytuacjach radzi sobie Internet, o czym przekonali się brytyjscy hodowcy. Właśnie dla nich i ich stad bydła została przygotowana aplikacja Tudder (połączenie słów tinder i udder – wymię). Jej twórcą jest firma, która uzyskała wsparcie w realizacji tego projektu m.in. tenisisty Andy’ego Murraya oraz brytyjskiego rządu.

Prawie jak dla ludzi
Zadaniem Tuddera jest kojarzenie zwierząt w celu uzyskania jak najkorzystniejszego rozrodu. Co ciekawe, twórcy programu do bardzo wielu jego elementów podchodzą z przymrużeniem oka, o czym może świadczyć choćby hasło: „Pomóż połączyć zwierzęta z farm, które poszukują bratniej duszy!”, reklamujące aplikację. Tudder swoją premierę miał w Walentynki, co również świadczy o sporym poczuciu humoru jego twórców. Wystarczy zatem zainstalować aplikację w smartfonie, zarejestrować się, by rozpocząć krowie randkowanie.

Właściciele stad, którzy zarejestrują się w Tudderze, będą mieli dostęp do całej bazy krów i buhajów, w której mogą przebierać. Według zapewnień producentów programu zawiera ona profile zwierząt obu płci, reprezentujących 42 000 brytyjskich gospodarstw.

Nawigacja po aplikacji jest bardzo podobna do tej w Tinderze: należy przesuwać w lewo fotografie krów bądź byków, którymi nie jesteśmy zainteresowani. Jeżeli jednak upatrzymy jakieś sztuki – trzeba przesunąć ich zdjęcie w prawo, a wtedy nasz smartfon wyda odgłos muczenia, a system przekieruje użytkownika na stronę aukcyjną bydła mlecznego zarządzaną przez Hectare Agritech, która w 2014 r. uruchomiła stronę internetową SellMyLivestock. Według jej szacunków jedna trzecia rolników w Wielkiej Brytanii już korzysta z tej platformy do obrotu zwierzętami.

Zabawa i dobór genetyczny
Każde zwierzę jest dokładnie opisane, wiadomo, ile ma lat, czy przebyło w przeszłości jakieś choroby, gdzie jest utrzymywane i kto jest jego właścicielem.
– W naszej aplikacji dostępne są informacje na temat wydajności mleka, zawartości białka, a także łatwości wycieleń – wyjaśnił Doug Bairner, prezes Hectare Agritech. – Kojarzenie zwierząt gospodarskich online jest znacznie łatwiejsze, niż dopasowywanie ludzi, ponieważ za tymi wspaniałymi stworzeniami kryje się ogromna ilość danych, dzięki którym można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, jakie będzie ich potomstwo i jakie cechy odziedziczą po rodzicach. Udostępnianie tych danych przez smartfony, czyli właściwie na wyciągnięcie ręki, łączy rolników z całego kraju i ułatwia handel. Poza tym taka forma sprzedaży w dużym stopniu łagodzi stres związany z transportem zwierząt i, moim zdaniem, może konkurować z tradycyjnymi rynkami.

Trzeba przyznać, że koncepcja, choć zabawna, ma spore szanse zyskania popularności wśród hodowców, którzy doskonale rozumieją, że nowe technologie są przyszłością tego sektora gospodarki. Żyjemy w świecie, w którym informacja staje się priorytetem, zwłaszcza ta, która dostarcza niezbędnych danych i pozwala zaoszczędzić czas. Tudder spełnia te wymagania. Aplikacja znacznie ułatwia hodowcom sprzedaż bydła. Szczególnie pomocna jest dla tych, których gospodarstwa położone są z dala od innych farm. Dzięki niej nie muszą jeździć np. na targi bydła, co jest czasochłonne i generuje koszty, a jednocześnie nie daje gwarancji zakupu odpowiedniej sztuki ani tym bardziej sprzedaży zawiezionych tam zwierząt.

Pozostaje zatem czekać aż Tudder zawita do naszego kraju, bo przecież Tinder doskonale odnalazł się na rodzimym rynku. A może wystarczy zmodyfikować nasz federacyjny program DoKo, tak pomocny przy kojarzeniach? W sumie dla chcącego nic trudnego, a przykład brytyjskich hodowców naprawdę daje do myślenia. Zwłaszcza że Hectare Agritech zamierza rozszerzyć swoją aplikację na inne gatunki zwierząt gospodarskich. Cóż, pożyjemy – zobaczymy… 